<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421</id><updated>2012-02-16T15:03:09.838-08:00</updated><title type='text'>Św. Abp Zygmunt Szczęsny Feliński</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://zfelinski.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>61</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-4286463080185897357</id><published>2011-09-14T12:02:00.000-07:00</published><updated>2011-09-14T12:02:47.029-07:00</updated><title type='text'>List   abpa   Felińskiego   do   senatora   Romualda   Hubego, 5 maj 1862</title><content type='html'>Pismo to dotyczy oświetlania figur świętych, zwłaszcza Matki Bożej. W odpowiedzi na żądanie władz, by Arcybiskup wydał zakaz oświetlania figur, Feliński nie tylko nie wydał żadnego w tej kwestii zakazu, ale w piśmie do senatora Hubego mocno ukazał dawny zwyczaj iluminowania w maju figur Matki Bożej jako znak pobożności wiernych.&lt;br /&gt;Ważne są końcowe słowa Arcybiskupa: "wzywanie najpierwszego kościelnego dygnitarza w kraju do ogłoszenia ludowi rozporządzeń policji, tak wyraźnie uwłacza należnemu godności mojej poszanowaniu, że spodziewam się, iż odtąd JW. dyrektor zechce się wymówić od przyjmowania na siebie podobnych zleceń" .&lt;br /&gt;List ten był wielokrotnie przedrukowywany w różnych pismach w Galicji i w Wielkopolsce oraz za granicą. Cytowany był również w licznych opracowaniach w całości lub w urywkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warszawa, 5 maja 1862 r. - N. 1249.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Arcybiskup Metropolita Warszawski&lt;br /&gt;do J. W. Dyrektora głównego prezydującego w Komisji&lt;br /&gt;Rządowej Wyznań i Oświecenia Publicznego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na reskrypt JW. Dyrektora z dnia 2 maja (20 kwietnia) r.b. N. 2648/6654, którym donosząc o illuminacji w dniu l maja figury Matki Bożej przed kościołem XX. Kapucynów w Warsz[awie], żądasz w konkluzji mojego pośrednictwa, w nakazaniu Duchowieństwu, iżby zabraniało i nie dopuszczało na przyszłość podobnych illuminaeji, pod surową odpowiedzialnością, mam zaszczyt przedstawić co następuje:&lt;br /&gt;Błędnie JW. dyrektor jesteś poinformowanym, że zwyczaj illuminowania figur i statuy świętych, oraz zbierania się przy nich wiernego ludu, bierze początek od zaszłych w kraju wypadków; zwyczaj ten praktykowany jest i aprobowany w kościele od najdawniejszych czasów, bo go natchnęła prawdziwa pobożność, a mówiąc o Warszawie, ma on miejsce, jak to wszystkim wiadomo, od czasu jak owe figury i statuy wzniesione zostały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Któż w Warszawie zamieszkały nie pamięta, że jeszcze przed dwudziestu i więcej laty, zbierał się lud przed wizerunkami świętych, umieszczonych w niszach domów starego i nowego miasta lub przed innymi figurami, jak np. przy kościele św. Aleksandra i tam w niektóre dni i święta, w prostocie serca zanosił w pobożnym śpiewie korne modły do Boga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zarząd w kościele i miejscach świętych powinien być zostawiony duchowieństwu i władzy duchownej, inaczej coraz większe tworzyć się będą nieporządki, które w końcu wywołać muszą to najsmutniejsze następstwo, że lud wierny, drażniony w najświętszych swoich uczuciach religijnych, niepokojony nawet w domach Bożych i miejscach świętych, rozpacz ogarnąć może i zaprzestanie uczęszczać na modlitwę, opuszczać będzie święta uroczyste, a które to symptomata, z boleścią i prawdziwym smutkiem serca wyznać to muszę, już się zaczynają objawiać, jak się o tym przekonywam z raportów od duchowieństwa, gdyż w r.b. zaledwie połowa wiernych dopełniła spowiedzi wielkanocnej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z uwagi przeto, że zwyczaj illuminowania figur i statuy SS. sięga najdawniejszych czasów, że jest praktykowany nie tylko w Królestwie, ale i we wszystkich krajach katolickich, że jest wypływem najprostszych i najczystszych uczuć pobożności, które religia nie potępiać, ale aprobować powinna i aprobuje; zechcesz przeto JW. Pan mieć władzę duchowną za usprawiedliwioną, że żadnych rozporządzeń do duchowieństwa, aby zabraniało tego, czego religia nie potępia, wydać nie mogę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dodaję wreszcie, że wzywanie najpierwszego kościelnego dygnitarza w kraju do ogłoszenia ludowi rozporządzeń policji, tak wyraźnie uwłacza należnemu godności mojej poszanowaniu, że spodziewam się, iż odtąd JW. dyrektor zechce się wymówić od przyjmowania na siebie podobnych zleceń.&lt;br /&gt;(podpisano) Zygmunt Szczęsny Feliński, arcybiskup metropolita Warszawski&lt;br /&gt;(podpisano) ks. Ludwik Czajewicz S. Reg. Konst. Jener. Warszawskiego&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-4286463080185897357?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/4286463080185897357'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/4286463080185897357'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/list-abpa-felinskiego-do-senatora.html' title='List   abpa   Felińskiego   do   senatora   Romualda   Hubego, 5 maj 1862'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-5152133534013817071</id><published>2011-09-14T11:59:00.000-07:00</published><updated>2011-09-14T11:59:28.728-07:00</updated><title type='text'>List abpa Felińskiego do Piusa IX, 22 kwiecień 1862, Warszawa</title><content type='html'>Arcybiskup dziękuje Papieżowi za list z 20 lutego 1862; informuje o staraniach u rządu o uwolnienie ks. prałata Białobrzeskiego i innych aresztowanych duchownych i świeckich. Ma nadzieję, że zostaną odwołane przepisy prawa karnego przeciwne prawu kanonicznemu. Pisze o nowym smutnym ukazie carskim o nowej organizacji Komisji WR i OP i utworzeniu przy niej Rady Duchownej (niebezpiecznej dla Kościoła), w której greko-katolicy zostali wyłączeni do odrębnej sekcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ojcze Święty,&lt;br /&gt;Wśród utrapień i trudności, pod którymi prawie upadałem, list Waszej Świątobliwości sprawił mi wielką radość i dodał mi siły do wiernego wypełniania mego obowiązku. Nie tylko ja sam, ale cały kler polski został bardzo wzmocniony i pocieszony ojcowską troską i życzliwością Waszej Świątobliwości okazaną naszemu narodowi.&lt;br /&gt;Powiadomiłem władze świeckie, że według sprawiedliwych i legalnych wymagań Waszej Świątobliwości, powierzony mi przez Boga Kościół powinien się cieszyć pełną wolnością, przede wszystkim usiłowałem wykazać konieczność wolnej i bezpośredniej łączności biskupów ze Świętą Stolicą Rzymską, bez której to wolności biskupi są zmuszeni albo uchybić świętemu i niezbywalnemu obowiązkowi porozumiewania się z Wikariuszem Chrystusa, albo do naruszenia prawa cywilnego, co nie da się pogodzić z ich sumieniem.&lt;br /&gt;Ponadto starałem się ponownie wnieść moją prośbę do Najjaśniejszego i Potężnego Cesarza i Króla, aby duchowni i wierni świeccy, czy to wtrąceni do więzienia, czy to zesłani na wygnanie, a zwłaszcza kanonik Białobrzeski, który pełnił urząd wikariusza kapitulnego, zostali łaskawie wypuszczeni na wolność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielką radość sprawiła nam nadzieja przybycia do nas Legata Apostolskiego. Oczekujemy z miłością i poddaniem przybycia tego, który przedstawia osobę samego Wikariusza Chrystusowego.&lt;br /&gt;Ożywia naszą nadzieję inny motyw, mianowicie, że Najjaśniejszy i Najpotężniejszy Imperator i Król odnosi się z większą życzliwością do religii katolickiej. Albowiem N. Monarcha nakazał, aby kodeks praw karnych, których znaczna część stanowi przepisy przeciwne prawom Kościoła katolickiego, został ponownie zrewidowany przez Radę Stanu Królestwa Polskiego. Charakter osób, które stanowią tę radę budzi&lt;br /&gt;uzasadnioną nadzieję, że ich zdanie będzie przychylne dla religii katolickiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z innej zaś strony wszyscy dobrzy katolicy bardzo boleją nad tym, że umiłowany przez nas Kościół grecko-unicki, który mimo różnicy obrządków, trwa mocno w jedności katolickiej, świeżo wydanym dekretem cesarskim został uznany jako odrębne wyznanie i stanowi nową i niezależną sekcję w Komisji, czyli ministerstwie kultu i zaliczony jest do wyznań akatolickich.&lt;br /&gt;Co do innych obietnic, danych mi w Petersburgu, oczekujemy nadal ich spełnienia z gorącym pragnieniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bogu Wszechmogącemu i Waszej Świątobliwości dziękuję za otrzymany list i apostolskie błogosławieństwo wraz z całym klerem i ludem wiernym powierzonym mej pieczy, którzy wśród wielkich przeciwności wdzięcznym sercem przyjęli nowe świadectwo Bożego względem nas miłosierdzia.&lt;br /&gt;Najpokorniejszy i najpoddańszy&lt;br /&gt;Waszej Świątobliwości Sługa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;S. F. Feliński&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warszawa, dnia 22 kwietnia 1862 r.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-5152133534013817071?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/5152133534013817071'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/5152133534013817071'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/list-abpa-felinskiego-do-piusa-ix-22.html' title='List abpa Felińskiego do Piusa IX, 22 kwiecień 1862, Warszawa'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-6410873085358954071</id><published>2011-09-14T11:56:00.000-07:00</published><updated>2011-09-14T11:56:33.370-07:00</updated><title type='text'>List do Juliana Felińskiego, 31 marzec 1862, Warszawa</title><content type='html'>Arcybiskup wyjaśnia sprawę listu pasterskiego, który napisał w Petersburgu, a po przyjeździe do Warszawy zmodyfikował jego treść. Rząd nie zgodził się na zmiany, żądając publikacji tekstu pierwotnego, czego Pasterz odmówił. Skutkiem tego nie ogłosił żadnego listu. Przedstawia też Arcybiskup trudności w obsadzie stanowiska rektora w Akademii Duchownej, zgodnie z Konkordatem. Wśród duchowieństwa dużo dobrej woli, ale mało nauki i gorliwości. Czeka na zapowiedziany list od Ojca Świętego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;N.B.P.J.C. i M.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;31 marca 1862 r., Warszawa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najdroższy Bracie!&lt;br /&gt;Aż teraz zaledwie zabieram się pisać do Ciebie, a i to nie wiem czy mi pozwolą skończyć, tak dalece nie jestem jeszcze panem mojego czasu. Przy tym z dnia na dzień postać rzeczy się zmieniała tak, że niepodobna mi było ocenić należycie prawdziwego położenia tak Kraju jak i mego własnego. Dziś horyzont nieco się wyjaśnia, nie tak wszakże, bym już jasno widział.&lt;br /&gt;Z listem Pasterskim rzeczywiście tak było, żem go napisał w Petersburgu pod wpływem wrażeń nieco jednostronnych, zwłaszcza pod względem ocenienia charakteru narodowego ruchu. Za przybyciem tu nie spotkałem nikogo, kto by się przyznał do antysocjalnych lub antyreligijnych dążeń, ani nawet, kto by się na takie dążenia uskarżał, a liczne zbieranie się i przykładne zachowanie się wiernych w kościołach przekonało mnie najlepiej, iż to są przesadzone obawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zmodyfikowałem przeto mój list pierwotny i tak zmieniony podałem go tutejszym władzom, ostrzegając o zmianach i o ich powodzie. Rząd na zmiany nie przystał i domagał się pierwiastkowej redakcji, gdy jednak stanowczo odmówiłem, stanęło na tym, żem nic nie ogłosił. Stosunki z rządem oziębiły się przeto bardzo, ale nie zerwały się wszakże.&lt;br /&gt;Ponieważ stan obecny jest wyraźnie tylko tymczasowy, gdyż wszystko jest w zawieszeniu i czeka organizacji, staram się więc skorzystać z tej pory, żeby urządzić to, co z ogólnym stanem kraju najmniej ma bezpośredniego stosunku, a mianowicie nauki i karność kościelną. Trzeba było zacząć od osób. Udało mi się, nie bez znacznych trudności, przeprowadzić Księdza Rzewuskiego na Oficjała, a mając Konsystorz pod swoim okiem, z tej strony jestem spokojny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Największą trudność spotkałem w Akademii. Ze wszystkich, którzy mogli być przez rząd na posadę Rektora potwierdzeni, ks. Popiel, moim zdaniem, łączył najwięcej warunków, bo i młodszy, i naukowy, i gorliwy, ale starsi profesorowie nie życzą go sobie, gdyż woleliby, którego ze swego grona. Ks. Szczygielski najwięcej o tę posadę się dopomina i robi wielkie zabiegi, a ja właśnie dlatego samego najmniej go sobie życzę. Chcąc nadto skorzystać z prawa Konkordatem Arcybiskupom zastrzeżonego, postanowiłem sam nominować Rektora i zapytałem tylko Komisję, czy Rząd ze strony świeckiego postępowania nic przeciwko Księdzu Popiołowi nie ma.&lt;br /&gt;Komisja wszakże zadecydowała, że ponieważ Konkordat wyraźnie o Akademii Warszawskiej nie mówi, Ustawa zaś z r. 1835 jest przez Cesarza zatwierdzona i nigdy abrogowaną nie była, nie może przeto bez wyraźnego rozstrzygnięcia tej kwestii przez Cesarza dopuścić, bym mianował sam Rektora. Stanęło więc na tym, że przedstawiam Ks. Popielą na zastępcę Rektora, co mi obiecano potwierdzić, a o kwestię zasady apeluję do Cesarza. Wedle istniejącej obecnie Ustawy Biskupi wybierają każdy jednego kandydata i podają Arcybiskupowi, który z tej liczby dwóch przedstawia Komisji, a ta Cesarzowi, który mianuje i nikt już krom Cesarza odwołać takiego Rektora nie może. Co naturalnie ogranicza niezmiernie władzę Arcybiskupa, zwłaszcza że i profesorów nawet sam składać [usuwać] nie ma prawa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wezwanie do Rzymu odebraliśmy drogą oficjalną, ale zarazem oświadczono mi, że Cesarz znajduje, że mnie żadną miarą w tak niespokojnym czasie Diecezji opuszczać nie można. Podałem jednak prośbę, na którą zapewne mi to samo odpowiedzą. O ile mogłem wyrozumieć jednemu tylko Biskupowi z Królestwa i jednemu z Cesarstwa pozwolą pojechać, zapewne Marszewski i Fijałkowski wybrani będą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W duchowieństwie tutejszym znalazłem wiele bardzo dobrych żywiołów i żadnej obawy, żeby dla jakich bądź względów od Stolicy Apostolskiej odszczepić się mieli. Rzadka jednak gorliwość prawdziwie kościelna, tj. o zbawienie dusz i szerzenie chwały Bożej - doczesność zanadto góruje. Nie mówię tylko o patriotyzmie, ale i w życiu codziennym. Dyscyplina rozwolniona i nauki słabe, ale dużo dobrej woli.&lt;br /&gt;Wśród podobnych trudności nie potrzebuję ci mówić, jakbym pragnął mieć ciebie przy boku, mimo to jednak uwagi twoje, a zwłaszcza O. Hieronima, zakomunikowane mi ustnie, skłaniają mnie do tego, że Ci zostawiam zupełną wolność pozostania, ile będziesz uważał za potrzebne. Ostrzegam Cię tylko, że bez zmiany radykalnej u nas ani marzyć nie można, by Zmartwychwstańcy wrócić kiedy mogli do Kraju jako Zgromadzenie, chyba jak wymrą wszyscy Emigranci. Największa trudność w dozwoleniu posyłania młodych kleryków do Rzymu jest właśnie obawa ich wpływu. Skoro przeto wstąpisz do nich może się to stać dla Ciebie przeszkodą do powrotu. Ta sama trudność zachodzi i względem Sióstr Niepokalanego] Poczęcia. Gdyby one mogły dostać się naprzód do Poznania lub Galicji, choćby na czas jakiś, wówczas można by je było sprowadzić do Warszawy, do czego bym się najchętniej i najserdeczniej przyłożył. Ale wprost z Rzymu i spod kierownictwa OO. Zmartwychwstańców] na teraz całkiem niepodobna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drogiemu i Szanownemu Ojcu Piotrowi z głębi duszy dziękuję za tę prawdziwie ojcowską opiekę jaką mnie otoczyć raczył w tak trudnej dla mnie chwili - wiele zawdzięczam tej życzliwości, którą niech mu Pan Bóg najsowiciej wynagrodzi.&lt;br /&gt;Listu od Ojca Ś[więtego] z najgorętszym upragnieniem wyczekuję. Tymczasem wyprawiłem moje sprawozdanie z tego, co zaszło, chociaż mi to bardzo trudno, z powodu nieznajomości języka łacińskiego, użycie zaś cudzego pióra niezmiernie myśl i uczucie krępuje.&lt;br /&gt;Dziękuję za modlitwy i nadal o nie proszę. Tu idzie dość dobrze, jeśli przełamię opór w Akademii i otrzymam nowy gmach na Seminarium, to może pójść część kościelna bardzo dobrze. Ważna rzecz, że Rada Stanu otrzymała polecenie przerobienia Statutu Kryminalnego, w którym uciążliwe prawa dla religii są zawarte.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Twój Z. S. Fe[liński]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-6410873085358954071?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/6410873085358954071'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/6410873085358954071'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/list-do-juliana-felinskiego-31-marzec.html' title='List do Juliana Felińskiego, 31 marzec 1862, Warszawa'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-3136758418588208707</id><published>2011-09-14T11:52:00.000-07:00</published><updated>2011-09-14T11:52:46.331-07:00</updated><title type='text'>Pismo  abpa   Felińskiego  do  senatora  Romualda  Hubego, dyrektora głównego prezydującego w Komisji Rządowej Wyznań Religijnych, 19.03.1862</title><content type='html'>Arcybiskup, dążąc do urządzenia wszystkich spraw w Archidiecezji zgodnie z Konkordatem, powiadamia władze rządowe o swym zamiarze mianowania ks. Wincentego Popielą Rektorem Akademii Duchownej w Warszawie oraz o oddzieleniu kancelarii osobistej od kancelarii Konsystorskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do Jaśnie Wielmożnego Głównego Dyrektora Komisji Rządowej Oświecenia i Wyznań&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obeznawszy się bliżej ze składem Administracji Duchownej w Archidiecezji mojej i porównując status quo - z brzmieniem Konkordatu, zawartego w roku 1847 między Najjaśniejszym Panem a Dworem Rzymskim, spostrzegłem, że w dwóch najważniejszych przedmiotach, a mianowicie w urządzeniu Akademii Duchownej i Konsystorza, myśl Konkordatu dotąd w życie wprowadzoną nie została.&lt;br /&gt;Że jednak stan obecny wielki przynosi uszczerbek Arcybiskupiej władzy, postanowiłem przeto wejść w całkowite użycie praw Konkordatem mi zastrzeżonych, gdyż inaczej ani nauk podnieść, ani karności ustalić należycie nie zdołam.&lt;br /&gt;W tym duchu postępując miałem już zaszczyt przedstawić Komisji zamiar mój mianowania na wakującą posadę Rektora Duchownej Akademii Księdza Wincentego Popielą, z Diecezji Kielecko-Krakowskiej, jeśli Władze Krajowe nic przeciwko&lt;br /&gt;cywilnemu jego postępowaniu nie mają, o wydanie jakowej decyzji i obecnie śmiem upraszać.&lt;br /&gt;Nadto, chcąc umocnić władzę moją administracyjną, zamierzam ograniczyć władzę Konsystorską i zamknąć ją w ścisłych granicach Konkordatem określonych, wszystko zaś inne bezpośredniej decyzji mojej zarezerwować. W tym celu chcę Kancelarię Konsystorza od mojej osobistej Kancelarii oddzielić, etatu wszakże ogólnego nie powiększając: a mianowicie, jednego Sekretarza i jednego Kancelistę przenieść z Konsystorza do Kancelarii Arcybiskupiej.&lt;br /&gt;Nie chcąc tej, jakkolwiek zupełnie legalnej odmiany, bez wiedzy Władz Krajowych czynić, mam honor zawiadomić JWPana Dyrektora Głównego Komisji Rządowej Oświecenia i Wyznań o zamierzonej przeze mnie reformie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Arcybiskup Metropolita Warszawski&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;+ Zygmunt Szczęsny Feliński&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warszawa, d. 19 marca 1862 r.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-3136758418588208707?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/3136758418588208707'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/3136758418588208707'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/pismo-abpa-felinskiego-do-senatora.html' title='Pismo  abpa   Felińskiego  do  senatora  Romualda  Hubego, dyrektora głównego prezydującego w Komisji Rządowej Wyznań Religijnych, 19.03.1862'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-1557816391418101680</id><published>2011-09-14T11:49:00.000-07:00</published><updated>2011-09-14T11:49:54.452-07:00</updated><title type='text'>List abpa Felińskiego do Aleksandra II, cesarza rosyjskiego, przed 12/24 lutego 1862</title><content type='html'>Oryginał zaginął. Aleksander Kraushar wydrukował powyższy list (tłum. z francuskiego) z kopii znajdującej się w Petersburgu, w księdze tajnych dokumentów, należącej do prywatnego archiwum hr. Juliusza Tęgoborskiego, prezesa kancelarii dyplomatycznej Namiestnika Królestwa Polskiego w Warszawie w 1862 r.&lt;br /&gt;Pismo to, dotyczące listu pasterskiego, Arcybiskup złożył na ręce Piotra Kristoforowicza Sofianosa, dyrektora kancelarii dyplomatycznej Namiestnika w Warszawie, z prośbą o przesłanie do cesarza.&lt;br /&gt;Arcybiskup napisał list pasterski w Petersburgu, po przyjeździe do Warszawy i zapoznaniu się z sytuacją krajową, zmienił jego treść. Tymczasem jego list pierwotny został opublikowany we Francji. Car naciskał na jego ogłoszenie w Warszawie, ale Arcybiskup okazał odwagę i oparł się temu, gotowy zrezygnować z urzędu.&lt;br /&gt;Car ostatecznie uwzględnił przedstawienie Pasterza, nie naciskał na publikację pierwotnego listu, ale nie dozwolił opublikować nowej jego wersji, tak więc Arcybiskup rozpoczął urzędowanie bez ogłoszenia listu pasterskiego. Przesłał go duchowieństwu dopiero w jesieni 1862 r., gdy została zdjęta cenzura z listów pasterskich do wiernych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Błagam Waszą Cesarską Mość o dozwolenie mi powstrzymania się w moim orędziu od wszelkich kwestii politycznych. Pierwsza na tym polu próba przekonała mnie, iż akcja moja byłaby tylko wielce szkodliwą, o ile by wykroczyła poza granice wyłącznie kościelne.&lt;br /&gt;Mam tak głębokie przekonanie o prawdzie tego, co tu przedstawiam, iż jeśliby Wasza Cesarska Mość nie raczył przychylić się do tej prośby i gdyby zażądał ogłoszenia mego orędzia pierwotnego, jestem zdecydowany złożyć władzę moją w ręce kapituły i cofnąć się do klasztoru, w celu pogodzenia moich obowiązków kapłana i poddanego.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-1557816391418101680?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/1557816391418101680'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/1557816391418101680'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/list-abpa-felinskiego-do-aleksandra-ii.html' title='List abpa Felińskiego do Aleksandra II, cesarza rosyjskiego, przed 12/24 lutego 1862'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-7567586977655654890</id><published>2011-09-14T11:47:00.000-07:00</published><updated>2011-09-14T11:47:57.624-07:00</updated><title type='text'>List abpa Felińskiego do Papieża Piusa IX, 24 marzec 1862, Warszawa</title><content type='html'>Arcybiskup przedstawia Papieżowi stan Archidiecezji i program swej pracy. Porusza następujące sprawy: audiencja u cesarza, list pasterski, kwestia śpiewów patriotycznych, starania o uwolnienie aresztowanych księży, sprzeciw rządu odnośnie jego wyjazdu do Rzymu, kwestia uwłaszczenia chłopów w dobrach kościelnych.&lt;br /&gt;Pisze o swym programie zmierzającym do odrodzenia duchowego kleru i wiernych; o duchowieństwie, które jest patriotyczne, ale przywiązane do Stolicy Apostolskiej, o potrzebie drugiego biskupa dla unitów; wysuwa kandydaturę ks. Pawła Rzewuskiego na sufragana warszawskiego. Ojciec&lt;br /&gt;Światy odpowiedział 11 sierpnia 1862 na listy Arcybiskupa z 24 marca i l lipca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ojcze Święty!&lt;br /&gt;Zdając sobie sprawę z obowiązku troski pasterskiej o Kościół w Polsce, włożonego na nasze słabe ramiona, a także z trudności wynikających z okoliczności w jakich się znajdujemy, uważamy, że będzie rzeczą niezwykle miłą Waszej Świątobliwości, jeśli Ją, dokładnie poinformujemy o stanie Kościoła w Polsce.&lt;br /&gt;Ciężar władzy arcybiskupiej - którą, chociaż niegodni, zostaliśmy obdarzeni - przyjęliśmy, gdyż Imperator, który przyjął nas na prywatnej audiencji, zapewnił nas, że z naszej strony nie wymaga żadnych ustępstw, lecz owszem pragnie, abyśmy sprawowali rządy zgodnie z prawem kanonicznym, do czego, jak dodał, droga będzie stała otworem; wreszcie dla omówienia szczegółów wszystkich spraw odesłał nas do Pana Płatonowa, Sekretarza Stanu do Spraw Królestwa Polskiego.&lt;br /&gt;Gdy następnie rozmawialiśmy o tym ze wspomnianym Płatonowem, przedstawiliśmy najpierw do rozważenia wnioski administratora Majerczaka, przyjęte już przez Radę Stanu Królestwa Polskiego, usłyszeliśmy z przyjemnością od tegoż Pana Płatonowa, który nam oświadczył, że wszystkie postulaty, zawarte w tych propozycjach, będą spełnione.&lt;br /&gt;Gdyśmy następnie rozmawiali o zbiorze próśb, jakie w poprzednim roku przedstawili hrabiemu Lambertowi biskupi polscy, również otrzymaliśmy przyrzeczenie ich spełnienia, jednakże z wyjątkiem dwóch, z których jedna odnosiła się do bezpośrednich kontaktów ze Stolicą Świętą, a druga do wizytacji klasztorów przez przełożonych generalnych. Jak dotąd nic z tego nie zostało spełnione.&lt;br /&gt;Kiedy przebywaliśmy jeszcze w Petersburgu, przekonywano nas, że agitacja w Polsce ma w istocie charakter socjalistyczny i bezbożny, przeto z wielką skwapltwością napisaliśmy list pasterski, który miał na celu uchronić naród od tego podwójnego niebezpieczeństwa. Gdy jednak tu przybyliśmy, nic takiego nie dostrzegliśmy jak tylko pewne patriotyczne uniesienie umysłów, żadnego wszakże śladu doktryn antyreligijnych czy antyspołecznych.&lt;br /&gt;Po stwierdzeniu tego natychmiast zmieniliśmy zdanie i wstrzymaliśmy się z ogłoszeniem naszego listu. Wzbranialiśmy się bowiem udzielić przez naszą wypowiedź poparcia dla tezy, dla której Rząd starał się pozyskać państwa europejskie, iż zamieszki w Polsce zmierzają do wprowadzenia anarchii. Dlatego też Rząd chciał wywrzeć na nas nacisk, lecz wskutek naszego oporu, udzielono nam swobody działania. Po zajęciu takiego stanowiska nasze stosunki z Rządem doznały pewnego ochłodzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed naszym przybyciem do Warszawy krążyły opinie ludzi uprzedzonych do nas: wszyscy bowiem uważali nas za powolne narzędzie w rękach Rządu i w ten sposób tłumaczono poszczególne nasze czynności. Dlatego też nie było zgoła rzeczą dziwną, że gdyśmy zwrócili się z wezwaniem, by nie śpiewano w kościołach pieśni zakazanych przez Rząd, to wówczas zawrzały umysły ludzi. Posłuszni jednak byli naszemu wezwaniu i po paru dniach wielu zaczęło wyzbywać się już swego uprzedzenia w stosunku do nas. Teraz frekwencja wiernych w kościołach jest duża, zanoszą modły z wielką gorliwością, nie ma też ani śpiewów, ani jakichkolwiek demonstracji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszyscy trwają w oczekiwaniu, my zaś ciągle żywimy nadzieję, że muszą nastąpić niemałe zmiany. Przyjąwszy takie założenie mamy następujący plan: wykorzystać ten czas niezdecydowania, by odnowić kler od wewnątrz, wpływając na poprawę stanu Seminarium, Akademii i Konsystorza, pobudzając gorliwość i dyscyplinę kościelną, otwierając zakłady służące nauczaniu ludu i pielęgnowaniu dzieł miłosierdzia.&lt;br /&gt;W podejmowaniu tych przedsięwzięć bardzo nam pomagają ludzie z wyższych sfer i wielu duchownych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co się tyczy nas samych, podejmiemy wszelkie starania, by przybyć w dniu 27 maja do Rzymu i już prosiliśmy hrabiego Ludersa, aby zasięgnął zdania u Rządu w Petersburgu. Dotychczas nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. W Petersburgu usiłowaliśmy prosić księcia Gorczakowa i samego Cesarza, o uwolnienie wszystkich kapłanów wtrąconych do więzienia, ale otrzymaliśmy odmowną odpowiedź. Gdyśmy obecnie prośbę tę ponowili, hrabia Luders przyrzekł nam, że wstawi się za nami. Przeto spodziewamy się, że w dniu 27 kwietnia (st.st), w dniu uroczystości Cesarza, przynajmniej duchownym i aresztowanym w kościołach zostanie udzielona amnestia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Unici, którzy tu przebywają, mają w kraju tylko jednego biskupa. Byłoby dla nich rzeczą pożądaną, aby mogli otrzymać biskupa diecezjalnego i sufragana, gdyż słusznie się obawiają, aby wkrótce nie zostali pozbawieni biskupa ze względu na podeszły wiek i chorobę biskupa Taraszkiewicza.&lt;br /&gt;Duchowieństwo polskie uchodzi za bardzo patriotyczne i chyba nawet więcej troszczy się o dobro Ojczyzny niż o dobro Kościoła. Jednakże z wielkim szacunkiem odnosi się do Stolicy Świętej i nie ma najmniejszego niebezpieczeństwa schizmy. Mamy niezłomną nadzieję, że gdy polepszy się stan studiów i seminariów, sprawy wezmą lepszy obrót, ze względu na żarliwą wiarę i szacunek jakim lud polski darzy kapłanów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byłoby nam również bardzo przyjemnie dowiedzieć się, co Stolica Apostolska sądzi o uwłaszczeniu chłopów w dobrach kościelnych: mianowicie, czy biskupi polscy mogliby naśladować właścicieli świeckich, którzy zawierają z wieśniakami umowy na bardzo dogodnych warunkach, co byłoby zbawienne i pilne. Skoro w tym przedmiocie chodzi o pewien rodzaj alienacji, wspomniani biskupi, pragnąc postępować zgodnie z sumieniem, proszą pokornie Waszą Świątobliwość o władzę, aby część ziemi uprawianej przez włościan mogli im oddać na tych samych warunkach, na jakich to czynią właściciele świeccy. Rząd nie zgodził się na wysłanie takiej prośby do Waszej Świątobliwości, co nie jest rzeczą dziwną, gdyż nie chce uznać niezależności kościelnej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponadto doszło do naszej wiadomości, że tenże Rząd, nie pytając nas o zdanie, wśród innych kandydatów na wakujące stolice biskupie, przedstawił księdza Zwolińskiego, który - tak wśród duchownych jak i świeckich - nie cieszy się dobrą sławą. My zaś przedstawiliśmy jako kandydata na naszego sufragana księdza kanonika Rzewuskiego, męża jaśniejącego cnotą i nauką.&lt;br /&gt;Już teraz, ciesząc się nadzieją, że wkrótce będziemy mogli ucałować stopy Waszej Świątobliwości, upadając do Jego nóg, powodowani miłością i synowskim oddaniem, pokornie prosimy o apostolskie błogosławieństwo.&lt;br /&gt;Waszej Świątobliwości&lt;br /&gt;Najpokomiejszy i najoddańszy sługa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zygmunt Szczęsny Feliński Arcybiskup Warszawski&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-7567586977655654890?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/7567586977655654890'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/7567586977655654890'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/list-abpa-felinskiego-do-papieza-piusa.html' title='List abpa Felińskiego do Papieża Piusa IX, 24 marzec 1862, Warszawa'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-1304233188150153440</id><published>2011-09-14T11:44:00.000-07:00</published><updated>2011-09-14T11:44:13.301-07:00</updated><title type='text'>Wyjątek z przemówienia abpa Felińskiego do duchowieństwa, 11 luty 1862, Warszawa</title><content type='html'>Podczas pierwszego spotkania z duchowieństwem Stolicy Arcybiskup przedstawił program swych rządów, który miał na celu ustawić wszystkie sprawy kościelne w Archidiecezji w oparciu o prawo kanoniczne i rozporządzenia Stolicy Apostolskiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nauka moja nie jest moja - rzekłem - ale tego, który mnie posłał, tj. katolickiego Kościoła, stróża i ministra ustanowionej przez Chrystusa religii. Głównym przeto zadaniem moim będzie urządzić wszystkie sprawy duchowne wedle ducha Kościoła, tj. zgodnie z prawem kanonicznym i rozporządzeniami Stolicy Apostolskiej. Zbliżyć się jak najwięcej do normy ukazanej nam w Rzymie i związać się jak najściślej z ogniskiem jedności katolickiej - oto główna treść mego pasterskiego programu.&lt;br /&gt;Stąd pod względem zarządu postaram się usunąć nie tylko wszystkie nadużycia wbrew kanonicznemu prawu przeciwne, lecz i wszelkie praktyki i zwyczaje niezgodne z duchem kościelnym i na żadnych synodalnych postanowieniach nie oparte, chociażby przez świecką władzę podtrzymywane i mające za sobą długoletnią praktykę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W przedmiocie wychowania duchownej młodzieży postaram się tak urządzić Akademię i seminaria, by i treść wykładanych tam nauk w niczym nie odstępowała od zaleconych przez Stolicę Apostolską podręczników i sama też metoda zbliżała się jak najwięcej do używanej w Rzymie metody.&lt;br /&gt;Przełożonym zaś klasztorów oświadczam, iż niezmiernie wysoko cenię i poważam zakony i całym sercem dopomóc jestem gotów do odnowienia ducha zakonnego i wprowadzenia ścisłości reguły. Pragnę szanować wewnętrzną niezależność zgromadzeń i gotów jestem wspierać ich legalną władzę w jej chwalebnych usiłowaniach do zaprowadzenia niezbędnych reform. Lecz od zakonników poza klasztorem i w posługach parafialnych, jurysdykcji mojej podległych, wymagać będę z całą ścisłością tego wszystkiego, czego od każdego kapłana wymagać mam prawo i obowiązek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W stosunku wreszcie do sfer zewnętrznych, nie należących do Kościoła nauczającego, starać się będę wywalczyć zgodną z wysokim posłannictwem Kościoła niezależność. Kościół jest nauczycielem, a więc nie może przyjmować nauk od tych, których oświecać winien; Kościół jest Pasterzem i Ojcem, jego przeto jest rzeczą rozkazywać, a nie słuchać. Ścisłym i wiernym trzymaniem się praw kościelnych najskuteczniej wyzwolimy się od niesłusznych wymagań władzy świeckiej, względem której wystarczy zawsze opór bierny. Rzymskie non possumus zamknie usta władzy, albo zmusi ją do jawnego prześladowania religijnego i zgotuje nam wieniec wyznawców.&lt;br /&gt;Odwaga zaś połączona z godnością, co nie lęka się głośno wypowiadać swych przekonań i nie zważa na pogróżki i chłostę tak zwanej opinii publicznej, uwolni nas od przewagi ulicy, wdzierającej się pod płaszczem patriotyzmu do administracji kościelnej i czysto religijnych obrzędów. Musimy się otrząsnąć z tych poniżających wpływów, co paraliżują pasterską działalność naszą i kompromitują godność kapłańską, a nawet mogłyby poddać pod wątpliwość czystość naszej wiary. Oto są główne zarysy tego planu, jaki przeprowadzić zamierzyłem w moim zarządzie. [...]"&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-1304233188150153440?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/1304233188150153440'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/1304233188150153440'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/wyjatek-z-przemowienia-abpa-felinskiego.html' title='Wyjątek z przemówienia abpa Felińskiego do duchowieństwa, 11 luty 1862, Warszawa'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-3381030387150112097</id><published>2011-09-14T11:42:00.000-07:00</published><updated>2011-09-14T11:42:01.952-07:00</updated><title type='text'>List abpa Felińskiego do Piusa IX, 28 styczeń/ 10 luty 1862, Warszawa</title><content type='html'>List Arcybiskupa do Papieża, napisany niezwłocznie po przyjeździe do Warszawy i zapewne posłany do Stolicy Apostolskiej drogą oficjalną. Nie odnaleziono jego śladu wśród akt Archiwum Watykańskiego.&lt;br /&gt;Przypuszczać należy, że został zatrzymany przez władze rosyjskie w Petersburgu i odłożony ad acta. Natomiast dokumenty: przysięga Arcybiskupa i wyznanie wiary, o których jest mowa w tym liście, znajdują się w zbiorach Archiwum Watykańskiego.&lt;br /&gt;Wiarygodność z polskim tekstem potwierdzona: Warszawa, 16/28 marca 1862 r. Podpis nieczytelny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;N. 4951&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ojcze Święty,&lt;br /&gt;Wolą Opatrzności, bez jakiejkolwiek zasługi z mojej strony, wyniesiony do godności arcybiskupiej, uważam, że moim świętym obowiązkiem jest wyrazić uczucia wierności jakie żywię wobec Stolicy Apostolskiej. W drugą niedzielę po Objawieniu Pańskim, w dzień poświęcony Bogu i Zbawicielowi naszemu, zgodnie z formą ustaloną w Bulli Waszej Świątobliwości, złożyłem wyznanie wiary przed Jego Ekscelencją Wacławem Żylińskim, Arcybiskupem Metropolitą Mohylewskim, w asyście Ich Ekscelencji biskupów: hrabiego Henryka Platera, sufragana łowickiego, Staniewskiego, sufragana mohylewskiego i Bereśniewicza, sufragana żmudzkiego, a również w obecności dwóch kanoników, delegatów kapituły metropolitalnej warszawskiej.&lt;br /&gt;Jeden egzemplarz tegoż wyznania wiary, własną ręką podpisany i opieczętowany, przesyłam, zgodnie z poleceniem wyrażonym we wspomnianej bulli.&lt;br /&gt;Obrzędu włożenia rąk (konsekracji), przez który została mi udzielona pełnia władzy biskupiej, dokonał tenże Arcybiskup Mohylewski, a po tej ceremonii i po ponownym wyznaniu wiary, zgodnie z wolą Waszej Świątobliwości, wspomniany&lt;br /&gt;Arcybiskup, nałożył mi paliusz, wzięty z grobu św. Piotra, darowany mi łaskawie przez Stolicę Apostolską.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czując swoją niegodność, z lękiem i drżeniem, korząc się przed wolą Wszechmogącego, przyjmuję odpowiedzialną, zwłaszcza w obecnym krytycznym czasie, ową godność, prosząc jedynie Wszechmogącego Dawcę Darów Niebieskich, niezbadanego w swoich wyrokach, który często wybiera stworzenie słabe i nieudolne dla wypełnienia swoich zamiarów, aby On mnie, którego stworzył słabym i postawił na czele swojego ludu, umocnił Swoją Miłością i nie pozwolił mi odłączyć się od niej.&lt;br /&gt;Najpoddaniej i najpokorniej proszę dla siebie i powierzonego mi ludu o Apostolskie Błogosławieństwo Waszej Świątobliwości jako poręki pomocy Wszechmogącego. Waszej Świątobliwości najniższy i najpokorniejszy sługa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(podpisał) Zygmunt Szczęsny Feliński arcybiskup warszawski &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warszawa, 28 stycznia (st.st.) 1862 r.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-3381030387150112097?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/3381030387150112097'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/3381030387150112097'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/list-abpa-felinskiego-do-piusa-ix-28.html' title='List abpa Felińskiego do Piusa IX, 28 styczeń/ 10 luty 1862, Warszawa'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-7545301311698695839</id><published>2011-09-14T11:39:00.000-07:00</published><updated>2011-09-14T11:39:23.630-07:00</updated><title type='text'>List do brata Juliana Felińskiego, 29 listopad/ 11 grudzień 1861, Petersburg</title><content type='html'>Ks. Feliński powiadamia brata Juliana, studiującego w Rzymie teologię na Uniwersytecie Gregoriańskim, o swej kandydaturze na stanowisko arcybiskupa warszawskiego. Ma przeczucie, że Stolica Apostolska przyjmie ten wybór i prosi o instrukcje z Watykanu w następujących kwestiach: otwarcia kościołów, starania o nuncjusza, zwołania synodu, podjęcia reform, stosunku do rządu, do manifestacji patriotycznych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;29 listopada 1861 r., Petersburg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Deo factum est istud et est mirabile in oculis nostris! Nim list ten odbierzesz, przedstawienie mnie na Arcybiskupa Warszawskiego będzie już w Rzymie, a może nawet i odpowiedź już zostanie wyprawiona, gdyż umyślnego kuriera wysłali. Jedno słowo Ks. Konstantego sprawiło to wszystko, nie chciał być sam i mnie zaproponował.&lt;br /&gt;Łatwo pojmujesz, że jeśli to przyjdzie do skutku, nie tylko pragnąłbym, ale wymagałbym nawet od Ciebie, żebyś był przy mnie radą i piórem wspierając w tak trudnym położeniu. Wszystkie względy powinny, jak sądzę, ustąpić wobec tak ważnej kościelnej i krajowej służby. Gdybyś wezwany odmówił, miałbyś sobie później do wyrzucenia wszystkie błędy, które bym popełnił, a którym mógłbyś radą swoją zapobiec. Nie chcę, żebyś szukał rozwiązania swego ślubu, chyba, że sam za potrzebne to uznasz, lecz żebyś wykonanie jego odłożył do czasu, kiedy w sumieniu poczujesz się od innej służby wolnym.&lt;br /&gt;Spodziewam się, że będziesz mógł dowiedzieć się jaką dano odpowiedź w moim interesie i stosownie do tego radbym, żebyś się urządził z sobą, jeśli przyjęto, to ci też powiedzą jak prędko sprawa pójdzie i kiedy bada mógł być w Warszawie. Radbym bardzo jak najkrócej być tam bez Ciebie. Nie chciałbym wszakże żebyś przerywał studia i stopnia zaniechał, jeśli to bardzo wielkiej zwłoki nie uczyni. Może też przez wzgląd na okoliczności przyśpieszą dla ciebie egzamin.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nim wyjedziesz staraj się wziąć jak najdokładniejszą instrukcję co do naszych interesów. Zapytaj w szczególności czy chcą abyśmy się dopominali o Nuncjusza w Warszawie; czy pochwalają myśl zwołania Synodu prowincjalnego; czy zwoływać chociażby rząd się sprzeciwiał. Czy Synod taki dobrze zrobi, jeśli otrzymawszy odmowną odpowiedź od rządu, co do zniesienia praw na krzywdę religii postanowionych, uzna je postanowieniem swoim za nieobowiązujące dla wiernych; czy w stosunkach ze Stolicą Apostolską, w razie odmówienia wolności zupełnej, będzie dobrze jeśli każde pismo, szczerze napisane, w jednym egzemplarzu posyłać się będzie drogą oficjalną, a w drugim drogą prywatną, prosząc, by Stolica Apostolska i odpowiedź też dwoma drogami przesyłała?&lt;br /&gt;Czy w razie zobowiązania się rodziców dobrej wiary, wbrew rządowym postanowieniom, że będą wychowywać dzieci w religii katolickiej, można prosić o dyspensę w Rzymie? Czy można tolerować wprowadzony zwyczaj odprawiania nabożeństwa za dusze zmarłych w ogólności, ale z wystawieniem insygniów zmarłej osoby schizmatyckiej z Cesarskiej familii? I w ogóle czy wszystkie nadużycia wprowadzone znosić bez różnicy, chociażby się na prześladowanie naraziło?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozpylaj się dokładnie jak stoi interes domu należącego do Królestwa Polskiego, w którym niegdyś była bursa dla uczących się w Rzymie naszych duchownych; czy nie można by odzyskać tego domu i znowu na tenże cel obrócić? Co do bliższych interesów dowiedz się i donieś mi niezwłocznie czy pochwalają mój zamiar, co do manifestacji w Kościele, żeby otrzymać u rządu zupełne nie mieszanie się do tego, co się dzieje w Kościele, z obietnicą wzajemną, że środkami moralnymi duchowieństwo wpływać będzie na przykrócenie tych manifestacji?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co robić w takim razie, jeśli Kapituła albo Konsystorz stanie przeciwko mnie w kwestii otwarcia Kościołów i oddziaływania na manifestacje, albo jeśli (co najprawdopodobniejsze) zachowa się biernie, w niczym dopomagać nie chcąc? Czy na to nie uważając swoje robić z tymi kilku księżmi, co zechcą współpracować, czy zaniechać działania, aż póki wyższe duchowieństwo do tego się nie poczuje, czy wreszcie nieposłusznych kościelnymi karami dotykać? Ja bym był za pierwszym środkiem.&lt;br /&gt;Pytaj się w ogóle o wszystko, co tylko przewidzieć potrafisz i drogą zwyczajną tymczasem pisuj, a jak tylko będziesz mógł, przyjeżdżaj do Warszawy, bo nie wiem dlaczego zdaje mi się, że w Rzymie nie odmówią.&lt;br /&gt;Usposobienie moje dotychczas dobre - spokój i ufność w Panu Bogu. Módl się mój drogi i modlitwom dusz miłujących Kościół mnie poleć. Ani wątpię nawet, że przyjedziesz mi pomagać, bo na takiej służbie, chociażby życie przedwcześnie trzeba było położyć, to nie żal, bo to epoka budowania może na długie wieki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Twój na zawsze Fel[iński]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-7545301311698695839?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/7545301311698695839'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/7545301311698695839'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/list-do-brata-juliana-felinskiego-29.html' title='List do brata Juliana Felińskiego, 29 listopad/ 11 grudzień 1861, Petersburg'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-8408335494559433448</id><published>2011-09-14T11:35:00.000-07:00</published><updated>2011-09-14T11:35:26.362-07:00</updated><title type='text'>List ks. Szczęsnego Felińskiego do Józefa Ignacego Kraszewskiego, 20 grudzień 1860, Petersburg</title><content type='html'>Ks. Feliński pisze o projekcie wydania listów swej zmarłej matki i w tej sprawie prosi o radę i pomoc Kraszewskiego, który był jej opiekunem i przyjacielem. Dochód z tego dziełka miał być przeznaczony na potrzeby Schroniska dla ubogich w Petersburgu. Listów tych jednak ks. Feliński nie zdążył opracować. Uczynił to dopiero na zesłaniu w Jarosławiu nad Wołgą, a wydrukował je dopiero po uwolnieniu, w poszerzonej formie, p.t.: Paulina, córka Ewy Felińskiej, Kraków 1885; nowe wydanie: Warszawa 1996.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;20 grudnia 1860 r., Petersburg. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dostojny Przyjacielu Matki naszej!&lt;br /&gt;Od dawna już Rodzina poleciła mi zajęcie się wydaniem listów Nieboszczki Mamy, tych przynajmniej, co w domowym kółku zgromadzić się dały; lecz obowiązkowe zatrudnienia, a w części może i lenistwo, nie dozwoliły mi dotąd zlecenia tego uskutecznić. Wyrzucałem sobie nieraz tę opieszałość moją, ale nigdy tak żywo jak dzisiaj, modląc się za jej duszę w rocznicę jej zgonu. Toteż postanowiłem zabrać się niezwłocznie do pracy, która długa być nie może, gdyż chodzi tylko o uporządkowanie gotowych już materiałów.&lt;br /&gt;Lękając się, by prosty zbiór listów według dat uporządkowanych, nie wydał się dla wielu czytelników zbyt suchym literackim pokarmem, zamierzam ożywić go nieco, dodając niekiedy między listami pobieżną wzmiankę o głównych okolicznościach, wśród których były pisane, tak dla ułatwienia samych listów, jak dla związania w pewną całość tych wyrwanych z księgi życia kartek, które nie dla wtajemniczonych martwym hieroglifem zostać by mogły.&lt;br /&gt;Życie Mamy, jak każdej niemal cnotliwej niewiasty, było przede wszystkim życiem wiary i uczucia, w ciasnym najczęściej domowym kółku zawarte; komu przeto dla obudzenia zajęcia obszernej widowni i świetnych czynów potrzeba, ten na próżno w listach Matki do dzieci pokarmu by dla siebie szukał. Lecz kto życie na serio pojąwszy zawczasu u deski grobowej wyobraźnią staje, by od tej nieuchronnej dla każdego mety sprawy doczesne poważnym zmierzyć okiem, taki nie bez nauki i zajęcia przebiegnie te karty, gdzie rzewny głos serca światłem bogobojnego sumienia miarkowany, w swobodnym wylaniu najważniejsze obowiązki kreśli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skromny to będzie, ale uroczy wianuszek z kwiatków na rodzinnej niwie urosłych spleciony. Nie nęci on wzroku ani świetnością barw, ani kształtów przepychem, ale za to śmiało nim można najskromniejszej nawet dziewicy skroń uwieńczyć, bo fiołek, ruta i n[i]ezabudka zawroty głowy nie sprawią, jak wonne pomarańczowe kwiecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chcąc by chwała Boża i ubodzy bliźni także coś na tym wydaniu zyskali, postanowiliśmy dochód ze sprzedaży zamierzonego dziełka otrzymany, użyć na wychowanie w tutejszym Katolickim Domu Przytułku tylu ubogich sierot, na ile uzbierany fundusz wystarczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najwłaściwszy, jak sądzę sposób sprzedaży, będzie zebranie prenumeraty, której cenę śmiało do dziesięciu złotych podnieść można. Wszak niejeden poświęciłby chętnie kilka rubli nawet, gdyby chodziło o wystawienie pomnika dla Autorki, co tyle łaskawych sympatii w sercach rodaków obudzić umiała, a tu chodzi o pomnik stokroć nad marmur trwalszy, bo jakiż kamień zwierzone mu imię tak długo dochowa, jak owa księga żywota, w której wszystkie modlitwy j pobożne sprawy wychowanych na jej koszcie sierot, ręką Przedwiecznego Sędziego, obok jej imienia zapisane zostaną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przygotowanie do druku rękopisu rychło uskutecznić się spodziewam, ale o wydrukowanie i roz[s]przedanie książki na próżno bym się kusił, żadnego w tej mierze doświadczenia nie mając. Do Pana przeto z zupełną śmiałością o pomoc się udaję. Byłeś jakby drugim ojcem wszystkich prac literackich naszej Matki, nie odmówże i temu zagrobowemu jej dziecku ojcostwa swego - będzie to ostatnia oddana przyjaciółce posługa. Jeśli Pan łaski nam tej nie odmówi i uzna za dobre prenumeratę ogłosić, to będę prosił o przysłanie na moje ręce kilkuset biletów, bym ze swojej strony rozdaniem się ich mógł zająć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rzadko pisuję z powodu do którego przyznałem się wyżej; przerwanie to wszakże stosunków nie wyrugowało bynajmniej z serca mego, tych uczuć przywiązania i wdzięczności, które życzliwość Pana dla naszego domu w dziecinnym jeszcze sercu zaszczepić umiała. Polecając się przeto i nadal łaskawym Jego względom mam honor pozostać na zawsze ze czcią głęboką i poważaniem&lt;br /&gt;Jaśnie Wielmożnego Pana wiernym i życzliwym sługą&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ksiądz Szczęsny Feliński&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-8408335494559433448?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/8408335494559433448'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/8408335494559433448'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/list-ks-szczesnego-felinskiego-do.html' title='List ks. Szczęsnego Felińskiego do Józefa Ignacego Kraszewskiego, 20 grudzień 1860, Petersburg'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-604327349365348277</id><published>2011-09-14T11:32:00.000-07:00</published><updated>2011-09-14T11:32:20.402-07:00</updated><title type='text'>List Zygmunta Szczęsnego do rodzeństwa,  8 styczeń  1860, Petersburg</title><content type='html'>List ten napisał ks. Feliński na wiadomość o śmierci swej matki Ewy, która zmarła 20 grudnia 1859 r., a została pochowana na cmentarzu parafialnym w Skurczu w dzień imienin, w wigilię Bożego Narodzenia (st. stylu). Z pamiątek, pozostałych po matce, Szczęsny prosił o zachowanie dla niego krzyża, "który na Jej piersiach spoczywał".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8 stycznia 1860 r., Petersburg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najdrożsi moi!&lt;br /&gt;Cóż mam powiedzieć, jedno: bądź wola Twoja, o Panie! Przyjmowaliśmy z ręki Jego pociechy, czemuż i nawiedzenia przyjąć nie mamy. Co do Jej duszy, smutno bez wątpienia, że bez pomocy duchownej w tej stanowczej chwili się znalazła, lecz może Bóg dlatego to właśnie dopuścił, żeby nas do tym gorliwszej modlitwy pobudzić. W każdym razie chodzi tylko o cierpienia czyśćcowe, które w mocy naszej skrócić, a Pan tyle nam do tego środków podaje, zwłaszcza mnie, co stojąc u samego źródła łask Bożych, codziennie zasługi Zbawiciela za Jej duszę ofiarować mogę.&lt;br /&gt;Życie Jej całe tak doskonałym gotowaniem się na śmierć było, że śmierć ją niespodzianie zaskoczyć nie mogła. Cnota jej przez ogień doświadczenia przeszła i w tak licznych próbach hartu nigdy nie straciła. Córka, żona, matka, pani domu, przyjaciółka, we wszystkim wzorową była. A jejże pokora, jej niezachwiana ufność w Opatrzność Bożą, jej prawość i prostota, co nigdy obłudy nie znała, jej moc w przeciwnościach przy całym poddaniu się woli Bożej. Komu zawdzięczamy, żeśmy bojażni Bożej nigdy nie stracili? Kto miłość i zgodę w rodzeństwie naszym nie nadwerężoną przechował aż dotąd? Komu zawdzięczamy łaskawe u ludzi przyjęcie? Zaiste, wszystkie dobra przez nią nam przyszły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie jako syn, ale jako kapłan, z ręką na piersiach, powtórzyć mogą z Pawłem Świętym o Najdroższej Matce naszej. co on o sobie powiedział: Potykaniem dobrym potykała się, zawodu dokonała, wiarę zachowała. Na ostatek odłożon jej jest wieniec sprawiedliwości, który Jej odda Pan, Sędzia sprawiedliwy.&lt;br /&gt;Dziwne to życie, co do ostatniej chwili nigdy nikomu ciężarem nie było, a wszędzie owszem pociechę i umocnienie niosło. Kto się, jak ona, pochlubić może, iż nieprzyjaciół i zazdrośników przy powszechnym poszanowaniu nie miał? Kto, jak ona, pod słomianą strzechą, równie jak na pańskich salonach, uprzejme i życzliwe serce znajdował? Między najzacniejszymi nawet, równie zacnych niewiele naliczyć można.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie dlatego to mówię, byśmy modlić się za nią nie mieli, bo któż jest bez grzechu? Lecz by zbolałemu sercu ulżyć i nagłością jej śmierci przerazić się nie dać. Módlmy się owszem, drodzy moi, módlmy się jak najwięcej, bo jeżeli co nawet od zadośćuczynienia zbędzie, to nowym promieniem chwałę jej oświeci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dorzucajmy też do jej zasług cnoty jej naśladując. Bądźmy, jak ona, wierni obowiązkom tego stanu, do jakiego podobało się Panu nas wezwać, zachowajmy wzajemną miłość i zgodę, dopomagając sobie nawzajem do dźwigania brzemion naszych. Miłujmy przede wszystkim Boga i we wszystkich czynnościach naszych o to jedynie się starajmy, by się Jemu podobać, a wówczas, po krótkim rozdziale, znowu się z Najukochańszą Matką naszą w lepszym życiu połączymy, by się już nigdy nie rozłączyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z pamiątek zachowajcie mi krucyfiks, który na Jej piersiach spoczywał, będzie to broń i na moją ostatnią godzinę. Inne pamiątki zachowajcie w rodzinie, u mnie zaginąć by łatwo mogły. Z przyjazdem na wakacje nic stanowczego powiedzieć jeszcze nie mogę. Będę się wszakże starał zjechać się z Wami, jeśli nie na Wołyniu, to może u krewnych na Litwie. Zosiuni i Wikci podróż ta łatwiejszą może będzie niż do Żytomierza, a Alońciostwu tym bardziej, a i mnie bez porównania prędzej udać się może dojechać do Hołynki niż do Wojutyna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Smutno wprawdzie nie zapłakać nawet na jej grobie, ale nie wiem, czy miałbym siłę zamieszkać tam, gdzie wszystko jest jakby nagrobkiem przypominającym tę, której nie ujrzymy już na ziemi.&lt;br /&gt;Alońciu drogi, napisz mi dokładnie o jakie miejsce starasz się przy kolejach. Spodziewam się, że będę mógł dopomóc ci w tej mierze, jeśli tylko rzecz zależy od Wielkiej Kompanii lub od Ministerstwa Komunikacji Dróg - przyślij mi tylko tak zwaną Dokładnuju zapisku, zredagowaną przez kogoś, co się zna na rzeczy. Staszka postaram się koniecznie zabrać do siebie. Sądzę, że pożyteczniej dlań będzie przebawić ten czas przy Matce, żeby powietrzem domowym dłużej mógł oddychać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polecam Was Panu Bogu i do serca przyciskam -&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wasz na zawsze S. Feliński&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-604327349365348277?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/604327349365348277'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/604327349365348277'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/list-zygmunta-szczesnego-do-rodzenstwa.html' title='List Zygmunta Szczęsnego do rodzeństwa,  8 styczeń  1860, Petersburg'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-1416271651467849271</id><published>2011-09-14T11:29:00.000-07:00</published><updated>2011-09-14T11:29:29.741-07:00</updated><title type='text'>List księdza Szczęsnego do brata Juliana Felińskiego, studiującego w Rzymie teologię, 14 listopad 1858, Petersburg</title><content type='html'>Ks. Feliński powiadamia brata o swoich dwóch "wielkich obowiązkach": jako kapelana Akademii, którego obowiązkiem jest czuwać nad formacją młodych kapłanów i jako kierownika Schroniska, przy którym organizuje stowarzyszenie czyli kongregację pań pobożnych (zgrom. Rodziny Maryi). Informuje o kaplicy otwartej przy Schronisku katolickim i prosi o wyjednanie u Stolicy Apostolskiej pozwoleń i przywilejów papieskich.&lt;br /&gt;[Notatka]: "List księdza Felińskiego, kaplana obrządku łacińskiego (rzymskiego) w Petersburgu (do swojego brata w Rzymie) datowany 14 listopada (tłumaczenie z polskiego)".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam obecnie dwa wielkie zadania do wypełnienia. Jako kapelan Akademii należy do mnie praca nad formacją młodych kapłanów. Jest to ogromna odpowiedzialność i pewnego dnia przypadnie mi zdać rachunek z tych spraw. Poza tym jako dyrektor Schroniska trzeba, abym dał pierwsze podwaliny stowarzyszeniu, albo kongregacji pobożnych niewiast, które z miłości dla Boga pragną się poświęcić służbie bliźniego.&lt;br /&gt;Zdaje się, że Bóg wyraźnie błogosławi tę nowo powstającą instytucję, ponieważ nie tylko nie brakuje nam środków pieniężnych, ale co zdawało by się znacznie trudniejsze, stale wzrasta liczba osób pragnących doń należeć. Mamy już obecnie osiem pań, a oczekujemy jeszcze innych z Wilna. Po większej części są to osoby mające około 40 lat, ale zdają się mieć prawdziwe powołanie i są ożywione jak najlepszymi intencjami.&lt;br /&gt;Nie pomyśleliśmy, jak dotąd, o regule, ponieważ wydaje mi się, że reguła nie tworzy ducha i że jej rola polega na tym, aby normować i zachowywać raczej niż tworzyć. W chwili obecnej staramy się praktykować jak najusilniej wyrzeczenie i szczerze nad tym pracujemy. Doświadczam bardzo surowo postulantki, ćwiczę je w pokorze, zmuszam je do najtwardszych robót i do wielkiego upodobania w ich obowiązkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dotychczas obchodzono się bez usług ludzi płatnych, ale nie wiem, czy to będzie mogło trwać długo. Ponieważ osoby najpobożniejsze i najbardziej zaawansowane na drogach Bożych są przeważnie słabego zdrowia, nie można im zbyt długo polecać najcięższych prac. To dziwi niektórych i są nawet szemrania. Jeżeli nie zdołam uporządkować tej sprawy, to jestem zdecydowany przyjąć raczej sługi płatne, niż narażać nasze dzieci na zgorszenie. Od dwóch miesięcy umieściliśmy razem nasze małe dziewczynki i staruszki. Nasze pensjonariuszki obu tych kategorii są w liczbie 60-ciu.&lt;br /&gt;Zgodzono się oficjalnie na otwarcie kaplicy w zakładzie, a Biskup Metropolita ze swej strony pozwolił tam przechowywać Najświętszy Sakrament. Dzięki temu jest tam codziennie Msza i nieustanna adoracja Najświętszego Sakramentu. Z biegiem czasu, jeśli Bóg pozwoli, zbudujemy kaplicę dość obszerną, aby tam pomieścić wiernych z zewnątrz (z okolicy) i wprowadzimy nieustającą adoracją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mamy już 15 tys. rubli w srebrze na budowę domu i kaplicy. Tymczasem znajdujemy się w ciasnym pomieszczeniu, w domu wynajętym, gdzie ponad nami znajdują się inni lokatorzy.&lt;br /&gt;Mamy skrupuły z racji zezwolenia na przechowanie Najświętszego Sakramentu. Czy zezwolenie Biskupa Metropolity jest wystarczające?&lt;br /&gt;Poinformujcie nas o tym, a jeśli trzeba postarajcie się otrzymać wymagane zezwolenie Jego Świątobliwości. Nasz dom nazywa się "Schronienie katolickie".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pragnęlibyśmy także otrzymać przywilej dla naszego ołtarza i absolucję plenarną na dzień Niepokalanego Poczęcia. Bez przywileju ołtarza, nasze panie, które nie wychodzą, nie będą mogły wywiązać się ze ślubów złożonych przez niektóre z nich, ażeby przelać łaski, które mogły zdobyć, dla dusz czyśćcowych (tutaj jest bardzo trudno pozyskać odpusty przez modlitwy w kościele lub oratorium publicznym na intencję Ojca świętego).&lt;br /&gt;Wy zatem usilnie proście dla "Schronienia Katolickiego" o:&lt;br /&gt;a) zezwolenie   Ojca  Świętego,   aby  w  naszej   kaplicy&lt;br /&gt;znajdował się Przenajświętszy Sakrament;&lt;br /&gt;b) podniesienie naszego ołtarza Najświętszej Maryi Panny&lt;br /&gt;do rangi ołtarza uprzywilejowanego;&lt;br /&gt;c) odpust zupełny na dzień Niepokalanego Poczęcia.&lt;br /&gt;Ksiądz Souaillard, dominikanin, wygłasza kazania w kościele św. Katarzyny w każdą niedzielę - mówi on po francusku. Kościół jest przepełniony za każdym razem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mają tutaj założyć nową gazetę polską, czasopismo Słowo. Proszono, abym pisywał doń artykuły. Dałem rodzaj przemówienia pod tytułem &lt;i&gt;Studium filozoficzne.&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-1416271651467849271?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/1416271651467849271'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/1416271651467849271'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/list-ksiedza-szczesnego-do-brata.html' title='List księdza Szczęsnego do brata Juliana Felińskiego, studiującego w Rzymie teologię, 14 listopad 1858, Petersburg'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-4694646438619906291</id><published>2011-09-14T11:26:00.000-07:00</published><updated>2011-09-14T11:26:17.790-07:00</updated><title type='text'>List Szczęsnego do Matki, 1 wrzesień 1855, Petersburg</title><content type='html'>Zygmunt Szczęsny powiadamia matkę o swym bliskim wyświęceniu na kapłana, prosi o modlitwę w tej intencji i wyznaje swą gotowość służenia Bogu: "Co do mnie nie chcę mieć żadnej woli własnej, co do oznaczenia miejsca i środków, jakimi mam służyć Panu Bogu".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2 września, Petersburg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najdroższa Mamo!&lt;br /&gt;Dziękuję z całego serca za długi list, kończący się 17 sierpnia. Spieszę nań odpowiedzieć, bo za parę dni zaczną się rekolekcje, które opóźniłyby bardzo naszą korespondencję.&lt;br /&gt;Wkrótce może będę miał coś ważnego do doniesienia, tyczącego się mojej osoby. Teraz i sam nic pewnego nie wiem, być nawet może, iż mię wcześniej jak się spodziewałem wyświęcą na kapłana, polecam się przeto modlitwom waszym. Proście, aby Bóg tak raczył zrządzić jak będzie lepiej dla chwały Jego i dla mego zbawienia, a nie tak jak się nam zdawać może.&lt;br /&gt;Chodzi o to, że może mię zostawią na jakiś czas w Petersburgu, jeżeli nasz Ks. Biskup na to się zgodzi. Jest tu bowiem szkółka katolicka przy Kościele parafialnym, a przy braku kapłanów, nie mają komu jej powierzyć.&lt;br /&gt;Ale po co na próżno mówić o rzeczy, zupełnie jeszcze niepewnej i która w każdym razie nie przeszkodzi mi pojechać na przyszłe wakacje, w czasie których nagadamy się dowoli, jeżeli to przyjdzie do skutku.&lt;br /&gt;Wkrótce rzecz ta rozstrzygnie się ostatecznie. Tymczasem jednak proszę Mamy Drogiej nikomu z obcych o tym nie wspominać, a swoim tylko pod obowiązkiem milczenia, bo i mnie zabroniono jeszcze o tym mówić. Nikogo to wprawdzie nie obchodzi, ale po co mają bez potrzeby plotki się tylko rozchodzić.&lt;br /&gt;Co do mnie nie chcę mieć żadnej woli własnej, co do oznaczenia miejsca i środków, jakimi mam służyć Panu Bogu. Zanadto szczęśliwy jestem, że Bóg, nie pomny na tyle grzechów przeszłych i nędzy obecnej, raczył mię na sługę swego powołać. Przeszłość nauczyła mię ile mogę sam z siebie i dokąd bym zaszedł, gdybym słuchał własnego zachcenia.&lt;br /&gt;Niechże teraz Bóg raczy rządzić i prowadzić. Skoro bez naszego starania i zabiegów postawi nas na jakim stanowisku, da niezawodnie i siły do spełnienia włożonych obowiązków. a jeśli przez słabość upadać będziemy, zostanie przynajmniej ta pociecha, że nie porwaliśmy się sami zuchwale do dźwigania brzemienia przechodzącego nasze siły.&lt;br /&gt;Nie stawiać oporu Woli Bożej, ale z całą gotowością i pośpiechem brać się do spełnienia tego, co Bóg przez przełożonych nam powierzy, oto zdaje mi się droga sługi, co chce swemu Panu się poddać, bo sługa dobry nie swoją, ale Pańską wolę zawsze pełnić powinien. Bezpieczna to i spokojna droga i każde zboczenie z tej prostej ścieżki na obłędy i bezdroża prowadzi.&lt;br /&gt;Nie proszę przeto Pana Boga, aby to lub owo zrządził, ale żeby wszystko to, co zrządzić raczy miało dla mnie taki urok i powab, dlatego tylko, że to jest wola Jego, żebym pokusy nawet nie miał co innego pragnąć. Dziękuję Panu Bogu za to, że i w was dał mi pomocników, którzy nie tylko na drodze poddania się woli Bożej zawady mi nie stawiacie, ale owszem przykładem i zachętą jeszcze mię umacniacie. Czyż przeto miłość nasza słabsza, lub mniej pociech nam udziela, że na miłości Bożej oparta, z nią zjednoczyć się pragnie?&lt;br /&gt;Kto z Bogiem się nie targuje dla tego Bóg hojny i szczodry nad miarę. Co chwila sprawdza się przepowiednia Chrystusa, że kto dla Niego opuści matkę, lub brata, lub siostrę, lub żonę, temu stokroć tyle dano będzie i żywot wieczny w dodatku. Bo czyż nie stokroć słodsze pociechy rodzinne, kiedy te w niczym obowiązkom na przeszkodzie nie stoją, a ich słodyczy i czystości nie zakłóca bynajmniej ani myśl o rozłączeniu, ani o śmierci nawet.&lt;br /&gt;Bo kto stoi na wiekuistej podstawie i na niej buduje budynek swój z czystego złota miłości Bożej, ten może być pewien, że doczesność ani go obali, ani skazi nawet, ale przetrwa niewzruszony aż do czasu kiedy wniesiony do niebieskiego Jeruzalem, w wiekuistych przybytkach Pańskich swe miejsce znajdzie. [...]&lt;br /&gt;O moje potrzeby niech się Droga Mamcia nie frasuje, mam teraz potrzeby na długo zaspokojone, a kilkanaście rubli w pugilaresie, a jeśli zabraknie kiedy, nie omieszkam donieść. Teraz Mamie potrzebniejsze ode rnnie, bo na swoim gospodarstwie bez grosza zostawać nie można. O mnie wszyscy pamiątają, tak że aż wstyd i strach, bo Pan Bóg nigdy żadnego cierpienia nie zsyła, a sam nie mam odwagi jakąś prywację zrobić, a tu tyle grzechów nie odpokutowanych i rachunek co dzień się zwiększa. -&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niech Bóg czuwa nad wami i w łasce swojej zachowuje - wasz na zawsze&lt;br /&gt;S. Feliński&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-4694646438619906291?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/4694646438619906291'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/4694646438619906291'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/list-szczesnego-do-matki-1-wrzesien.html' title='List Szczęsnego do Matki, 1 wrzesień 1855, Petersburg'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-5940408331139147718</id><published>2011-09-14T11:23:00.000-07:00</published><updated>2011-09-14T11:23:58.143-07:00</updated><title type='text'>List   Felińskiego   do   Józefa   Ignacego   Kraszewskiego,   30 październik [1851], Żytomierz</title><content type='html'>Feliński, który już w Paryżu podjął decyzję poświęcenia się na służbę Bogu, powrócił w styczniu 1851 r. do rodzinnego Wojutyna, zabawił kilka miesięcy przy matce i w jesieni tegoż roku wstąpił do Seminarium Duchownego w Żytomierzu.&lt;br /&gt;W liście, który tu zamieszczamy, do Józefa Ignacego Kraszewskiego (1812-1887), sławnego pisarza i wydawcy, a zarazem przyjaciela Felińskich, który początkowo mieszkał w sąsiedztwie Wojutyna, w Gródku na Wołyniu, Zygmunt Szczęsny powiadamia pisarza o swym przyjęciu do Seminarium i o perspektywie dalszych swych studiów teologicznych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;30 października, Żytomierz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zostałem już przyjęty do Seminarium, chociaż na własny koszt, bo miejsca wszystkie zajęte i jutro przenoszę się już do murów. Korzystam z ostatnich chwil wolnych, aby napisać do Pana, nie dlatego żebym miał wiele do doniesienia, ale żeby Mu dowieść jak miło mi spełniać każde Jego żądanie.&lt;br /&gt;Ksiądz Kulikowski, Rektor Seminarium, obiecał mi, że będę uwolniony od wszystkich nauk świeckich i postąpię od razu na wydział teologiczny. Najdalej za trzy lata zostanę wyświęcony, a jeżeli dalej naukowo pracować zechcę i dam dowody zdatności, wtenczas będę mógł udać się do Akademii Petersburskiej.&lt;br /&gt;Początki będą mi trudne z powodu, że zaniedbałem bardzo łacinę, a teraz w tym języku będę słuchał wykładu, ale przy pracy i pomocy Boskiej mam nadzieję te. trudność zwyciężyć.&lt;br /&gt;Będąc u ks. Ożarowskiego komunikowałem Mu uwagi Pana; tłumaczył się tym, że obręb jego działania jest bardzo ścieśniony, ale oświadczył zarazem, że wyjazd jego wcale nic pewnego nie ma, być więc może, że go nie utracimy.&lt;br /&gt;Kursuje tu teraz list ks. Holowińskiego pisany do brata z powodu oddania mu paliusza. Jeszcze sam nie wiedział jaka była pozycja jego u dworu kiedy raz w nocy obudzono go i oddano rozkaz stawienia się nazajutrz u Cesarza w Carskim Siole. Zatrwożyło go to wezwanie, ale o naznaczonej godzinie stawił się w Pałacu. Cesarz wyszedłszy posadził go koło siebie. rozmawiał z nim długo i bardzo łaskawie o przedmiotach religijnych, nareszcie oznajmił, że chciał mu osobiście doręczyć to, co Papież mu przysłał i dlatego kazał go wezwać.&lt;br /&gt;Tu podano puszkę, w której paliusz się mieścił, a Cesarz oddał ją ks. Hoł[owińskiemu], który schylił się do ucałowania ręki Cesarskiej; ale Cesarz powiedział mu: "nie, po słowiańsku mnie uściskaj - w twarz"; a gdy ks. Hoł[owiński] nieśmiało przystępował do tego pocałunku, Cesarz objął go za szyję i trzy serdeczne pocałunki na twarzy jego wycisnął. Po czym powiedział, że chce, aby zaraz nazajutrz godność swoją uroczyście objął. Ks. Hoł[owiński] zrobił obserwację, że muszą wprzód zjechać się Biskupi i że to czasu pewnego wymaga - Cesarz kazał mu, żeby się starał zrobić to jak najprędzej. Wskutek tego i nasz Biskup także wybiera się do Petersburga.&lt;br /&gt;Jenerał Bibikow objął już rządy w Kijowie, a książę Wasylczyków wrócił na dawne miejsce do Żytomierza. Pisarew bawi także w Kijowie od niejakiego czasu i bardzo jest przez dawnych znajomych fetowany.&lt;br /&gt;Polecając się przyjaźni i modlitwom Pana zostaję z głębokim uszanowaniem i szczerą przyjaźnią&lt;br /&gt;Pana Najniższym Sługą&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;S. Feliński&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pani Kraszewskiej proszę także oświadczyć moje głębokie uszanowanie i o westchnienie do Boga na moją intencję poprosić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-5940408331139147718?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/5940408331139147718'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/5940408331139147718'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/list-felinskiego-do-jozefa-ignacego.html' title='List   Felińskiego   do   Józefa   Ignacego   Kraszewskiego,   30 październik [1851], Żytomierz'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-2109287385101356774</id><published>2011-09-14T11:21:00.000-07:00</published><updated>2011-09-14T11:21:45.921-07:00</updated><title type='text'>List Zygmunta Szczęsnego do Matki, 10 grudzień 1849, Paryż</title><content type='html'>List ten, pisany z okazji imienin Matki, a zarazem Świąt Bożego Narodzenia, zawiera głębokie myśli Szczęsnego, poprzez które można dostrzec kiełkujące powołanie, pragnienie oddania się na służbę Panu.&lt;br /&gt;Szczęsny dziękuje w nim Bogu za nieocenione skarby, jakie stały się udziałem jego rodziny: "miłość i zgoda rodzinna, przyjaźń i życzliwość ludzi". A ponadto dodaje: "Pamiętajmy zawsze, że Chrystus powiedział, że dwom panom naraz służyć nie można, obierzmy więc sobie Pana i Jemu wiernymi zostańmy".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10 grudnia 1849 roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najdroższa Mamo!&lt;br /&gt;Zbliżają się imieniny Twoje, trzecie już od rozstania się naszego. Smutno zapewne, że je nie razem przepędzimy, byłaby to korona szczęścia, ale jak sama, Droga Mamo mówisz, byłoby niesłusznością wielką uskarżać się nam na los za to, że nas rozdzielił, zapominając ile dzięków Bogu codziennie składać musimy za tyle opieki i nieustannego czuwania nad nami. Wszak nie tylko życie i zdrowie nam zachował i ustrzegł od nieszczęść materialnych, tak powszechnych dzisiaj, ale nadto tyle pociech moralnych nam zesłał, przynajmniej w zakresie rodzinnym.&lt;br /&gt;Rozłączenie nie trwa wiecznie, znajdziemy się znowu razem i tym bardziej szczęście nasze czuć będziemy, ale miłość i zgoda rodzinna, przyjaźń i życzliwość ludzi są nieocenionymi skarbami, które najcięższe burze przetrwają, a jeśli do tego miłość Boga się dołączy, to się otrzymuje najwyższe szczęście na ziemi - spokój ducha, o którym Chrystus mówi, a czego żadna pomyślność światowa dać nie może.&lt;br /&gt;Dziękujmy więc Stwórcy i błogosławmy mu, że nas tak hojnie udarować raczył - ale nie zapominajmy także, że to nie zasługą i usiłowaniom własnym, ale Łasce Jego winni jesteśmy. Prośmy zatem Stwórcy [!], aby i nadal Łaską Swoją wspierać nas raczył i pozwolił kontentować się tym skromnym na pozór, a tak prawdziwym w gruncie szczęściem, którego dozwalał nam dotąd używać.&lt;br /&gt;I kiedyż właściwiej by było modlitwę, przed ołtarz Pański zanieść, jak nie w ten dzień uroczysty, w którym wszystkie uczucia rodzinne oczyszczają się, podnoszą i w westchnieniu gorącym na powrót do Boga wracają, aby się tam uświęcić i w tym źródle prawdziwym czystszego żywota zaczerpnąć.&lt;br /&gt;Obyśmy i teraz mogli w tym źródle omyć się ze wszelkich brudów doczesności tak, żeby to pasmo życia rodzinnego tylko z łona Chrystusa ciągle się. snuło. Niech nigdy przywiązanie nasze na fałszywą drogę nie wejdzie, prosząc Boga o pomyślność, powodzenie doczesne dla krewnych naszych, zapominając o jednym prawdziwym celu człowieka, który wszystkie życzenia i dążności nasze pochłonąć powinien. Ciężko to dla tych, co prawdziwej wiary w sprawiedliwość Bożą nie mają, ale snadne dla tych, którym Bóg tę łaską udzielił.&lt;br /&gt;Prośmy więc o nią i w każdym zdarzeniu, kiedy położenie nasze wzajemnie oceniamy, zapytujmy naprzód czy to, co się wydarzyło, zbawieniu duszy dopomaga lub szkodzi, a skoro dopomaga, nie oddawajmy się smutkowi fałszywemu i nie zważajmy na sądy świata, ale podziękujmy raczej Bogu, że dozwala jednemu z nas zaskarbić sobie szczęście wiekuiste.&lt;br /&gt;Pamiętajmy zawsze, że Chrystus powiedział, że dwom panom naraz służyć nie można, obierzmy więc sobie Pana i Jemu wiernymi zostańmy.&lt;br /&gt;Spodziewam się, że list ten w czas jeszcze dojdzie do rąk waszych i że na imieniny twoje, Najdroższa Mamo, też same uczucia w sercach naszych będą i taż sama modlitwa do Boga z ust naszych popłynie.&lt;br /&gt;Oby cnoty dzieci twoich, Najdroższa Mamo, choć słabą jutrzenką oświeciły starość twoją i choć w części oddały ci tę jasność, która od ciebie ciągle spływa na nas. To jest najgorętsze życzenie serca mego i wiem, że każdy z nas je podziela.&lt;br /&gt;Pani Eliza kazała także najszczersze życzenia swoje Mamie oświadczyć, mało jest osób, które by tak wielki i tak prawdziwy szacunek miały dla Mamy jak ona. Toteż ja jeszcze bardziej wdzięczny Jej za to jestem, jak za dobroć, którą dla mnie okazuje. Po tysiąc razy całuję rączki twoje Najdroższa Mamo i modlitwom się twoim polecam. Braci i Siostry ściskam serdecznie. Wasz na zawsze&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczęsny&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W położeniu naszym nic się nie zmieniło - zapewne zimę tu przepędzimy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-2109287385101356774?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/2109287385101356774'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/2109287385101356774'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/list-zygmunta-szczesnego-do-matki-10.html' title='List Zygmunta Szczęsnego do Matki, 10 grudzień 1849, Paryż'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-4941374782167309493</id><published>2011-09-14T11:17:00.000-07:00</published><updated>2011-09-14T11:17:53.040-07:00</updated><title type='text'>List Szczęsnego Felińskiego do Teofila Januszewskiego, wuja Juliusza Słowackiego, 7 kwiecień 1849</title><content type='html'>Feliński poznał Słowackiego (1809-1849) w styczniu 1848 r. w Paryżu. Źródłem ich bratniego stosunku była przyjaźń ich matek w Krzemieńcu. Szczęsny przylgnął całym sercem do poety, a ten darzył go wyjątkowym zaufaniem. Razem na odgłos Wiosny Ludów pospieszyli do Poznania, by wziąć udział w powstaniu: Słowacki - piórem, Feliński w szeregach partyzanckich. Po jego klęsce powrócili do Paryża, skąd Feliński udał się do Ischl i Monachium, by zająć się wychowaniem synów Elizy i Zenona Brzozowskich. W rok później, 3 kwietnia 1849 r. Słowacki zmarł na rękach Felińskiego w Paryżu.&lt;br /&gt;W liście tym, skierowanym do wuja poety, ale przeznaczonym dla jego matki Salomei Słowackiej-Becu, Szczęsny podaje szczegóły o ostatnich chwilach Juliusza, o jego zgonie w dniu 3 kwietnia 1849 r. oraz o pogrzebie.&lt;br /&gt;Istnieje powszechne przekonanie, że dzięki wpływowi Felińskiego, uważanego w Paryżu za człowieka głęboko religijnego, Słowacki zbliżył się do Boga i zmarł prawdziwie po chrześcijańsku. Śmierć wieszcza narodowego i na Felińskiego wywarła wielki wpływ. Przy grobie poety, z refleksji nad minionym życiem, dojrzało jego powołanie kapłańskie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnie chwile Juliusza Słowackiego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Paryż, 7 kwietnia 1849 r. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szanowny Panie!&lt;br /&gt;Serce mi się rozdziera, myśląc, jak bolesny cios list ten przyniesie Państwu, a szczególnie pani Salomei. Niemiło to być zwiastunem nieszczęścia i chętnie komu innemu ten obowiązek bym ustąpił, ale będąc jedynym Polakiem, który był świadkiem ostatnich chwil naszego Juliusza, uważam sobie za powinność udzielić Panu tych szczegółów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, Juliusz już nie żyje! Ale jeżeli co pocieszyć nas może po tej stracie - to jego zgon prawdziwie chrześcijański. Śmierć jego tak lekka, tak piękna się wydawała, że mimowolnie wyrywała się modlitwa do Stwórcy o zgon podobny.&lt;br /&gt;Przyjechawszy przed dwoma tygodniami do Paryża, znalazłem Juliusza nadzwyczaj zmienionym. Przyjął mię tymi słowy: "Dobrze, żeś przyjechał, nie będę tak samotny w ostatnich chwilach, bo już się wszystko kończy, Pan Bóg mię wzywa do siebie". Sądziłem, że to jeden z ataków, jakie miewał dawniej i że wiosna mu ulgę przyniesie. On tak mało mówił o swoim zdrowiu i chociaż po nocach nie sypiał, i często cierpiał mocno, w dzień jednak był trzeźwy i czynny jak dawniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszego kwietnia, kiedym przyszedł do niego, powiedział mi, że w nocy tak mu źle było, iż dnia nie spodziewał się dożyć. Pytał, czy nie znam jakiego ubogiego rodaka, który by chciał sypiać u niego, gdyż czuje, że śmierć się zbliża, a wolałby, żeby mu oczy zamknął rodak niż obcy. Prosiłem, aby mi pozwolił przenieść się do siebie, ale nie przyjął tego, nie chcąc odrywać mnie od moich obowiązków. A kiedym nalegał dłużej, powiedział, że później pomówimy o tym. Wreszcie dodał: "Może mię Bóg tak jakoś przeniesie!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nazajutrz mówił mi, że zaczął przepisywać swój nie wydany jeszcze poemacik, ale tak mało ma siły, że musiał zaprzestać. Prosiłem, aby mi dyktował, co też przyjął; i tak jedną część napisaliśmy, ale i to już go męczyło, więc resztę odłożyliśmy na później. Żegnając się polecił mi, żebym był u księdza Praniewicza, i zapytał go, czy może przyjść z Sakramentami do niego.&lt;br /&gt;Trzeciego kwietnia, we wtorek, uprzedziłem księdza i przyszedłem do Juliusza zapytać, kiedy chce się spowiadać. Zastałem u niego Francuza Petiniaud, z którym Juliusz od dwóch lat był w zażyłości i który od czasu choroby co dzień go nawiedzał; ten mi powiedział, że Juliusz bardzo źle noc przepędził, a chociaż z rana wstał i chodził, jednak tak go to męczyło, że koło dziesiątej zemdlał i zdawało się, że już skończył. Ja zastałem go w łóżku, ale już przytomnego zupełnie. Zapytałem go o zdrowie. Powiedział, że ma teraz gorączkę, która go utrzymuje przy siłach, ale czuje się bardzo słabym. Zapytał o księdza i chciał, abym go natychmiast wezwał. W pół godziny przywiozłem księdza, który pomówiwszy z nim trochę, poszedł do kościoła po Sakramenta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem Juliusz, widząc nas rozrzewnionych, wziął mię za rękę i głosem przerywanym, ale wyraźnym i spokojnym, powiedział te kilka wyrazów, które w pamięci głęboko zachowałem: "Powiedz mojej matce, że nic do niej nie napisałem, bo tych rzeczy pisać nie można; ale szczęśliwy jestem, że dziś - jakby na pożegnanie - list jej odebrałem i z myślą o niej umieram".&lt;br /&gt;Po chwili milczenia wzniósł oczy w górę i tonem jeszcze uroczystszym mówił dalej: "Wiara w nieśmiertelność ducha i sprawiedliwość Bożą jest nowym darem Stwórcy nam udzielonym. Ta wiara tylko pozwala spokojnie śmierć przyjąć. Dotąd przeczuwano, że Bóg jest sprawiedliwy, przypuszczano istnienie mnóstwa sztucznych kółek, za pomocą których Bóg wynagrodzi kiedyś niesprawiedliwość i cierpienie tego żywota.&lt;br /&gt;Ale dziś ja ufam w sprawiedliwość Bożą, bo ją pojmuję; tak ufam, że gdybym mógł powierzyć ducha mego w ręce matki, aby ona wynagrodziła go stosownie do zasług, nie oddałbym go z taką ufnością, z jaką dziś oddaję w ręce mego Stwórcy. Wszak prawda? Gdziekolwiek ostatnia godzina cię zastanie, czy na wysokim urzędzie, czy w skromnym wiejskim domku, czy w własnym dworze - przyjmiesz wolę Bożą spokojnie i z godnością, jak nieśmiertelnemu duchowi przystoi".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wtem ksiądz powrócił, a kiedy po spowiedzi ofiarował mu Najświętszy Sakrament, Juliusz wstał o własnej mocy i ukląkł na łóżku, potem przyjął Ostatnie Namaszczenie z zupełną przytomnością i modląc się ciągle. Po sakramentach gorączka opuściła go zupełnie, oczy się rozjaśniły i na pogodnej twarzy uśmiech się ukazał tak łagodny i ujmujący, że nie można było oderwać wzroku od tego oblicza cudownie pięknego świętym zachwyceniem. Po chwili takiego skupienia wewnętrznego, wyciągnął ręce do nas i z łagodnym uśmiechem powiedział: "Niech będą dzięki Stwórcy, że pozwolił mi przed zgonem przyjąć Sakramenta; myślałem często o tym, czy też tej łaski dostąpię".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem wypił trochę gorącej herbaty i prosił, żebyśmy go zostawili, gdyż chciał spocząć. Wyszliśmy do drugiego pokoju, ale drzwi były otwarte i widzieliśmy jak zamykał oczy na chwilę i jakby lękając się, żeby to nie był sen ostatni, otwierał je nagle. Oddech jego był trudny i chrapliwy. Widząc, że nie śpi, weszliśmy znowu. Prosił o trochę wina czerwonego, które już z trudnością połykał. Potem kazał mi przynieść książkę, z której mi w wilię dyktował, i pokazywał mi, w jakim porządku potrzeba dalej przepisywać, ale nie doszedłszy do końca, zamknął ją, mówiąc z uśmiechem: "Wszystko to głupstwo!" Potem prosił, żeby go posadzić w innej pozycji, a kiedy to uskuteczniliśmy, powiedział zawsze z uśmiechem: "Może to w tym położeniu śmierć mię zastanie". Potem zamilkł, ale często spozierał na zegarek, jakby chciał wiedzieć, o której godzinie do wieczności się przenosi.&lt;br /&gt;Przed samym zgonem wyciągnął do nas ręce, i zrobił znak, że chce wstać, lecz zaledwieśmy go podnieśli, obfity pot zaczął prawie lać się z jego twarzy, i całe ciało mocno drżeć poczęło. Oddech był coraz cięższy, trudniejszy i powoli słabł, oczy na wpół się zamknęły i mgłą zaszły. Podtrzymywałem mu głowę, a Petiniaud nacierał mu puls i skronie, ale już nic nie pomagało; po chwili oddech ustał i serce bić przestało.&lt;br /&gt;Wszystko się skończyło, już nie żył!&lt;br /&gt;Kiedy pierwsza boleść się uspokoiła, zamknąłem mu oczy i poleciłem Bogu ducha jego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W komodzie, od której klucz miał w ręku, znaleźliśmy testament, jeszcze przed dwoma miesiącami napisany, gdzie matkę swoją i Pana robi jedynymi dziedzicami swymi, a Petiniaud wykonawcą testamentu. W drugiej notatce były szczegółowe rozporządzenia rzeczy i pogrzebu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dnia piątego kwietnia odbył się pogrzeb Juliusza na cmentarzu Montmartre, i grób jego wypadł dziwnym przypadkiem naprzeciwko grobu Izydora Sobańskiego.&lt;br /&gt;Kilkudziesięciu Polaków odprowadziło zwłoki na cmentarz i łzami swymi uczciło po raz ostatni pamięć człowieka, którego stratę cała Polska uczuje. Zapewne Petiniaud odeśle Panu pukiel włosów, które odcięliśmy zaraz po śmierci dla matki; zrobił także portret jego pośmiertny, który zapewne będzie litografowany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sił mi nie staje, pisać dalej o stracie, którą tak mocno uczułem. Był on dla mnie więcej, niż przyjacielem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żegnam więc Pana.&lt;br /&gt;S. F.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-4941374782167309493?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/4941374782167309493'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/4941374782167309493'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/list-szczesnego-felinskiego-do-teofila.html' title='List Szczęsnego Felińskiego do Teofila Januszewskiego, wuja Juliusza Słowackiego, 7 kwiecień 1849'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-593362386173116193</id><published>2011-09-14T11:01:00.000-07:00</published><updated>2011-09-14T11:01:30.405-07:00</updated><title type='text'>List Zygmunta Szczęsnego Felińskiego do Jana Koźmiana, 15.10.1846 r.</title><content type='html'>Z Janem Koźmianem (1814-1877), który po śmierci żony został księdzem, zetknął się Szczęsny Feliński w grudniu 1847 r. w Berlinie, gdy jechał do Paryża. W domu Koźmiana spędził Święta Bożego Narodzenia, poznał tu bliżej zasady pracy organicznej i spotkał wielu wybitnych ludzi, między nimi braci Górskich i Mycielskich, z którymi się zaprzyjaźnił.&lt;br /&gt;List ten pisze Feliński z Monachium, gdzie objął obowiązki wychowawcy synów Zenona i Elizy Brzozowskich. Wspomina w nim o swym udziale w powstaniu poznańskim i o jego klęsce.&lt;br /&gt;W tonie listu Szczęsnego dostrzegamy zmianę w jego orientacji politycznej. Gdy zawiodła walka z bronią w ręku, widzi on drogę do wolności poprzez pracę organiczną, poprzez jedność i solidarność narodową, a nawet wysuwa swój własny - nowy program społeczno-polityczny, oparty na "zasadach prawdziwego, tj. chrześcijańskiego braterstwa".&lt;br /&gt;Ryciny, o których mowa w liście, Szczęsny kupił w Berlinie dla Józefa Ignacego Kraszewskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15 października, Monachium.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo obowiązany jestem i szczerze Mu dziękuję za odesłanie rycin, a nieskończenie więcej za łaskawy list Jego i przyłączone dziełko. Wprawdzie nie miałem jeszcze czasu do przeczytania go, ale znając zasady Pana zawczasu cieszę się korzyściami jakie z tego czytania osiągnę.&lt;br /&gt;Nigdy więcej jak dzisiaj nie potrzebowaliśmy jedności w działaniu i w zapatrywaniu się na rzeczy. Droga nasza tak jasno powinna być wytknięta, żeby wszystkie usiłowania i prace pojedyncze, zamiast szkodzić sobie i niszczyć się wzajemnie, zlewały się w harmonijną całość i co chwila sprawę naszą o krok dalej posuwały. Z tego powodu niezmierną usługę krajowi wyrządzają ci, co z czysto narodowego stanowiska, zapatrując się na wypadki dzisiejsze, wskazują nam drogę na której użytecznie pracować możemy, jeżeli nie dla chwili obecnej, to dla przyszłości.&lt;br /&gt;W dzisiejszym zamęcie politycznym mało kto z naszych ostał się na swoim właściwym, tj. narodowym stanowisku. Największa część dała się unieść wirem rewolucyjnym francuskim i więcej zajmują się rewolucją socjalną i sprawami Zachodu, niż własnymi interesami. Wychodźstwu naszemu, nie mówiąc już o różności dążeń, zbywa na cierpliwości i stąd pochodzi większa część błędów, jakich w tych ostatnich czasach się dopuścili.&lt;br /&gt;Przypatrzyłem się im blisko - i chociaż nie przeczę, że wielu z nich pojedynczo mogą bardzo ważne usługi oddać krajowi, utrzymuję jednak, że nie możemy im dzisiaj powierzyć kierownictwa sprawy naszej. Wspierając ich we wszystkim, co za dobre i pożyteczne dla kraju uznamy, musimy przede wszystkim gorliwie pracować u siebie, aby przygotować wszystkie materiały moralne, potrzebne nie tylko do odbudowania, ale nadto i do ukonstytuowania Kraju, skoro okoliczności będą po temu.&lt;br /&gt;Sprostowanie wyobrażeń klasy rolniczej, ugruntowanie na zasadach prawdziwego, tj. chrześcijańskiego braterstwa, stosunków między wszystkimi klasami naszego społeczeństwa; wreszcie oderwanie pewnej części młodzieży naszej od skrzywionych - bo na materializmie tylko opartych zasad liberalizmu francuskiego - oto jest, zdaniem moim, nieprzebrane pole dla działalności naszej. Poznańskie, zdaje mi się, mniej w tym względzie ma do roboty niż inne części Polski, a szczególnie Galicja, nigdzie jednak nie jest za mało do roboty.&lt;br /&gt;Bardzo dziękuję Panu za udzieloną mi wiadomość o znajomych moich Berlińskich. Pamięć ich zawsze zostanie drogą sercu memu. Jeśli się sposobność zdarzy, niech Pan ich wszystkich pozdrowi ode mnie.&lt;br /&gt;O sobie krótko powiem, bo reszty łatwo się Pan domyśli. Na wieść o organizowaniu się narodowym w Poznańskiem, wyruszyłem z Paryża do Księstwa w nadziei, że później razem pójdziemy dalej. Zastałem już miasto w stanie oblężenia, a z prowincji dochodziły coraz smutniejsze i okropniejsze wieści. Obozy już były opasane i pomimo starań, dostać się do nich nie mogłem.&lt;br /&gt;Przyłączyłem się więc do partii partyzantów, która po tygodniowym błąkaniu się po lasach i kilku nieznacznych bitwach w rozsypkę poszła. Udałem się więc na powrót do Paryża, a następnie tu, skąd podałem prośbę o przedłużenie paszportu - więcej dla dowiedzenia się jaka jest opinia o mnie, niż w nadziei otrzymania go, gdyż słyszałem, że nikomu paszportów nie wydają. Zapewne więc wkrótce wrócę do Kraju, jeśli jeszcze droga dla mnie nie zamknięta.&lt;br /&gt;Dziękując raz jeszcze za dobroć Pana pozostaję z głębokim uszanowaniem.&lt;br /&gt;Pana najniższym i najżyczliwszym Sługą&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczęsny Feliński&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-593362386173116193?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/593362386173116193'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/593362386173116193'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/list-zygmunta-szczesnego-felinskiego-do.html' title='List Zygmunta Szczęsnego Felińskiego do Jana Koźmiana, 15.10.1846 r.'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-5005876604107602529</id><published>2011-09-11T12:36:00.000-07:00</published><updated>2011-09-11T13:49:23.520-07:00</updated><title type='text'>Łaski: Ocalony z wypadku</title><content type='html'>W poniedziałek 2 lutego 2004 roku pan Krzysztof z Myślenic wsiadł w samochód ciężarowy i ruszył w trasę. Na autostradzie prowadzącej do Opola miał wypadek. Najechał na inną ciężarówkę, która nagle się zatrzymała. W wyniku wypadku miał zmiażdżoną klatkę piersiową, złamane wszystkie żebra, stłuczone i uszkodzone płuca, rozerwany worek osierdziowy i stłuczone serce. Kierowcę w krytycznym stanie przetransportowano do szpitala.  &lt;br /&gt;- Byłam w pracy w szpitalu. Zadzwoniła do mnie bratowa i powiedziała mi o wypadku męża. Nie wiedziałam jednak w jak ciężkim jest stanie. Ktoś, kto zadzwonił do nas ze szpitala z Opola, gdzie przewieźli męża, powiedział tylko, że ma połamane nogi - opowiada pani Jolanta z Myślenic. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaraz po otrzymaniu tej wiadomości pani Jolanta pojechała do szpitala do Opola. - Kiedy tam przyjechałam, mąż był pod respiratorem. Nie mógł samodzielnie oddychać - mówi kobieta. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ pani Jolanta jest pielęgniarką, zdawała sobie sprawę, w jak ciężkim stanie jest jej mąż. - Dominowały we mnie dwa różne uczucia. Znając obrażenia, wiedziałam, że jest w ciężkim stanie i jako pielęgniarka myślałam, że nie wyjdzie cały z tego wszystkiego. Jako żona miałam nadzieję, że przeżyje, że będzie zdrowy - wyjaśnia pani Jolanta. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prośba o modlitwę  &lt;br /&gt;Jako, że wieść o wypadku rozniosła się wśród znajomych, wiele osób chciało pomóc. Do pani Jolanty zadzwoniła wtedy koleżanka z pracy: s. Elżbieta Nowicka ze Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. - Samej trudno mi było wtedy się modlić, więc poprosiłam siostrę, by razem z jej współsiostrami modliły się za męża - wyznaje kobieta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siostra Elżbieta Nowicka spełniła prośbę koleżanki: - Odprawiamy we wspólnocie nowennę do naszego założyciela błogosławionego Zygmunta Szczęsnego Felińskiego. Wszystkie siostry wyraziły zgodę na modlitwę w kaplicy w intencji zdrowia pana Krzysztofa. Potem, kiedy wyjechałam na rekolekcje, modlitwę w tej intencji podjęły także inne siostry - mówi s. Elżbieta, dodając, że w tej samej intencji modlił się również personel szpitala, gdzie pracują. - Koleżanki z oddziału, na którym pracujemy zamówiły Mszę Świętą przed obrazem Matki Bożej w Myślenicach. Wszystkie w niej uczestniczyłyśmy, wszystkie modliłyśmy się w intencji pana Krzysztofa - wspomina s. Elżbieta Nowicka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po skończonej nowennie wiele osób dalej modliło się o zdrowie dla męża pani Jolanty. - Od początku byłam dobrej myśli, byłam dobrze nastawiona. Wierzyłam, że pan Krzysztof wyjdzie z tego cały. Jego wypadek zjednoczył na modlitwie wiele osób i ta modlitwa nie pozostała bez echa. Ufam, że pomógł nam arcybiskup Szczęsny Feliński - mówi s. Elżbieta. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętać o sakramentach  &lt;br /&gt;Pan Krzysztof szybko przychodził do zdrowia. Po 12 dniach został odłączony od respiratora. Kiedy jego stan był już stabilny został przewieziony do szpitala Rydygiera w Krakowie, gdzie miał operowaną nogę. W sumie w szpitalach przebywał niecałe dwa miesiące. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od czasu wypadku minęły już ponad dwa lata. Po wypadku właściwie nie ma śladu. - Mąż, kiedy się zmęczy, troszeczkę utyka na nogę, bo miał stopę zmiażdżoną od hamowania. Wyszedł z wypadku niesamowicie szybko i w bardzo dobrym stanie - mówi pani Jolanta, dodając, że mąż oczywiście nadal zasiada za kierownicą i nie czuje lęku przed jazdą samochodem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Dobrze, że w tak trudnym dla nas czasie miał się kto za niego modlić. Dobrze, że siostry są w szpitalu. Są kochane. My, ludzie świeccy, nie zawsze pamiętamy o sakramentach. W tak ciężkich przypadkach ratuje się człowieka od śmierci. Nie myśli się o tym życiu, które jest po śmierci. A siostry zawsze pamiętają, pytają czy był ksiądz z Panem Jezusem. To jest bardzo ważne! - podkreśla pani Jolanta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspominając swój pobyt w szpitalu przypomina sobie, że kiedyś poszła do kaplicy, gdzie był ksiądz. - Chciałam iść mu powiedzieć, żeby namaścił męża. Nie miałam jednak odwagi. Nie dałam rady. Ksiądz chyba to widział i sam do mnie podszedł. Powiedział mi, że on już był z Sakramentem Namaszczenia Chorych u męża. Wytłumaczył mi, że to nie jest ostatnie namaszczenie, tylko namaszczenie chorych, które możemy przyjmować w chorobie w każdym wieku i wielokrotnie. Modlitwa i sakrament prowadzą do uzdrowienia duszy a także nierzadko do uzdrowienia ciała, jeśli taka jest wola Boża.&lt;br /&gt;Przedtem bałam się tego sakramentu - opowiada pani Jolanta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bóg wybrał życie dla pana Krzysztofa i chwała Mu za to! Obydwoje małżonkowie są bardzo wdzięczni Bogu za ocalone życie - Dziękujemy także arcybiskupowi Zygmuntowi Szczęsnemu Felińskiemu za przyczyną, którego zanoszone były modlitwy oraz wszystkim tym, którzy modlili się za nas w tym tak trudnym dla nas czasie - podkreślają małżonkowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Małgorzata Pabis&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-5005876604107602529?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/5005876604107602529'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/5005876604107602529'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/aski-ocalony-z-wypadku.html' title='Łaski: Ocalony z wypadku'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-7039622379603665419</id><published>2011-09-11T12:34:00.001-07:00</published><updated>2011-09-11T13:49:54.135-07:00</updated><title type='text'>Łaski: Szybki powrót do zdrowia</title><content type='html'>W maju 2006 r. u Marii Rąpała lekarze stwierdzili stan zapalny trzustki. Przyczyną były powikłania związane z wodniakami przy trzonie trzustki: stan zapalny woreczka, kamienie. Dzięki wstawiennictwu bł. abpa Zygmunta Szczęsnego Felińskiego kobieta szybko odzyskała zdrowie i dziś może służyć pomocą swojej córce i wnukom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W intencji pani Marii za wstawiennictwem arcybiskupa Felińskiego modliły się siostry ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. - Kiedy dowiedziałam się co jest z mamą, pojechałam do niej do szpitala. Wzięłam ze sobą relikwie Ojca Założyciela Zygmunta Szczęsnego. Mama przyłożyła je na chorą część ciała w okolicach trzustki. Nie robiła tego przy mnie ale później opowiadała mi, że odczuła wówczas takie ciepło, które rozlało się po brzuchu. Później przykładała jeszcze relikwie ale tego wrażenia już nie miała - opowiada s. Lucyna Rąpała ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, córka pani Marii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kilku dniach pani Maria zaczęła powracać do zdrowia. - W Święto Matki Bożej Królowej Polski pojawił się jednak nowy problem - mama doznała zawału. Została przewieziona do innego szpitala, gdzie wykonano koronografię. Mama była świadoma tego, że to jest zawał. Jej stan był na tyle poważny, że nie wiadomo było czy dojedzie do oddalonego o blisko 30 km szpitala. Poprosiła wówczas o sakramenty, o namaszczenie chorych. Jak zawsze była spokojna, ufna i pogodna. I znowu wszystko odbyło się bez żadnych powikłań. Bardzo szybko powracała i nadal powraca do zdrowia. Obecnie jest na ścisłej diecie, robiła kontrolne badania i lekarz stwierdził, że miała wyjątkowe szczęście. Ufamy, że pomógł jej arcybiskup Feliński - podkreśla s. Lucyna, dodając, że dla całej rodziny był to znak szczególnej łaski Bożej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Małgorzata Pabis&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-7039622379603665419?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/7039622379603665419'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/7039622379603665419'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/aski-szybki-powrot-do-zdrowia.html' title='Łaski: Szybki powrót do zdrowia'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-873554062289224191</id><published>2011-09-11T12:33:00.001-07:00</published><updated>2011-09-11T13:50:36.585-07:00</updated><title type='text'>Łaski: Dziękuję Bogu za wszystko</title><content type='html'>W swojej chorobie, w swoich zmartwieniach zawierzyła się bł. Zygmuntowi Szczęsnemu Felińskiemu oraz Matce Bożej. Nie zawiodła się. Choroba minęła a ponad siedemdziesięcioletnia siostra Zyta Najdo ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi wciąż pracuje i modli się za wstawiennictwem Założyciela swojego zgromadzenia.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Przeżyłam różne utrapienia i dolegliwości fizyczne, a z nimi i cierpienia duchowe, aż w końcu w ostatnim stadium choroby dostałam się do szpitala w Ostrowcu. Niedzielę 22 kwietnia 1990 roku przeżyłam w szpitalu" - rozpoczyna swoje świadectwo s. Zyta Najdo.   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwie operacje  &lt;br /&gt;Siostra Zyta nie wiedziała, że jest bardzo chora, że jej stan jest krytyczny. Miała raka narządów rodnych. Lekarze nie powiedzieli jej tego. Konieczna była operacja - wycięcie narządów rodnych, jednak ze względu na żylaki w nodze nie można było jej przeprowadzić. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc 25 kwietnia, w środę, w dzień Matki Bożej Nieustającej Pomocy, lekarze zdecydowali się na operację żylaków. - Lekarze mówili mi, że mam guza i że muszę być w szpitalu, więc byłam - opowiada s. Zyta Najdo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siostrę przygotowywano do kolejnej operacji, ale jej termin wciąż przekładano. - Czas cierpienia oraz pobytu w szpitalu przedłużył się prawie do trzech miesięcy. Dopiero 27 czerwca w święto Matki Bożej Nieustającej Pomocy dokonano operacji brzucha. Zabieg trwał pięć godzin Już na stole operacyjnym zawierzyłam się Ojcu Założycielowi, a samą siebie oddałam Matce Bożej. Niczego się nie bałam. Odmówiłam "Pod Twoją obronę", łącząc się duchowo z Ofiarą Eucharystyczną, którą właśnie o godz. 8 rano w mojej intencji odprawiał ks. proboszcz w kościele parafialnym pw. Matki Bożej Płaczącej. Swoje cierpienia ofiarowałam za naszą udręczoną Ojczyznę - wyznaje s. Zyta. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Ominęła mnie chemia"  &lt;br /&gt;Dwa tygodnie po operacji s. Zyta nadal przebywała w szpitalu. Dopiero przy wypisie lekarz powiedział jej, że miała raka a jej stan był krytyczny. 14 lipca 1990 siostra wróciła do domu. Pod koniec lipca miała otrzymać wynik z badania wycinka i zgłosić się do Kliniki Onkologicznej w Krakowie. Wyniku nie dostała, gdyż lekarz-ordynator był na urlopie. Otrzymała go dopiero w połowie sierpnia, a ponieważ w tym czasie rozpoczynały się rekolekcje siostra została w domu, by je odprawić. - Do Krakowa pojechałam dopiero 29 sierpnia. Lekarz był zdenerwowany i niezadowolony, że przyjechałam z miesięcznym opóźnieniem. Stwierdził jednak, że mój stan zdrowia jest dobry. I tak minęła mnie chemia, którą miałam brać - opowiada s. Zyta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lekarz zalecił jedynie zastrzyki, które siostra brała aż do grudnia. Początkowo siostra Zyta musiała często jeździć na kontrole lekarskie. Potem z czasem kontrole te stawały się coraz rzadsze. - Po operacji pytałam pana doktora, czy mogę pracować. Powiedział mi, że lepiej się przychodzi do siebie kiedy się pracuje, więc kiedy tylko mogłam rozpoczęłam pracę - mówi s. Zyta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zakonnica wyznaje, że cały czas podczas pobytu w szpitalu miała przy sobie relikwie Zygmunta Szczęsnego Felińskiego. - Wiele osób modliło się w mojej intencji właśnie za przyczyną arcybiskupa. Ja sama także prosiłam go, by wstawił się za mną u Pana Boga, żebym jeszcze trochę pożyła, pracowała. Jak widać minęło 16 lat a ja żyję, pracuję, więc Pan Bóg nas wysłuchał. Każdego dnia modlę się za wstawiennictwem naszego Założyciela. Od siostry prowincjalnej dostałam medalik z jego relikwiami i zawsze noszę go na szyi - mówi z uśmiechem s. Najdo Zyta. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W swoim świadectwie siostra napisała:  &lt;br /&gt;"Jestem przekonana, że sam Bóg przyszedł mi z pomocą, że Matka Najświętsza przez wstawiennictwo bł. naszego Założyciela, którego relikwie cały czas mam i z wielką czcią i szacunkiem noszę wyprosiła mi zdrowie i ocaliła życie, które było bardzo zagrożone. Dziękuję Bogu za wszystko".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Małgorzata Pabis&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-873554062289224191?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/873554062289224191'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/873554062289224191'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/aski-dziekuje-bogu-za-wszystko.html' title='Łaski: Dziękuję Bogu za wszystko'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-4863925838089526020</id><published>2011-09-11T12:32:00.000-07:00</published><updated>2011-09-11T13:51:29.325-07:00</updated><title type='text'>Łaski: Byłam juz na tamtym świecie</title><content type='html'>Trzy lata temu Urszula Mosakowska z Jabłonnej leżała w szpitalu w bardzo ciężkim stanie. W jej organizmie rozwijała się śmiertelnie groźna sepsa. Przestawały pracować serce oraz płuca. Po czwartej operacji była bezwładna. Bała się, że będzie ciężarem dla dzieci. W tym czasie cała rodzina pani Urszuli na czele z jej siostrą ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, modliła się za wstawiennictwem arcybiskupa Szczęśnego Felińskiego. Także na Jasnej Górze przed cudownym obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej odprawiane były Msze święte w jej intencji.  &lt;br /&gt;We wrześniu 2003 roku Urszula Mosakowska po kilku atakach woreczka żółciowego i operacji po raz kolejny znalazła się w szpitalu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Bolało mnie tak, że traciłam przytomność. Najbliżsi wołali pogotowie. W końcu lekarz powiedział, żebym poszła do szpitala i zaczęła się leczyć bo kiedyś pogotowie nie zdąży przyjechać - opowiada pani Urszula.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nikt jednak nie chciał podjąć się leczenia kobiety. W końcu po jakimś czasie pani Urszula znalazła się na oddziale gastrologii szpitala kolejowego w Międzylesiu. Badania wykazały dwa duże uchyłki dwunastnicy. Trzeba było zrobić operację, której podjął się profesor Krzysztof Bielecki w Szpitalu Klinicznym im. prof. W. Orłowskiego w Warszawie. - Operacja się udała, ale w szpitalu był wtedy remont, wszędzie panował straszny brud. Zachorowałam na zapalenie otrzewnej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejne operacje  &lt;br /&gt;Dwa dni po pierwszej operacji konieczna była kolejna, bo w brzuchu pojawiła się ropa. - Miałam silną gorączkę i majaczyłam. Zatrzymał mi się mocz - opowiada kobieta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drugiej operacji u pani Urszuli stwierdzono sepsę (posocznicę). Przeniesiono ją wówczas na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej. - Ja tego nie pamiętam, ale córka i synowie przyjeżdżali do mnie i moja siostra, która jest zakonnicą w Zgromadzeniu Rodziny Maryi. Siostra przynosiła relikwie swojego Założyciela ojca Szczęsnego Felińskiego i kładła na mnie. Przez cały czas wszyscy się nade mną modlili. Siostra pojechała potem z moim synem do Częstochowy, gdzie były odprawiane Msze święte w mojej intencji. Tam też przed Cudownym Obrazem Czarnej Madonny została odprawiona Nowenna - wspomina Urszula Mosakowska. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choroba jednak bardzo szybko się rozwijała. - Byłam bardzo spuchnięta. Brzuch miałam otwarty,bo była w nim ropa. Dano mi 11 litrów krwi, a spuszczono ze mnie 10 litrów ropy - opowiada kobieta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W takiej sytuacji konieczna była kolejna operacja, w czasie której nastąpiło płukanie wnętrzności z ropy. Wtedy nastąpił wstrząs septyczny i zatrzymała się akcja serca. Po dwóch dniach zatrzymała się praca płuc. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciała bardzo żyć  &lt;br /&gt;Lekarze jak mogli tak ratowali pacjentkę, a bliscy nie ustawali w modlitwie. &lt;br /&gt;Po kilku dniach lekarze zarządzili czwartą operację. Po jej zakończeniu ordynator Małgorzata Złotorowicz wybudzając panią Urszulę zapytała ją czy chce żyć, odpowiedziała, że bardzo. -Mój wnuczek najstarszy przygotowywał się wtedy do Pierwszej Komunii. Bardzo chciałam być na tej uroczystości. To było moje dziecko wymodlone. Pani doktor powiedziała mi wtedy, że jeśli będę bardzo chciała to będę żyć - ze łzami w oczach mówi Urszula Mosakowska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rzeczywistość była jednak bardzo trudna. Kobieta była bowiem bezwładna, miała bardzo spuchnięte nogi i ręce. - Chciałam podnieść rękę i nie mogłam. Kiedy mnie posadzono, głowa bezwładnie leciała mi w dół. Myślałam, że będę ciężarem dla dzieci - przypomina sobie kobieta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem rozpoczęła się bardzo intensywna rehabilitacja. Na Boże Narodzenie pani Urszula była już w domu. - Teraz już normalnie chodzę i prawie wszystko robię. Wierzę, że w tych trudnych chwilach pomógł mi arcybiskup Feliński oraz Matka Boża z Jasnej Góry. Jestem im bardzo wdzięczna i jestem szczęśliwa - kończy swoją opowieść Urszula Mosakowska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Małgorzata Pabis&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-4863925838089526020?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/4863925838089526020'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/4863925838089526020'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/aski-byam-juz-na-tamtym-swiecie.html' title='Łaski: Byłam juz na tamtym świecie'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-746515268383311435</id><published>2011-09-11T12:30:00.001-07:00</published><updated>2011-09-11T13:52:29.107-07:00</updated><title type='text'>Łaski: Bóle ustały</title><content type='html'>18 lat temu Halina Kania bardzo cierpiała. Bardzo bolały ją nogi, a lekarze nie umieli wskazać przyczyny. W tym czasie, krańcowo wycieńczona kobieta po raz trzeci znalazła się w stanie błogosławionym i... bóle ustały. Halina Kania wierzy mocno w to, że pomógł jej bł. abp Zygmunt Szczęsny Feliński, z którego relikwiami niemalże się nie rozstaje.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- W 1988 roku zachorowałam bardzo poważnie na nogi. Zdążyłam odwiedzić wszystkich lekarzy w okolicy Leżajska. Nikt nie umiał mi pomóc. Każdy stosował inną terapię - rozpoczyna swoją opowieść Halina Kania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po roku niesamowitej walki z chorobą kobieta nadal nie wiedziała co jej jest. Odwiedzała reumatologów, ortopedów, brała leki przeciwbólowe, chodziła na różnego rodzaju rehabilitacje. Mimo to wciąż odczuwała bardzo silny ból w podudziu prawej nogi. - Po roku bólu, wycieńczenia organizmu, nieprzespanych nocy udało mi się dotrzeć do Krakowa do Kliniki Ortopedii na Kopernika. Tam podjęto leczenie, przeprowadzono pierwszy zabieg - wspomina kobieta. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ze wsparciem sióstr  &lt;br /&gt;W tym czasie pani Halina trafiła do Sióstr Rodziny Maryi, gdzie ma ciocię. - Ciocia niesamowicie wspierała mnie w mym bólu i cierpieniu. Siostry cały czas modliły się w mojej intencji, cały czas wstawiały się do Feliksa Szczęsnego. Wiedziałam o tym doskonale - wyznaje kobieta. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czasie wspomnianego zabiegu lekarze otwarli nogę i pobrali wycinek. - Podejrzewano, że to jest nowotwór. I ja tak myślałam. Okazało się jednak, że nie był to nowotwór ale jakiś niesamowity stan zapalny kości. Jego przyczyny lekarze znowu nie byli w stanie ustalić - opowiada Halina Kania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po roku kobietę zaczęła boleć także druga noga. - Znowu trafiłam do kliniki na Kopernika na następny zabieg. Wtedy lekarze dyskutowali nad przeszczepem kości, ale ja nie wyrażałam na to zgody. Wierzyłam i ufałam, że Siła Wyższa mnie wesprze - wyznaje kobieta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ból nie ustawał, a pani Halina szukała pomocy w różnych miejscach. Po jakimś czasie znów znalazła się w klinice w Krakowie. Miałam z nimi ciągłe kontakty. Najpierw co miesiąc, potem co trzy. - Lekarze zdecydowali, że będę mieć ponowną operację, trzecią z kolei. Tłumaczyli mi, że będą próbować nawiercać otwory w kościach. W dalszym ciągu proponowali przeszczep. Ale w tym czasie ból zaczynał się już zmniejszać. Siostry przez cały czas trwały w usilnej modlitwie, a ja miałam przy sobie relikwie Feliksa Szczęsnego Felińskiego i też modliłam się za jego wstawiennictwem - wspomina Halina Kania. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bóle ustały  &lt;br /&gt;Po tych wszystkich perypetiach klinka krakowska zdecydowała się wysłać historię choroby pani Haliny do Stanów Zjednoczonych. Lekarze mieli nadzieję, że tam znajdą przyczynę. Po roku przyszła odpowiedź, że podłoże tej choroby nie jest dotychczas zbadane. Tamtejsi lekarze napisali, że na świecie jest kilka przypadków tej choroby, która atakuje wszystkie kończyny, kręgosłup, powodując dużą łamliwość kości. Po kilku latach walki z chorobą - w 1996 roku pani Halina dowiedziała się, że jest w stanie błogosławionym. - Niesamowicie się denerwowałam. Bałam się, że nie poradzę sobie ze wszystkim - wyznaje kobieta. W tym czasie zadzwonił do niej lekarz krakowski, żeby zgłosiła się na biopsję. Oczywiście w związku ze swoim stanem nie wyraziła zgody...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Wszyscy modlili się za mnie, cała moja rodzina. W 1997 roku urodziłam dzidziusia - Gabrysię - mówi z uśmiechem pani Halina. - A nogi? Przez całe 9 miesięcy mnie nie bolały. Normalnie funkcjonowałam. Chodziłam do pracy. W ostatnim miesiącu ciąży byłam na zwolnieniu lekarskim. Lekarze w Leżajsku mówili, że na pewno nie urodzę w naturalny sposób, a ja urodziłam naturalnie w ciągu 4 godzin - opowiada pani Kania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od tej pory kobieta chodzi i normalnie funkcjonuje. Choroba nie rozprzestrzenia się na inne miejsca, a kości które bolały przed laty dziś już jej nie dokuczają. - Jestem wdzięczna wszystkim, którzy wspomagali mnie w tamtym czasie. W sposób szczególny dziękuję arcybiskupowi Felińskiemu, za wstawiennictwem którego wciąż się modlę i którego relikwie noszę wciąż przy sobie - kończy Halina Kania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Małgorzata Pabis&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-746515268383311435?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/746515268383311435'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/746515268383311435'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/aski-bole-ustay.html' title='Łaski: Bóle ustały'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-5482590751056538707</id><published>2011-09-11T12:29:00.001-07:00</published><updated>2011-09-11T13:53:41.582-07:00</updated><title type='text'>Łaski: To przyszło z nieba</title><content type='html'>To był najczarniejszy dzień w życiu pani Dalmary Kozioł z Krasnego. 16 lipca 1995 roku podczas tragicznego wypadku samochodowego zginął jej mąż Marek oraz trzyletni syn Wiktor. Pani Dalmara w bardzo ciężkim stanie została przewieziona do szpitala. Jak sama mówi swój powrót do zdrowia uznaje za cud wymodlony za wstawiennictwem arcybiskupa Szczęsnego Felińskiego. Dekret o cudzie został opublikowany w Watykanie w lipcu 2002 r. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Pani Dalmara przyznaje, że przed wypadkiem nie znała osoby arcybiskupa. Kiedy w ciężkim stanie leżała w szpitalu jej mama rozpaczała, płakała, szukała wszędzie pomocy.- Kiedyś w autobusie modliła się i płakała. Wtedy przysiadła się do niej Siostra Maria Miguela Komar ze Zgromadzenia Franciszkanek Maryi, która pracowała u nas w parafii i zapytała co się stało. Kiedy dowiedziała się co chodzi, powiedziała mamie, żeby zaufała, a siostry będą się modlić, polecać mnie swojemu założycielowi -opowiada pani Dalmara.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomoc od sióstr  &lt;br /&gt;Kiedy lekarze nie dawali jej już żadnych szans siostra Maria przyjechała do szpitala do pani Dalmary. Przywiozła z sobą maleńką fotografię acybiskupa Felińskiego z maleńkim kawałeczkiem relikwii. - Byłam przytomna, a siostra mówiła mi, bym się modliła, bym zaufała Bogu. Siostra prosiła żebym relikwie trzymała przy sobie. To było moje pierwsze spotkanie z założycielem Sióstr Franciszkanek - mówi Dalmara Kozioł, dodając, że jest w pełni przekonana, że swoje uzdrowienie zawdzięcza arcybiskupowi. - Sama słyszałam, jak lekarze mówili, że nie mam szans żeby wyjść z tego wszystkiego. Kiedy siostra Maria odeszła ode mnie, przez całą noc trzymałam fotografię arcybiskupa na piersiach pod koszulą nocną. Rano obudziłam się zdrowa, uśmiechnięta, z wielką chęcią życia. Opuchlizna zniknęła. Gips, w którym tkwiłam okazał się o wiele za duży, choć jeszcze dzień wcześniej byłam tak popuchnięta, że się w nim nie mieściłam. Rano lekarz wszedł do mojego pokoju po to tylko, żeby stwierdzić, że ja nie żyję. Wyszedł na korytarz i do mojej mamy powiedział: "to jest cud. Inaczej nie mogę powiedzieć. To przyszło z nieba". Wierzę mocno, że tak właśnie było - wyznaje kobieta. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Tak to się stało  &lt;br /&gt;16 lipca 1995 Państwo Koziołowie jechali fiatem 126p. W Lutoryżu pod Rzeszowem czołowo zderzyli się z fiatem uno. - Tego zderzenia już nie pamiętam. Przez kilka dni byłam nieprzytomna - podkreśla Dalmara Kozioł.&lt;br /&gt;Kierowca - Marek Kozioł zginął na miejscu, prawie trzyletni syn zmarł po tygodniu. Sześcioletnia córeczka Paulinka doznała złamania ręki. Pani Dalmara w ciężkim stanie, nieprzytomna, została przewieziona do szpitala w Rzeszowie, gdzie stwierdzono: rozerwanie śledziony, pęcherza moczowego, jelita cienkiego, rozległy krwotok zaotrzewny, złamanie miednicy oraz kości udowej lewej oraz stłuczenie mózgu pierwszego stopnia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pani Dalmara Kozioł po udzieleniu natychmiastowej pomocy została poddana operacji a następnie zastosowano wobec niej odpowiednie leczenie. Jak stwierdzili lekarze, opisane obrażenia ciała spowodowały, że życie chorej w przebiegu leczenia kilkakrotnie było poważnie zagrożone, a przeżycie wręcz niemożliwe. Mimo to pacjentka wyleczyła się z obrażeń. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczekiwanie takiego rezultatu w terapii przekroczyło wszelkie optymistyczne prognozy. Stan zdrowia pacjentki uległ szczególnej niespodziewanej poprawie od momentu rozpoczęcia nowenny do Arcybiskupa Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, którą odmawiały matka, rodzina chorej oraz Siostry Rodziny Maryi z Krasnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lekarze specjaliści, pod których opieką pani Dalmara pozostawała w szpitalu: chirurg operujący, chirurg urolog i specjalista chirurgii ogólnej jednogłośnie stwierdzili na piśmie i potwierdzili zeznaniami, że powrót do zdrowia pacjentki nie jest wynikiem przeprowadzonej operacji i zastosowanego leczenia. Według ich opinii chirurdzy z długoletniego doświadczenia dobrze wiedzą, że mimo perfekcyjnie kompetentnego postępowania lekarskiego ogromna liczba chorych z podobnymi urazami wielonarządowymi umiera a właściwie przeżywają jedynie wybrańcy Pana Boga. Z tego właśnie względu wypadek pani Dalmary został uznany przez Kościół za nadzwyczajne uzdrowienie wykraczające poza prawa natury. Wszyscy uważają, że decydująca poprawa i powrót do zdrowia Dalmary Kozioł nastąpiły za wstawiennictwem u Boga Arcybiskupa Zygmunta Szczęsnego Felińskiego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Arcybiskup jest naszym patronem  &lt;br /&gt;Pani Dalmara Kozioł wyznaje, że w swoim trudnym życiu nie raz doświadczyła pomocy arcybiskupa Felińskiego. - Arcybiskup jest patronem moim i całej mojej rodziny, a także znajomych. Nosimy jego relikwie na szyi, w medaliku, którym nas Siostry obdarowały. Mamy jego relikwie w domu. Każdego dnia modlę się za jego wstawiennictwem, wypraszam łaski. Czuję jego opieka nade mną. Są sytuacje, kiedy bliscy, znajomi mówią: jak ty sobie dajesz radę. To niemożliwe, żebyś utrzymała dom, żebyś tak dzielnie żyła. A to nie moja zasługa, a w większości mojego patrona Szczęsnego Felińskiego. Mocno wierzę w to, że siłę do życia otrzymuję z nieba. Jest mi jednak ciężko i gdyby nie pomoc patrona i opieka Opatrzności Bożej pewnie już niejeden raz upadłabym na duchu i nie dałabym zupełnie rady - mówi kobieta i na koniec dodaje: - Człowiek musi być silny i musi wierzyć, że jutro będzie lepiej. Wtedy jest łatwiej żyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Małgorzata Pabis&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-5482590751056538707?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/5482590751056538707'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/5482590751056538707'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/aski-to-przyszo-z-nieba.html' title='Łaski: To przyszło z nieba'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-1745321529427004899</id><published>2011-09-11T12:28:00.000-07:00</published><updated>2011-09-11T13:54:45.491-07:00</updated><title type='text'>Łaski: Po wypadku nie ma śladu</title><content type='html'>12 listopada 2005 r. zaczął się jak każdy zwyczajny dzień w domu państwa Czechów z Poręby Wielkiej. Nic nie zapowiadało nadchodzącej tragedii. Na przydomowym podwórku, pod okiem dorosłych bawiło się kilkoro dzieci. Nagle trzyletni Sebastian niespodziewanie wyszedł na ulicę, wprost pod koła nadjeżdżającego poloneza...  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Starsza córka, która akurat była chora, przebudziła się, więc do niej poszłam. Dzieciaki nigdy nie wychodziły na drogę, więc nie wiem co podkusiło Sebastiana, że pierwszy raz w życiu to zrobił - mówi Anna Czech i dodaje: - Dałam córce syropek i wracałam na pole. A tu nagle wpada bratanica i krzyczy, że Sabastian został potrącony. Myślałam, że żartuje. Nie chciałam w to uwierzyć. Stało się, wybiegł. Zadzwoniłam po pogotowie, szybko przyjechali. Widok był makabryczny. Sebastian był przytomny. Płakał.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Duże obrażenia  &lt;br /&gt;W wyniku wypadku chłopczyk doznał następujących obrażeń: odłamanie niewielkiego fragmentu blaszki zewnętrznej kości ciemieniowej, oderwanie fragmentu tkanek miękkich - skóry i tkanki podskórnej, stłuczenie lewego płuca, stłuczenie lewej nerki, przezkłykciowe złamanie kości ramiennej lewej, złamanie lewego obojczyka, oparzenie ramienia i przedramienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak relacjonują rodzice Sebastian został przewieziony karetką do Szpitala Powiatowego w Limanowej, skąd przetransportowano go helikopterem do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie. Został przyjęty w stanie, który uznano za ciężki: - Syn był zaintubowany, sztucznie wentylowany - mówi mama Sebastiana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W szpitalu zoperowano i opatrzono rozległą ranę na głowie. Doraźnie opatrzono również oparzeniowe rany na ramieniu i przedramieniu i założono gips na lewą rękę (chłopiec miał złamaną kość ramienia i obojczyk). - Sebastian został podłączony do respiratora ze względu na stłuczone płuco (odłączono go w 5 dobie pobytu). Po 10 dniach pobytu syna na oddziale intensywnej terapii został przeniesiony na oddział chirurgii dziecięcej, gdzie nastąpiło dalsze leczenie - opowiadają rodzice chłopca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podczas zabiegów operacyjnych wycięta została martwica ręki i skóry głowy, przeszczepiono również skórę na rany oparzeniowe.&lt;br /&gt;Dokładnie miesiąc po wypadku Sebastian został wypisany do domu w stanie dobrym. Przeszczepy skóry przyjęły się i wygoiły. - To było coś niesamowitego - mówi mama chłopca. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomógł Arcybiskup  &lt;br /&gt;Przez cały czas pobytu Sebastiana w szpitalu cała rodzina Państwa Czechów oraz najbliżsi modlili się o powrót Sebastiana do zdrowia. Odmawiali różaniec i Litanię do Najświętszej Marii Panny. - Pracuję w szkole i jestem w dobrych stosunkach w siostrą Heleną Jaśkiewicz, która prowadzi u nas katechezę. Sama też się udzielam przy kościele. To właśnie siostra przesłała mi obrazek z Arcybiskupem Szczęsnym Felińskim oraz jego relikwiami do szpitala. Prosiła, by syn miał go przez cały czas przy sobie. Wszyłam więc mu do piżamy taką kieszonkę i prosiłam też siostry, żeby cały czas był ten obrazek w tej kieszonce, ewentualnie pod poduszką. Tak naprawdę zrobiłam to za radą siostry - opowiada Anna Czech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O powrót Sebastiana do zdrowia za wstawiennictwem Błogosławionego Zygmunta Szczęsnego prosiła również siostra Helena Jaśkiewicz wraz ze swoją Wspólnotą Zakonną. Siostry odmawiały Nowennę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Sebastian bardzo szybko wracał do zdrowia. Najgorszy był czas, kiedy przebywał na oddziale intensywnej terapii. Po wybudzeniu nie jadł samodzielnie, trzeba go było karmić przez sondę. Czasami wydawało się, że nie rozumie, co się do niego mówi, a sam nie mówił w ogóle. Kiedy dziecko zostało przeniesione na oddział chirurgii dziecięcej, zaczęło szybciej psychicznie dochodzić do zdrowia - wspominają rodzice, dodając, że rany fizyczne również bardzo szybko się zagoiły.- Sami lekarze byli zaskoczeni tak szybkim powrotem dziecka do zdrowia. Praktycznie Sebastian mógł zostać wypisany do domu już po trzech tygodniach pobytu w szpitalu. Lekarze zatrzymali jednak jeszcze syna, by przez jeden tydzień jeszcze go obserwować. Dziecko nie miało już podawanych żadnych leków ani nie było poddawane żadnym zabiegom - podkreśla Anna Czech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kończąc swoją opowieść kobieta podkreśla: - Zdaję sobie sprawę z tego, że Sebastian odzyskał zdrowie szybciej niż przypuszczaliśmy my i lekarze. Wierzę, że doznał on szczególnych łask zarówno od Matki Najświętszej, jak i od Błogosławionego Zygmunta Szczęsnego. Wiem, że zawdzięczam zdrowie syna Błogosławionemu Zygmuntowi Szczęsnemu, do którego modliła się siostra Helena ze swoją wspólnotą Zakonną. Siostry naprawdę wiele mogą wymodlić. Często ja sama również zwracałam się z prośbami do Niego o wsparcie i wstawiennictwo u Pana. Wierzę, że to Błogosławionemu Zygmuntowi Szczęsnemu zawdzięczam pełny powrót do zdrowia mojego syna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś Sebastian ma się całkiem dobrze. Jak mówią jego najbliżsi wszędzie go pełno. Po wypadku właściwie nie ma już śladu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Małgorzata Pabis&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-1745321529427004899?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/1745321529427004899'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/1745321529427004899'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/aski-po-wypadku-nie-ma-sladu.html' title='Łaski: Po wypadku nie ma śladu'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-164749304916208568</id><published>2011-09-11T12:26:00.000-07:00</published><updated>2011-09-11T13:55:38.402-07:00</updated><title type='text'>Łaski: Tatusiu kochany, uzdrów mnie!</title><content type='html'>- Nazywam się siostra Rozalia Salezja Oko. Należę do Zgromadzenia Franciszkanek Sióstr Rodziny Maryi. Mam 73 lata. Z zawodu jestem pielęgniarką. Pracowałam w służbie zdrowia przez 40 lat. Od 1999 roku roku przeszłam na emeryturę i zostałam skierowana do Ostrowca Świętokrzyskiego do opieki nad samotną staruszką. Codziennie dowożę jej obiad i załatwiam szereg innych spraw. Tak jest do chwili obecnej, ale w 2001 roku miałam przerwę... &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;5 listopada ciężko zachorowałam. Pogotowie zabrało mnie do szpitala. Lekarze stwierdzili ostre zapalenie trzustki. Dawali mi jedynie pięć procent życia. Tylko tyle… Leżałam w szpitalu na oddziale chirurgii oraz intensywnej terapii, żywiona kroplówkami. W szpitalu byłam do końca listopada. Siostry z mojego zgromadzenia modliły się w mojej intencji, prosiły o łaskę zdrowia za przyczyną naszego założyciela. Któregoś dnia siostry przyszły mnie odwiedzić i przyniosły z sobą relikwie drzewa Krzyża Świętego do ucałowania. Ja byłam przekonana że to są relikwie naszego założyciela. Usiadłam i zaczęłam mocno całować. Objęłam krzyż i wołałam z płaczem: "Tatusiu (tak o założycielu zgromadzenia mówią jego duchowe córki - przypis MP) kochany uzdrów mnie!" Aż się siostry popłakały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy siostry odeszły, usiadłam na łóżku, wzięłam do rąk różaniec i gorąco się modliłam. Odmówiłam trzy części Różańca świętego. W oczach mi się rozjaśniło i poczułam się nagle dużo lepiej. Wcześniej nie mogłam odmówić nawet jednego "Zdrowaś Maryjo". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już po kilku dniach przeniesiono mnie na salę ogólną, a 30 listopada wypisano mnie ze szpitala w stanie dobrym. Pęcherzyk żółciowy wypełniony był jednak złogami i atakował trzustkę. Dlatego po kilku miesiącach 3 marca 2002 roku pęcherzyk usunięto mi operacyjnie. Od tego swojej staruszki i służę pomocą pielęgniarską siostrom. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem przekonana, że do odzyskania zdrowia przyczynił się nasz Założyciel Błogosławiony arcybiskup Zygmunt Szczęsny Feliński, nasz Tatuś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;S. Rozalia Salezja Oko opowiada również o innym przypadku, w którym modlitwa do bł. Abpa Felińskiego okazała się pomocna. Dotyczył on jej siostrzeńca, który od roku nie mógł znaleźć pracy. - Pewnego dnia pojechałam do siostry i dowiedziałam się, że Mariusz nie ma pracy. Zmartwiłam się i dałam siostrze obrazek z nowenną do naszego złożyciela bł. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego. Powiedziałam jej też żeby się pomodliła, żeby odmówiła nowennę - opowiada s. Rozalia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za radą siostry Emilia Wronowska, bo tak nazywa się siostra, zaczęła się modlić.- W szóstym dniu odmawiania nowenny przyszedł do syna kolega i powiedział: "Mariusz, masz robotę!" Wierzę, że zadziałał wtedy bł. Feliński, gdyż wcześniej modliłam się i nic nie wychodziło - podkreśla Emilia Wronowska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wysłuchała i spisała Małgorzata Pabis&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cuda i łaski Boże, nr 9/2006&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-164749304916208568?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/164749304916208568'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/164749304916208568'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/aski-tatusiu-kochany-uzdrow-mnie.html' title='Łaski: Tatusiu kochany, uzdrów mnie!'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-1716687737383676840</id><published>2011-09-11T10:52:00.001-07:00</published><updated>2011-09-11T10:53:20.182-07:00</updated><title type='text'>S. Teresa Antonietta Frącek RM, Postulatorka procesu kanonizacyjnego Abp. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, Zaufał Opatrzności Bożej</title><content type='html'>Abp Feliński, metropolita warszawski, po 20 latach wygnania, spędzonych w głębi Rosji w Jarosławiu nad Wołgą (1863-1883), został przeniesiony przez Papieża Leona XIII, 15 marca 1883 r., ze stolicy arcybiskupiej warszawskiej na tytularną stolicę Tarsu, tego miasta, które było miejscem urodzenia św. Pawła, Apostoła Narodów. Obok tego zewnętrznego podobieństwa do św. Pawła dostrzegamy podobieństwo duchowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Abp. Feliński pragnął, naśladować Chrystusa i osiągnąć taki stan ducha, by za przykładem Apostoła Narodów, powiedzieć: "Żyję ja, już nie ja, żyje we mnie Chrystus". Na wzór św. Pawła chciał się stać wszystkim dla wszystkich, a będąc pogodnego usposobienia - podobnie jak Apostoł z Tarsu - często zachęcał: zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie, w każdym położeniu dziękujcie, ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie; wszystko badajcie, a co szlachetne - zachowujcie (por. Tess. 5, 16-22).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Abp Feliński był człowiekiem, którego cechowała głęboka wiara i bezgraniczne zawierzenie Opatrzności Bożej, a obok tego jaśniała jego miłość i miłosierdzie wobec człowieka. Jego 73-letnia droga życiowa - od domu rodzinnego w Wojutynie na Wołyniu (ur. 1. list. 1822), poprzez studia uniwersyteckie w Moskwie i Paryżu oraz seminaryjne w Żytomierzu, uwieńczone kapłaństwem w Petersburgu (1855), poprzez promocję biskupią (1862) i niezwykle trudny okres pasterzowania w Warszawie - zakończony 20-letnim zesłaniem (1863-1883), aż po znojną 12-letnią pracę wiejskiego duszpasterza w Dźwiniaczce na Podolu i cichy zgon w Krakowie (17 września 1895), pozostawiły niezatarte ślady w dziejach Narodu polskiego i w historii Kościoła katolickiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Wpływ na otoczenie. Feliński jako młody człowiek, potem kapłan, biskup wywierał znaczny wpływ na swoje otoczenie. Rodzice pokładali w nim największe nadzieje, studenci w Moskwie podziwiali jego "serce niewinne, życia i miłości pełne", jego opiekun Zenon Brzozowski uważał go za człowieka o wysokich wartościach moralnych. Świadkowie jego życia w Paryżu zanotowali: "głęboko religijny", "kształcący się pilnie", "młodzieniec idealny", "świątobliwy", "czysta i zacna dusza". Juliusz Słowacki nazywał go "skarbem" i "brylantem", pisał o nim: "postępki jego były anielskie, wiedza rozkwitająca, stanie się kiedyś chwałą naszą", a nawet w proroczej wizji powiedział mu kiedyś, że "widział nad jego głową jasno świecącą gwiazdę, a u stóp jego rozmodlone tłumy w świątyni" (1848).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Akademii Duchownej w Petersburgu abp Hołowiński wielkie nadzieje pokładał w nim ze względu na jego głębokie życie wewnętrzne i moralność bez skazy. Feliński był ostatnim księdzem wyświęconym przez tego wybitnego Pasterza, podczas jego ostatniej Mszy św. (8 września 1855). Według Adriana Boudou "wraz ze świętym namaszczeniem ten wielki Arcybiskup przekazał młodemu kapłanowi cząstkę swej wielkiej duszy". A Feliński dodał, że namaścił jego ducha miłością Kościoła i wiarą w czuwającą nad nim Opatrzność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O życiu Felińskiego i jego pracy w kościele św. Katarzyny w Petersburgu pozostała znamienna opinia, przesłana do Rzymu: "jest ... młodym, ma zaledwie 36 lat, lecz przez te 2 lata, które spę¬dził w naszej parafii, po¬trafił pozyskać zaufanie i szacunek wszystkich tutejszych katolików. Pełen godności, skromności, roztropności, a przy tym bar¬dzo praco¬wity i wykształcony, posiada on wielkie zalety do¬brego, a raczej doskonałego kapłana, nie mamy lep¬szego odeń" (1857). To tam, dwa lata po święceniach, założył Schronisko dla sierot i zgromadzenie zakonne pod nazwą Rodzina Maryi, które jest trwałym jego dziełem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znany jest wyjątkowy wpływ ks. Felińskiego na środowisko w Petersburgu, na alumnów Akademii Duchownej i na świeckich poza murami tej uczelni. Uważano go za "apostoła pełnego pokory, nauki i kultury", za "opiekuna ubogich i sierot", za "wspaniałego człowieka" i "godnego kapłana", "za najlepszego księdza w Rosji". "Śmiało rzec możemy - pisano o nim - że prócz erudycji i wrodzonego rozsądku rozwiniętego nauką posiada jeszcze przymiot niezrównany i droższy nad wszystkie zdobycze nauki i rozumu: oto jest kapłan w pełnym, najdostojniejszym znaczeniu tego wyrazu, tj. człowiekiem cichym, pełnym bojaźni Bożej, prawdziwie pobożnym, który poświęcił siebie na usługi ludzkości, bezinteresownie, bezwarunkowo" ("Poczta Północna", 20 lutego 1862). &lt;br /&gt;Te opinie docierały do Watykanu. Bł. papież Pius IX, mianując ks. Felińskiego arcybiskupem warszawskim (6 stycznia 1862), wypowiedział wiele pochwał pod adresem nominata, "jakich nie dostąpili ... najsłynniejsi ówcześni biskupi".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Abp Feliński jechał do Warszawy z trwogą w sercu, ale też z ufnością w pomoc Opatrzności i z pragnieniem "spełnienia woli Bożej". Niektórzy uważali, że w tak trudnych okolicznościach nie powinien przyjmować nominacji. Ten problem rozważał sam elekt, skoro w swoim liście pasterskim zamieścił słowa: "Przyjąłem, bo wierzę, że gdzie Pan wzywa, tam Pan też sprawować wszystko będzie. Przyjąłem, bo wierzę, że moc Boża, co nie potrzebuje ani mądrości, ani siły, ani talentów naszych, jedno dobrej a posłusznej woli, przez najlichsze nawet byle posłuszne narzędzie, najcudowniejsze dzieła do skutku doprowadzić może". A przytaczając przykład dwunastu rybaków powołanych przez Chrystusa do głoszenia Ewangelii, dodał: "Moc zaś Boża nie odmienia się nigdy, bo Chrystus jeden, wczoraj i dziś, tenże na wieki. Miejmy tylko wiarę Apostołów, a i przez nas nie omieszka Pan podobnych cudów dokonać, mimo całą nieudolność naszą". Niejednokrotnie powtarzał: "wierzę niezachwianie w sprawiedliwe rządy Opatrzności". Uważano, że otrzymał "od Boga wielką ufność w po¬moc Opatrzności"; "ma wiarę mocną, że jest narzędziem Opatrzności... Stąd działa śmiało i stanowczo, ... wszelki dobry skutek miłosierdziu Bożemu przypi¬suje". Jego działalność i przykład gorliwości kapłańskiej wpłynęły na odrodzenie religijne i moralne całej Metropolii.&lt;br /&gt;W Warszawie, pomimo kontrowersji politycznych, nominacja ks. Felińskiego została przyjęta przez katolików jako "dar Opatrzności", znak łaski i wielkiego "miłosierdzia Bożego". Świątobliwy kapucyn o. Prokop Leszczyński z radością pisał: "A toż to w czasach najświetniejszych i najpomyślniejszych Kościoła, takiego człowieka na arcybiskupa ze świecą trzeba było szukać! Cóż to więc za niepojęte, nieprzebrane miłosierdzie Boskie nad nami, żeśmy go dostali". A błogosławiony o. Honorat Koźmiński, odczuł w jego rządach w Archidiecezji - "wiew Ducha Świętego".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Godne podziwu jest życie i działalność apostolska Arcybiskupa na zesłaniu. Wiara, połączona z ufnością w Opatrzność Bożą była stałym i mocnym dla niego oparciem. Jego pobyt w głębi Rosji, choć przykry z powodu osierocenia archidiecezji warszawskiej, stał się błogosławieństwem Bożym dla katolików Jarosławia i dla tysięcy wygnańców polskich na Syberii. Uważano, że "jako wzór świętości i wyznawstwa jaśnieje bielszy od śniegów, które go otaczają". Szanowali go i czcili mieszkańcy Jarosławia, katolicy, prawosławni, muzułmanie. Na tamtych terenach utrwalił ducha polskiego i katolickiego w trzech pokoleniach. Nawet po jego wyjeździe z Jarosławia, ludzie przechodząc koło domu w którym mieszkał, zdejmowali nakrycia głowy, żegnali się, mówiąc: "tu mieszkał święty biskup polski". Taką praktykę zastał jeszcze ks. Marian Tokarzewski w 1913 r.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powrót abp. Felińskiego z zesłania poprzedziła do kraju opinia o jego świętości. Po manifestacyjnych powitaniach we Lwowie, Krakowie, Rzymie, zamieszkał w galicyjskiej wsi Dźwiniaczka pod zaborem austriackim, na terenie archidiecezji lwowskiej, poświęcając się duszpasterstwu wśród ludu wiejskiego, dziełom dobroczynnym, rozwojowi Zgromadzenia Rodziny Maryi oraz pracy literackiej. Polacy i Ukraińcy, otaczali go wielką czcią i szacunkiem, uważali za "kapłana świętego", a jego pobyt w Dźwiniaczce za wielki "zaszczyt dla jej mieszkańców", za "błogosławieństwo Boże".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Łaski i cuda. Współcześni, patrząc na życie Z. Sz. Felińskiego, mówili, że jest pełen Ducha Bożego, że przez jego usta przemawia Bóg, że wszędzie, gdzie przyszło mu żyć i pracować wnosił ducha odrodzenia religijnego i moralnego, ducha zawierzenia Opatrzności Bożej, ducha przemiany, ducha pojednania, braterstwa i pokoju. Za jego przyczyną jeszcze za jego życia wiele osób doznało pomocy duchowej i materialnej, różnych łask i uzdrowień. Przypisywano je skuteczności jego modlitw, błogosławieństwom otrzymanym od niego. Naoczni świadkowie twierdzą, że jego nauki, rady, upomnienia, otrzymane w konfesjonale, lub podczas osobistych spotkań, wnosiły do ich serc pokój i radość, nadzieję w pomoc Opatrzności. Po spowiedzi u niego nawet zatwardziali grzesznicy nawracali się i zrywali z nałogami, bo odczuwali, że on więcej cierpiał nad ich grzechami niż oni sami; po spowiedzi u niego mówili: "Teraz, to jakby dych święty wstąpił do naszych serc, do naszych domów".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta cześć wzmogła się jeszcze bardziej po jego śmierci (17 września 1895). Po uroczystym pogrzebie w Krakowie, jego ciało przez 25 lat spoczywało na cmentarzu w Dźwiniaczce. Społeczeństwo jednak żałowało, "że zwłoki jego nie pozostały w Krako¬wie", bo matki Polki miałyby okazję przy¬prowadzać swe dzieci do jego grobowca i uczyć je, na jego przykładzie, jak służyć Bogu i ludziom, "kapłani mie¬liby też dotykalną naukę na długie wieki z tego za¬cnego i świętego żywota" (Kalendarz Katolicki Krakowski, 1896). Ci, co o nim mówili - dodawali: "święty człowiek". &lt;br /&gt;"Donoszą mi, że się ogromne cuda objawiają na grobie Arcybiskupa Felińskiego i przez rzeczy przez niego noszone", pisała bł. m. Marcelina Darowska do swoich sióstr (1896). Wiele osób odzyskało zdrowie dzięki użyciu wody ze "źródełka Arcybiskupa" w Dźwiniaczce, której przypisywano uzdrawiającą moc. Sława świętości abp. Felińskiego i łaski otrzymywane od Boga za jego wstawiennictwem, przyczyniły się do starań o wyniesienie go na ołtarze, prowadzonych od 1965 r. w Warszawie, a od 1984 r. w Rzymie. Spośród licznych uzdrowień dwa wydarzenia zostały zatwierdzone: jeden do beatyfikacji, drugi do kanonizacji.&lt;br /&gt;Jan Paweł II dokonał beatyfikacji abp. Felińskiego - 18 sierpnia 2002 r. w Krakowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Światło wiary, nadziei i miłości. św. abp. Felińskiego już za życia często przyrównywano do gwiazdy jasno świecącej, do meteora, który jak błyskawica przemknął nad chmurnym niebem warszawskim, do lampy jaśniejącej światłem Chrystusa na wygnaniu i rzucającej blask na krańce ziemi (1873), do światła, które zajaśniało w dalekiej Dźwiniaczce. O jego śmierci napisano, "zgasła jedna z gwiazd naszego Kościoła". W odezwie Kurii Metropolitalnej Lwowskiej, znalazły się słowa: "Są ludzie podobni gwiazdom, których wprawdzie nie widzimy, a jednak ze światła ich korzystamy. Takim człowiekiem był niezaprzeczenie ks. abp. Zygmunt Szczęsny Feliński" (Kurrenda - 1896, n.4, 16).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słowa te, wypowiedziane przed laty, nie straciły na swej aktualności. I dziś, pomimo upływu czasu, ze słów abp. Felińskiego, z jego płomiennego ducha, z przykładu jego życia - promieniuje światło wiary, światło nadziei, światło gorącej miłości Boga, Kościoła, Ojczyzny, każdego człowieka; światło, które oświeca, ogrzewa, umacnia, pociesza, dodaje odwagi, prowadzi poprzez trudy życia, do wiecznego światła, do Chrystusa. &lt;br /&gt;Każdy może zaczerpnąć coś z tego światła na drogę własnego życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Źródło: www.mkw.pl&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-1716687737383676840?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/1716687737383676840'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/1716687737383676840'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/s-teresa-antonietta-fracek-rm.html' title='S. Teresa Antonietta Frącek RM, Postulatorka procesu kanonizacyjnego Abp. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, Zaufał Opatrzności Bożej'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-5459170654213189054</id><published>2011-09-11T10:51:00.001-07:00</published><updated>2011-09-11T10:51:28.914-07:00</updated><title type='text'>Msza św. w intencji Kościoła i Ojczyzny za wstawiennictwem św. Zygmunta Felińskiego</title><content type='html'>Św. Jana Chrzciciela na Starym Mieście, ul. Świętojańska 8&lt;br /&gt;- Archikatedralna Warszawska &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dnia 17 września br. w Archikatedrze Warszawskiej na Starym Mieście o godz. 11.00 będzie sprawowana Msza św. w intencji Kościoła świętego i Ojczyzny za wstawiennictwem św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego pod przewodnictwem Jego Eminencji Kazimierza Kardynała Nycza Arcybiskupa Metropolity Warszawskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tego też dnia w tym samym miejscu o godz. 19.00 spotka się środowisko prawników uczestniczące w XIV Międzynarodowym Kongresie Prawa Kanonicznego na Mszy świętej sprawowanej przez Kardynała Kazimierza Nycza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkich którym bliskie są wspomniane intencje zapraszamy na wspólną liturgię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;www.mkw.pl&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-5459170654213189054?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/5459170654213189054'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/5459170654213189054'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/msza-sw-w-intencji-koscioa-i-ojczyzny.html' title='Msza św. w intencji Kościoła i Ojczyzny za wstawiennictwem św. Zygmunta Felińskiego'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-6171121659254367524</id><published>2011-09-02T11:32:00.003-07:00</published><updated>2011-09-10T02:50:31.499-07:00</updated><title type='text'>Pieśni ku czci św. Zygmunta Szczęsnego</title><content type='html'>&lt;b&gt;Wiara mocniejsza jest niż panowanie&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;Pieśń o świętym Zygmuncie Szczęsnym Felińskim&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słowa: bp Józef Zawitkowski&lt;br /&gt;Melodia: ks. Wiesław Kądziela&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ref. &lt;br /&gt;Wiara mocniejsza jest niż panowanie,&lt;br /&gt;Wszystko dla Boga, niewola, wygnanie,&lt;br /&gt;Zawsze zwycięży miłość w cierpliwości,&lt;br /&gt;Aż do wolności, aż do wolności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Opatrzność Boża dała trudnej Polsce&lt;br /&gt;Pasterza zgody, bohatera wiary,&lt;br /&gt;Boskich i ludzkich, świętych praw obrońcę,&lt;br /&gt;Człowieka, co miał wielkie, polskie serce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ref.&lt;br /&gt;Ojcze zesłanych, opiekunie sierot,&lt;br /&gt;Szczęsny dla wszystkich, Tu już jesteś święty;&lt;br /&gt;A my wciąż biedni, niewolą zranieni,&lt;br /&gt;Żyć jako wolni jeszcze nie umiemy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ref.&lt;br /&gt;Z nieba spójrz na nas, Ojcze pojednania,&lt;br /&gt;Na polskie wioski, miasta i Warszawę,&lt;br /&gt;Spraw, aby Polska za Sióstr Twych przyczyną&lt;br /&gt;Stała się zgodną i szczęsną rodziną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ref.&lt;br /&gt;4. Pasterzu wierny, my przez Twe zesłanie&lt;br /&gt;Jesteśmy wolni, więc niechaj w Ojczyźnie&lt;br /&gt;Zakwitnie chwała Boga, cześć Maryi&lt;br /&gt;Ziomkowie Twoi niech będą szczęśliwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Arcypasterzu Zygmuncie Szczęsny&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Słowa: s. Julia Pietkiewicz RM&lt;br /&gt;Melodia: s. Alicja Jończyk RM&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Arcypasterzu Zygmuncie Szczęsny&lt;br /&gt;Promienny chwałą ołtarzy,&lt;br /&gt;Podziel się z nami swoim bogactwem,&lt;br /&gt;Jakim Bóg Ciebie obdarzył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Wolny w niewoli i szczęsny w nieszczęściach&lt;br /&gt;O, jakże szczytna Twa droga!&lt;br /&gt;Radosna służba ubogim braciom&lt;br /&gt;I wierność zamiarom Boga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Losy wygnańcze, ukryte męstwo&lt;br /&gt;W wieńce wplatają się sławy,&lt;br /&gt;Tych z Westerplatte, Ziemi Niczyjej,&lt;br /&gt;Monte Cassino, Warszawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Trudy dla Boga i miłość wierna&lt;br /&gt;Nigdy nie idą na marne!&lt;br /&gt;Są jak spuścizna dla tych, co przyjdą,&lt;br /&gt;Wzmacniając dusze ofiarne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Boże, tyś dał nam sługą swojego&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Słowa: s. Julia Pietkiewicz RM&lt;br /&gt;Melodia: s. Alicja Jończyk RM&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Boże, Ty dał nam, sługę swojego&lt;br /&gt;By nam był Ojcem i wzorem cnoty.&lt;br /&gt;Dziś mu składamy hołd liturgiczny&lt;br /&gt;Czcimy w szeregach niebian wspólnoty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Ty Jego dłońmi dawałeś siebie&lt;br /&gt;Przez Jego dłonie łaski nam zsyłasz.&lt;br /&gt;Niech przykład Jego świętego życia&lt;br /&gt;Ku chwale Nieba wciąż nas porywa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Krzyżowym wiodłeś Go, Panie, szlakiem&lt;br /&gt;Poprzez wygnańcze trudy, ofiary,&lt;br /&gt;Niech dziś umacnia On swoich braci&lt;br /&gt;Wskaże sens krzyża sercom zbolałym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Święty Zygmuncie Szczęsny, w nieszczęściach&lt;br /&gt;Nam tajemnicę szczęścia objawiaj.&lt;br /&gt;W bezsensie trudu, w szarości życia&lt;br /&gt;Wiecznego szczęścia będzie świtaniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. O miłosierny, Wszechmocny Panie,&lt;br /&gt;Z serca płynące przyj dziękczynienie.&lt;br /&gt;Za świętość życia Arcybiskupa&lt;br /&gt;Do chwały Nieba Jego wyniesienie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Krakowie święty&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Słowa: s. Julia Pietkiewicz RM&lt;br /&gt;Melodia: s. Alicja Jończyk RM&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Krakowie święty, dziejów skarbnico,&lt;br /&gt;Przekaż zwątpionym radosną wieść!&lt;br /&gt;Niech się rozdzwoni twój Zygmunt Stary,&lt;br /&gt;Głosząc nowego triumfu pieśń!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Niech śpiew ogarnie ojczystą ziemię,&lt;br /&gt;Ponad granice niech leci w dal,&lt;br /&gt;Moskwy, Paryża i Petersburga&lt;br /&gt;I Jarosławskich na Wołdze fal.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Niech Juliusz, wielki wieszcz narodowy,&lt;br /&gt;I cichy, wierny Dźwiniacki gmin,&lt;br /&gt;Uklękną z nami u stóp ołtarza,&lt;br /&gt;By śpiewać Panu dziękczynny hymn.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Bo oto nadszedł dzień upragniony&lt;br /&gt;W cichych modlitwach, proroczych snach&lt;br /&gt;Dziś Kościół swego wiernego Sługę&lt;br /&gt;W blaskach ołtarzy ukazał nam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Uproś nam, Ojcze, ducha Twej wiary&lt;br /&gt;I Twej miłości, co wiedzie wzwyż,&lt;br /&gt;Co zna sens trudu w szarości życia,&lt;br /&gt;A wzrokiem sięga aż poza Krzyż!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-6171121659254367524?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/6171121659254367524'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/6171121659254367524'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/piesni-ku-czci-sw-zygmunta-szczesnego.html' title='Pieśni ku czci św. Zygmunta Szczęsnego'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-6837696867665760520</id><published>2011-09-02T11:32:00.001-07:00</published><updated>2011-09-10T01:45:43.877-07:00</updated><title type='text'>Mała nowenna o uproszenie łask za przyczyną św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego</title><content type='html'>P. Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu.&lt;br /&gt;W. Panie, pospiesz ku ratunkowi memu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Panie, Jezus Chryste, który powiedziałeś: Proście, a otrzymacie, szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie, a będzie wam otworzone, błagamy Cię, spojrzyj miłosiernie na nasze potrzeby i udziel nam – za przyczyną świętego Zygmunta Szczęsnego łask…, o które z ufnością i pokorą prosimy. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu.&lt;br /&gt;P. Módl się za nami, św. Zygmuncie Szczęsny.&lt;br /&gt;W. Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mała nowenna dziękczynna za otrzymane łaski za przyczyną św. Zygmunta Szczęsnego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P. Bożej, wejrzyj ku wspomożeniu memu.&lt;br /&gt;W. Panie, pospiesz ku ratunkowi memu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boże, Ojcze Wszechmogący, dziękujemy Ci za otrzymane łaski za przyczyną świętego Zygmunta Szczęsnego, Twego wiernego sługi i krzewiciela Twej chwały. Bądź uwielbiony za ten wielki dar. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P. Módl się za nami, św. Zygmuncie Szczęsny.&lt;br /&gt;W. Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Modlitwa o uproszenie łaski za przyczyną św. Zygmunta Szczęsnego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boże, któryś świętego Zygmunta Szczęsnego, męża wielkiej pokory i prostoty, niezwykłymi cnotami przyozdobić raczył, spraw, abyśmy za jego wstawiennictwem otrzymali łaskę…, o którą pokornie prosimy. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Modlitwa o łaski za wstawiennictwem św. Zygmunta Szczęsnego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszechmogący wieczny Boże, wielbimy Cię w Twoich świętych. Życie ich jest dla nas wzorem, a wstawiennictwo wyjednywa nam Twoją pomoc. Racz wejrzeć na nasze prośby i przez wstawiennictwo świętego Zygmunta Szczęsnego, męża wielkiej pokory i prostoty, udziel nam łaski…, o którą z ufnością prosimy.&lt;br /&gt;Spraw też, Panie, abyśmy nie tylko wzywali jego wstawiennictwa, ale także naśladowali jego cnoty i podobnie jak święty Zygmunt Szczęsny zdawali się zawsze na Twoją Opatrzność, pełnili Twoją wolę i stawali się wiernymi świadkami Twojej prawdy i miłości. Prosimy Cię o to przez Chrystusa Pana naszego. Amen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Modlitwa o ewangeliczne oblicze świata&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boże, których w swej świętej Opatrzności prowadził świętego Zygmunta Szczęsnego drogami ewangelicznej miłości, spraw, abyśmy za jego przykładem, wiernie służąc rodzinie ludzkiej, przyczyniali się do kształtowania nowego świata, opartego na zasadach chrześcijańskiego braterstwa. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-6837696867665760520?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/6837696867665760520'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/6837696867665760520'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/maa-nowenna-o-uproszenie-ask-za.html' title='Mała nowenna o uproszenie łask za przyczyną św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-6666525240055666536</id><published>2011-09-02T11:31:00.003-07:00</published><updated>2011-09-10T02:33:32.306-07:00</updated><title type='text'>Nowenna ku czci św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego</title><content type='html'>P. W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego&lt;br /&gt;W. Amen.&lt;br /&gt;Módlmy się: Przyjdź Duchu Święty, napełnij serca Twych wiernych i zapal w nich ogień Twojej miłości.&lt;br /&gt;P. Ześlij Ducha Twego, a powstanie życie.&lt;br /&gt;W. I odnowisz oblicze ziemi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień 1&lt;br /&gt;Rodzina Bogiem silna&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Szczęśliwy, kto ma taką rodzinę, od której nigdy nie doznaje zmartwienia, tylko zawsze radość i pociechę, a wszystko to winniśmy Drogiej Mamie, która nas w takiej zgodzie i jedności wychować umiała” (1847).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Św. Zygmunt Szczęsny wzrastał w rodzinie głęboko religijnej, przywiązanej do wiary ojców i Kościoła katolickiego. Z ewangelicznej atmosfery domu rodzinnego wyniósł mocny fundament wiary i moralności chrześcijańskiej. Niejednokrotnie dziękował Bogu za rodzinę, darzył ją uczuciem wielkim, ale nie zapominał „o jedynym, prawdziwy celu człowieka”.&lt;br /&gt;Módlmy się za rodziny nasze, by umacniała je wiara, wzajemna miłość i nieograniczona ufność w opiekę Opatrzności Bożej.&lt;br /&gt;P. Święty Zygmuncie Szczęsny&lt;br /&gt;W. Módl się za nami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień 2&lt;br /&gt;Pod znakiem Opatrzności&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Przekonany jestem, że zachowując serce niewinne, religię i miłość braterską dla bliźnich, nie zboczę nigdy z drogi prawej; są to moje jedyne, ale nieocenione bogactwa”. „Mój punkt widzenia – to wiara, chciałbym, aby wszystko, co mi się podoba, co mnie czaruje i zachwyca, miało w niej swój początek” (1843, 1844).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Św. Zygmunt Szczęsny wcześnie utracił dom rodzinny, głęboko jednak zapadły w jego serce słowa umierającego ojca i matki zesłanej na Syberię, wskazujące dzieciom: „miłosierna ręka Opatrzności będzie czuwać nad wami”.&lt;br /&gt;Módlmy się za młodzież uczącą się i studiującą, aby umiała wybierać w życiu to, co dobre i piękne, oraz opierać swoje życie – jak św. Zygmunt Szczęsny – na skale wiary, braterskiej miłości bliźniego i poświęceniu dla wspólnego dobra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień 3&lt;br /&gt;Wsłuchany w głos Pana&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Pamiętajmy zawsze, że Chrystus powiedział, że dwom Panom naraz służyć nie można, obierzmy więc sobie Pana i Jemu wierni zostańmy” (1849)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powyższe słowa wypowiedział Zygmunt Szczęsny w Paryżu po klęsce powstania poznańskiego, w którym brał udział (1848), i po śmierci przyjaciela Juliusza Słowackiego, który zmarł na jego rękach (3 kwietnia 1849). Wsłuchany w głos Pana, usłyszał Jego wołanie i w 29 roku życia poszedł za Jego wezwaniem, by służyć Bogu i ludziom.&lt;br /&gt;Módlmy się za powołanych, by z odwagą i poświęceniem, jak św. Zygmunt Szczęsny, poszli za głosem Bożym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień 4&lt;br /&gt;Kapłan według Serca Jezusowego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Szczęśliwy jestem, że Bóg… raczył mię powołać na swego sługę”. „Nie proszę przeto Pana Boga, aby to lub owo zrządził, ale żeby wszystko to, co zrządzić raczy, miało dla mnie taki urok i powab, dlatego tylko, że to jest wola Jego, żebym pokusy nawet nie miał czego innego pragnąć”.&lt;br /&gt;„Zdałem się zupełnie na Opatrzność i pewny jestem, że to, co Pan zrządzi, będzie najlepsze” (1855, 1857).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Św. Zygmunt Szczęsny otrzymał święcenia kapłańskie 8 września 1855 roku w Petersburgu. W działalności duszpasterskiej wiernie szedł za Chrystusem, który był dla niego „Drogą, Prawdą i Życiem”.&lt;br /&gt;Jego oddanie się Bogu i Kościołowi, który nazywał Matką, potwierdzają słowa: „Tak, Panie, Kościół, to najdroższy skarb mój, to cel życia mojego, to jedyne kochanie moje na ziemi, boś Ty jest Duszą Jego, a On Mistycznym Ciałem Twoim”.&lt;br /&gt;Módlmy się za kapłanów, aby za wzorem św. Zygmunta Szczęsnego z gorliwością i poświęceniem prowadzili wiernych ku świętości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień 5&lt;br /&gt;Szedł drogą Krzyża&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Z postawieniem nogi na ziemi warszawskiej rozpoczęło się moje trudne, po ludzku mówiąc, niemożebne posłannictwo”. „Jedyną moją ambicją było pozostać zawsze w prawdzie, być moralnie jak brylant przezroczystym, a jeśli być może – i czystym jak brylant… Szedłem zawsze za tym, co poczytywałem za prawdę lub obowiązek („Pamiętniki” 504, 5011).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dniu 6 stycznia 1862 r. bł. Pius IX mianował ks. Felińskiego arcybiskupem warszawskim. Jego krótkie pasterzowanie, w trudnym okresie manifestacji i powstania styczniowego (1863), przyrównywano do tragedii, dramatu, do ciernistej drogi krzyżowej, która po 16 miesiącach zaprowadziła go na wygnanie. Ten gorliwy Pasterz przyniósł do Warszawy ducha odrodzenia, który ogarnął całą Archidiecezję.&lt;br /&gt;Módlmy się, za przyczyną św. Zygmunta Szczęsnego, by duch odrodzenia religijnego i moralnego ogarnął nas samych, nasze domy, parafie, diecezje, ojczyznę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień 6&lt;br /&gt;Pan wywiódł go na „pustynię”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Coraz to wyraźniej widzę, że mnie ręka Pańska na tę pustynię wyprowadziła, by mi wewnętrzne odrodzenie się w duchu Bożym ułatwić… Błogosławiony to krzyż, co zamiast do ziemi przygniatać, od ziemi owszem odrywa i wzrok duszy wciąż ku niebu podniesiony trzymać rozkazuje. Łzy, co krzyż taki wyciska, nie są łzami zgryzoty i rozpaczy, ale wdzięczności tylko, skruchy i miłości…” (1866).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skazany na wygnanie abp Feliński spędził w Jarosławiu nad Wołgą 20 lat, oddany umartwieniu, modlitwie i dziełom miłosierdzia; promieniował świętością życia. Otoczył opieką katolików miejscowych i polskich zesłańców na Syberii, niosąc im pokrzepienie duchowe i pomoc materialną. Uwolniony w 1883 r. poszedł na drugie wygnanie i w Dźwinaczce na Podolu spędził 12 ostatnich lat swojego życia, oddany pracy kapłańskiej wśród ludności wiejskiej, gdzie zasłynął jako „apostoł pokoju i zgody narodowej”.&lt;br /&gt;Módlmy się za ludzi pokrzywdzonych, niewinnie oskarżonych, prześladowanych, aby za przykładem św. Zygmunta Szczęsnego, umocnieni duchowo, trwali wiernie przy Chrystusie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień 7&lt;br /&gt;Założyciel – opiekun ubogich&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mam obecnie dwa wielkie zadania do wypełnienia. Jako dyrektor Schroniska mam dać podstawy stowarzyszeniu, „czyli kongregacji pobożnych niewiast, które z miłości dla Boga pragną poświęcić się służbie bliźniego”. „Organizujemy… rodzaj sali ochrony dla biednych dziewcząt katolickich, gdzie by się uczyły katechizmu czytać, pisać i robót kobiecych”. „Wielka to pociecha widzieć tak wyraźną opiekę Opatrzności nad tym Zakładem” (1856, 1857).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ks. Feliński, kierowany miłosierdziem wobec ubogich, zorganizował w Petersburgu sierociniec i zgromadzenie zakonne, które nazwał Rodziną Maryi. Z ufnością w pomoc Opatrzności zwierzał się: „nie mamy dzisiaj nic, lecz wierzę mocno, że Opatrzność zaopiekuje się nami” (1859). I rzeczywiście, sierociniec ten przez 50 lat (do rewolucji) należał do najlepiej zorganizowanych zakładów, a Zgromadzenie rozwinęło się w wielką rodzinę zakonną. Po przeszło 150 latach istnienia liczy obecnie 1100 sióstr, pracujących w 145 domach zakonnych: w Polsce, Brazylii, Italii, na Białorusi, Ukrainie, w Federacji Rosyjskiej i w Kazachstanie (2009).&lt;br /&gt;Módlmy się, aby Opatrzność Boża nadal czuwała nad dziełem św. Zygmunta Szczęsnego, pomnażała liczbę sióstr i błogosławiła ich pracy dla najbiedniejszych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień 8&lt;br /&gt;Pod opieką Maryi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„O, czcijcie Maryję, strójcie Jej ołtarze w sercach waszych kwiatami niewinności, cnoty lub przynajmniej łzami pokuty, nawrócenia i szczerej poprawy”. „Błogosławieni, których godzina próby zastanie pod krzyżem z Maryją” (1863).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W życiu i działalności św. Zygmunta wyjątkowe miejsce zajmowała Maryja, Niepokalana Dziewica, Matka Kościoła. Miłość do Matki Bożej wyniósł z domu rodzinnego. U niej szukał pomocy w młodzieńczych zmaganiach. Przez całe życie szerzył cześć Maryi. Ku Jej czci upowszechnił w Archidiecezji nabożeństwo majowe (1863).&lt;br /&gt;Módlmy się razem ze Sługą Bożym kard. Stefanem Wyszyńskim, aby „Maryjny program abp. Felińskiego był nadal wytkniętym szlakiem wspólnej drogi Narodu i Kościoła” (1968).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień 9&lt;br /&gt;Wierny syn Matki – Ojczyzny&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Polakiem jestem, Polakiem umrzeć pragnę, bo tego chce Boskie i ludzkie prawo… uważam nasz język, naszą historię, nasze obyczaje narodowe za drogocenną spuściznę po przodkach, którą następnym pokoleniom święcie przekazać powinniśmy, wzbogaciwszy skarbnicę narodową własną pracą”.&lt;br /&gt;„Ufam…, iż Opatrzność Boska nie opuści tych, co Jej się opiece oddając, gotowi są na wszelkie ofiary, ilekroć te dla świętej sprawy są potrzebne” (1862).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Abp Feliński, który żył w epoce niewoli narodowej, nigdy nie zwątpił w powstanie niepodległej Polski. Dla niego Ojczyzna to była po prostu – Matka. Za hasło swego życia przyjął słowa: „Bo na ziemi być Polakiem, to żyć Bosko i szlachetnie”. Tym ideałom pozostał wierny do końca życia.&lt;br /&gt;Módlmy się za przyczyną świętego Zygmunta Szczęsnego za Ojczyznę, by pod opieką Opatrzności i Maryi, Królowej naszej, zachowując wierność Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, rozwijała się w pokoju, jedności wiary i sprawiedliwości społecznej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-6666525240055666536?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/6666525240055666536'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/6666525240055666536'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/nowenna-ku-czci-sw-zygmunta-szczesnego.html' title='Nowenna ku czci św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-4397056193557116985</id><published>2011-09-02T11:31:00.001-07:00</published><updated>2011-09-10T01:44:37.413-07:00</updated><title type='text'>Droga Krzyżowa ze św. Zygmuntem Szczęsnym Felińskim</title><content type='html'>Stacja I&lt;br /&gt;Jezus na śmierć skazany&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Kłaniamy Ci się, Jezus Chryste, i błogosławimy Tobie,&lt;br /&gt;- Żeś przez Krzyż Twój święty świat odkupić raczył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oto człowiek”. Jezus postawiony przed sądem Piłata. „Ukrzyżuj &lt;br /&gt;Go”&lt;br /&gt;(J 19, 5; Mk 15, 13, 14)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jezus, który przyszedł na ziemię z miłości, oddaje swe życiu Ojcu za zbawienie świata.&lt;br /&gt;Za wzorem św. Zygmunta Szczęsnego idźmy śladami Chrystusa, z wiarą i miłością pełniąc wolę Bożą. „Ofiarujmy Bogu cierpienia nasze, a On nie wypuści nas ze swej opieki”. „Naśladować Jezusa, by się przemienić w Jezusa – oto alfa i omega doskonałości chrześcijańskiej i jedyny cel pracy wewnętrznej”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stacja II&lt;br /&gt;Jezus bierze Krzyż na ramiona&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jezus zachęca: „Jeśli kto chce pójść za Mną,… niech weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje” (Łk 9, 23)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Św. Zygmunt Szczęsny niósł krzyż swego życia z ufnym poddaniem się Opatrzności. I nas zachęca, abyśmy w trudnych chwilach zaufali Bogu i potrafili „zachować się na wzór Zbawiciela na Krzyżu i na wzór Maryi pod Krzyżem”.&lt;br /&gt;„Starajmy się tak umiłować wolę Bożą, jak ją umiłowała Maryja”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stacja III&lt;br /&gt;Jezus upada pod ciężarem Krzyża&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mąż Boleści”… upada pod ciężarem naszych win..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krzyż znaczył drogę życia św. Zygmunta Szczęsnego i to od młodości; często przygniatał go do ziemi, ale jednocześnie „odrywał” od spraw tego świata. I nam wskazuje tę drogę: „Poszliśmy za Chrystusem w nadziei dzielenia kiedyś chwały Jego w niebie; naśladujmy Go na ziemi w niesieniu krzyża”.&lt;br /&gt;„Królestwo Boże rośnie i umacnia się w ogniu cierpienia”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stacja IV&lt;br /&gt;Jezus spotyka Matkę swoją&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matka towarzyszyła Jezusowi aż na Kalwarię. Spotkanie – co za boleść dla Matki…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Św. Zygmunt Szczęsny z ufnością wzywał pomocy Matki Najświętszej. Za jego wzorem wołajmy: „Matki Boga, bądź naszą Matką”.&lt;br /&gt;„O Maryjo! Orędowniczko nasza i Pośredniczko! Dopomóż nam…”. Prowadź nas do Jezusa. Wspieraj nas, o matko Miłosierdzia. Matko Bolesna, uproś nam łaskę wytrwania w cierpieniu na drodze krzyżowej naszego życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stacja V&lt;br /&gt;Szymon z Cyreny pomaga Jezusowi dźwigać Krzyż&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szymon przechodził obok. Przymusili go, by dźwigał krzyż Chrystusa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciężki był krzyż pasterzowania św. Zygmunta Szczęsnego w Warszawie; potrzebował pomocy; nieliczni go zrozumieli. Czuł jednak, że Jezus „własnym ramieniem podtrzymuje jego krzyż”. I nasz wzrok kieruje ku niebu, „gdzie zamienimy cierniową koronę na promienny wieniec chwały”.&lt;br /&gt;„Nie ma utrapienia, w którym nie można by znaleźć pociechy, przypominając, ile i z jakim poddaniem cierpiał nasz Zbawiciel”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stacja VI&lt;br /&gt;Weronika ociera twarz Jezusowi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na chuście Weroniki odbiło się Oblicze Zbawiciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym uczynku miłości jest odbita Twarz Chrystusa. Czy spotkam na mej drodze Weronikę? Może to ja nam być dla innych współczującą Weroniką.&lt;br /&gt;Św. Zygmunt Szczęsny kieruje ku nam ewangeliczną zachętę, byśmy „nie miłowali słowem, ani językiem, ale uczynkiem i prawdą” (1 J 3, 18).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stacja VII&lt;br /&gt;Drugi upadek pod Krzyżem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krzyż naszych win przygniata Chrystusa. Bóg-Człowiek upada, by dźwigać człowieka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W trudnych chwilach pasterzowania w Warszawie św. Zygmunt Szczęsny modlił się słowami: „Dziękuję Ci Boże, za wszystkie łzy, … za wszystkie krzyże i utrapienia, które na mnie zesłałeś, bo wśród tych krzyżów i utrapień zapomniałem o sobie, a Ciebie szukałem!” Czy my dziękujemy Bogu za krzyże i utrapienia, czy błagamy o pomoc, czy szukamy Boga?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stacja VIII&lt;br /&gt;Jezus upomina niewiasty płaczące&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Córki Jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną, płaczcie raczej nad sobą, i nad waszymi dziećmi” (Łk 23, 28)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Św. Zygmunt Szczęsny zachęcał kobiety spotkane na drodze swojego życia, do współpracy w szerzeniu Królestwa Bożego na ziemi, Królestwa miłości, pokoju i sprawiedliwości.&lt;br /&gt;Wskazywał na Chrystusa jako na wzór dobroci i miłosierdzia i zachęcał do naśladowania Go: „Stać się podobnym Chrystusowi, przeistoczyć się w Niego – oto szczyt ludzkiej godności, do którego zmierzać powinniśmy”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stacja IX&lt;br /&gt;Jezus po raz trzeci upada pod Krzyżem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jezu Chryste, upadający pod brzemieniem win naszych, naucz nas pokory krzyża, która ma moc dźwigania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny krzyż, który przygniótł św. Zygmunta Szczęsnego, to krzyż wygnania. Przyjął go w duchu pokuty. Mając „zamknięte pole” do czynnej działalności, starał się, by umiłować „wolę Bożą”, choć była dlań „gorzka”.&lt;br /&gt;Całą ufność położył w „Miłosierdziu Pańskim”, gotowy „iść za Ukrzyżowanym aż na Kalwarię”. „Błogosławiony to krzyż…, pisał. Łzy, co krzyż taki wyciska, nie są łzami zgryzoty i rozpaczy, ale wdzięczności tylko, skruchy i miłości” (1866).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stacja X&lt;br /&gt;Jezus obnażony z szat&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jezus uczy nas prawdy, odwagi, uszanowania ciała, które jest „świątynią Ducha Świętego”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Św. Zygmunt Szczęsny wysoko cenił niewinność, czystość; pragnął być „czysty jak brylant” i „przezroczysty jak brylant”. Cenił też prawdę: najsilniej przemawiały do jego serca i umysłu słowa Zbawiciela: „Jam jest Prawda”.&lt;br /&gt;O ducha prawdy módlmy się wraz z nim za przyczyną Matki Najświętszej: „Uproś nam tylko ofiary ducha, byśmy za prawdę szli choć na stos”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stacja XI&lt;br /&gt;Jezus przybity do Krzyża&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A On sam dźwigając krzyż, wyszedł… na Golgotę. Tam Go ukrzyżowali…” (J 19, 17-18)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krzyż, znak męki Zbawiciela stał się szczególnie bliski dla św. Zygmunta Szczęsnego. „Tylko u stóp Krzyża, mawiał – zaczerpnąć możemy siły do wiernego wypełnienia woli Bożej na stanowisku na jakim podobało się Opatrzności nas umieścić”.&lt;br /&gt;Wspieraj nas, Matko Miłosierdzia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stacja XII&lt;br /&gt;Jezus umiera na Krzyżu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ojcze, przebacz im…” (Łk 23, Mt 27)&lt;br /&gt;„Niewiasto, oto syn Twój; oto Matka twoja”… &lt;br /&gt;„Wykonało się” (J 19)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stańmy duchowo u stóp krzyża wraz ze św. Zygmuntem Szczęsnym, który nam mówi: „Błogosławieni, których godzina próby zastanie pod krzyżem z Maryją”.&lt;br /&gt;I módlmy się jego słowami: „O Maryjo, coś cięższą niż z własnego życia złożyła pod krzyżem ofiarę, uproś nam ducha zaparcia się i szczerą gorliwość o chwałę Bożą i dusz zbawienie”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stacja XIII&lt;br /&gt;Jezus zdjęty z Krzyża i złożony w ramionach Matki&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda” (J 19, 31-34)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Maryja, która przeszła przez ukrycie Nazaretu, ubóstwo Stajenki Betlejemskiej i „duchowe męczeństwo na Kalwarii”, była dla św. Zygmunta Szczęsnego wzorem wiernego trwania przy Chrystusie.&lt;br /&gt;Wraz z nim u „Matki Kościoła” szukajmy pomocy: „Maryja jest naszym wspomożeniem, Maryja jest naszą pocieszycielką, Maryja naszą ucieczką, Maryja gwiazdą naszą wśród tego morza pełnego nawałnic, jakim jest to życie doczesne”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stacja XIV&lt;br /&gt;Ciało Jezusa złożone w grobie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Pod wieczór przyszedł zamożny człowiek z Arymatei… Józef zabrał ciało, … i złożył w swoim grobie…” (Mt 27, 57-61)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy wszystko się skończyło? Chrystusa Zmartwychwstał. Św. Zygmunt Szczęsny zachęca nas do ufności, do położenia nadziei w Opatrzności, w Miłosierdziu Bożym.&lt;br /&gt;„Szukajmy przede wszystkim Królestwa Bożego i sprawiedliwości Jego, idźmy bez wahania za głosem obowiązku, a Pan będzie mocą i obroną naszą”.&lt;br /&gt;„Pamiętajcie, że męka i śmierć trwają trzy dni tylko, z Zmartwychwstanie trwa na wieki”. „Uciekajmy się do Maryi jak dzieci do Matki, a Ona próśb naszych nie odrzuci”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zakończenie&lt;br /&gt;Droga Krzyżowa wraz ze św. Zygmuntem Szczęsnym prowadzi nas do stóp ołtarza, do Chrystusa utajonego w Najświętszym Sakramencie. Chrystus „pozostał z nami” pod postaciami chleba i wina. „Starajmy się jak najwięcej czasu spędzić w obecności Przenajświętszego Sakramentu”.&lt;br /&gt;„Ja jestem Drogą i Prawdą, i Życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przede mnie” (J 14, 6). „Słowa te były dla mnie zawsze probierzem każdej teorii i podstawą czynu”. „Nauka … Zbawcy była dla mnie świętą i niewątpliwą Prawdą”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Abp Zygmunt Szczęsny Feliński&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-4397056193557116985?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/4397056193557116985'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/4397056193557116985'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/droga-krzyzowa-ze-sw-zygmuntem.html' title='Droga Krzyżowa ze św. Zygmuntem Szczęsnym Felińskim'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-3540231981027385747</id><published>2011-09-02T11:30:00.001-07:00</published><updated>2011-09-02T14:01:01.223-07:00</updated><title type='text'>Różaniec ze św. Zygmuntem Szczęsny Felińskim</title><content type='html'>Część I&lt;br /&gt;Tajemnice radosne&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tajemnica I – Zwiastowanie Maryi, że zostanie Matką Syna Bożego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według Twego słowa” – (Łk 1, 26-27, 38)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czy i my możemy powiedzieć w głębi sumienia, iż z równą jak Maryja ufnością spuszczamy się we wszystkim na rządy Opatrzności?”&lt;br /&gt;„O Maryjo! Tyś wzorem naszym. Podaj nam rękę, abyśmy w Twoje ślady bezpiecznie wstępować mogli”. &lt;br /&gt;„Bądź Mistrzynią naszą na drodze doskonałości, jak jesteś niezrównanym jej wzorem”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tajemnica 2&lt;br /&gt;Maryja nawiedza św. Elżbietę&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Błogosławiona jesteś między niewiastami”…&lt;br /&gt;„Wielbi dusza moja Pana” (Łk 1, 42, 45, 46-47)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Któż nie struchleje z podziwu i uwielbienia, patrząc na wiarę i zaparcie się tych dwóch świętych niewiast, z których każda tak poważny przyjmuje udział w dziele Odkupienia?”.&lt;br /&gt;„O Maryjo!... bądź tarczą naszą wśród niebezpieczeństw i pokus”.&lt;br /&gt;Wraz z Maryją w głębi duszy śpiewajmy: „Wielbi dusza moja Pana”…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tajemnica 3&lt;br /&gt;Narodzenie Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, w stajence Betlejemskiej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Maryja porodziła… Syna, i … położyła w żłobie” (Łk 2, 7)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Królestwo tego Monarchy nie jest z tego świata, … On nie przyszedł na to, aby Mu służono, lecz aby służyć”.&lt;br /&gt;„Naśladujmy Najświętszą Pannę i św. Józefa w osobistej adoracji i w gorliwości doprowadzenia wszystkich do Jezusa!”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tajemnica 4&lt;br /&gt;Ofiarowanie Dzieciątka Jezus w Świątyni Jerozolimskiej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Symeon…, błogosławił Boga i mówił: „Moje oczy ujrzały Twoje Zbawienie” (Łk 2, 22, 27-28, 30-31, 34-35).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Naśladujmy… wierniej Maryję w adoracji i modlitwie wewnętrznej, a z każdym dniem będziemy bliżsi celu”.&lt;br /&gt;„Przenajświętsze Jej Serce otwarte jest dla każdego”.&lt;br /&gt;„Natchnij serca nasze, o Maryjo, tą świętą siłą i tą dziwną mądrością, co pozwalały Ci zawsze poddawać uczucia przyrodzone natchnieniom łaski”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tajemnica 5&lt;br /&gt;Odnalezienie dwunastoletniego Jezusa w Świątyni Jerozolimskiej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Synu, czemuś nam to uczynił?” … „Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” (Łk 2, 43, 48, 49)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Każdemu… człowiekowi… przeznaczyła Opatrzność posługę, której się od niego domaga, obdarzając go w tym celu niezbędnymi darami ku spełnieniu swego posłannictwa”.&lt;br /&gt;„Postanówmy badać ściśle wolę Bożą pod względem powołania, … i pełnić jak najwierniej obowiązki naszego stanu, jedynie przez miłość woli Bożej”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Część II&lt;br /&gt;Tajemnice światła&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tajemnica I – Chrzest Pana Jezusa w Jordanie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„W owym czasie… Jezus… przyjął od Jana chrzest w Jordanie” (Mk 1, 9-11)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jedno jest tylko światło prawdziwe i nieomylne – Objawienie Boskie. Wczytujmy się w to Objawienie, aby go wcielić w siebie i przejąć się jego duchem”.&lt;br /&gt;„Przez słuchanie Słowa Bożego zapala się dusza miłością Stwórcy i Odkupiciela swego i przepełnia uczuciem uwielbienia”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tajemnica 2&lt;br /&gt;Wesele w Kanie Galilejskiej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A kiedy zabrakło wina, … Matka Jezusa powiedziała do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2, 1-11).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na prośbę Matki: "zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”, Jezus dokonuje cudu i przemienia wodę w wino, bo „Bóg chce, aby Maryja była początkiem wszystkiego dobra”.&lt;br /&gt;„Starajmy się tak umiłować wolę Bożą, jak ją umiłowała Maryja”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tajemnica 3&lt;br /&gt;Głoszenie Królestwa Bożego&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mk 1, 14-15)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Szukajmy przede wszystkim Królestwa  Bożego i sprawiedliwości Jego, idźmy bez wahania za głosem obowiązku, a Pan będzie mocą i obroną naszą”.&lt;br /&gt;„Królestwo Boże rośnie i umacnia się w ogniu cierpienia”. „Obowiązek szerzenia chwały  Bożej zbiega się z obowiązkiem pracowania nad własnym udoskonaleniem”.&lt;br /&gt;„Błogosławię was… na budowanie Królestwa  Bożego w duszach własnych”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tajemnica 4&lt;br /&gt;Przemienienie na Górze Tabor&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, … Jego słuchajcie…” (Mt 17, 1-13)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Budowaliśmy z Apostołami przybytek na Taborze i wołaliśmy: „dobrze nam tu być, a Pan wiedzie nas na Kalwarię”.&lt;br /&gt;„Naśladować Jezusa, by się przemienić w Jezusa – oto alfa i omego doskonałości chrześcijańskiej i jedyny cel pracy wewnętrznej”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tajemnica 5&lt;br /&gt;Ustanowienie Eucharystii&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To jest Ciało moje”. … „Ten kielich jest Nowym Przymierzem… Czyńcie to, … na moją pamiątkę” (1 Kor 11, 23-26)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pan Jezus „nie tylko wylał za nas do ostatniej kropli Przenajświętszą Krew swoją, … lecz … postanowił pozostać z nami aż do skończenia świata pod skromnymi postaciami chleba i wina…”.&lt;br /&gt;„Postanówmy, by często i godnie przystępować do Komunii Świętej”. „Starajmy się jak najwięcej czasu spędzić w obecności Przenajświętszego Sakramentu”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Część III&lt;br /&gt;Tajemnice bolesne&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tajemnica 1&lt;br /&gt;Modlitwa Jezusa w Ogrodzie Oliwnym&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode mnie ten kielich. Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie” (Łk 22, 41-42, 44)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jezus zostawił nam w Ogrójcu najdoskonalszy wzór modlitwy poddania.&lt;br /&gt;„Modlitwa ta wyrywa się… z głębi duszy miłującej Pana, kiedy rozum nie pojmuje ani przyczyny, ani pożytku zsyłanych na nas prób i utrapień”.&lt;br /&gt;„Nie ma ucisku, w którym by nie można zaczerpnąć siły i otuchy na wspomnienie krwawego potu w Ogrójcu”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tajemnica 2&lt;br /&gt;Biczowanie Zbawiciela przywiązanego do kolumny kamiennej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zawołali wszyscy: „Na krzyż z Nim”. Piłat widząc, że nic nie osiąga, … Jezusa kazał ubiczować” (Mt 27, 22, 24, 26).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„… Zbawiciel nie poprzestał w męce swojej na biczowaniu, gwoździach i cierniowej koronie, ale przeszedł także przez krwawy pot Ogrójca, … gdzie dusza Jego była smutna aż do śmierci…”.&lt;br /&gt;„Nie ma utrapienia, w którym nie można by znaleźć pociechy, przypominając, ile i z jakim poddaniem cierpiał nasz Zbawiciel”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tajemnica 3&lt;br /&gt;Cierniem ukoronowanie Jezusa Chrystusa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Uplótłszy wieniec z ciernia, włożyli Mu na głowę… Potem… szydzili z Niego, mówiąc: Witaj królu żydowski” (Mt 27, 27.29)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zachowanie się Najświętszej Maryi Panny, w czasie Męki Pana Jezusa, mieści w sobie najgłębszą, a zarazem i najtrudniejszą do naśladowania naukę”.&lt;br /&gt;„Uciekajmy się do Niej jak dzieci do Matki, a Ona próśb naszych nie odrzuci”.&lt;br /&gt;„Niech błogosławieństwo Boże wspiera was na tej drodze, stromej wprawdzie i usłanej cierniami, ale chwałą i szczęściem promieniującej u celu”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tajemnica 4&lt;br /&gt;Droga Krzyżowa Zbawiciela&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A gdy Go wyszydzili, … włożyli na Niego Jego własne szaty i odprowadzili Go na ukrzyżowanie” (Mt 27, 31).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Poszliśmy za Chrystusem w nadziei dzielenia kiedyś chwały Jego w niebie; naśladujmy Go na ziemi w niesieniu krzyża”.&lt;br /&gt;„Miłującym Pana wszystko ku zbawieniu służy, a tym bardziej krzyże, ręką samego Zbawcy wybrane i na barki nasze złożone. Umiejmy tylko przyjmować je w duchu pokuty i zadośćuczynienia, a staną się one dla nas nie tylko źródłem zasługi, ale i wielkiego duchowego postępu”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tajemnica 5&lt;br /&gt;Śmierć Pana Jezusa na krzyżu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jezus… rzekł do Matki: „Niewiasto, oto syn Twój”. Następnie rzekł do ucznia: „Oto Matka twoja” (J 19, 18, 26-27).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Błogosławieni, których godzina próby zastanie pod krzyżem z Maryją”. „Pamiętajcie, że męka i śmierć trwają trzy dni tylko, a Zmartwychwstanie trwa na wieki”.&lt;br /&gt;„Tylko u stóp krzyża, … zaczerpnąć możemy siły do wiernego wypełniania woli Bożej na stanowisku, na jakim podobało się Opatrzności nas umieścić”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Część IV&lt;br /&gt;Tajemnice chwalebne&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tajemnica 1&lt;br /&gt;Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Anioł… przemówił do niewiast: Wiem, że szukacie Jezusa Ukrzyżowanego. Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał…” (Mt 28, 1, 5-6).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Po tylu udręczeniach, krzyżujących i wyczerpujących siły, cóż to za radość, jaki wypoczynek dla ducha Maryi ujrzeć wreszcie Zmartwychwstałego… Jezusa”.&lt;br /&gt;„I my też cieszyć się winniśmy ze Zmartwychwstania Pańskiego, przede wszystkim ze względu na chwałę Bożą i dokonane Dzieło Odkupienia”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tajemnica 2&lt;br /&gt;Wniebowstąpienie Pana Jezusa z Góry Oliwnej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba”&lt;br /&gt;(Dz 1, 4, 8-9, 11)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tam, gdzie się działa z Bogiem i dla Boga, wszystko służy nie tylko ku zbawieniu osobistemu, ale też ku chwale Bożej”.&lt;br /&gt;„Jeśli po spełnieniu… obowiązkowych zajęć, pozostaje chwilka swobodnego czasu, to czyż można lepiej ją zużytecznić jak u stóp ołtarza, na rozmowie z utajonym w Przenajświętszym Sakramencie Zbawicielem lub z Niepokalaną Jego Rodzicielką”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tajemnica 3&lt;br /&gt;Zesłanie Ducha Świętego na Maryję i Apostołów zgromadzonych w Wieczerniku&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy… wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym” (Dz 1, 14; 2, 1, 4)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Z jakim to skupieniem, z jaką pełną czci miłością, modliła się Ona (Maryja)… w Wieczerniku, kiedy po odejściu do Ojca Zmartwychwstałego Zbawcy, oczekiwała razem z uczniami na zapowiedziane przezeń przyjście Ducha Świętego!”&lt;br /&gt;„O, Święta Maryjo, Oblubienico Ducha Świętego, módl się za nami”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tajemnica 4&lt;br /&gt;Wniebowzięcie Matki Najświętszej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wielbi dusza moja Pana… Bo wejrzał na uniżenie służebnicy swojej” (Łk 1, 46-49, 51-52)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zaledwie znękana tęsknotą (Maryja), Towarzyszka tułactwa św. Jana, zamknęła powieki, wnet cudowna światłość otacza… przeczyste ciało Bożej Rodzicielki…&lt;br /&gt;Połączyło się (Ono) już znowu z Jej najświętszą duszą, aby zasiąść obok Syna, na przygotowanym dla Niej Nieba tronie”. „Co tylko dobrego, co tylko zbawiennego i pożytecznego otrzymujemy, wszystko odbieramy za pośrednictwem tej Matki Kościoła”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tajemnica 5&lt;br /&gt;Ukoronowanie Matki Najświętszej na Królową nieba i ziemi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wielki znak ukazał się na niebie. Niewiasta w słońce obleczona…, a na Jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12, 1)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Na nikim, zaiste, nie sprawdziły się tak jawnie, jak na Maryi słowa Zbawiciela, iż kto się poniża, będzie podwyższony, a kto dlań opuści wszystko, co posiada, zasiądzie na sędziowskim trybunale w Jego Królestwie…&lt;br /&gt;Usiłujmy naśladować Maryję w niezrównanych Jej cnotach… Nie zapominajmy tylko, że usposobienie to w czynach objawiać się winno, a nie w marzeniach”.&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-3540231981027385747?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/3540231981027385747'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/3540231981027385747'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/rozaniec-ze-sw-zygmuntem-szczesny.html' title='Różaniec ze św. Zygmuntem Szczęsny Felińskim'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-4100964191065751611</id><published>2011-09-02T11:19:00.000-07:00</published><updated>2011-09-02T11:19:43.279-07:00</updated><title type='text'>List do brata Alojzego Felińskiego</title><content type='html'>List do brata Alojzego Felińskiego, b.d., pisany z Paryża po 1848: oryg., ARM, F-c-4/ 3, n. 163; Pisma, n. 543.&lt;br /&gt;Jest to bardzo interesujący list, pisany z Paryża, w którym Szczęsny daje rady swemu starszemu bratu, Alojzemu Andrzejowi, zachęcając go do objęcia gospodarstwa rodzinnego, do solidnej pracy, oszczędności, podniesienia rolnictwa, tej ważnej dziedziny bogactwa narodowego i szczerego zajęcia się losem chłopów, łącząc "cnoty osobiste z cnotami obywatelskimi i wyższą oświatę z mozolną pracą rolnika".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kochany Alojzy, mój drogi Bracie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;List Mamy jest takiej treści, że muszę pomówić z tobą na serio z braterską otwartością. Wiek Mamy i nowe trudności, z inwentarzów wynikłe, tak uciążliwymi czynią dla niej zatrudnienia gospodarskie, że byłoby brakiem przywiązania i niewdzięcznością z naszej strony, gdybyśmy pozwolili jej dłużej tą mozolną pracą się trudnić.&lt;br /&gt;Gdybym nie był związany mymi obowiązkami względem P. Z[enona], niezawodnie natychmiast bym przybył, żeby uwolnić Mamę od tej niewdzięcznej pracy, która jej tylko drogie zdrowie rujnuje. Nie zważałbym nawet na te obowiązki, gdyby innego środka nie było, bo Matce więcej winien jestem jak komukolwiek. Julek jest w tym samym położeniu. Ty jeden jesteś wolny i z natury rzeczy przeznaczony do zajęcia się majątkiem.&lt;br /&gt;Ale tu nie chodzi tylko o to, żeby podjąć się siedzieć w Wojutynie i Mamę uwolnić od ciężaru gospodarstwa, trzeba nadto gospodarować tak dobrze, żeby i samemu wyżyć i Mamie z Zosią przyzwoite utrzymanie zapewnić, a tego dopiąć można tylko przez usilną i wytrwałą pracę. Podejmując się zatem gospodarstwa, zaciągasz względem nas wszystkich, dla których spokój i wygoda Mamy są nad wyraz drogie, święty obowiązek, którego zawieść się nie godzi. Gdyby kiedy przez niedbałość twoją, Mama pozbawiona była środków potrzebnych do życia, a my w rozpierzchnieniu, w jakim dziś jesteśmy, na pomoc jej przyjść byśmy nie mogli - zadałbyś nam cios bardzo bolesny, bo niepodobny do naprawienia.&lt;br /&gt;Obejmując zatem rządy Wojutyna, przejmij się tą świętą odpowiedzialnością, jaka ciąży na tobie nie tylko wobec nas, ale i wobec Boga, i w uczuciu przywiązania do Mamy szukaj sił potrzebnych do walczenia z przeciwnościami, na których nigdzie nie zbywa. Masz charakter prawy, serce najszlachetniejsze, umysł rozwinięty - brakuje ci jednej tylko rzeczy: wytrwałości w postanowieniach. Postaraj się więc tę wadę zapełnić dobrymi przymiotami, a ja ci ręczę, że to nie jest rzeczą trudną, potrzeba tylko rzeczy brać bardziej na serio i częściej o swoich obowiązkach myśleć.&lt;br /&gt;Pozycja twoja teraz się zmienia - będziesz od nikogo w niczym niezależnym zupełnie, panem swoich czynności, ale za to i sam jeden za nie odpowiedzialny. Wiem, że dawne przyzwyczajenia będą ci największą zawadą do należytego spełnienia twoich obowiązków, przeto staraj się od razu zerwać ze wszystkim, co ci dawne życie przypomina. Uważaj się odtąd za zupełnie innego człowieka, a staniesz się nim niezawodnie.&lt;br /&gt;Nim wdrożysz się do pracy, nim wszystko wejdzie w należyte karby, unikaj o ile możności wizyt i przejażdżek bez celu, bo nic tyle czasu nie marnuje i umysłu nie rozrywa, ile te stosunki zwyczajowe, z których żadnego pokarmu wycisnąć nie można. Przy tym ludzie, z którymi żyjesz dzisiaj, sami zapewnię po większej części próżniacy, nie zechcą nigdy uwierzyć, żebyś ty mógł się odmienić i tą niewiarą swoją będą cię nieustannie ściągać do dawnego trybu życia. Czynami swymi naprzód przekonaj ich o swojej odmianie, a potem dopiero pokaż się im, a niezawodnie we dwójnasób cię uszanują, a może i z przykładu skorzystają.&lt;br /&gt;Kiedy potrzebujesz rady, zasięgnij jej u Wincentego, albo u Konecznego, a oni pewno źle ci nie poradzą. Nie miej zbytniej ufności we własny rozum, bo w gospodarstwie doświadczenie zawsze jest lepsze od teorii, ale też na ślepo nie słuchaj nikogo, a szczególnie nie zdawaj się na nikogo, ale sam we wszystko wglądaj. Strzeż się robienia długów, choćby najmniejszych, lepiej obejść się czas jakiś, żeby choć raz przyjść do równowagi z dochodami, tj. żeby nigdy nie być bez grosza. Wstrzymuj się od wszystkich fantazji, nawet od pomagania innym, póki wszystkich należności nie spłacisz, gdyż uiszczanie się jest większą i trudniejszą cnotą niż pożyczanie. Nie zważaj na niczyje gadania, dążące do odciągnięcia cię od pracy, ale idź stale swoją drogą, a pewnie dojdziesz do celu.&lt;br /&gt;Dotąd u nas lekceważyli gospodarstwo i za rzecz łatwą i mało ważną je mieli, toteż nie mamy prawie dobrych gospodarzy. Moim zdaniem jest to jeden z najważniejszych, a zarazem najtrudniejszych obowiązków życia. Podnieść bowiem stan moralny i fizyczny chłopów, osłodzić ich dolę ciągłą i z serca płynącą pieczołowitością, udoskonalić wreszcie jedną z najcelniej szych gałęzi przemysłu narodowego, nie jest rzeczą tak małej wagi, żeby do niej z obojętnością i niedbalstwem przystępować. To urąganie się z gospodarzy w pogardliwym słowie &lt;i&gt;Hreczkosiej&lt;/i&gt; wyrażone, nie bardzo przemawia na stronę tych, co najzacniejszą część narodu, a w tej liczbie i swoich ojców, na szyderstwo niedowarzonych chłystków rzucili.&lt;br /&gt;Zmienić to przekonanie w narodzie jest dziś świętym obowiązkiem naszym, a nie inaczej uczynimy temu obowiązkowi zadość, jak dowodząc postępowaniem naszym, że gospodarz może połączyć w osobie swojej cnoty osobiste z cnotami obywatelskimi i wyższą oświatę z mozolną pracą rolnika. Kto chce, znajdzie zawsze, przy najcięższej nawet pracy, dość czasu do kształcenia swego umysłu, ale wdrożenia się do pracy żadna nauka nie potrafi zastąpić. Najważniejszą sprawę powierzyłbym prędzej człowiekowi mniej oświeconemu, ale nawykłemu do sumiennego pełnienia swoich obowiązków, niż najrozumniejszemu filozofowi, który na gadaniu całą swą mądrość zasadza, a brzydzi się pracą podrzędną.&lt;br /&gt;Mówię ci to wszystko, bo wierzę, że dość jest obudzić w tobie wolę, żeby cię na dobrą drogę wprowadzić, i jeśli po tym liście obiecasz mi, że weźmiesz się do pracy, to będę zupełnie spokojny i o ciebie i o Mamę. Radbym bardzo żebyś się zajął Wojutynem i mam nadzieję, że to przyjdzie do skutku. Co do szczegółów, umieściłem je mniej więcej w liście do Mamy, zresztą lepiej je sobie ułożycie na miejscu. Proszę cię tylko nie&lt;br /&gt;pozwalaj Mamie unosić się zbytnią delikatnością i staraj się zapewnić Jej jak można najprzyzwoitsze utrzymanie.&lt;br /&gt;Bądź zdrów mój drogi, ściskam cię po tysiąc razy i z niecierpliwością na odpowiedź czekam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Twój Sz[częsny]&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-4100964191065751611?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/4100964191065751611'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/4100964191065751611'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/list-do-brata-alojzego-felinskiego.html' title='List do brata Alojzego Felińskiego'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-4700378077226494866</id><published>2011-09-02T11:16:00.000-07:00</published><updated>2011-09-02T11:16:34.157-07:00</updated><title type='text'>List Zygmunta Szczęsnego do Matki,   16 marzec  1847</title><content type='html'>List Zygmunta Szczęsnego do Matki,   16 marzec  1847, Sokołówka; oryg., ARM, F-c-4, n. 51; Pisma, n. 431.&lt;br /&gt;Po ukończeniu Uniwersytetu Moskiewskiego (1844) i uzskaniu rangi urzędniczej (1845), Szczęsny pracował w Sokołówce u Zenona Brzozowskiego, pełniąc obowiązki sekretarza, bibliotekarza i pomocnika w sprawach gospodarczo-administracyjnych majątku opiekuna. Był także sekretarzem Stowarzyszenia opieki nad Sybirakami.&lt;br /&gt;List ten, adresowany do matki, która w 1844 r. wróciła z wygnania do Wojutyna, jest właściwie skierowany do całej rodziny, zawiera rady starszego brata dla młodszej siostry Wiktorii, w której rozkładzie zajęć szkolnych nie znalazł katechizmu. Treść tego listu świadczy o wysokim poziomie moralnym młodego Felińskiego i jego głębokim życiu wewnętrznym. W opinii historyka ks. prof. H. Wyczawskiego, OFM: wybitny asceta nie udzieliłby pełniejszych wskazówek (s.86).&lt;br /&gt;Ogromnie cenna jest rada Szczęsnego: Jedno jest tylko światło prawdziwe i nieomylne - Objawienie Boskie - wczytujmy się w to Objawienie, aby go wcielić w siebie i przejąć się jego duchem oraz Usiłowaniem naszym powinno być robić ciągły ... postęp w dobrym. ... Wyrobienie w sobie mocnej woli jest pierwszym warunkiem postępu. Najlepsze zasady na nic się nie przydadzą człowiekowi, co nie umie panować nad sobą ....&lt;br /&gt;Szczęsny od młodości czytał Pismo św., praktykował to ustawiczne postępowanie w dobrym i hartował swoją wolę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;16 marca 1847 roku, Sokołówka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najdroższa Mamo!&lt;br /&gt;Długie moje oczekiwanie zupełnie wynagrodzonym zostało przez wasze drogie listy. Aż serce się rozradowało widząc w jednej małej kopercie tyle ćwiartek zapisanych od góry do dołu, i przewidując zawczasu, że każde słowo przyniesie nową pociechę, nowe uspokojenie dla stęsknionej duszy.&lt;br /&gt;Bo też tylko w stosunkach z wami, i z bardzo małą liczbą przyjaciół, znajduję to, co jedynie cenię i bez czego obejść bym się nie mógł, tj. prawdziwe przywiązanie, szczerość i bezwarunkową ufność, która sprawia, że w każdym wyrazie widzimy uczucie duszy, a nie słowo bez znaczenia, lub zagadkę, której prawdziwego znaczenia w głowie, a nie w sercu szukać należy. Nie cenię stosunków nie opartych na prawdziwej, wzajemnej sympatii, gdyż one zamiast pociechy nowy ciężar zwalają na mą duszę. Wszystko, czego nie kocham, jest dla mnie obojętne.&lt;br /&gt;Nim przystąpiłem do czytania, przejrzałem każdą ćwiartkę, znalazłem wszystkie charaktery, których szukałem - oprócz jednego, i smutno mi się zrobiło, bo pomyślałem, że Alojzy albo odmawia mi swego przywiązania albo nie ufa memu, a w każdym razie równie boleśnie zraniłby serce moje, gdyż wiem, że na próżno usiłowalibyśmy obudzić raz zagasłą miłość braterską, gdyż nie jest to uczucie nabyte, ale wrodzone i skoro nie jest zwichnięte, ożywia nas równym ogniem od kolebki do grobu. Ja kocham go równie szczerze jak dawniej i chcę wierzyć, że nie straciłem jego przywiązania. To mu tylko wyrzucam, że wiedząc jak wielkiej dla mnie ceny jest każde słowo od rodzeństwa, odmawia mi tej pociechy i postępuje jak skąpiec, co mając skarb zakopał go i sam tylko wie o jego istnieniu.&lt;br /&gt;Dzięki Bogu, że dojechaliście do domu zdrowi; byłem bardzo niespokojny o was nie odbierając tak długo żadnej wiadomości, ale pokazuje się, że było trochę i winy poczty, bo list szedł prawie cały miesiąc. Całą godzinę czytałem listy wasze, a jeszcze zdały mi się za krótkie, tak spragniony byłem wieści od was.&lt;br /&gt;Bardzo się cieszę, że Wiktusia nie tracąc czasu zaraz wzięła się do pracy. Rozkład lekcji zdaje mi się dobry, tylko zamiast mitologii wolałbym, żeby był katechizm, którego w rozkładzie nie znalazłem, a który jednakże koniecznie jest potrzebny. Mitologia zaś od dawna wykreśloną została z obrębu nauk i jej znajomość uważa się tylko za rzecz dodatkową, potrzebną tylko dla zrozumienia dawnych autorów, może więc być przedmiotem wieczornego czytania, ale nie nauką.&lt;br /&gt;Przy uczeniu się geografii radziłbym ciągle mieć mapę przed oczami i nie powtarzać nigdy na pamięć, ale zawsze na mapie, gdyż wtenczas tylko gruntownie umie się geografię, kiedy się tak oswoi z mapą, że nie patrząc na nią ma się ją jak najszczegółowiej wyrytą w pamięci. Przy uczeniu się historii także ciągle do mapy zaglądać należy. Jako naukowy kurs historii polskiej dobre jest dziełko pod tytułem: Rys Historii Polskiej przez Józefa Mikłaszewskiego, w jednym tomie, z pięcioma mapami. Jest zdaje mi się kilka wydań, im późniejsze tym lepsze, bo pomnożone i poprawione przez autora. Nim jednak to dziełko się znajdzie można wziąć za przewodnika Tableau de la Pologne, znajdujące się między moimi książkami. Tam oprócz historii jest także krótki rys statystyki, geografii, prawodawstwa i literatury, z czym obznajmić się należy.&lt;br /&gt;W wieczór przy robocie dobrze jest zaprowadzić wspólne czytanie, trzeba tylko robić wielki wybór książek - dzieła historyczne i religijno-moralne najlepiej by odpowiadały temu celowi. Ale nauki kształcą tylko umysł, największą zaś baczność potrzeba zwrócić na ukształcenie charakteru. Usiłowaniem naszym powinno być robić ciągły, choćby powolny, postęp w dobrym, a jak najstaranniej unikać kroku wstecznego. Wyrobienie w sobie mocnej woli jest pierwszym warunkiem postępu. Najlepsze zasady na nic się nie przydadzą człowiekowi, co nie umie panować nad sobą, gdyż nie potrafi ich wprowadzić w życie. Inaczej więc będzie mówił i myślał, a inaczej postępował.&lt;br /&gt;Hartując wolę nie potrzeba za wiele liczyć na swoje siły i zadawać sobie do wykonania rzeczy bardzo trudnych, jak na przykład wyniszczenie nałogu od dawna wkorzenionego, lub wykonywanie jakiej cnoty bardzo uciążliwej, gdyż jeżeli się to nie uda, zrobimy krok wsteczny, bardzo szkodliwy z tego powodu, że nas zniechęca i odejmuje ufność we własne siły. Najlepiej zaczynać od rzeczy małych i w miarę wzrastania sił, przechodzić do większych.&lt;br /&gt;Co dzień wieczorem kładąc się spać, trzeba zastanowić się dobrze nad sobą i przejrzeć wszystkie swoje wady, a wybrawszy najmniejszą z nich, postanowić ją wykorzenić koniecznie, z innych zaś poprawić się o ile to będzie w naszej mocy.&lt;br /&gt;Zrobiwszy to postanowienie trzeba ciągle mieć w pamięci i przed każdą czynnością zastanowić się, czy nie ma ona co wspólnego z naszym postanowieniem. Poty nie trzeba ze stanowczym postanowieniem przechodzić do wykorzenienia innej wady, póki sumienie nam nie powie, że z pierwszej poprawiliśmy się zupełnie. Tym sposobem, przy wytrwałości i ciągłej baczności, co dzień będziemy się stawać lepszymi i coraz łatwiej będzie to nam przychodzić.&lt;br /&gt;Żeby dokładnie poznać swoje wady dobrze jest czytać z uwagą żywoty świętych. Trzeba czytać bardzo po niewiele i ciągle porównywać się z nimi. Rozważając każdą ich cnotę należy zgłębiać jakimi środkami oni do niej doszli i notować sobie to dobrze w pamięci i w sercu. Pożyteczną jest także rzeczą dla zahartowania woli naznaczyć sobie co dzień jaką prywację do zniesienia, albo jaką przeszkodę do przełamania, lub dobry uczynek do spełnienia i pilnować się żeby koniecznie to postanowienie doprowadzić do skutku.&lt;br /&gt;Ale nie dość jest umieć władać swymi skłonnościami, potrzeba nadto, żeby wola, która nami kieruje była oświecona, gdyż inaczej sama może nas w błąd wprowadzić. Jedno jest tylko światło prawdziwe i nieomylne - Objawienie Boskie - wczytujmy się w to Objawienie, aby go wcielić w siebie i przejąć się jego duchem, ale że w nim nie znajdziemy prostej odpowiedzi na wszystkie szczególne pytania, zdarzające się w życiu, powinniśmy więc sami zastanawiać się gruntownie nad wszystkimi naszymi czynnościami i starać się na wszystko wynaleźć prawidło, zgodne z duchem Objawienia, a tym samym z wolą Boską.&lt;br /&gt;Nie róbmy więc nic bez namysłu i z roztrzepaniem, ale ze wszystkiego starajmy się sobie zdać sprawę. Tym sposobem umysł nasz, będąc ciągle zatrudniony pożyteczną i zbawienną pracą, nie będzie miał czasu nudzić się lub oddawać się myślom błahym, a często szkodliwym.&lt;br /&gt;Pisząc dziennik staraj się, droga Wiktusiu o to, żeby on nie był tylko katalogiem zdarzeń, ale w rzeczach, które zwróciły twoją szczególną uwagę., albo nastręczyły jaką wątpliwość, staraj się zdać sprawę z tych wrażeń, przez co przywykniesz do jasnego i kategorycznego pojmowania swoich myśli i uczuć. Dziennik jednak uważaj za rekreację, i tyle mu tylko poświęcaj czasu, ile ci pozwolą inne zatrudnienia, których zaniedbywać nie można.&lt;br /&gt;Muzyki, jeżeli czas pozwala, i dobra okazja się zdarza, nie radziłbym zaniedbywać. Praca może wywoła zdolności, a to jest talent, który w razie potrzeby może być bardzo użyteczny.&lt;br /&gt;Napisałem kilka uwag, które nie wiem, czy pojmiecie tak jak ja je pojmuję, z przyczyny niedokładnego wysławiania się, a jeżeli pojmiecie, czy trafią one do waszego przekonania. Nie podaję tego za prawdę konieczną, gdyż jest to tylko moje osobiste przekonanie, które bardzo może być błędne. Zastanówcie się więc dobrze i sprostujcie, co będzie potrzeba, a nawet odrzućcie zupełnie, jeżeli za niewłaściwe lub szkodliwe uznacie. To mnie nie obrazi wcale, bo nie moje opinie, ale was kocham i chcę, żebyście w radach moich widzieli tylko moje przywiązanie i troskliwość.&lt;br /&gt;O Wiktusię też nie obawiam się, bo znam jej szlachetny charakter i przekonany jestem, że będąc ciągle w towarzystwie Mamy i Zosi nie zaniedba wstępować w ich ślady i przez to ugruntuje się na drodze cnoty. Zosiuni drogiej dziękuję za jej długi list, w którym cała dobroć jej serca na jaw się wykazuje. Wiktusia również mi sprawiła przyjemność, gdyż w całym jej liście widoczna jest szczerość i otwartość, dowodząca ufnośc[i] jej w moje przywiązanie.&lt;br /&gt;Szczęśliwy, kto ma taką rodzinę, od której nigdy nie doznaje się zmartwienia, tylko zawsze radość i pociechę, a wszystko to winniśmy Drogiej Mamie, która nas w takiej zgodzie i jedności wychować umiała. Jaka szkoda, że wasze czyste i spokojne szczęście zamącają te nieznośne interesa Zboroszowskie, o których nie piszesz mi, Droga Mamo, w szczególności, a które wiem, że cię martwią i gryzą. Nie piszesz mi także nic o dalszych zamiarach, o Żytomierzu, musiałaś się już dobrze przypatrzyć wszystkiemu?&lt;br /&gt;Wiktuśka pyta, czy mnie nie nudzą drobiazgowe szczegóły, których pełno w jej liście; nie wiem, jak nawet mogła jej przyjść podobna myśl, żeby mnie miało nudzić opisanie tego, co mam najdroższego na tej ziemi. O, wierzcie mi, wszystkie przyjemności doczesne są dla mnie albo za małe, albo na zawsze przede mną zamknięte. Rodzina więc i kilku przyjaciół, to cały skarb mój tutaj, to jedyne źródło, z którego wolno mi jeszcze czerpać szczęście. Szczegóły waszego życia przenoszą mnie wśród was i pozwalają brać udział w waszych przyjemnościach i strapiniach, nie odmawiajcie mi więc tej pociechy. Jeżeli nie mogę wymagać od was tego jako wywzajemnienia, błagam jak o jałmużnę.&lt;br /&gt;Nie mogę wywzajemnić się wam również szczegółowym opisaniem mego życia tutejszego, bo niechętnie sięgamy pamięcią w przeszłość, w której nie znajdujemy nic oprócz czczości. Dnie i miesiące następują po sobie tak podobne do siebie, tak jednostajnie martwe, że gdyby własne marzenia nie urozmaicały ich trochę zdawałoby się, że ten sam dzień powraca co ranka.&lt;br /&gt;A jednakże nie nudzę się nigdy. Czasem tylko nieopisana tęsknota napadnie i niczym jej odpędzić nie można, ale i to przechodzi kiedy pomyślę, że cel życia nie jest na tym świecie, że Bóg zamykając nam źródło uciech światowych wyrządza nam łaskę, gdyż zmusza nas ograniczyć się życiem duchownym, przez co poznajemy nasze przeznaczenie i umacniamy się w dobrych przedsięwzięciach, które kto wie czy nie opuściłyby nas wśród wiru światowego.&lt;br /&gt;Nie żałuję wcale, że obrałem tę karierę, a nie inną, - bo w domu pozostać nie mogłem, a wolę tutejsze życie samotne i jednostajne, niż jakiekolwiek inne, gdyż to nie zostawia po&lt;br /&gt;sobie żalu ani zgryzoty, ale owszem napełnia duszę tym błogim pokojem, który tylko czystość sumienia dać może.&lt;br /&gt;Państwo Brzozowscy są dla mnie zawsze bardzo dobrzy i przychylni o ile mogą być dla człowieka, z którym nie maj ą nic wspólnego oprócz interesu. Nie mam im za złe ich etykietalnej grzeczności, bo wiem, że ona jest ogólnym prawem w towarzystwie, do którego należą, ale przywykłszy od dzieciństwa do prostoty i szczerości, nie mogę się pogodzić z tą obłudą uświęconą zwyczajem i łatwiej by mi było znieść zimną, ale szczerą obojętność, niż te błyszczące liczmany, na których każdy się zna i każdy jednak stara się je wydać za prawdziwą monetę. Żeby zmniejszyć o ile można nieprzyjemności stąd wynikające, siedzę w salonie jak można najmniej i ograniczam się tylko jak najkrótszą odpowiedzią na pytanie.&lt;br /&gt;Krassowskiego zawsze równie kocham i poważam, bo jest gruntownie prawy i poczciwy człowiek. Z nim nie mam żadnych ceremonii, ale i on o 12 lat starszy ode mnie i jak zdaje się nie był nigdy bardzo poetyczny, nie mógłby więc mnie pój i wcielić się w moje położenie, dlatego nie mówię z nim nig o tym, co się w mej duszy dzieje. [...]&lt;br /&gt;Co do wyjazdu mego za granicę, zawsze w równej zostaję niepewności, prośba o paszport podana,  ale że  formalności wszystkie nie dopełnione, bardzo być może, że mi ją jeszcz zwrócą, albo zupełnie odmówią.&lt;br /&gt;Dopiero z listu Mamy dowiedzieliśmy się o pozwoleni otrzymanym na kościół w Tobolsku. Ta wiadomość ucieszyła nas bardzo i zaraz posłaliśmy 300 r. sr., a przedtem na ten sam cel posłane było także kilkaset. Zapewne, że to słaba pomoc na tak wielkie przedsięwzięcie, ale przynajmniej można będzie zacząć, a Pan Bóg może jak dopomoże. Panna Modzelewska zebrała już do 200 r. sr. i widać, że się czynnie zajmuje.&lt;br /&gt;Otrzymałem w tych dniach list od Kisiela w odpowiedzi na mój. Biedak cierpi bardzo na zęby i na fluksję. Przeniósł się z wioski, gdzie mieszkał do Irkucka, żeby być bliżej doktora i apteki, braknie mu zupełnie sukursów, a zarobić nie jest w stanie. Posłano mu stąd kilkadziesiąt rubli, ale to chwilowa tylko pomoc, nie wiem czy odesłano mu pieniądze zebrane na balu, zapewne byłyby dla niego bardzo pożądane.&lt;br /&gt;Nie chciało mi się tracić czasu na przepisywanie spisu książek posłanych na Sybir, przyłączam więc brulion, który miałem w Kijowie. Oprócz tego, mają jeszcze francuskie książki, po większej części historyczne, nic jednak nie szkodzi, gdyby i po dwa egzemplarze było niektórych dzieł, gdyż książki posyłają się w różne miejsca.&lt;br /&gt;Załączam moje życzenia szczęśliwych Świąt Wielkanocnych, chociaż zapewne po niewczasie przyjdą. Znajomym wszystkim piękne ukłony załączam, Sewerynka ściskam. Zostawiam miejsce, gdyż Krassowski chce sam się przypisać.&lt;br /&gt;Od Julcia miałem już wiadomość - wziął się znowu do pracy i bardzo się z tego cieszy.&lt;br /&gt;Żegnam was, moi drodzy, ściskając i całując po tysiąc razy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wasz na zawsze&lt;br /&gt;Szczęsny Feliń[ski]&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-4700378077226494866?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/4700378077226494866'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/4700378077226494866'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/list-zygmunta-szczesnego-do-matki-16.html' title='List Zygmunta Szczęsnego do Matki,   16 marzec  1847'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-1361534001357819593</id><published>2011-09-02T11:11:00.000-07:00</published><updated>2011-09-02T11:11:22.719-07:00</updated><title type='text'>List do brata Juliana Felińskiego</title><content type='html'>List do brata Juliana Felińskiego, 21 grudzień 1842, Moskwa: oryg., ARM, F-c-4/ 5, nr 169; Pisma, n. 551.&lt;br /&gt;List Szczęsnego, pisany do młodszego brata Juliana Tomasza, który po zesłaniu matki dostał się pod opiekę Dariusza Poniatowskiego i dzięki jego pomocy studiował na Uniwersytecie św. Włodzimierza w Kijowie, utrzymany jest w tonie pogodnym i żartobliwym. Radość ta mogła pochodzić stąd, że wakacje 1842 r. spędził Szczęsny u matki na zesłaniu w Saratowie nad Wołgą, dokąd - na mocy amnestii - została przeniesiona z syberyjskiego Berezowa.&lt;br /&gt;21 grudnia 1842 r., Moskwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drogi Julku!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy jesteś nieczuły, dumny z przyrodzenia, czy stałeś się nim z wiekiem, bo choć jeszcze młody, a już miłość braterska wygasła w Tobie zupełnie. Przypomnij sobie kiedy pisałeś do mnie, a przecież jestem twoim bratem i kochani ciebie może więcej jak innych. Czy to przez lenistwo, czy przez zapomnienie, zawsze to niedobrze. Ale mając wzgląd na twoje młodociane lata, a po części rozważając że i ja również jestem winnym względem ciebie, przebaczam ci to z warunkiem jednak że desormais nigdy się tego nie dopuścisz i przynajmniej choć raz w miesiąc napiszesz do mnie.&lt;br /&gt;Podobno w tym roku kończysz gimnazjum, a ponieważ do Uniwersytetu przyjętym będziesz bez egzaminu, będziesz więc miał wakacje uniwersyteckie, spodziewam się zatem, że przyjedziesz do Saratowa, gdzie i ja będę i spodziewam zrobić z Panem une plus emple connaissance. Nasza przerwana korespondencja zrobiła to, że ja zupełnie nie wiem szczegółów twego życia.&lt;br /&gt;Słyszałem tylko z rozmaitych źródeł jedną twój ą awanturę, opowiadaną z rozmaitymi wariantami, a mianowicie bitwę z Platerem. Chciej Kochany braciszku opisać mi ją sam, tylko bez zbytnich uniesień poetycznych, przyślij mi samą temę, a nie wariację na nią. Wiem, że młodzi ludzie twego wieku bardzo lubią poetyczne dodatki, ale starego lisa nie złowisz na miękinę, nas - siwych staruszków - imaginacja nie obłąka.&lt;br /&gt;Napisz mi także o Wikrusi i jej opiekunce, a jeżeli co wiesz (o czym bardzo wątpię), to donieś o Alojzym, gdzie on jest, jak się skończyły jego romanse z Panną Czarnołuską, może już słodkie więzy małżeńskie połączyły ich na zawsze, a może posłuchawszy naszej rady, ze skrwawionym sercem odepchnął ją precz od siebie i resztki swego jestestwa pozostałe od tego krwawego ciosu uniósł na Litwę i wędzi teraz w domorosłym bakunie.&lt;br /&gt;Jednym słowem donieś mi wszystko co wiesz, czego się domyślasz i czego nie wiesz, a jeżeli wiernie, sumiennie i punktualnie wypełnisz wszystkie moje żądania, wtenczas i ja, odwdzięczając się tobie nawzajem, opiszę moje książęce życie w Moskwie, moje pałace, zamki i ogrody, mój dwór, paziów, marszałków dworu i cały szereg sług, wasalów i hołdowników. Może wielkość moja i niesłychany przepych zdumi cię, może nawet poczujesz zazdrość, że ci brakuje tego wszystkiego, ale wspomnij mój bracie, ile to mi pracy i trudów kosztowało i czekaj cierpliwie do końca, może Pan Bóg zleje i na twoje sędziwe lata dostatek i przepych.&lt;br /&gt;Może cię zdziwi, drogi Julku, ton w jakim piszę mój list, może wystawiałeś mnie ogromnie poważnym, jeżeli tak jest, to bardzo omyliłeś się, zawsze jestem dziecinny, a dziś jakieś szczególne mam usposobienie do błaznowania. Jeżeli więc chcesz sprawiedliwie osądzić mój list, to patrz nań czytając z takiego punktu, z jakiego ja patrzyłem, pisząc go.&lt;br /&gt;Wkrótce przyjedzie do Kijowa Ludomir Przybora, mój kolega uniwersytecki; może zaznajomisz się z nim, jest [to] bardzo porządny chłopiec. Jeżeli zechcesz wiedzieć szczegóły mego życia, to od niego będziesz się mógł dowiedzieć, gdyż mieszkałem z nim cały rok, jeżeli będziesz mógł, to zaznajom go ze swoim opiekunem.&lt;br /&gt;Teraz żegnam cię i uściskam po bratersku&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Twój na zawsze Szczęsny Feli[ński]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Państwu Modzelewskim oświadcz moje najgłębsze uszanowanie. Wiktusię ucałuj serdecznie.&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-1361534001357819593?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/1361534001357819593'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/1361534001357819593'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/list-do-brata-juliana-felinskiego.html' title='List do brata Juliana Felińskiego'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-6878150910947602527</id><published>2011-09-02T11:09:00.000-07:00</published><updated>2011-09-02T11:09:35.056-07:00</updated><title type='text'>List Zygmunta Szczęsnego do Matki, przebywającej na zesłaniu syberyjskim</title><content type='html'>List Zygmunta Szczęsnego do Matki, przebywającej na zesłaniu syberyjskim, w Berezowie, 20 styczeń 1840, Moskwa: oryg., ARM, F-c-4, n. 3; Pisma, n. 383.&lt;br /&gt;Po zesłaniu matki na Syberię w 1839 r. Zygmunt Szczęsny postanowił starać się o dostanie do Szkoły Inżynierów w Petersburgu. W tym celu udał się w końcu 1839 r. do Kijowa, do generał-gubernatora Bibikowa, od którego decyzji zależał los dzieci zesłańców. Odrzucił propozycję gubernatora, który zachęcał go do służby wojskowej i obiecywał szybki awans. Ponieważ miejsca w Korpusie w Petersburgu były już zajęte, Bibikow zezwolił mu udać się do Moskwy i zapisać się na tamtejszy Uniwersytet, z czego Feliński chętnie skorzystał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;20 stycznia 1940, Moskwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najdroższa Mamo!&lt;br /&gt;Jeszcze raz moje zamiary zostały zniszczone, lecz teraz nawet może na lepsze. Jestem przyjęty do Uniwersytetu, chodzę na Wydział matematyczny i chociaż już dużo przeszli przez pierwsze półrocze, lecz ja spodziewam się dopędzić i jeżeli mi się uda zdać egzamin na drugi kurs, to za półczwarta roku skończę Uniwersytet, a wtenczas udam się dokąd zechcę, kiedy przeciwnie teraz, nie skończywszy nawet gimnazjum, mogę być przyjętym w bardzo mało miejscach.&lt;br /&gt;Teraz, Droga Mamo, będę się mógł kierować twymi radami i obrać sobie karierę, która ci się najlepiej podoba. Przyjęcie moje winien jestem J. Gubernatorowi Bibikowi, on napisał do tutejszego Kuratora i tu przyjęto mię bez egzaminu i w taką porę, kiedy nikogo przyjąć nie można, i gdyby przyszło zdawać egzamin, to nie umiejąc łacińskiego języka, ruskiej literatury, statystyki i niektórych innych przedmiotów, zapewne bym nie był przyjętym. Lecz wszystkie te przedmioty teraz mi nie są potrzebne, bo teraz uczę się tylko algebry, analitycznej jeometrii, fizyki, astronomii i języka francuskiego, a na wyższych kursach będę się uczył mechaniki, chemii, dyferencjałów, integrałów itd. Jest to przedmiot, który mi się bardzo podoba.&lt;br /&gt;A jeżeli Bóg pozwoli skończyć Uniwersytet, to otrzymam rangę dziesiątej, a najmniej dwunastej Klasy, i z ważnymi przywilejami.&lt;br /&gt;Będę się starał żyć oszczędnie, a jeżeliby mi nawet nie wystarczało na utrzymanie, to będę mógł dawać prywatne lekcje, co tu jest bardzo płatne, wielu studentów daje lekcje i biorą po 5 r.as. za godzinę; tylko trzeba się starać pozyskać dobrą opinię u Profesorów, od których zależy danie miejsca.&lt;br /&gt;Niedawno pisałem do Mamy, ale nie wiedząc adresu, boję się, aby list nie przepadł. Wyjeżdżając z Kijowa miałem polecenie od P. Modzelewskiej spytać się Mamy, czy Wiktusia chrzczona z ceremonii, pisałem o tym pierwej, ale i teraz jeszcze proszę Mamy donieść jej to. Wiktusię zostawiłem zupełnie zdrową, są z niej bardzo kontenci i opiekują się nią jak własną córką, zapewne Mama odebrała już od niej list pisany po moim wyjeździe z Kijowa, więc wiadomości te są zapewne świeższe.&lt;br /&gt;Kilka dni jak odebrałem list Paulinki, bawi ona jeszcze w Litwie, ale wkrótce powraca na Wołyń dla urządzenia interesów. Stara się ona ciągle o paszport, ale nic dotąd jej nie odpowiedziano; Alojzy wybiera się do Tobolska, i może już podał prośbę. Zosia ma być umieszczoną u Pani Łebkowskiej, a Julciem zajmie się familia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z jakąż niecierpliwością oczekuję listu twego, Droga Mamo! Doda mi on nowych sił.&lt;br /&gt;Towarzystwo mam tu dość dobrane, są to prawie wszyscy Litwini, znajomi Szemesza i który mnie im zarekomendował. Całuję rączki i nóżki twoje, Najdroższa Mamo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najprzywiązańszy Syn&lt;br /&gt;Felix Feliński&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-6878150910947602527?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/6878150910947602527'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/6878150910947602527'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/list-zygmunta-szczesnego-do-matki.html' title='List Zygmunta Szczęsnego do Matki, przebywającej na zesłaniu syberyjskim'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-4891852331831518194</id><published>2011-09-02T11:07:00.000-07:00</published><updated>2011-09-02T11:07:57.284-07:00</updated><title type='text'>UZDROWIENIA i ŁASKI OTRZYMANE ZA PRZYCZYNĄ ABPA FELIŃSKIEGO</title><content type='html'>Niejednokrotnie przewijały się w powyższym szkicu informacje o łaskach otrzymanych od Boga za pośrednictwem abpa Felińskiego. Z jego uduchowionej postaci, tchnącej w obcowaniu z ludźmi miłością, pokorą i prostotą, promieniował duch modlitwy i głębokie zjednoczenie z Bogiem. Uważano powszechnie, że jego życie, oddane bez reszty Bogu i ofiarna praca dla bliźnich, sprowadza na ziemię obfite dary Boże.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Współcześni, patrząc na niego mówili, że jest pełen Ducha Świętego, że przez jego usta przemawia sam Bóg, że wszędzie, gdzie przyszło mu żyć i pracować wnosił ducha odrodzenia religijnego i moralnego, ducha przemiany i pokoju. Za jego przyczyną wiele osób doznało różnorodnych łask. Przypisywano je skuteczności jego modlitw, błogosławieństwom otrzymanym od niego, skuteczności jego nauk, radom i upomnieniom, otrzymanym od niego w konfesjonale lub podczas osobistych spotkań.&lt;br /&gt;Spośród wielu faktów, zanotowanych przez źródła, warto tu wspomnieć niektóre wydarzenia, jakie miały miejsce za jego życia, a mianowicie:&lt;br /&gt;-	trzy wypadki nawrócenia na katolicyzm w Petersburgu: dwóch osób z protestantyzmu i pewnej młodej Żydówki oraz nadzwyczajne uzdrowienie chorej  siostry Heleny z Rodziny Maryi;&lt;br /&gt;-	dwa   wypadki   uwolnienia   od   złego   ducha:   młodej&lt;br /&gt;dziewczyny i starszej kobiety, na skutek modlitw Arcybiskupa;&lt;br /&gt;wydarzenie to miało miejsce w parafii w Brochowie, podczas wizytacji;   gdy  ludność   zobaczyła  uleczenie  kobiet,   zaczęli przychodzić do Arcybiskupa "chorzy, ślepi i kalecy, prosząc o uzdrowienie; świadek naoczny tego faktu dodaje, że trudno było tym prostym ludziom wytłumaczyć, że Arcypasterz "nie jest cudotwórcą" (15-18 sierpień 1862);&lt;br /&gt;-	trzy uzdrowienia w Dźwiniaczce: dziewczynka chora na oczy odzyskała wzrok, kiedy Arcybiskup pomodlił się nad nią, pobłogosławił ją i kazał jej obmyć oczy w wodzie ze źródełka;&lt;br /&gt;ciężko chory 10-letni Józef Nowak, który sparaliżowany, utracił wzrok i mowę, powrócił do zdrowia, gdy Pasterz odprawił w jego intencji, na prośbę rodziców, 3 Msze św.; śmiertelnie chora s. Helena Terlifaj została nagle i całkowicie uzdrowiona, podczas Mszy św. odprawianej przez Arcybiskupa ojej zdrowie;&lt;br /&gt;-	uzdrowienie chorego dziecka żydowskiego w Mielnicy Podolskiej; toteż ilekroć później przechodził ks. Feliński ulicami tego   miasta,    "Żydzi   otwierali    okna,   by   duch   świętego Arcypasterza napełnił ich domy";&lt;br /&gt;-	wiele   sióstr   zawdzięczało   Założycielowi   umocnienie w powołaniu zakonnym, wytrwanie w trudnościach;&lt;br /&gt;-	mieszkańcy Dźwiniaczki niejednokrotnie byli świadkami nadzwyczajnych    wydarzeń,    gdy    groziły    ich    wsi    klęski żywiołowe:   Arcybiskup   modlitwą,   znakiem   krzyża   i   pokropieniem wodą święconą oddalał grożące im burze, ulewy, gradobicia; znakiem krzyża gasił pożary; podczas klęski suszy urządzał  pokutne  procesje,   modlił  się  i  kropił  pola  wodą święconą, upraszając u Boga dobroczynny deszcz i to niemal natychmiast po zakończeniu procesji;&lt;br /&gt;-	dzięki jego modlitwom i radom w konfesjonale nałogowi  pijacy zrywali z tym nałogiem; do jego konfesjonału zbliżali się najwięksi grzesznicy, a on z miłosierdziem ich przygarniał, nikogo nie potępiał, ale pouczał i dodawał otuchy; penitenci widzieli, że on więcej od nich boleje nad ich upadkami i to tym bardziej pobudzało ich do zerwania z grzechem; podnosił na duchu wątpiących, godził zwaśnionych; ci, którzy się u niego&lt;br /&gt;spowiadali opowiadali: "teraz to jakby Duch Święty wszedł do naszego domu";&lt;br /&gt;- chorym i umierającym niósł przedziwną ulgę w cierpieniu, przywracając im poprzez posługę duchowną i sakramentalną pogodę ducha i pojednanie z Bogiem; wśród ludzi pozostało przekonanie, że po jego modlitwach chory powracał szybko do zdrowia lub pogodzony z wolą Bożą spokojnie umierał.&lt;br /&gt;Łaski jakie ludzie z Dżwiniaczki i okolic otrzymywali za przyczyną abpa Felińskiego były ściśle wiązane z jego świątobliwym życiem, promieniującym na otoczenie. Toteż lud tamtejszy otaczał go wielką czcią i szacunkiem, uważał za kapłana "świętego", a jego pobyt w ich wsi za szczególne "błogosławieństwo Boże" i wielki "zaszczyt dla jej mieszkańców".&lt;br /&gt;Ta cześć wzmogła się jeszcze bardziej po jego śmierci, dzięki licznym uzdrowieniom i różnorodnym darom duchowym otrzymywanym za jego pośrednictwem. W rok po śmierci Arcybiskupa matka Marcelina Darowska pisała: "Donoszą mi, że się ogromne cuda dzieją przy grobie abpa Felińskiego i rzeczy przez niego noszone" (1896).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miejscem szczególnego czci abpa Felińskiego był jego grób w Dźwiniaczce oraz "źródełko Arcybiskupa" w tej wsi.&lt;br /&gt;Wiele uzdrowień nastąpiło dzięki wodzie z tegoż źródełka, zwanego także "kryniczką świątobliwego Arcybiskupa", które on w Dźwiniaczce odnalazł, oczyścił i pogłębił i gdzie często przy nim się modlił. Woda ta, w opinii tamtejszej ludności, zarówno Polaków jak i Ukraińców, była szczególnie skuteczna w chorobach oczu i skóry. Nawet proboszcz greckokatolicki z Dżwiniaczki, ks. Celewicz, w czasie choroby, leczył się tą wodą. Mieszkańcy Dżwiniaczki podają wiele faktów uleczenia po jej użyciu; ostatnie dwa uzdrowienia tą wodą miały miejsce w 1968 r., o czym pisał Józef Oliszyński z Dżwiniaczki do Sióstr Rodziny Maryi w Warszawie.&lt;br /&gt;W Archiwum Postulacji abpa Felińskiego znajdują się liczne opisy łask otrzymanych za przyczyną świątobliwego abpa Felińskiego, a dotyczą one uleczenia z chorób ciała jak też uzdrowień duchowych oraz świadczą o otrzymaniu pomocy w licznych potrzebach, takich jak: zdanie egzaminu, dostanie się na studia, otrzymanie pracy, dostanie mieszkania, ocalenie z niebezpiecznych sytuacji podczas wojny, odwrócenie grożących nieszczęść, ocalenie od pożaru, od porażenia prądem, znalezienie zagubionych rzeczy, zerwanie z nałogiem, powrót na drogę cnoty, nawrócenie, uwolnienie od trapiących niepokojów, itp.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyrazem czci dla świątobliwego Arcybiskupa było wznoszenie pomników i tablic poświęconych jego pamięci: w kościele Ś w. Krzyża w Krakowie (1904), w Katedrze Warszawskiej (1926), w Czerniowcach na Bukowinie i Ry-manowie na Podkarpaciu, a także malowanie jego portretów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od 1921 r. ośrodkiem kultu stała się Katedra Warszawska, gdzie złożono doczesne szczątki abpa Felińskiego. Do jego grobu spieszyli i spieszą: dzieci, młodzież, ludzie starsi różnych stanów i zawodów. Modlą się, składają kwiaty, wieńce, tarcze szkolne i wota dziękczynne za otrzymane łaski. "Wiele osób świeckich opowiadało mi, zeznawał brat Wiktor Beyer, o łaskach jakich dostąpiło za wstawiennictwem Sługi Bożego, prosiło o modlitwę, Mszę św. w intencji uzyskania zdrowia za przyczyną Sługi Bożego i składało ofiary w tej intencji" (26 IV 1967, Warszawa).&lt;br /&gt;Zachętę do nawiedzania grobu znajdujemy w słowach Prymasa Polski, kardynała Stefana Wyszyńskiego:&lt;br /&gt;"Idźcie do Katedry, zejdźcie do podziemi, pochylcie swoje głowy u jego sarkofagu, a zobaczycie: tam leży człowiek, o którym mówiono, że przegrał, a to jest... Zwycięzca" (W sercu Stolicy, Rzym 1972).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako przykład szczególnej interwencji Pana Boga za przyczyną abpa Felińskiego podaje się tu dwa przykłady z 1935 i 1995 r.&lt;br /&gt;Uzdrowienie siostry zakonnej - 1935. s.Wiktoria Stanisławska, profeska zgromadzenia Rodziny Maryi, zachorowała w 1935 r. na oczy. Leczyła się w Klinice ocznej we Lwowie u dra Bera, narodowości żydowskiej. Gdy różne środki lecznicze nie pomogły, lekarze zdecydowali operację, polegającą na usunięciu lewego oka. W ten sposób chciano uratować pozostałe oko.&lt;br /&gt;W obawie przed utratą wzroku, a jeszcze bardziej przed operacją, chora zaczęła modlić się do abpa Felińskiego, by uprosił jej u Boga uzdrowienie. W dniu operacji, wczesnym rankiem zbudziła się i zaczęła się modlić wzywając pomocy Założyciela. W czasie modlitwy zobaczyła na sali kapłana, ubranego w czarną sutannę z fioletowymi guzikami i krzyżem na piersiach. Nie zbliżając się do niej zapytał: "Co ty chcesz siostrzyczko ode mnie"! Po głosie siostra poznała abpa Felińskiego, znanego jej z pierwszych lat życia zakonnego w Dźwiniaczce. Poprosiła więc o uzdrowienie chorego lewego oka. "To uklęknij dziecinko - powiedział - uklęknij". Gdy siostra uklękła pobłogosławił ją.&lt;br /&gt;W tym momencie weszła pielęgniarka, siostra szarytka. Widząc klęczącą na łóżku siostrę, zapytała: "Co siostra robi, jeszcze 3 godziny ma siostra do wizyty lekarskiej". Gdy siostra szarytka weszła abp Feliński znikł. Siostra Wiktoria opowiedziała jej o widzeniu.&lt;br /&gt;Przed operacją dr Ber, badając siostrę powiedział: "Coś cudownego stało się z tym okiem, jak to u was mówią, że cuda się dzieją". Długo sam badał oko. Potem wezwał innego lekarza. W końcu obaj zawyrokowali, ze siostra ma oko zdrowe i wypisali ją zaraz ze szpitala. W momencie badania siostra uświadomiła sobie, że "została cudownie uleczona przez abpa Felińskiego".&lt;br /&gt;Do końca życia cieszyła się dobrym zdrowiem oczu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uleczenie z ciężkiego wypadku - 1995. - W dniu 16 lipca 1995 r., podczas tragicznego wypadku samochodowego Dalmara Kozioł odniosła poważne obrażenia. Jej mąż Marek zginął na miejscu, 4-letni syn zmarł po tygodniu, 7-letnia córka Paulinka doznała jedynie złamania ręki. Pani Dalmara w ciężkim stanie, nieprzytomna, została przewieziona do szpitala w Rzeszowie, gdzie stwierdzono u niej: "rozerwanie śledziony, pęcherza moczowego, krezki jelita cienkiego. Rozległy krwotok zaotrzewny, złamanie miednicy oraz kości udowej lewej", a także "stłuczenie mózgu I°".&lt;br /&gt;Dalmara Kozioł, po udzieleniu natychmiastowej pomocy, została poddana operacji, a następnie zastosowano wobec niej odpowiednie leczenie. Jak stwierdzili lekarze: "Opisane obrażenia ciała powodowały, że życie chorej w przebiegu leczenia kilkakrotnie było b. zagrożone, a wręcz przeżycie niemożliwe! Jednakże pacjentka z tych obrażeń wyszła w pełni wyleczona. Oczekiwanie takiego rezultatu terapii przekroczyło wszelkie optymistyczne prognozy".&lt;br /&gt;Stan zdrowia pacjentki uległ "szczególnej, niespodziewanej poprawie od momentu rozpoczęcia nowenny do abpa Zygmunta Szczęsnego Felińskiego", którą odmawiały: matka i rodzina chorej oraz siostry Rodziny Maryi z Krasnego, które także położyły pod jej poduszkę w szpitalu fotografię Arcybiskupa z cząstką z jego szat.&lt;br /&gt;Sama chora wielokrotnie, po odzyskaniu przytomności, słyszała wypowiedzi lekarzy, którzy jej powrót do zdrowia uznali za cudowne wydarzenie. Sama też jest przekonana, że odzyskała zdrowie tylko dzięki nadprzyrodzonej interwencji Pana Boga, otrzymanej za pośrednictwem abpa Felińskiego.&lt;br /&gt;Lekarze specjaliści, pod których opieką pani Dalmara pozostawała w szpitalu, chirurg operujący, chirurg - urolog i specjalista chirurgii ogólnej jednogłośnie stwierdzili na piśmie, że powrót do zdrowia pacjentki nie jest wynikiem przeprowadzonej operacji i zastosowanego leczenia. Według ich opinii: "chirurdzy, z długoletniego doświadczenia dobrze wiedzą, że mimo perfekcyjnie kompetentnego postępowania lekarskiego ogromna liczba chorych z podobnymi urazami wielonarządowymi niestety umiera! a właściwie przeżywają tylko wybrańcy Pana Boga. Toteż wypadek pani Dalmary uznali "za nadzwyczajne uzdrowienie, wykraczające poza prawa natury" (Oświadczenia z 16 V i 11 XII 1997 oraz z 17 IV 1998).&lt;br /&gt;Decydujący moment, wykraczający poza prawa natury, miał miejsce kiedy wystąpiła u chorej niewydolność nerek i okazała się konieczność zastosowania dializy. Jednakże na skutek wzmożonych modlitw, za przyczyną abpa Felińskiego, stan krytyczny niespodziewanie cofnął się całkowicie i dializa nie była potrzebna, co lekarze uznali za zjawisko nie dające się wytłumaczyć w sposób naturalny.&lt;br /&gt;Wszyscy uważają, że ta decydująca poprawa i całkowity powrót do zdrowia pani Dalmary Kozioł nastąpiły za pośrednictwem i przyczyną abpa Zygmunta Szczęsnego Felińskiego.&lt;br /&gt;Powyższy wypadek, rozpatrywany przez specjalny Trybunał kościelny w Rzeszowie, przedstawiony następnie Rzymskiej Kongregacji dla Spraw Kanonizacyjnych został potwierdzony przez odpowiednie Komisje (Lekarską, Teologiczną i Kardynalską) i uzyskał Dekret o cudzie, promulgowany przez Papieża Jana Pawła II w Watykanie w dniu 5 lipca 2002 r.&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-4891852331831518194?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/4891852331831518194'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/4891852331831518194'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/uzdrowienia-i-aski-otrzymane-za.html' title='UZDROWIENIA i ŁASKI OTRZYMANE ZA PRZYCZYNĄ ABPA FELIŃSKIEGO'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-3486024291408443984</id><published>2011-09-02T11:01:00.001-07:00</published><updated>2011-09-02T11:01:05.356-07:00</updated><title type='text'>Litania do św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego</title><content type='html'>Kyrie elejson, Chryste elejson, Kyrie elejson&lt;br /&gt;Chryste usłysz nas,&lt;br /&gt;Chryste wysłuchaj nas,&lt;br /&gt;Ojcze z nieba Boże, zmiłuj się nad nami&lt;br /&gt;Synu, Odkupicielu świata, Boże,&lt;br /&gt;Duchu Święty Boże,&lt;br /&gt;Święta Trójco, Jedyny Boże,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Święta Maryjo, módl się za nami&lt;br /&gt;Święty Józefie orędowniku nasz,&lt;br /&gt;Święty Zygmuncie Szczęsny,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwielbiający Boga w Trójcy Przenajświętszej,&lt;br /&gt;Bezgranicznie ufający Opatrzności Bożej,&lt;br /&gt;Wierny sługo Najwyższego Kapłana,&lt;br /&gt;Gorliwy czcicielu Najświętszej Eucharystii,&lt;br /&gt;Pasterzu przeniknięty duchem Ewangelii,&lt;br /&gt;Kapłanie według Serca Jezusowego,&lt;br /&gt;Idący za Chrystusem drogą krzyża,&lt;br /&gt;Wzorze miłości Boga i bliźniego,&lt;br /&gt;Apostole niosący ludziom światło Chrystusowej nauki,&lt;br /&gt;Wielki czcicielu Matki Najświętszej, &lt;br /&gt;Naśladowco cnót Najświętszej Rodziny,&lt;br /&gt;Mistrzu modlitwy i zjednoczenia z Bogiem,&lt;br /&gt;Wzorze posłuszeństwa Ojcu Świętemu i Stolicy Apostolskiej,&lt;br /&gt;Ozdobo Kościoła Chrystusowego,&lt;br /&gt;Założycielu i duchowy opiekunie Zgromadzenia „Rodziny Maryi”,&lt;br /&gt;Bogaty w miłosierdzie wobec potrzebujących,&lt;br /&gt;Opiekunie sierot i ubogich,&lt;br /&gt;Wierny naśladowco św. Franciszka z Asyżu,&lt;br /&gt;Wzorze ubóstwa, pokory i prostoty,&lt;br /&gt;Obrońco praw Kościoła i Narodu,&lt;br /&gt;Prowadzący zbłąkanych do jedności wiary,&lt;br /&gt;Nauczycielu ładu i porządku moralnego,&lt;br /&gt;Szanujący godność każdego człowieka,&lt;br /&gt;Wzywający narody do ewangelicznego braterstwa,&lt;br /&gt;Wytrwale pracujący nad odrodzeniem rodziny,&lt;br /&gt;Zatroskany o trzeźwość narodu,&lt;br /&gt;Doceniający pracę i wysiłek każdego człowieka,&lt;br /&gt;Obrońco ludzi pokrzywdzonych i prześladowanych,&lt;br /&gt;Niosący w życie pokój, sprawiedliwość i pojednanie,&lt;br /&gt;Wzorze cierpliwości i przebaczenia,&lt;br /&gt;Promieniujący na otoczenie świętością życia,&lt;br /&gt;Z ufnością czekający na wezwanie do Domu Ojca,&lt;br /&gt;Wierny wyznawco i orędowniku nasz u Boga,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.&lt;br /&gt;Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.&lt;br /&gt;Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Módl się za nami, święty Zygmuncie Szczęsny.&lt;br /&gt;Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Módlmy się:&lt;br /&gt;Wszechmogący, miłosierny Boże, Ty w swojej świętej Opatrzności, prowadziłeś świętego Zygmunta Szczęsnego, biskupa, drogą cierpienia, prawdy i miłości, spraw za jego wstawiennictwem, abyśmy wiernie służąc Chrystusowi w Kościele, mogli osiągnąć życie wieczne. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą życie i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen.&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-3486024291408443984?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/3486024291408443984'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/3486024291408443984'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/09/litania-do-sw-zygmunta-szczesnego.html' title='Litania do św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-3725611269091739957</id><published>2011-05-28T07:43:00.001-07:00</published><updated>2011-09-02T14:10:10.693-07:00</updated><title type='text'>Pamiętniki św. Zygmunta Szczęsnego (8)</title><content type='html'>SPRZYSIĘŻENIE KONARSKIEGO (cz.5)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wymagali oni wprawdzie od adeptów swoich hartu i odwagi, lecz zalety owe objawiały się w sposób tak nieprodukcyjny dla społeczeństwa, iż szkodę mu raczej niż pożytek przynosiły. Nazwawszy się bałagułami, od zydowskiej nazwy furmana, poczytywali sobie za o bowiązek doskonale wozić czwórką szalonych koni, przy czym do szyku należało, aby powóz był nieresorowy i nie kryty, konie różnej maści i nierasowe, byle doskonale biegały, sam zaś bałaguła, musiał być odziany w skórkowy spencer i takież szarawary, co dało też nazwę towarzystwa skórkowego. Zrobić kilkanaście mil na dzień jedynie dla popisania się szybkością i wytrwałością koni było rzeczą zwyczajną dla bałaguły; gdyby zaś który cofnął się przed znużeniem lub niewygodą, zostałby wnet wykreślony z listy stowarzyszonych. Kiedy raz jechało kilku bałagułów, z których jeden był świeżo zwerbowany, woźnica obrócony twarzą do kolegów rozmawiał wesoło, nie uważając, iż poczęli zjeżdżać ze stromej góry. Nowo zaciężny bałaguła zwrócił się z pewnym niepokojem do powożącego kolegi, wołając: „Uważaj, bo góra!” Zagadnięty spojrzał nań pogardliwie, związał w kłębek lejce i powiedział drwiąco: „To ty się boisz!”, rzucił lejce między konie i począł je batem okładać. Łatwo się domyśleć, co się działo z świeżym bałagułą podczas tej szalonej jazdy, karku wszakże nikt szczęściem nie nadwerężył, a konie same zatrzymały się przy stacji pocztowej, skąd nabyte zostały. Lecz co stokroć smutniejsze niż owe bezpłodne brawady, to ciągłe pijatyki i pohulanki, połączone często ze zgorszeniem lub zniewagą najprzyzwoitszych kobiet. Na pewnym np. balu, gdzie się znajdowała powszechnie szanowana wdowa z jedynaczką córką, jeden z bałagułów zaprosił do panienkę do tańca. Matka, znając go tylko z reputacji, odrzekła poważnie, że córka jej tańczy jedynie z tymi którzy jej byli prezentowani. Odpowiedź ta nie podobała się bałagułom i po swojemu urządzili za nią zemstę. Korzystając z tego, iż przez majątek jednego z nich panie te musiały przejeżdżać, bałaguli licznie się tam zebrali, a gdy znać im dano, że powóz się zbliża, poszli się kąpać tuż obok grobli, której niepodobna było ominąć. Skoro kareta z nimi się zrównała, wszyscy wyskoczyli z wody, otaczając powóz zatrzymany, młody zaś gospodarz otworzywszy drzwiczki oświadczył przelęknionym paniom, iż lękając się, aby który z jego przyjaciół nie został odtrącony od tańca, przeto że nie był prezentowany, korzysta z pierwszej zręczności, by ich polecić łaskawym względom matki i córki; po czym przedstawiał z kolei całe to bezczelne grono. Płaska ta i nikczemna farsa poszkodziła niezmiernie w opinii publicznej i tak już osławionym bałagułom, a chociaż Szaszkiewicz nie przyjął w niej osobistego udziału, znaczna wszakże część odpowiedzialności za tego rodzaju haniebne czyny spadała na niego jako na herszta tej napiętnowanej już pogardą szajki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widząc swą popularność mocno zachwianą w poważniejszych kółkach, Szaszkiewicz postanowił ratować ją przystąpieniem do Związku Konarskiego, aby odświeżyć tym sposobem swe więdniejące patriotyczne laury. Nie dziw, że tak samolubne pobudki nie natchnęły Szaszkiewicza duchem poświęcenia, tak iż liczebnie tylko powiększył on listę związkowych, nie przyniósłszy sprawie żadnej siły żywotnej. Jak dalece był to żywioł obcy, a nawet wrogi dążeniom sprzysiężonych, okazało się to najlepiej w chwili próby, kiedy spisek został odkryty. Szaszkiewicz, jako członek bardzo podrzędny, aresztpwany został dopiero po ustanowieniu drugiej komisji śledczej w Kijjowie, kiedy cytadela była już przepełniona. Załatwiał on już nieraz z Pisarewem sprawy drażliwe, wymagające dyskrecji, i niejednym tysiączkiem opłacił uniknienie groźnych następstw zbyt śmiałych wybryków swoich; nietrudno mu też było porozumieć się i teraz z wszechwładnym zausznikiem Bibikowa, od którego cały tok śledztwa zależał. Otrzymawszy poręczenie własnego uwolnienia, podjął się on targu o wykupienie z więzienia zamożniejszych, a mniej skompromitowanych związkowych, a że znał dokładnie majątkowy stan każdego, mógł przeto określić dokładnie stopę żądanego okupu, którego część pewna zostawała, jak przypuszczają, w kieszeni pośrednik, który obarczony długami przed uwięzieniem, całkiem oczyścił majątek wyszedłszy z cytadeli. Nie na tym wszakże skończył się udział Szaszkiewicza w procesie prowadzonym przez komisję śledczą; umaczał on ręce w najohydniejszej nierównie zdradzie zaufania, która wykazuje rdzenne skażenie charakteru. Wnet po zawartej z Pisarewem umowie Szaszkiewicz otrzymał pozwolenie swobodnego uwiedzania współwięźniów w cytadeli. Objaśniał on tę swobodę grubą łapówką daną Pisarewowi i wymieniał innych też związkowych, którzy tąż drogą wolność uzyskać mieli; wkrótce jednak okazało się, jaki był prawdziwy cel wolności owej. Zeznania Rodziewicza, Orzeszki i może kilku innych podrzędnych członków sprzysiężenia wydały wprawdzie w ręce rządu głównych przywódców Związku; gdy oni jednak żadnych odkryć ze swej strony nie uczynili, organizacja Związku i środki jego działalności wcale wykryte nie zostały; otóż te właśnie usługę Szaszkiewicz zobowiązał się wyświadczyć rządowi. Śledztwo tyle już wówczas postąpiło, iż niepodobna było wątpić, że głównymi przywódcami na Rusi byli Beaupre¶, Maszkowski, Michalski i Borowski, toteż zawczasu postanowionym było w łonie komisji, że ci czterej śmiercią karani będą. Pisarew oświadczył to Szaszkiewiczowi, polecając mu oraz, by w zaufanie dwóch pierwszych wkraść się usiłował, gdyż w ich to ręku były archiwa i wszystkie nicy sprzysiężenia. Szaszkiewicz bardzo zręcznie wywiązywał się z powierzonego mu zadania. Wszedłszy do więzienia Beaupre¶go, oznajmił mu z udanym współczuciem, iż oni czterej na śmierć skazani zostali, śledztwo zaś ukończone i wszystkie protokoły do archiwum złożone; komisja przeto już jest rozwiązana. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odwróciwszy tym sposobem wszelką obawę nowych zeznań, począł ubolewać, że jeden z najpiękniejszych epizodów porozbiorowych dziejów naszych nie będzie znany potomności, gdyż tajemnice Związku pójdą do grobu razem z jego przywódcami. Następnie gorąco namawiał Beaupre¶go, aby spisał wszystko, co pamięta z działalności Konraskiego i jemu to powierzył, on zaś bezpieczna drogą prześle rękopism do Paryża, gdzie przechowany zostanie w Bibliotece Narodowej. Beaupre¶ odrzekł, że sam jeden nie byłby w stanie wywiązać się z tego zadania, raz dlatego, że nie wszystkie szczegóły są mu wiadome, a po wtóre z powodu bardzo nieczytelnego pisma swego, z którym jeden Maszkowski jest należycie obeznany. W takim więc chyba razie mógłby się podjąć tej pracy, gdyby mógł pracować wspólnie z Maszkowskim, którego wiadomości uzupełniłyby jego własne wspomnienia. Szaszkiewicz nie wątpił, że po wydaniu wyroków łatwo da się otrzymać sprawdzenie ich razem, jeśli zaś będą jakie koszta, to on je chętnie przyjmie na siebie. Jakoż tego samego dnia komendant fortecy wprowadził do celi Beaupre¶go pożądanego towarzysza więzienia, a niebawem przeniesiono tam i skromne jego sprzęty. Odwiedził ich też Szaszkiewicz i zaopatrzył we wszystko, co potrzebne było do pisania, tak że niezwłocznie zabrali się do pracy, która szła im tak żwawo, że w dni kilka została ukończona. Po wyczerpującej rozmowie Beaupre¶ treść jej spisywał na oderwanych ćwiartkach, Maszkowski zaś wyraźnym charakterem wnet to przepisywał. Szaszkiewicz często dowiadywał się, skoro zaś praca była dokonana, zabrał rękopism, oświadczając, iż przez panią Pinińską, której mąż świeżo w więzieniu umarł, prześle ten ważny dokument za granicę. W pół godziny później straż więzienna zrobiła w celi rewizji, zabrała ręką Beaupre¶go pisane bruliony i uprowadziła z sobą Maszkowskiego. Teraz dopiero poczęli się domyślać podstępu, ustała zaś wszelka wątpliwość, kiedy przyprowadzeni przed komisję ujrzeli w ręki Pisarewa nie tylko zabrane przy rewizji bruliony, ale i rękopism ręką Maszkowskiego przepisany. Dla pokrycia zdrady Szaszkiewicza Pisarew objaśnił złapanie rękopismu w ten sposób, że policja, spostrzegłszy zbyt częste przejazdy pani Pinińskiej pod oknami więzienia, domyśliła się jakiejś machinacji, postarała się przeto o podobny powóz i ubrała tak samo jakąś damę, co oszukało czatującego w oknie Szaszkiewicza, tak że rzucił do powozu zwitek, przekonany będąc, że wpadnie on w ręce pani Pilińskiej. Wobec własnoręcznych zeznań niepodobna już było zaprzeczyć i och prawdziwości, toteż wówczas dopiero wydano ostateczne wyroki na związkowych i odesłano je na zatwierdzenie cesarza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak zapowiedział Szaszkiewicz – Beaupre¶, Maszkowski, Michalski i Borowski skazani zostali na powieszenie, kilkunastu zasądzono na dwadzieścia lat ciężkich robót w kopalniach, drugie tyle na piętnaście lub dziesięć lat katorgi, ogromna zaś większość wywieziona miała być na Sybir na osiedlenie z pozbawieniem szlachectwa i konfiskatą majątku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tej kategorii zaliczoną została i moja matka, którą zesłano do Berezowa nad Obią, dwa tysiące wiorst za Tobolskiem. Po oczytaniu wyroków wszystkim skazanym czterech mających zginąć na szubienicy wyprowadzono z więzienia na rusztowanie, założono im nawet stryczki na szyje, tu jednak odegrano z góry ułożoną komedię, zanim bowiem kat wytrącił spod nóg wisielcom schodki, na których stali, nadleciał kurier potrząsający w ręku carskim ułaskawieniem. Powstrzymano przeto egzekucję i odczytano łagodzący wyrok, który śmierć zamieniał na dożywotnią katorgę. Młody i ognistego charakteru Maszkowski, schodząc z rusztowania, zawołał z żalem: „Wolałbym raz umrzeć, niż konać co dzień przez długie może lata!” Tegoż jeszcze dnia wszystkich skazanych wywieziono za Ural, nie pozwoliwszy im nawet pożegnać się z krewnymi. Jeden Szaszkiewicz powrócił spokojnie do majątku nie turbowany przez policję i nie bez pewnej aureoli za swój pobyt w kazamatach, z których, jak mniemano, dzięki tylko grubemu okupowi wydostać się potrafił. Dopiero po kilkunastu latach, gdy w początkach panowania Aleksandra II wszyscy zesłani za Konarskiego zostali uwolnieni, laur podstępem zdobyty strącony został z niegodnego czoła, a powszechna wzgarda otoczyła nikczemnika. Jeden z najpierwszych powrócił zza Uralu Lucjan Michalski, pogrzebawszy ojca na wygnaniu. Licznie zgromadzeni w Kijowie obywatel ze czcią i zapałem go powitali, na wydanym zaś dlań obiedzie liczne wznoszono toasty na cześć męczenników sprawy narodowej. Pod koniec obiadu Podlewski, zacny patriota a serdeczny przyjaciel nieobecnego tam Szaszkiewicza, wniósł zdrowie tych znowu prawych Polaków, którzy pozostawszy w kraju, nie przestali wszakże dla dobra ojczyzny pracować, przy czym wymienił między innymi Antoniego Szaszkiewicza. Toast ten do tego stopnia oburzył Michalskiego, iż nie tylko nie wychylił kielicha, lecz zawezwał innych, by toż samo uczynili, opowiedziawszy zachowanie się jego w cytadeli. Podlewski, nie dając temu wiary, uniósł się gniewiem i zażądał honorowego zadośćuczynienia od mniemanego potwarcy. Michalski nie odmówił, pod warunkiem jednak, że wyzywający rozmowi się pierwej z Beaupre¶m i Maszkowskim, którzy nazajutrz przybyć mieli do Kijowa. Podlewski zgodził się na to, a przekonawszy się z ust naocznych świadków, że Michalski mówił prawdę, przeprosił go i zerwał z Szaszkiewiczem nie tylko przyjacielskie, lecz i towarzyskie stosunki. Szczegóły te słyszałem od Michalskiego, a nie mam żadnego powodu o prawdziwości ich powątpiewać. Ale wróćmy już do przerwanego toku wypadków w Wilnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po wyprawieniu do Kijowa znacznej części więźniów śledztwo poczęło się toczyć z większą jeszcze surowością, gdyż obie komisje prześcigały się nawzajem w gorliwości. Pociągano do odpowiedzialności i zamykano w więzieniu za lada błahy pozór współczucia dla sprawy narodowej, a kto raz nawiedził kazamaty, ten nie wrócił już do rodziny, nie przebywszy choć bliższego wygnania. Na początku 1839 roku zakończono wreszcie proces i wydano wyroki łagodniejsze na pozór niż w Kijowie, gdyż jeden tylko Konarski skazany został na rozstrzelanie, ale nikt tu nie został ułaskawiony. Inni związkowi dostali w udziale katorgę lub wygnanie stosownie do udziału, jaki przyjęli w działaniu sprzysiężonych. Po przeczytaniu wyroków pozwolono więźniom zebrać się razem w sali śledczej dla ostatecznego pożegnania, rozumie się pod strażą bagnetów. Gdy wprowadzono Konarskiego, któremu do ostatniej chwili zostawiono na rękach i nogach ciężkie kajdany, blady był i wyniszczony, ale dziwnie pogodny i uroczysty miał wyraz twarzy; rzekłbyś – zwycięzca raczej niż zwyciężony. Jerzego Brynka i innych współwięźniów, którzy przetrwali tortury, nie wydawszy nikogo, serdecznie ściskał, dziękując za męstwo i wytrwanie. Zbliżywszy się do Rodziewicza, gdy ujrzał na twarzy starca głęboką boleść i straszne przygnębienie, podał mu ze współczuciem rękę i rzekł uprzejmie: „Przebaczam ci z całego serca, bo nie ze złej woli, lecz przez słabość jedynie wydałeś w ręce katów tyle nieszczęśliwych ofiar, których całą winą była gotowa do poświęcenia miłość Ojczyzny. Ufam, że znajdziesz wyrozumiałą litość u patriotów i wyrok miłosierny na sądzie Bożym przez wzgląd na szczere łzy twoje”. Ośmielony tą łaskawością zbliżył się doń także Orzeszko w pokornej i uniżonej postawie. Konarski jednak groźnie nań spojrzał i nie podając ręki, sucho i surowo przemówił: „Tobie, rozmyślny zdrajco, ani ja, ani potomność, ani Bóg nawet zapewne nie przebaczy, a piętno Kaima przylgnie na wieki do zhańbionego imienia twego”. Przed wykonaniem wyroku oznajmiono Konarskiemu, że wolno mu prosić o trzy osobiste łaski, które rząd gotów jest uwzględnić, jeśli należnych granic nie przekroczą. Skazany prosił przede wszystkim o uwolnienie swej narzeczonej Emilii Michalskiej, która dlatego głównie uwięzioną została, że mu tak bliską serca była. Żądał następnie, aby czapeczka ręką matki jego haftowana, którą nosił w więzieniu, odesłaną jej została. Pragnął wreszcie, aby mu oczu nie zawiązywano i nie przywiązywano do słupa w chwili rozstrzelania. Wszystkie trzy życzenia uwzględnione zostały. Kiedy go przywieziono na miejsce tracenia za miastem, miał na głowie ową czapeczkę pamiątkowa, na rękach zaś i nogach kajdany, których nie zdjęto mu nawet na rusztowaniu. Chciał coś przemówić do ludu, ale bębny zagłuszyły głos jego, z jasnej wszakże i spokojnej twarzy poznać było można, że do ufności i wytrwania zachęcał. Stanąwszy już pod słupem, uprzejmym skinieniem głowy i ruchem ręki pozdrowił zgromadzone tłumy, gdy zaś o kilkanaście kroków przed nim uszykował się oddział żołnierzy, przeznaczony do wykonania wyroku, żaden muskuł nie zadrgał na jego obliczu, żadna chmurka nie zamgliła pogodnego wzroku. Tu jednak zdarzył się niespodziewany wypadek, który zaniepokoił bardzo przedstawicieli władzy. Kiedy komendant dał hasło egzekucji, oficer dowodzący oddziałem obnażył swą szablę, lecz zamiast zakomenderować: „Ognia!”, podszedł do rusztowania i łamiąc oń klingę miecza, zawołał głośno po rosyjsku: „Nie mam oręża na tak nikczemną wojnę!” Oficer wnet został aresztowany, a zastąpił go inny, który niewolniczo rozkaz wykonał. Konarski patrzył, nie zmrużywszy oka, na wymierzone w pierś jego karabiony, aż rażony gradem kul padł bez życia na rusztowanie. W tej chwili zgromadzone rzesze ludu opanował taki zapał, że przerwawszy łańcuch żołnierzy, tłumy wdarły się na rusztowanie, zerwały z rąk i nóg męczennika żelazne kajdany, chustki we krwi jego maczały i strzępy oddzienia na pamiątkę chwytały. Skoro wojsko plac oczyściło, złożono zwłoki Konarskiego do przygotowanego zawczasu grobu i kazano szwadronowi jazdy tak stratować to miejsce, iżby śladu mogiły nie pozostało; mimo tak jednak w nocy mnóstwem wieńców i kwiatów drogi ów grób ustrojono.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pół wieku z górą upłynęło już od tej chwili, w łonie ziemi próchnieją kości zarówno niewinnych ofiar, jak i prześladowców, a jednak, nie mówiąc już nawet o sądzie Bożym, któż i tu, na ziemi, nie obierze raczej doli naszych męczenników niż siepaczy cara?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;www.katolik.pl&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-3725611269091739957?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/3725611269091739957'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/3725611269091739957'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/05/pamietniki-8.html' title='Pamiętniki św. Zygmunta Szczęsnego (8)'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-9120773552850484280</id><published>2011-05-28T07:42:00.000-07:00</published><updated>2011-09-02T14:09:43.276-07:00</updated><title type='text'>Pamiętniki św. Zygmunta Szczęsnego (7)</title><content type='html'>SPRZYSIĘŻENIE KONARSKIEGO (cz.4)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zawiadomiony o pojmaniu herszta spiskowców cesarz naznaczył śledczą komisję w Wilnie, której prezesem zamianował księcia Trubeckiego i wnet rozpoczęły się indagacje. Na próżno jednak mściwe okrucieństwo wysilało się na coraz to nowe tortury, by zmusić Konarskiego do wyznań; nie wydał on nikogo, oświadczywszy od razu, że ani siebie usprawiedliwiać nie będzie, gdyż wyrok na niego zawczasu jest wydany, ani też drugich nie oskarży, gdyż nie chce mieć na sumieniu niczyjego nieszczęścia. Milczał więc, choć go pragnieniem i bezsennością dręczono, choć żywe ciało rozcinano i w krwawiące rany płonącą smołę lano. Nikt by też nie zginął, gdyby sam tylko Konarski został uwięziony. Inaczej niestety poszły badania z Rodziewiczem. Słabego charakteru, a drażliwych nerwów, nie miał on siły do przetrwania zadawanych katuszy i wyznał wszystko, co o sprzysiężeniu wiedział; że zaś znał najwybitniejsze osobistości związkowe, wskutek przeto jego zeznań cały zarząd spisku został uwięziony. Nie tylko z Litwy, ale też i z Rusi co dzień niemal przywożono do Wilna nowych oskarżonych i zapełniano nimi więzienia. Jedną z najpierwszych porwano z Krzemieńca moją matkę, że zaś dla kobiet miano jeszcze wówczas pewne względy, umieszczono ją przeto naprzód w domu policmajstra, następnie przeniesiono do wspólnego więzienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W początku śledztwa, kiedy zaledwie kilkunastu przedniejszych spiskowych przywieziono do Wilna i trzymano ich w poklasztornych murach naprędce przerobionych na więzienie, czujność straży stanowiła jedyną niemal rękojmię niemożebności ucieczki. Silne oddziały wojska luzowały się kolejno, pilnując drzwi i niezakratowanych okien, by przeszkodzić tak porozumiewaniu się wzajemnemu sprzysiężonych, jako też wszelkiej próbie wydostania się na wolność. Jednym z oficerów mających wstęp do więzienia był kapitan Korowajew, który, jako czysto rosyjskiego pochodzenia, posiadał całkowite zaufanie księcia Trubeckiego. Korowajew wszakże, szlachetnego charakteru i liberalnych zasad, nie bez współczucia patrzał na los więźniów, gdy zaś osobiście zetknął się z Konarskim, takim zapłonął dlań uwielbieniem, że narażając własną przyszłość, postanowił go uwolnić. Gdy jednak Konarski oświadczył, iż nigdy nie zgodzi się na to, by sam korzystał ze swobody, podczas gdy wciągnieni przezeń do spisku towarzysze jęczeć będą w kajdanach, Korowajej przyrzekł, iż wszystkich oswobodzi, byle mu zaufali i do jego planu wiernie się stosowali. Konarski przyjął wspaniałomyślną pomoc Korowajewa, który razem z uwolnionymi miał schronić się za granicę, i dał mu własnoręczna kartkę, polecającą go więźniom jako ich wybawiciela. Szlachetny oficer obszedł już większą część sprzysiężonych i dla planu swego ich skłonił, lecz gdy wszedł do celi Orzeszki i zamiar mu swój objawił, nikczemny zdrajca wyrwał mu z rąk kartkę Konarskiego i przez drzwi otwarte celi wybiegł na korytarz, wołając głośno na czuwające straże, by go wnet prowadzono do śledczej komisji, gdyż ważne zeznanie chce uczynić. Sądził nieszczęsny, iż gubiąc współwięźniów i bohaterskiego ich zbawcę, sam się oczyści i zagrożoną uratuje fortunę. Sprawdził się wszakże raz jeszcze to nieomylne wyrzeczenie, że tyrani lubią wprawdzie zdradę, lecz zdrajcami sami się brzydzą. Z zeznań Orzeszko skorzystano niezwłocznie; zacny Korowajew wniet został uwięziony i pod sąd wojenny jako zdrajca stawiony, związkowych zdwojoną czujnością otoczono. Orzeszko wszakże i nadal pozostał w więzieniu, po ukończonym zaś śledztwie na dwadzieścia lat ciężkich robót skazany, w wyroku tylko jakby na urągowisko dodano, że pozwala mu się prosić o ulżenie kary z powodu, iż skutecznie dopomagał rządowi do wykrycia i ukarania współwinnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdrada Orzeszki, który wydał wielu z tych, o których Rodziewicz nie wiedział, i to jeszcze smutne miała następstwo, że dla wymuszenia nowych zeznań poczęto używać tak okrutnych tortur, jakich przedtem nie ośmielono się używać. Tak np. księdzu Trynkowskiemu wkładano na głowę żelazną obręcz, którą za pomocą śruby ściskano powoli coraz silnie, aż wreszcie męczennik w szalonym bólu i obłędzie poczynał bredzić, na mocy zaś podobnych zeznań więziono każdego, czyyje imię wymienił. Po kilku takich operacjach nieszczęśliwy kapłan zupełnego dostał pomieszania, co nie przeszkodziło wszakże do zesłania go na Sybir, gdzie niebawem w stanie obłędu nędznego żywota dokonał. Dla skłonienia znowu Jerzego Brynka do uczynienia zeznań, kiedy łozy nie poskutkowały, nakarmiono go śledziem, napaliwszy zaś w celi jego jak w łaźni, przykuto na wznak do podłogi i postawiono obok niego naczynie z cuchnącą zgnilizną; kiedy zaś gorączka paliła go tak, iż od przytomności niemal odchodził, przez małe okienko we drzwiach obiecywano mu wodę i świeże powietrze, jeśli uczestników spisku wymieni. Ale ten mąż prawy i niezłomnej woli wszystkie przetrwał tortury i ani jednego nazwiska nie wymienił. Student wreszcie akademii medycznej, Ejzenbleter, który najwięcej przyczynił się do ucieczki Konarskiego z Wilna, stawiony przed śledczą komisję i złajany obelżywymi słowami przez Trubeckiego, dał mu policzek, za co rozwścieklony książę tak go katować rozkazał, iż z połamanymi kośćmi i poszarpanym ciałem wśród najsroższych męczarni skonał. Te kilka przykładów daje miarę okrucieństwa, z jakim obchodzono się przy badaniu więźniów, ilekroć na silniejszy opór natrafiono. Sprawiedliwość wszakże wyznać nakazuje, że bezczelność carskich siepaczy nie doszła jeszcze była przy sprawie Konarskiego do tej brutalnej tyranii względem kobiet, jakiej dała dowody po sześćdziesiątym trzecim roku. O ile mi wiadomo, ani jedna z uczestniczek związku Konarskiego nie była poddana przy śledztwie cielesnym męczarniom, chociaż próbowano grozić chłostą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro kijowski jenerał-gubernator Bibikow dowiedział się, iż w więzieniach wileńskich znajdowało się wielu spiskowców pochodzących z podwładnych mu guberni, wnet otrzymał u cesarza ustanowienie odrębnej komisji śledczej w Kijowie pod osobistym jego zarządem. Wskutek tego postanowienia przewieziono z Wilna wszystkich więźniów pochodzących z Wołynia, Podola i Ukrainy, tak iż związkowi rozpadli się na dwie całkiem niezależne grupy. Rola Trubeckiego przypadła w Kijowie Pisarewowi, posiadającemu całkowite zaufanie Bibikowa. Mniej może okrutny w środkach niż wileński jego kolega, przewyższał go przebiegłością; chciwy zaś zysku, wniósł w swą działalność nie używany przez Trubeckiego żywioł: przekupstwo. Pragnąć przy tak dogodnej zręczności napełnić własne kieszenie, więził on wielu bogatszych właścicieli dlatego jedynie, by za uwolnienie wziąć od nich następnie bogaty okup. Operacja ta wszakże wymagał sprytnego i zaufanego pośrednika, którego, niestety, znalazł wnet Pisarew w gronie samych sprzysiężonych w osobie Antoniego Szaszkiewicza, tak zwanego króla bałagułów. Rola, jaką ten człowiek odegrał w naszym społeczeństwie, jest tak ważną, iż usprawiedliwia pewne zboczenie od głównego przedmiotu w celu bliższego obznajomienia czytelnika z tą typową postacią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hojnie udarowany przez naturę dowcipem, sprytem i dzielnością charakteru, postawiony przy tym majątkiem i stosunkami w wyższych sferach społeczeństwa, Szaszkiewicz mógłby się stać ozdobą jego, a nawet chlubą, gdyby mu wpojono zdrowsze zasady moralne; tych jednak, na nieszczęście, całkiem mu zabrakło, i to wśród okoliczności wymagających przede wszystkim cnoty. W pierwszej młodości przyjął on udział w powstaniu listopadowym i w pułku Karola Różyckiego dzielnie się sprawował, co mu zjednało szacunek patriotów. Skorzystawszy następnie z amnestii, zamieszkał na wsi, gospodarstwo wszakże mniej go zajmowało niż stosunki towarzyskie. Mężny, przystojny, pełen życia i samoistnego dowcipu, stał się on wkrótce bożyszczem młodzieży, która pozbawiona zajęć obowiązkowych, a niedojrzała jeszcze do prowadzonej wedle planu organicznej pracy, potrzebowała jakiegoś ogniska i jakiegoś kierunku, by ochronić się od nudów i mieć choć pozór uczucia, że coś dla kraju robi. Szaszkiewicz oprócz wyjątkowo bogatej natury posiadał jeszcze ten rzadki wówczas przymiot, że stanowił jakby środkowe ogniwo tego łańcucha, co wiąże obecne z przeszłym pokoleniem. Nie tylko ojcowie, ale i starsi bracia pozostałej w kraju młodzieży rozproszeni zostali po szerokim świecie lub na polach bitew rozsypali swe kości, tak iż przerwany został ten związek przyrodzony, jaki pospolicie w życiu narodów spostrzegamy. Szaszkiewicz był jednym z tych rzadkich wyjątków, co biorąc udział w publicznych sprawach przed powstaniem, przechowywał tradycje przeszłego pokolenia i mógł je przelać w serca dorastającej młodzieży. Pod koniec trzeciego lat dziesiątka obecnego wieku wśród licznego zastępu zamożniejszych obywateli na Pobereżu wykształcił się duch dzielności rycerskiej tak potężny, iż do zuchwalstwa nieraz się posuwał. W domu np. marszałka Jełowickiego, który miał trzech dorosłych synów, zdarzyło się, iż młodzieniec, który nie miał jeszcze zręczności dać dowodów swej odwagi, prosił o pożyczenie kilku funtów prochu. Kiedy łowczy przyniósł dość spory worek napełniony prochem, jeden z synów gospodarza rzekł do uradowanego gościa: „Trzeba worek opieczętować, żeby ci kto nie nadsypał”. Co najspokojniej powiedziawszy, kazał przynieść lak i świecę, i dawszy do trzymania młodzieńcowi worek, opieczętował go z flegmą, jak gdyby to była próbka grochu lub pszenicy. Młodzieniec pobladł, ale nie odmówił posługi, a po skończonej operacji został przyjęty do grona zuchów jako pasowany już na rycerza. Zwykłą próbą zręczności i odwagi było uganianie na stepie spotkanego wilka; kiedy zaś zwierz zniemożony dalej uciekać nie był w stanie, pragnący zdobyć rycerskie ostrogi winien był zeskoczyć z konia i odgryzającego się wilka kordelasem w serce ugodzić. Strzelanie, fechtunek i konna jazda doprowadzone były w tym gronie do takiej doskonałości, że Aleksander Jełowicki, siedząc na ganku z pistoletem, pakował kulę w dyszel zajeżdżającego przed ganem powozu w chwili, kiedy wprost ku niemu był skierowany. Wacław zaś Rzewuski wjechał na swym ulubionym arabie na rusztowanie budującej się w Krzemieńcu wieży, u szczytu której spiął konia, na dwóch nogach go zawrócił i zjechał spokojnie na dół. Toteż gdy wyborowa ta młodzież poszła do powstania, pięćdziesięciu takich bohaterów zatrzymało pod Daszowem cały pułk huzarów. To nieokiełzane roztropnością męstwo doprowadziło wprawdzie niekiedy tę dziarską młodzież do szalonych wybryków, swawole te wszakże własnemu tylko zagrażały życiu, nie przekraczając nigdy granic dobrego wychowania ani też wymagań moralności chrześcijańskiej. Dzielni ci apostołowie niepodległości zwalczali tylko zniewieściałość i tchórzostwo, by mężnych i zahartowanych szermierzy przygotować oczekiwanemu powszechnie powstaniu; młodzież zaś, która się skupiła około Szaszkiewicza, nie mając tego bezpośredniego celu, zewnętrzną tylko owej junakerii pochwyciła formę i umiłowała swawolę dla swawoli samej, nie troszcząc się ani o moralną, ani o patriotyczną stronę swych wybryków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;www.katolik.pl&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-9120773552850484280?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/9120773552850484280'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/9120773552850484280'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/05/pamietniki-7.html' title='Pamiętniki św. Zygmunta Szczęsnego (7)'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-7700793746779215012</id><published>2011-05-28T07:40:00.001-07:00</published><updated>2011-09-02T14:09:15.999-07:00</updated><title type='text'>Pamiętniki św. Zygmunta Szczęsnego (6)</title><content type='html'>SPRZYSIĘŻENIE KONARSKIEGO (cz.3)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Serdeczna przyjaźń połączyła odtąd te dwie gorące dusze, których ani zła, ani dobra dola nie rozdzieliły odtąd nigdy. Sędziwy ojciec również bezwarunkowo przyłączył się do Związku, zjednoczenie zaś Szymona z tą rodziną umocniło się nowym jeszcze, osobistym już węzłem, miłością jego mianowicie dla Emilii, która czcząc w nim zarówno człowieka jak patriotę, serce mu też całkowicie i na zawsze oddała. Nie czyniono z tego tajemnicy, gdyż sama Emilia pragnęła, by w najbliższym kółku patriotów wiedziano o tym, że została narzeczoną Szymona. Odtąd liczba związkowych szybko wzrastać poczęła, wpływy bowiem, a zwłaszcza przykład Michalskich wahających się nawet pociągały. Antoni Beaupreq, Kasper Maszkowski, Piotr Borowski przynieśli sprzysiężeniu niespożyty zasób energii i poświęcenia. W celu ostatecznego uregulowania organizacji Związku sprzysiężeni zjechali się w Berdyczowie na onufrejskim jarmarku i tu jednomyślnie obrano Konarskiego naczelnikiem Związku, za cel zaś jego działalności postawiono pracę gorliwą nad oświatą i dobrobytem ludu, połączoną z budzeniem we wszystkich klasach społeczeństwa miłości ojczyzny i pragnienia jej oswobodzenia. Uchwalono też założenie ludowego dziennika, do redakcji którego weszły najprzedniejsze literackie siły Związku, że zaś drukowanie w kraju było niemożebne, kobiety przeto i mniej uzdolnioną młodzież przeznaczono do przepisywania owego dziennika, by w jak największej liczbie egzemplarzy rozchodzić się mógł po kraju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matka moja została zamianowana na tym zebraniu sekretarką do korespondencji zagranicznej, która prowadziła w ten sposób, iż między wierszami obojętnej treści, zwyczajnym skreślonym atramentem, pisała krochmalem to, o czym chciała zawiadomić, litery zaś występowały dopiero po zwilżeniu ich jodyną. Odległość trzymilowa od poczty i trudność komunikacji utrudniały niezmiernie mojej matce wywiązywanie się z obowiązku tego w Wojutunie, a że i wychowanie synów w moskiewskich szkołach wcale nie odpowiadało jej życzeniom, z całą przeto rodziną przeniosła się na stale mieszkanie do Krzemieńca, gdzie grono dość liczne dawnych licealnych profesorów umożebniało polskie wychowanie. Było to na wiosnę 1837 roku i tu po raz pierwszy ujrzałem Konarskiego. Był to średniego wzrostu i średniej tuszy blondyn, regularnych rysów, o błękitnych, ale ognistych oczach; mówił płynnie i z wielkim zapałem, pięknie też śpiewał i grał na flecie, a że był młody, śmiały i silnie zbudowany, posiadał przeto te wszystkie przymioty, które podbijają serca. Jakkolwiek miałem wówczas zaledwie lat czternaście, a brat mój starszy szesnaście, dopuszczono nas jednak, wprawdzie nie do tajemnic, ale do udziału w robotach Związku. Konarskiego zaś znaliśmy tylko pod imieniem Janusza Hejnowicza, domyślając się wszakże ważności roli, jaką odgrywał w sprawie narodowej. Uwielbienie moje dla jego osoby było tak wielkie, że gdy mię raz wysyłał do miasta w jakimś pilnym interesie i dla pośpiechu podał mi własną czapkę, to myśl noszenia jej na mej głowie napełniła mię taką dumą, jakiej nie poczułbym zapewne, gdyby najpotężniejszy nawet z monarchów uwieńczył me czoło własną koroną. Toteż uczucia nasze patriotyczne były tak wówczas wyegzaltowane, że gdy jeden z kolegów naszych krzemienieckich, Józef Mikułowski, zwierzył się nam, że krewny jego Frankowski rozpoczyna partyzantkę, on zaś do oddziału jego zdąża, my oba z bratem błagaliśmy, by nas z sobą zabrał, i na jego żądanie wykonaliśmy przysięgę zachowania przed matką nawet tajemnicy. Mikułowski wciągnął też do swych zamiarów Tomasza Jełowickiego, ten zaś nie miał serca opuścić domu potajemnie, wyznał więc rzecz całą swym rodzicom, ci zaś uprzedzili mą matkę w przeddzień wyruszenia naszego do oddziału. Wezwani przez matkę Beaupre¶ i Maszkowski, którzy posiadali całe nasze zaufanie, pochwaliwszy gotowość naszą poświęcenia się dla ojczyzny, uręczali nas, że gdy nadejdzie chwila ofiary, sami nas do niej zawezwą, obecnie wszakże szkodę by tylko przyniosło sprawie narodowej nieroztropne porwanie się do broni. Zapobieżono przeto dziecinnemu wybuchowi, nie osłabiając uczuć naszych i naszego zaufania, w nagrodę zaś naszej gotowości do poświęcenia wtajemniczono nas nieco głębiej w zamiary sprzysiężonych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednym z najskuteczniejszych środków propagandy było rozszerzanie pism ulotnych, traktujących w sposób popularny bieżące kwestie narodowe i społeczne; o treść tego rodzaju artykułów nie było trudno, gdyż do Związku przystąpiło już wielu zdolnych i wykształconych ludzi; konieczność jednak przepisywania każdego egzemplarza tak utrudniała propagandę, że założenie własnej tajemnej drukarni uznane został przez sprzysiężonych za naglącą potrzebę. Na odbytej w Krzemieńcu naradzie ułożono cały plan praktycznego wykonania tego postanowienia. W niedostępnych poleskich borach, niedaleko od majętności Rodziewicza była do wydzierżawienia mała wioska z dość obszernym dworem o gospodarskimi zabudowaniami, odpowiadająca wszystkim warunkom bezpieczeństwa i swobody. Majętność tę miała wydzierżawić moja matka, ja zaś z bratem Alojzym mieliśmy się zająć techniczną częścią drukarni. Dla należytego wykształcenia się na zecerów poczęliśmy wnet uczęszczać do policealnego typografii, nabytej przez Włocha Milo, i tam ćwiczyliśmy się codziennie w czekającym nas zatrudnieniu. Najtrudniejsza część przedsięwzięcia – sprowadzenie mianowicie maszyn i czcionków – przyjął na siebie sam Konarski, mający liczne stosunki za granicą; chodziło tylko o znalezienie zaufanego pośrednika, który nie ściągając podejrzenia rządu, mógłby otrzymać wysłane z Genewy przedmioty. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za najodpowiedniejszą ku temu osobistość uznany został wileński zegarmistrz Duchnowski, mąż nieposzlakowanej prawości i od roku należący już do sprzysiężenia. Z powodu swego handlu miewał on ciągle stosunki z Genewą, rozebrane zaś na sztuki machiny łatwo uchodzić mogły w oczach policji za zegarmistrzowskie narzędzia. Po ułożeniu tego planu przystąpiono niezwłocznie do jego wykonania. Rodziewicz wyrobił paszport do Wilna dla siebie i Konarskiego pod imieniem swego służącego i własnym powozem, a pocztowymi końmi puścili się w drogę. Przybywszy bez wypadku do Wilna, zatrzymali się w prywatnym mieszkaniu u jednego ze związkowych i wnet Konarski udał się do Duchnowskiego. Zastawszy w jego magazynie kogoś z kupujących, rozerwał nieznacznie łańcuszek swego zegarka i prosił o naprawę, skoro zaś obcy wyszedł, oświadczył, iż ma z nim do pomówienia i naznaczył winiarnię Rosenthala, jako miejsce schadzki. Żyd Rosenthal miał brata w Genewie, któremu Konarski ważną wyświadczył usługę; wywdzięczając się za to, dał mu też list polecający do Wilna, w którym prosił brata, by dlań uczynił wszystko, co będzie w jego mocy. Konarski nie zrobił dotąd użytku z tego listu, miał go jednak przy sobie na wypadek potrzeby i dlatego obrał tę winiarnię na miejsce schadzki. Skoro obaj sprzysiężeni znaleźli się w osobnym na górze pokoiku, kazali sobie podać butelkę wina i przystąpili do narady nad sprawą drukarni. Nie wiedzili, iż w ostatnich czasach zaszły okoliczności, czyniące podobną schadzkę więcej niż niebezpieczną. Rosyjska mianowicie ambasada w Paryżu dowiedziała się przez swych szpiegów, że Konarski od trzech lat spiskuje w kraju i mnóstwo już osób wciągnął do sprzysiężenia. Udało się nawet usłużnym agentom despotyzmu znaleźć jego portret, który razem z tym ważnym zawiadomieniem poseł przesłał wraz cesarzowi. Otrzymawszy to ostrzeżenie, zatrwożony autokrata pospieszył wnet do Wila, a gdy ówczesny jenerał-gubernator Litwy, książę Dołhorukij, upewnił monarchę, że kraj cały spokojny i o żadnych nie marzy rozruchach, cesarz pokazał mu sprawozdanie posła i portret Konarskiego, ostrzegając że straci posadę, jeśli tak niebezpiecznego konspiratora nie wyśledzi. Zawezwany do pomocy policmajster zebrał wnet wszystkich agentów tajemnej policji, niemniej jak właścicieli szynków, kawiarni i oberży, a ukazawszy im portret emisariusza, zapowiedział, iż kto by obaczył tego buntownika, a nie oznajmił wnet o nim policji, ten sam jako buntownik karany wnet będzie. Gdy pod wrażeniem tej groźby Rosenthal ujrzał Konarskiego, uderzyło go wnet podobieństwo do portretu; nie chcąc więc ściągać na siebie odpowiedzialności, oznajmił niezwłocznie o swym podejrzeniu policmajstrowi, ten zaś wysłał na miejsce tajemnego agenta z rozkazem niespuszczania z oka owego nieznajomego. Skoro szpieg wszedł do pokoju, gdzie rozmawiali sprzysiężeni, Konarski zaraz odgadł jego zamiary, lecz zamiast sprowadzić rozmowę na przedmiot obojętny, począł głośno narzekać na moskiewskie prześladowania, dziwiąc się, że Polacy tak cierpliwie je znoszą. Przerażony tą mową Duchowski porwał za czapę i nie pożegnawszy się uciekł, Konarski zaś, pozostawszy sam na sam ze szpiegiem, zbliżył się doń poufale i rzekł jakby do najlepszego przyjaciela:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Stracona praca, tchórz i zakuta głowa, żadna argumenta nań nie działają.&lt;br /&gt;– Co chcesz przez to powiedzieć? – zagadnął szpieg zdziwiony.&lt;br /&gt;– Przecież tego samego jesteśmy rzemiosła – odparł spokojnie Konarski. – Myślałem, że coś z tego głupca wydobędę, gdyż mówią o nim jak o patriocie, ale na próżno zapłaciłem butelkę heresu, nic nie powiedział i, jak zdaje się, nic nie wie. Ale rad jestem, żem tu spotkał kolegę, bo mam do załatwienia nierównie ważniejszą sprawę, której sam nie podołam. Wykryłem schronienie Konarskiego i jeśli mi pomożesz do jego pojmania, to chętnie podzielę się z tobą obiecaną nagrodą. A czy masz rewolwer?&lt;br /&gt;– Nigdy na ulicę nie wychodzę bez broni.&lt;br /&gt;– W takim razie plan kampanii będzie bardzo prosty: mieszkanie, gdzie się ukrywa, ma podwójne wejście, oba muszą być strzeżone. Ty staniesz od ulicy, ja zaś zajdę z dziedzińca i wejść spróbuję. Jeśli mię wpuści, to musi się poddać, bo mu pistolet do łba przyłożę, jeśli zaś spróbuje drugim wejściem uciekać, to spotka go to samo od ciebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szpieg dał się złapać na tę propozycję i zgodził się na warunki. Konarski zaprowadził go do znanej sobie kamienicy z dwoma wejściami, postawił go u drzwi głównych, sam zaś wszedł na dziedziniec i wymknął się na inną całkiem ulicę. Szpieg czekał zrazu z ufnością, chwytając za pistolet przy każdym hałasie na schodach, następnie począł się niecierpliwić, wreszcie domyślił się podstępu i wściekły poleciał do policmajstra. W jednej chwili cała policja stanęła na nogi, rewidowano dom po domu, ulicę po ulicy, nie oszczędzano ani kościołów, ani nawet sklepów grobowych; trzy dni trwały poszukiwania, do żadnego nie doprowadziwszy rezultatu. Wściekał się Dołhorukij, drżał o swą skórę policmajster, zamęczano do upadłego policję i żandarmów, ale wszystko na próżno: ptaszek trzymany już w klatce umknął i ślad po nim zaginął. Tymczasem Konarski, wyprowadziwszy w pole szpiega, udał się wprost do kliniki zostającej pod zarządem należącego do Związku profesora Mianowskiego i prosił o niezwłoczne położenie do łóżka jako chorego. Mianowski umieścił go w osobnym pokoju, dla bogatszych przeznaczonym, i opiekę nad nim polecił należącym też do sprzysiężenia studentom, którzy nie tylko nikogo obcego doń nie wpuszczali, lecz zawiadamiali go o wszystkim, co się działo w mieście. Skoro rewizje domowe ustały, a znękana próżnymi poszukiwaniami policja ręce ze zwątpieniem opuściła, zabrano się do wywiezienia Konarskiego z Wilna. Rozpuściwszy w klinice wieść o śmierci chorego, za którego on uchodził, przygotowano wszystko do pogrzebu, a urządziwszy w trumnie dostateczny dla powietrza otwór, zabito wieko i skromnym karawanem wywieziono mniemanego nieboszczyka na cmentarz, dopuściwszy samych tylko sprzysiężonych do pogrzebowego konduktu. Skoro ściemniało, uwolniono Konarskiego z trumny, na trakcie zaś przechodzącym obok cmentarza czekał już z powozem Rodziewicz i wnet ukrył pod fartuchem drogiego towarzysza. Przybywszy bez wypadku na pierwszą za miastem pocztową stację, powóz się zatrzymał, aby zmienić konie. Rodziewicz wysiadł, by przedstawić pisarzowi podorożną i naglić o konie, gdy jednak nie wracał i koni długo nie zaprzęgano, Konarski się zaniepokoił i wyjrzał spod fartucha. Ten ruch nieszczęsny zgubił wszystkich sprzysiężonych. Wyprzężony powóz stał na drodze tuż przed gankiem pocztowego domu, oświecony światłem palącej się wciąż latarni. Wskutek rozporządzenia władz rządowych na każdej stacji poztowej w okolicach Wilna czuwało nad przyjeżdżającymi dwóch żandarmów, zmieniających się kolejno we dnie i nocy. Żandarm dyżurny siedział właśnie na ganku i wzrok miał zwrócony na powóz w chwili, kiedy głowa Konarskiego wychyliła się spod fartucha. Jak tygrys drapieżny rzucił się wnet chciwy nagrody żołdak na upatrzoną zdobycz i zerwaszy fartuch, wrzasną tryumfująco: „A tyś coś za jeden?” Na próżno zagadnięty ukazał swój paszport jako lojak Rodziewicza, żandarm zwrócił drwiąco uwagę na tę okoliczność, że lokaj spokojnie siedzi w powozie, podczas gdy pan sam się krząta koło koni. Podobieństwo zwłaszcza kryjącego się podróżnego do widziane w Wilnie portretu usuwało ze strony policji wszelkie wahanie, tak że pochwycono wnet Konarskiego i w towarzystwie dwóch żandarmów kurierskimi końmi powieziono do Wilna. O Rodziewicza nikt się nie troszczył i nie było nawet domu go pilnować, tak że bez żadnej przeszkody mógłby się ratować ucieczką, jednak tak stracił przytomność czy tak mało znał siebie, że pozostał dobrowolnie na stacji i doczekał się tego, że przysłani z Wilna inni żandarmi zaaresztowali go i osadzili w tymże, co i Konarskiego, więzieniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;www.katolik.pl&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-7700793746779215012?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/7700793746779215012'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/7700793746779215012'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/05/pamietniki-6.html' title='Pamiętniki św. Zygmunta Szczęsnego (6)'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-8248816813627643445</id><published>2011-05-28T07:39:00.001-07:00</published><updated>2011-09-02T14:08:03.765-07:00</updated><title type='text'>Pamiętniki św. Zygmunta Szczęsnego (5)</title><content type='html'>SPRZYSIĘŻENIE KONARSKIEGO (cz.2)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hiastorycy, opisujący tę epokę porozbiorowych dziejów naszych, nie zwracają zwykle uwagi na tę okoliczność, która jednakże rdzennie zmienia charakter działalności założonego przez Konarskiego Związku Ludowego i stawia go nawet w zupełnej sprzeczności z późniejszym postępowaniem Centralizacji Wersalskiej, która wytworzywszy urojony antagonizm między szlachtą a ludem, okrzyknęła tę ostatnią za głównego wroga narodu i nie z nią lub przez nią, lecz pomimo niej i przeciw niej szerzyła swą propagandę. Zamiast szczepić ducha oriafu w szlachcie, a ducha miłości w ludzie, Towarzystwo Demokratyczne pod zarządem Darasza i Mierosłwskiego szerzyło wzajemną tylko nienawiść i wojnę domową, stokroć zgubniejszą od obcej nawet niewoli. Pomyśli kto może, czytając to twierdzenie, iż przemawia tu raczej serce syna niż patrioty; iż udział, jaki matka moja przyjęła w Związku Narodowym, w różowych barwach przedstawia mi działalność Konarskiego, podczas gdy rzeź tarnowska cmentarnym pokrywa całunem szalone porywy Centralizacji. Prawda, iż stokroć większą pociechą napełnia serce synowskie pamięć na to, iż matka moja sama zapłaciła ciężkim wygnaniem za swą patriotyczną działalność, niż gdyby w najniewinniejszy sposób przyczyniła się do rozlewu bratniej krwi niewinnej. Lecz największą pociechę synowskiemu sercu memu sprawia to niezłomne przekonanie, że gdyby Konarski działać chciał w duchu Centralizacji, matka moja nigdy by do Związku Narodowego nie weszła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poznanie się mojej matki z Konarskim stało się prawie przypadkowe. Będąc całkiem obcym na Wołyniu, dokąd przybyć z emigracji postanowił, szukał on dawnych towarzyszów broni, aby choć czasowy przytułek znaleźć w ich domu. Jednym z takich kolegów był Walery Rząrzewski, który skorzystawszy z amnestii, wziął małą dzierżawę u jednego z cząstkowych właścicieli Wojutynia i zajął się gospodarstwem; że zaś Sojutyn leży niedaleko galicyjskiej granicy, przekradłszy się przeto w okolicy Radziwiłłowa, Konarski udał się wprost do Rząrzewskiego pod przybranym nazwiskiem Janusza Hejnowicza. Młody gospodarz, przy wielkiej prawości i gorącym patriotyzmie, nie odznaczał się niezbędną w takich razach ostrożnością, chętnie owszem dzielił się z przyjaciółmi szczęściem swym z posiadania tak dostojnego gościa. Skoro wiadomość ta doszła do uszu mojej matki, pospieszyła wnet do Rząrzewskich, by zapobiec złym następstwom niepotrzebnych gawęd. Poznawszy się z Konarskim, poradziła mu opuścić niezwłocznie Wojutyn i w najgłębszej tajemnicy udać się do Ołyki, gdzie mieszkał wówczas Jerzy Brynk, równie gorącego serca jak niezłomnego hartu patriota. Zajmował on w Radziwiłłowskim skarbie posadę głównego rachmistrza i z rodziną swoją zamieszkiwał dworek samotny, położony na kępie dookoła otoczonej stawem i wąską jedynie grobelką połączony z lądem. Było to jakby umyślne urządzone schronienie dla kogoś, kto chciał umknąć natrętnego oka ciekawych. Rachmistrz ożeniony był z przyjaciółką lat młodych mojej matki, jej też opiece poleciła ona Janusza, Brynk zawiózł go następnie do zamieszkałego na głębokim Polesiu Rodziewicza, a to schronienie wśród niedostępnych bagien i borów stanowiło odtąd główne miejsce pobytu Konarskiego, który czyniąc częste wycieczki w różne strony kraju, wracał tu zawsze jak do niezdobytej fortecy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednym z najcenniejszych zabytków Związku Ludowego było przystąpienie doń rodziny Michalskich, złożonej z sędziwego już ojca, towarzysza broni Kościuszki, trzydziestoletniego syna jego Lucjana, kapitana wojsk polskich i uczestnika listopadowego powstania, i niezamężnej, znacznie młodszej córki Emilii, gorącej patriotki. Podczas pobytu mojego w Jarosławiu Lucjan Michalski, powracając z powtórnego już wygania, opowiadał mi wiele szczegółów tyczących się sprzysiężęnia Konarskiego i swego w nim udziału, którymi podzielę się tu z czytelnikiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Należąc do załogi Zamościa w chwili jej kapitulacji, młody Michalski objęty został poręczoną całej załodze amnestią, tak ze wnet po ukończonej wojnie wrócił do ojca na Podole. Ożeniwszy się niebawem, zamieszkał w jednej z dziedzicznych wiosek, którą otrzymał na swą schedę, i z wielką gorliwością wziął się do gospodarstwa. Raz, gdy z żoną przybył w odwiedziny do ojca, zastał tam młodego sąsiada, starającego się o rękę Emilii, która dość obojętnie przyjmowała te jego zaloty. Spragniony dowiedzieć się, jaki los go czeka, a lękając się postawić swej przyszłości na kartę przez niewczesną deklarację, powziął on myśl uciec się do fortelu, aby zbadać usposobienie panny. Dowiedziawszy się, że w wiosce Lucjana mieszkała jakaś wróżka sławna w okolicy z trafności swych przepowiedni, prosił go, aby ją sprowadził, w nadziei, że mu to ułatwi zbadanie serca swej wybranej. Lucjan zgromił go za wiarę w gusła i zabobony, odmawiając udziału w niedorzecznych praktykach; gdy jednak kobiety nalegać poczęły, przedstawiając, że tu nie o wiarę chodzi, tylko o zabawę, posłał wreszcie konie i wkrótce ku powszechnej radości przybyła oczekiwana wróżka. Horoskop konkurenta niefortunnie wypadł, gdyż Emilii wywróżyła dozgonne panieństwo, co nie zdawało się ją martwić bynajmniej; jemu samemu gdzieś w odległych stronach kazała poszukać narzeczonej, na Lucjana zaś, który wzbraniał się podać swą rękę do zbadania, tak natarczywie należała, że podał ją wreszcie. Wróżka, kręcąc ze znaczeniem głową, przepowiedziała mu, że czeka go naprzód całkowita utrata majątku, następnie tak ciężka i daleka podróż, że śmierci się niemal równa, że w końcu jedak do kraju powróci i dom sobie będzie budował. Wróżba ta wydała mu się tak niedorzeczną i niezgodną z jego usposobieniem, że razem z kobietami śmiał się z niej serdecznie. W parę miesięcy później Konarski przybył z Rodziewiczem do starego Michalskiego w zamiarze zwerbowania go do Związku. Usłyszawszy tę propozycje, sędziwy patriota posłał wnet po syna, a objaśniwszy mu, o co chodzi, rzekł doń z rzadką w takich razach pokorą: „Wiesz, Lucjanie, że nie ma ofiary, której nie byłbym gotów spełnić dla ojczyzny, ale za stary już jestem i za mało znam obecne położenie narodowej sprawy, abym mógł wiernie ocenić, czy ta robota obróci się na pożytek czyli też na szkodę kraju. Ty więc go wyrozumiej, a co uznasz za właściwe, to na słowo twoje uczynię”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na to wezwanie starca obaj towarzysze broni wyszli do ogrodu i przez pięć godzin z rzędu roztrząsali tak dodatnią, jak i ujemną stronę sprzysiężenia. Lucjan przedstawiał, że kraj ogołocony przez wojnę, emigrację i zesłanie na Sybir z najdzielniejszych patriotów swoich potrzebuje wypoczynku i skupienia sił pozostałych, by wychować nowe pokolenie do nowych z wrogiem zapasów, co wymaga dłuższego czasu i spokoju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Gdybyśmy pozostawali pod panowaniem tureckim, a nie pod jarzmem moskiewskim – odparł Konarski – program podobny byłby jeszcze możebny, gdyż muzułmanie domagają się tylko regularnego płacenia haraczu i zewnętrznego posłuszeństwa władzom, w życie zaś rodzinne, a nawet społeczne podbitego ludu nie mieszają się wcale. Ale inaczej całkiem ma się rzecz z Moskalem. On nie poszanuje ani języka, ani wiary, a cóż mówić o zwyczajach narodowych. Czyliż nie widzisz, iż dąży on nieubłaganie do zagłady wszystkiego, co polskie, co odrębną narodowość naszą stanowi? Nie rodzice przecie, ale sam rząd wychowuje młode pokolenie, wpajając w nie najwstrętniejsze dla nas zasady. Pozostawiając przy tym wiejski lud w ciemności i poddaństwie, rozbudzają w nim tylko najniższe pożądliwości: nienawiść i chciwość, aby przepaść nieprzebytą wyryć pomiędzy ludem i szlachtą. Jeżeli z założonymi rękami czekać będziemy, nie oddziaływając przeciw tym zgubnym dążnościom, to dorastająca młodzież nie tylko straci wiarę w możebność odzyskania niepodległości, ale nie ośmieli się nawet jej zapragnąć, gdyż samo uczucie podobne wzmogłoby jeszcze prześladowanie. Patrzymy na Tatarów, co przez dwa wieki jarzmem niewoli gnietli tych samych Moskali, w co się obrócili przecie, dźwigając cierpliwie przez kilka pokoleń obce kajdany? Chceszże i nam podobny los zgotować?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Ale czyż nowa walka w obecnych okolicznościach jest możebna? Jeśliśmy ze stutysięczną niemal armią zostali pokonani, to jakże marzyć o pokonaniu wroga z garstką ruchawki?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Toteż nie o walkę orężną dziś chodzi. Nie kwitując nigdy z praw naszych do niepodległości, dopomnimy się o nie w chwili, którą roztropność nam wskaże, kiedy i naród będzie przygotowany, i stosunki polityczne innych mocarstw korzystnie się dla nas ułożą. Ale przygotowanie takie wymaga pracy i poświęcenia. Wrogowie nasi nie zaśpią sprawy, lecz wszelkich owszem dołożą starań, by lud ku nam zniechęcić; jeśli my przeto w bezczynności zadrzemiemy, to nadzieje nasze bezpowrotnie runą. Przeciw jawnej organizacji zagłady trzeba koniecznie postawić tajemną, ale nie mniej sprężystą organizację odrodzenia, gdyż inaczej ani lud z biernej obojętności swojej nigdy się nie rozbudzi, ani szlachta nie przyjdzie do poznania i zamiłowania obowiązków swoich względem kraju. Ci, co staną na czele organizacji narodowej, winni mieć jasno wytknięty plan działania i posiadać skuteczne ku dopięciu zamierzonego celu środki, że zaś w pracy zbiorowej posłuszeństwo stanowi najpotężniejszą powodzenia dźwignię, członkowie przeto owej tajemnej organizacji winni obrać naczelnika, którego wola będzie dla nich prawem, do tej zaś uległości przysięgą zobowiązać się winni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Doświadczenie nas uczy – odrzekł na to Lucjan – iż wszelkie sprzysiężenie pierwej czy później zostaje wykryte, uczestnicy zaś jego tak samo karani bywają w Rosji śmiercią, Sybirem i konfiskatą, jak ci, co zbrojne wywołują powstanie. Wciągając przeto do spisku najlepszych patriotów, znowu kwiat narodu wrogom na pastwę rzucimy bez żadnego pożytku dla kraju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Więc za nic sobie poczytujesz – odparł z zapałem Konarski – rozbudzenie ludu o życia publicznego i rozpalenie ognia miłości ojczyzny w sercach wykształconej młodzieży? Nie umiesz chyba czytać w dziejach przeszłości, bo czyż każda ich karta nie świadczy niewątpliwie, że każda brzemienna w błogie skutki idea nie wprzód owoc wydała, aż zroszona została krwią swych męczenników? Nie przeczę, że i nas też czeka rusztowanie, siejba wszakże przez nas rzucona w sercach polskich nie zaginie, z mogił zaś naszych powstaną mściciele tak liczni i potężni, że w arsenale wroga szubienic już dla nich nie stanie. Patrz na potomków naszych bohaterów, co krew za ojczyznę bez wahania przelali: jak się oni szczycą przodków swych ofiarą, jak wzrok ich pała i serce gwałtownie bije na myśl, że i od nich podobnej kraj zażąda ofiary. Spojrzyj zaś przeciwnie na oblicze syna zdrajcy: co tam prócz hańby i sromu wyczytasz? Chciałżebyś, by syn twój ze wstydem przyznać kiedyś musiał, że ojciec jego, skruszywszy pod Zamościem szablę, upadł na duchu i nic dla kraju uczynić już więcej nie chciał, odtrąciwszy obojętnie rękę, co go do wspólnej pracy wzywała?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Michalski nic już nie odrzekł, lecz ze łzą w oku rzucił się w objęcia towarzysza broni, po czym zaprowadził go do ojca i rzekł stanowczo:&lt;br /&gt;– Obowiązkiem jest naszym iść ręka w rękę z Szymonem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;www.katolik.pl&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-8248816813627643445?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/8248816813627643445'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/8248816813627643445'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/05/pamietniki-5.html' title='Pamiętniki św. Zygmunta Szczęsnego (5)'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-5164269258259066395</id><published>2011-05-28T07:38:00.001-07:00</published><updated>2011-09-02T14:07:37.956-07:00</updated><title type='text'>Pamiętniki św. Zygmunta Szczęsnego (4)</title><content type='html'>SPRZYSIĘŻENIE KONARSKIEGO (cz.1)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z powodu przygnębiających następstw narodowego ruchu w 1863 roku ujawnił się w gronie najpoważniejszych publicystów naszych nie znany dawniej kierunek potępiania wszelkich usiłowań naszych patriotów odzyskania orężem utraconej niepodległości; kierunek zaś ten zamanifestował się tak bezwzględnie, iż cofając się wstecz dziejowego prądu, potępił te nawet heroiczne wysiłki narodu, które świadcząc o jego żywotności i bezgranicznym poświęceniu, ocaliły cześć naszą zagrożoną i prawa nasze do samoistnego bytu wobec Europy zatwierdziły. Sądząc o wartości czynów z ich powodzenia, publicyści owi nie wahają się potrącić w błoto niejednego z tych bohaterów, których minione pokolenia umieściły na ołtarzu serc swoich, ku czci wieków potomnych. Wbrew powszechnie przyjętej zasadzie, iż żadna nowa ustawa wstecz nie obowiązuje, przyszli oni do wniosku, że skoro powstanie 1863 roku było politycznym błędem, to i te wszystkie ruchy, co je poprzedziły, zarówno potępienia są godne. A i więc konfederacja barska, i kościuszkowskie powstanie, i pełne chwały zapasy pod Grochowem, Wawrem i Iganiami były fatalnym tylko zamachem na dobrobyt i spokojny rozwój narodu. Rad bym wiedzieć, jak ci szermierze bezwarunkowej uległości podtrzymują swe twierdzenia wobec targnięcia się rządu rosyjskiego na zabezpieczone traktatami swobody Kurlandii i Finlandii, których mieszkańcy nie tylko nigdy się nie buntowali, lecz służyli owszem chętnie za narzędzie ucisku i wynarodowienia w stosunku do Polaków. Czemuś by i nas nie miał spotkać los podobny, gdyśmy w ich ślady wstępowali? W moim przekonaniu kwestii zachowania się naszego w stosunku do rządów zaborczych nie należy rozstrzygać ryczałtowo, lecz wypada rozdzielić ją na trzy przynajmniej kategorie; a mianowicie: kwestie prawa, kwestię czasu i kwestię środków. Co do słuszności: ani prawo przyrodzone, ani religia, ani prawo międzynarodowe, ani wreszcie tradycja dziejowa nie zabrania nam dochodzenia orężem wydartej przemocą niepodległości. Ze stanowiska przeto zasady nikt potępić nas nie może za zbrojne powstanie, jakoby za rzecz z natury swej niegodziwą. Kwestia znowu czasu i okoliczności stanowi jedynie kwestię roztropności i z tego tylko stanowiska roztrząsaną być winna; a i tu sam fakt niepowodzenia nie daje nam jeszcze prawa uznania ruchu jakiego za nierozważny, skoro względy moralne oporu zbrojnego wymagały. Łatwo np. przewiedzieć, że Kościuszko nie zwycięży, walka ta wszakże narodu przeciwko obcej przemocy była koniecznym obowiązkiem patriotyzmu i cały naród by się zhańbił, gdyby oporu tego nie spróbował. I tu więc nie samo obliczenie szans powodzenia, ale wyższe też względy zamanifestowania praw swoich i protestacji przeciw gwałtowi stanowić winny o ujęciu lub nie za oręż. Jedyne przeto pole, na którym wolno wyrokować o godziwości lub niegodziwości zbrojnego w celu odzyskania niepodległości powstania, jest [to] sposób prowadzenia walki, i pod tym też względem dziejopisarze nasi i publicyści mają nie tylko prawo, ale i obowiązek oświecać sumienie narodowe, by ustrzec patriotów od zgubnych dla ducha narodowego wybryków. Jeśli ocenienie krzywd doznanych opieramy na przeciwieństwie ich z wymaganiami Ewangelii i przyrodzonego prawa, to szanujmy sami te wymagania i odrzućmy stanowczo nie tylko środki, ale i uczucia sprzeciwiające się głosowi oświeconego i bogobojnego sumienia. Kto w toku wypadków dziejowych potrafi zawsze dopatrzyć palec Opatrzności i ufny w sprawiedliwość Bożą nie wątpi, iż każdy naród otrzyma ostatecznie to, na co postępowaniem swoim zasłużył, ten wzdrygnie się z odrazą na myśl dokonania zbrodni, chociażby to miał być jedynie środek zwalczenia większej jeszcze niegodziwości. Jeżeli który z czytelników, przebiegając te pamiętniki, nie mógł pogodzić z sobą poglądów moich na różne wypadki publiczne, na pozór rej samej natury, to spodziewam się, że te kilka uwag dopomoże mu do sprowadzenia do jedności owych sądów. Po tym wstępie przystępuję do rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po ostatecznym upadku powstania listopadowego narodowe siły polskie skupiły się w trzech głównych ogniskach, bardzo nierównych pod względem siły liczebnej, oddziaływających jednak na usposobienie narodu w odwrotnym, rzec by można, stosunku do ilościowej potęgi. Ogromna większość tych, co stali na czele ruchu i czynny brali udział, bądź w wojennych, bądź administracyjnych lub prawodawczych działaniach powstania, dobrowolnie kraj opuściła, a korzystając z gościnnego współczucia mocarstw zachodnich, schroniła się nad Sekwanę lub Tamizę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mniej liczny może, choć na tysiące dający się rachować zastęp uczestników walki narodowej, pochwycony przez ciemiężców, zesłany został w śnieżne pustynie Sybiru lub z żołnierskim karabinem na Kaukaz zagnany. W kraju pozostali tylko starcy, kobiety i dzieci ze szczupłą stosunkowo garstką lękliwej lub niedołężnej młodzieży, co nie chciała lub nie umiała przyjąć czynnego udziału w krwawych z wrogami zapasach. Z czasem przyłączył się też do nich nieliczny zastęp powstańców, którzy skorzystali z amnestii lub objęci byli kapitulacją Zamościa, poręczając bezkarność wszystkim wojskowym do składu załogi należącym. Ogromna większość wychodźstwa udała się do Francji, najznakomitsze zaś osobistości osiedliły się w Paryżu z zamiarem budzenia dla sprawy polskiej współczucia ludów i gabinetów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naród ogołocony ze swych przywódców, na których ze czcią przywykł się oglądać, wyczekiwał i teraz z ufnością dalszego od nich kierunku, gotów zastosować się do otrzymanych z Paryża wskazówek. Ów stan nienormalny rządów, poza granicami kraju przebywających, skomplikował się jeszcze przez to, iż emigracja rozpadła się niebawem na kilka wrogich sobie obozów; walka zaś między stronnictwami przeniosła się i do kraju, uzbrajając przeciw sobie najlepszych nieraz patriotów. Na właściwym miejscu postaram się obznajomić czytelników dokładniej ze stronnictwami na wychodźstwie, teraz zaznaczam tylko ów wpływ przeważny, jaki emigracja wywierała na pozostałych w kraju patriotów. Innego całkiem rodzaju było oddziaływanie Sybiraków na sprawę narodową. Trudność komunikacji z krajem z powodu olbrzymich przestrzeni i argusowego wzroku policji sprawiała, iż list od zesłańca, na który miesiącami czekać było trzeba, nic nie przynosił oprócz pospolitych szczegółów życia wygnańczego; ale ów szparag zbrudzony i zamknięty pieczęcią trzeciego wydziału cesarskiej kancelarii to święta relikwia narodowa, którą niejedna łza omyje, niejedna pierś do serca przyciśnie. Taki męczennik to chluba rodziny, to wzór do naśladowania dla młodego pokolenia. Cichy ten, ale głęboki wpływ usychających z tęsknoty, a niekiedy i z nędzy patriotów równoważył, śmiało rzec można, wpływy emigracji – z tą wszakże różnicą, że broszury paryskie działały na umysł, podczas gdy listy Sybiraków serce rozbudzały. Najsłabsze siły patriotyczne pozostały w kraju, składały się one bowiem przeważnie z niewiast i z ułaskawionych powstańców, którym nic innego dowieść nie było można, oprócz zbrojnego udziału w walce. Jeśli uwzględnimy nadto dość znaczny zastęp lękliwych patriotów i jawnych zwolenników najezdniczego rządu, to łatwo pojmiemy, że kraj zostawiony sam sobie nieprędko zdobyłby się na jaki jednolity program, zmierzający do zapewnienia lepszej przyszłości. Czuła to niecierpliwa i spragniona czynu emigracja, a poczytując się za jedyny legalny rząd rozszarpanej ojczyzny, nie wahała się z godnym wprawdzie uwielbienia poświęceniem, ale nie z mniejszą też nierozwagą pracować nad wywołaniem nowego powstania w kraju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze tego rodzaju pokuszenie miało charakter czysto militarny. Przy badaniu przyczyn upadku powstania, które przy końcu kampanii rozporządzało liczniejszą armią niż przy jej rozpoczęciu, niektórzy wyżsi oficerowie, a w ich liczbie i jenerał Chrzanowski, przyszli do przekonania, iż główną omyłką przywodców powstania było to, że zamiast walki narodowej prowadzili wojnę regularną, gdzie jedna przegrana bitwa stanowi często klęskę niepowetowaną. Utrzymywali przeto, że należało naśladować Hiszpanów, którzy rozszerzoną na cały kraj gerylasówką trzymali w szachu całą potęgę Napoleona. Jenerał Chrzanowski napisał książeczkę o wojnie partyzanckiej, która miała służyć za podręcznik dla przywódców przyszłej wojny narodowej. Odtąd partyzantka gerylasówka stała się hasłem najgorętszych na emigracji patriotów. Już w roku 1833 garstka zapaleńców pod wodzą Zaliwskiego i Dziewickiego spróbowała przedrzeć się do kraju, aby w leśnych i górzystych okolicach zorganizować oddziały partyzanckie i wznowić walkę z ciemięzcami; próba ta jednak wnet się rozbiła o surowość klimatu, brak niedostępnych kryjówek, zwłaszcza zaś o jawną obojętność włościan, którzy nigdzie nie pospieszyli z pomocą partyzantom. Uwięzienie Zaliwskiego, a stracenie na rusztowaniu Zawiszy, Wołłowicza i innych rychły położyło koniec tym rozpaczliwym pokuszeniom walki pigmejczyka z olbrzymem. Niepowodzenie to miało jednak tę dodatnią stronę, że przekonało zdrowo myślace umysły o potrzebie rozbudzenia patriotyzmu w masach niewykształconej ludności, czego dopiąć jedynie można przez zdrową oświatę i nadanie wszystkim równych praw obywaltelskich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zmieniło się więc znowu hasło patriotów, a wszystkie stronnictwa wypisały na swych sztandarach: „Praca nad ludem!” Prawda, ze pod tym względem środków różnice były tak wielkie, iż wyrodziły nie tylko antagonizm, ale i zawziętą walkę, cel wszakże niezaprzeczenie był wspólny, a to trafienie w sedno narodowej niemocy naszej stanowi niezaprzeczenie chlubę i niespożytą zasługę emigracji. Jednym z najpierwszych, co dążność tę nową w czyn wprowadzić postanowili, był Szymon Konarski, młody major z listopadowego powstania. Przekonawszy się, iż największe niebezpieczeństwo pod względem narodowym zagrażało prowincjom zabranym, gdzie po gwałtownym zniszczeniu unii ogromna większość wiejskiego ludu nawet pod względem religijnym oddana została pod bezpośredni wpływ ciemięzców, Konarski postanowił obrać za główne pole swej pracy Ruś i Litwę. Znając nadto rzeczywisty stan naszego społeczeństwa, wiedział on dobrze, iż przez szlachtę jedynie w duchu patriotycznym oddziaływać było można, a to z powodu, iż uciśniony włościanin tak mało był oświecony, że propaganda społecznych lub politycznych zasad niemożebną jeszcze w łonie jego była. Należało go naprzód przysposobić do życia publicznego przez zakładanie szkół ludowych i podniesienie dobrobytu włościan, przez uwłaszczenie, a przynjmniej wyzwolenie z tej niewoli, co przykuwając ich do gleby, czyniła ich własnością dziedzica uprawianej przez nich ziemi. Któż nie przyzna, iż na to, by z właścicieli majątków uczynić apostołów wolności i uwłaszczenia chłopów, potrzena było znaleźć w ich sercu niespożyty zapas poświęcenia, które z gorącej tylko miłości kraju wypływać mogło. Konarski, gorejąc sam od dziecka tym świętym ogniem, wedle siebie sądził też i o całej szlachcie, co przez długie wieki stanowiła jedyne ognisko życia narodowego. Jakkolwiek liczne są błędy i ciężkie winy tej klasy uprzywilejowanej, ku chlubie jej wszakże przyznać należy, iż nie zabrakło jej nigdy ducha poświęcenia, czy to o mienie, czy też o krew chodziło. Jednym i drugim szafowali oni zawsze hojnie, ilekroć uciśniona ojczyzna do ofiary zawezwała. Bielejące na polach bitew i sybirskich stepach kości bohaterów nie mniej, jak powtarzające się przy każdym powstaniu manifestacja rządu narodowego, nadające włościanom wolność i własność, niezbitym są tego dowodem. Toteż i Konarski nie zawiódł się w swoim oczekiwaniu. Nie potrzebował on sprowadzanych z emigracji emisariuszów dla głoszenia między ludem zasad demokratycznych; znalazł on gorliwszych jeszcze i całkiem bezinteresownych apostołów zbratania się z ludem wśród szlachty, która bez wahania gotowa była utracić połowę swego mienia, byle tą ceną pozyskać dla kraju miłujących ojczyznę obywateli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;www.katolik.pl&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-5164269258259066395?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/5164269258259066395'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/5164269258259066395'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/05/pamietniki-4.html' title='Pamiętniki św. Zygmunta Szczęsnego (4)'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-5105126175756790279</id><published>2011-05-28T07:37:00.001-07:00</published><updated>2011-09-02T14:06:52.144-07:00</updated><title type='text'>Pamiętniki św. Zygmunta Szczęsnego (3)</title><content type='html'>BOLESNY PRZEWRÓT W ŻYCIU RODZINNYM I NARODOWYM (cz.3)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jenerał-gubernator, nierad z tak łagodnego wyroku na Grocholskiego, zaproponował członkom wojennego sądu zaliczenie go do drugiej kategorii, co też powolni służalcy bez oporu spełnili. Na przedstawienie jenerał-gubernatora cesarz zatwierdził wydane w Kijowie wyroki, co czyniło niemożebną wszelką od wyroku apelację. Toteż na próżno Grocholscy czynili zabiegi w najwyższych sferach w Petersburgu, wszystkie te usiłowania rozbijały się o monarsze zatwierdzenie. Póki żył stary Grocholskim, dekret konfiskaty nie mógł być wykonany, ale wnet po jego zgonie rząd wszedł w posiadanie majątku, i to w sposób tak barbarzyński, że nie tylko skonfiskowano ruchomości całej rodziny, lecz gdy córka zmarłego, ze smutku i oburzenia dostawszy pomieszania zmysłów, nie chciała ustąpić ze swego pokoju, grożąc pistoletem każdemu, kto by śmiał próg gwałtem przekroczyć, policja, opanowawszy resztę gmachu, urządziła pod jej pokojem karmnik wieprzy, obok zaś szynkownię z ustawiczną wrzawą pijanego żołdactwa i wyuzdanej gawiedzi. Dopiero obłożna choroba obłąkanej dała możebność rodzinie uwolnienia jej od tego brutalnego znęcania się, wznawiającego prześladowania pierwszych wieków męczenników. Zaledwie po trzydziestu niemal latach, za panowania Aleksandra II, Leonard Szaszkiewicz, jeden ze spadkobierców Grocholskiego, zebrał konferencję najbieglejszych adwokatów w Petersburgu i stosownie do ich rady wytoczył proces jenerał-gubernatorowi i członkom sądu wojennego w Kijowie o pokrzywdzenie go na majątku przez nielegalne wydanie wyroku na Grocholskiego. Zacny minister sprawiedliwości, hr. Pahlen, zainteresował się tą sprawą, zażądał z Kijowa i Lwowa autentycznych dokumentów, a przekonawszy się o krzyczącej niesprawiedliwości sądu, przedstawił cesarzowi, że nie tylko poczucie słuszności, ale sam honor dynastii wymaga całkowitego wynagrodzenia wyrządzonej krzywdy; na co też cesarz przyzwolił, unieważniając wydany niegdyś wyrok ze wszystkimi jego następstwami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomimo szkód olbrzymich, wyrządzonych polskim obywatelom przez liczne konfiskaty majątków, rząd rosyjski mało skorzystał z tego przywłaszczenia, największa bowiem część dochodów z dóbr zabranych ugrzęzła w kieszeni administracji. Ministerium dóbr państwa nie istniało jeszcze wówczas, oddawano przeto zarząd skonfiskowanych majątków zasłużonym urzędnikom, najczęściej jenerałom, bez żadnej prawie kontroli. W pierwszej mojej młodości zdarzyło mi się poznać na Podolu dawnego rządcę majątku Jełowickich; otóż ona mi opowiadał, że gdy przybył jenerał, któremu po konfiskacie dobra te zostały powierzone, on go oprowadzał po całym gospodarstwie, sumiennie mu ukazując wszystkie zbiory i przedstawiając sperandę omłotów. Po opatrzeniu wszystkiego i wysłuchaniu sprawozdania jenerał zawezwał rządcę do swego gabinetu, a znalazłszy się z nim w cztery oczy, rzekł doń uprzejmie: „Widzę, że pan jesteś dobrym gospodarzem i uczciwym człowiekiem; toteż jeśli sobie tego życzysz, pozostawię panu i nadal zarząd tego majątku. Żebyś pan jednak na nowym stanowisku nie został skompromitowany, muszę pana ostrzec, że powinieneś być bardzo ostrożnym w wykazywaniu tego, co spodziewasz się otrzymać z majątku. Z rządem to nie to, co z właścicielem prywatnym, któremu wolno być wyrozumiałym, skoro ufa osobistemu charakterowi swego rządcy; choć mniej się otrzyma, niż obiecywała speranda, właściciel do odpowiedzialności za to nie powoła; ale biada, gdyby się to stało w stosunku do rządu. My nie możemy uwzględnić ani tego, co zjedzą myszy, ani co uschnie, ani co rozkradną; to, co raz podano na papierze, musi się koniecznie znaleźć w magazynie, inaczej bowiem rządca odpowie jako defraudator. Pan przy tym masz własne potrzeby, których ja nie mam prawa uwzględnić; a i ja też potrzebuję przecie i owsa dla koni, i ordynarii dla ludzi, rząd zaś w te drobiazgi nie wchodzi, skro sami zawczasu o nich nie pomyślimy. Wszystko więc zważywszy, radzę panu połowę tylko podawać w raportach tak zbiorów, jak i omłotów, a wówczas w deficyt nie wpadniemy, własne potrzeby zaspokoimy, a i miejscowym urzędnikom coś się przecież należy, ażeby z zazdrością w ręce nam nie patrzali”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten sam rządca opowiadał mi znowu, że w sąsiedztwie był duży majątek, należący do dwóch braci, z których jeden należał do powstania i zaliczony został do drugiej kategorii; że zaś dział między braćmi nie był jeszcze dokonany, rząd przeto naznaczył komisję do rograniczenia sched i objęcia w posiadanie schedy skonfiskowanej. Prezesem tej komisji zamianowany został jakiś jenerał, z którym właściciel nie skonfiskowanej połowy majątku wnet się porozumiał, ofiarując mu znaczną łapówkę, jeśli mu zostawi wybór schedy i poprowadzi granice wedle jego wskazówek. Gdy jednak przyszło do wykonania uczynionego przyrzeczenia, jenerał natrafił na niespodziewany opór jednego z członków komisji, który w interesie skarbu nie chciał uznać projektowanego działu za słuszny. Jenerał przyjął uczynione mu uwagi z pozorną wdzięcznością i polecił oponentowi ułożenie sched wedle swych zapatrywań, jednocześnie wszakże polecił swemu zausznikowi, aby starał się wyszukać jaką kondemnatę na zuchwałego przeciwnika. Jakoż niebawem doniesiono mu tajemnie, że przed paru miesiącami ów szermierz rzetelności objął w swe zawiadywanie rządowy magazyn zboża; gdy zaś okazało się, że w nim brakowało siedem czetwertni pszenicy, poprzedni zawiadowca pokrył ten niedostatek pieniędzmi, deficyt jednak zboża dotąd nie został jeszcze pokryty. Dowiedziawszy się o tym, jenerał zarządził wnet rewizję magazynu i za kilka brakujących czetwertni oddał pod sąd nieoględnego winowajcę; na jego zaś miejsce mianowano członkiem komisji doświadczeńszego urzędnika, który umiał być powolnym woli jenerała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myliłby się wszakże, kto by sądził, że tylko patrioci, sprzeciwiający się rządowi, ucisku i prześladowania doznawali, lojalni zaś poddani łaską i opieką monarchy cieszyć się mogli. Znane jest powszechnie wyrzeczenie cesarza o nas: „Dzielę ja Polaków – powiedział on – na dwie kategorie: jedni mi służą, drudzy walczą ze mną. Pierwszymi gardzę, drugich nienawidzę”. To, co spotkało uczestników powstania, dostatecznie maluje, w jaki sposób nienawiść się jego objawiła; jako ilustrację zaś monarszej pogardy opowiem przejścia dwóch przedstawicieli naszych historycznych rodów, którzy stosownie do osbistego charakteru próbowali szczerze zaprzysiężoną monarsze wierność zachować. Jednym z nich był książę Konstanty Lubomirski, którego powstanie listopadowe zastało w randze jenerała w czynnej służbie zostającego. Kiedy jego dywizja otrzymała rozkaz maszerować na Warszawę, książę udał się do cesarza, aby mu oświadczyć, że pozostanie wiernym swojej przysiędze i chętnie walczyć będzie pod raz obranym sztandarem, byle to nie było przeciw własnym rodakom, wśród których nie tylko przyjaciół, ale bliskich nawet krewnych by spotkał. „Poślij mię, Najjaśniejszy Panie, na Kaukaz, z rozkoszą krew przeleję w sprawie mojego monarchy, ale nie każ mi gwałcić najświętszych uczuć, które samo prawo natury uszanować każe.” Nieukontentowany cesarz odrzekł zimno, że kto chce być wiernym swemu monarsze, ten bez wyboru wszystkie rozkazy jego spełnia. „Jeśli nie chcesz być zdrajcą, udaj się niezwłocznie tam, gdzie ci rozkazałem.” Usłyszawszy to ks. Lubomirski podał się do dymisji, którą otrzymał z zaleceniem, by noga jego nie postała nigdy nie tylko u dworu, lecz i w nadnewskiej stolicy, co też aż do śmierci cesarza Mikołaja najściślej przestrzegane było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nierównie smutniejsze przejścia przebywał książę Leon Radziwiłł, ordynat klecki, który jeszcze przed powstaniem listopadowym wstąpił do gwardii i zostawszy oficerem, mianowany został fligieladiutantem cesarskim. Przebywając ustawicznie u dworu, dopatrzył się łatwo, że cesarz Mikołaj okazywał szczególne względy księżniczce Urusow, frejlinie cesarzowej. Pragnąc pozyskać przez nią drogę do łaski monarszej, młody ordynat nadskakiwał jej przy każdej zręczności, i to tak jawnie, że cały dwór spostrzegł te mniemane jego konkury. Dogadzało to bardzo widokom cesarza, który rad już był wydać księżniczkę za mąż, polecił przeto ministrowi dworu, aby miał oko na księcia Leona, a skoro ten zbliży się do księżniczki, aby go wnet o tym uwiadomił. Niedługo czekać było trzeba na okazję: tego wieczora młoda para zajęła się w jednym z salonów żywą rozmową, o czym powiadomiony cesarz wszedł tam niespodzianie, a zbliżywszy się z uprzejmym uśmiechem do rozmawiających, połączył ich ręce i rzekł stanowczym głosem:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Cieszę się bardzo, żeście sobie do serca przypadli; było to właśnie moim życzeniem, niech was Bóg na wspólną drogę życia błogosławi.&lt;br /&gt;Przy tak nieprzewidzianym obrocie sprawy ks. Leon pospieszył do swego towarzysza broni, księcia Eustachego Sapiehy, który był także fligieladiutantem cesarskim, zapytując, co mu w tak trudnym położeniu uczynić wypada.&lt;br /&gt;– Wyjedź natychmiast za granicę – odrzekł bez wahania szlachetny kolega – i wówczas dopiero powróć, kiedy księżniczkę za mąż wydadzą.&lt;br /&gt;– Tak postępując – tłumaczył się mimowolny narzeczony – narażę się na gniew cesarza i na nieobliczalne jego następstwa.&lt;br /&gt;– Jeśli dbasz jedynie o łaski cesarskie – odparł z pogardą Sapieha – to się żeń; ale ci przepowiadam, że następstwa tego kroku falniejsze dla ciebie będą niż najzawziętsza zesmta obrażonego despoty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słaby i niedaleko widzący ordynat uległ pokusie i pojął carską faworytę, ktora w szczodrobliwości swego wszechwładnego opiekuna przyniosła miężowi jako wiano wywłaszczenie licznej rzeszy obywateli, którzy przez wiele częstokroć pokoleń trzymali prawem zastawnym folwarki radziwiłłowskie. Ukaz cesarski, opierając się na nietykalności majątków ordynackich, nakazywał wyrzucić ówczesnych posiadaczy dóbr zastawnych, wzywając ich jednocześnie do zdania kalkulacji z pobieranych dawniej dochodów, że zaś ustanowiona w tym celu rządowa komisja otrzymała rozkaz mieć na względzie jedynie interesa ordynackie, za szczęśliwego przeto mógł się poczytywać każdy, kogo z kwitkiem wyprawili, nie wymagając zwrotu przebranego rzekomo z dochodów zastawnego kapitału. Smutną historię tego ożenienia słyszałem z własnych ust księcia Eustachego Sapiehy w Paryżu 1849 roku; fakt zresztą powszechnie był znany. W zdumiewający też sposób ziścił się fatalny horoskop, ukazany ordynatowi przed ślubem przez zacnego towarzysza broni. Ks. Leon wstępował dość szybko po szczeblach hierarchii wojskowej i był już jenerałem-adiutantem w chwili ukończenia węgierskiej kampanii. Pragnąć wyzyskać przeważne stanowisko swe w środkowej Europie, cesarz Mikołaj postanowił skłonić sułtana do wydania mu polskich jenerałów, którzy schronili się na tureckie terytorium z resztą legionów – tych zwłaszcza, co jak Bem, Dembiński, Zamoyski i Wysocki brali udział w listopadowym powstaniu i zaocznie na śmierć zostali skazani. Kiedy przyszło mianować carskiego pełnomocnika, który by się o to wydanie najznakomitszych polskich patriotów upominał, wybór cesarza padł na Radziwiłła – tak mu się ta myśl podobała, że przedstawiciel jednej z najznakomitszych naszych rodzin powiedzie rodaków swoich na rusztowanie. Sama nawet księżna Leonowa, jakkolwiek Moskiewka, tak była oburzona tą niecną misją, że z rozpaczą niemal przeciw temu protestowała. Ordynat wszakże tak nisko upadł już moralnie, że bez wstrętu i wahania podjął się tak poniżającego posłannictwa. W Konstantynopolu jednak nie tylko nic nie wskórał, lecz z tak jawną pogardą traktowany był przez ambasadorów mocarstw zachodnich, iż żaden ręki podać mu nie chciał. Nie na tym wszakże kończy się upośledzenie i wyzyskiwanie Radziwiłła. Już za panowania Aleksandra II cesarz, pragnąc nabyć dla jednego ze swych braci dobra jakie w zabranym kraju, zwrócił uwagę na Borysowszczyznę w mińskiej guberni, będącą własnością ordynata kleckiego. Dowiedziawszy się, że na tym majątku ciążą znaczne zaległości skarbowe, monarcha zapytał dość surowo swego jenerała-adiutanta, jaka była tego przyczyna. Gdy zaś książę tłumaczył się, że ziemia zbyt mało daje tam dochodu, cesarz rzekł krótko: „To ją sprzedaj”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Trudno o kupca – ciągnął dalej książę.&lt;br /&gt;– Masz nabywcę we mnie. Jutro ci przyślę mego pełnomocnika – powiedział żegnając go cesarz i wkrótce kupno zostało dokonane.&lt;br /&gt;Tak to oddawszy się na bezwarunkową służbę ciemiężcy, Leon Radziwiłł zhańbiony i wyzuty ze znacznej części mienia, kończy na obczyźnie nędzny żywot, okryty wzgardą zarówno swoich, jak obcych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;www.katolik.pl&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-5105126175756790279?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/5105126175756790279'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/5105126175756790279'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/05/pamietniki-3.html' title='Pamiętniki św. Zygmunta Szczęsnego (3)'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-2821940224442839571</id><published>2011-05-28T07:35:00.001-07:00</published><updated>2011-09-02T14:07:12.331-07:00</updated><title type='text'>Pamiętniki św. Zygmunta Szczęsnego (2)</title><content type='html'>BOLESNY PRZEWRÓT W ŻYCIU RODZINNYM I NARODOWYM (cz.2)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po zgodnie czcigodnego arcybiskupa Cieciszewskiego i zamianowaniu Piwnickiego biskupem łucko-żytomierskim należało wyszukać nową osobistość do przeprowadzenia zamiarów rządowych. Kapituła mohylewska, korzystając z przysługującego jej prawa, obrała administratorem archidiecezji ks. prałata Szczyta, z możnego rodu i wielkiej świątobiwości kapłana. Odebrawszy wykształcenie duchowne w Rzymie, w Collegium Nobilum, miał on szczęście kolegować tam z księdzem Mauro Cappellari, późniejszym papieżem Grzegorzem XVI, który poznawszy go bliżej i należycie oceniwszy, rad by go bardzo widział na stolicy metropolitalnej w Rosji. Toteż gdy kapituła mohylewska powierzyła mu tymczasowe rządy archidiecezji, Ojciec Święty nalegał na gabinet petersburski, by zgodził się na zamianowanie go metropolitą. Cesarz Mikołaj, doznawszy wiele uprzejmości od Stolicy Apostolskiej z powodu powstania listopadowego, chętnie by dogodził papieżowi, potrzebował jednak że przekonać się, czy kandydat rzymski nie zechce pokrzyżować jego antykatolickich zamiarów. Nie dowierzając w tak ważnej sprawie sprawozdaniom swoich urzędników, postanowił zbadać go osobiście i w tym celu zawezwał go do stolicy. Na długim osobnym posłuchaniu otoczył młodego prałata całym czarem monarszej uprzejmości; przechadzając się z nim pod ramię po swym gabinecie, potrącał co chwila o jakąś niezmiernej wagi kwestię kościelną, w której pragnął wybadać jego zdanie. Gdy jednak prałat Szczyt stanowczo odmówił zabronienia księżom obrządku łacińskiego administrowania unitom św. Sakramentów, oddawania na cerkwie kościołów, kasowania klasztorów i zamykania nowicjatów, cesarz polecił ministrowi spraw wewnętrznych, aby wysłał ks. Szczyta na zwiedzenie kościołów katolickich na wschodzie Rosji położonych – z rozkazem, aby w Saratowie oczekiwał dalszych rozkazów. Spełniwszy to polecenie, prałat Szczyt czekał lat trzydzieści na owe rozkazy i dopiero za panowania Aleksandra II zgrzybiałym już starcem wrócił w rodzinne progi, by kości swe złożyć na ukochanej Białorusi. Pozbywszy się tym sposobem najniebezpieczniejszego przeciwnika, cesarz przedstawił do Rzymu na metropolitę biskupa Pawłowskiego, sufragana kamienieckiego, na diecezjalnych zaś biskupów: Rawę, Łaskiego i kogoś trzeciego tej samej wartości; wszystkich też czterech Stolica Apostolska odrzuciła. Gdy wiadomość o tym przyszła do Petersburga, cesarz wezwał wszystkich upadłych nominatów i oświadczywszy im, iż zostali przez papieża przyjęci, dodał, iż bulle wprawdzie jednak nie nadeszły jeszcze, mogli już wszakże przystąpić do konsekracji. Na to odrzekł Pawłowski, człowiek słaby, ale nie przewrotny:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;– Najjaśniejszy Panie! Przestalibyśmy być biskupami katolickimi, gdybyśmy się ośmielili przystąpić do konsekracji bez bulli papieskiej.&lt;br /&gt;– Jeśli tak, to będziemy czekać – powiedział niezadowolony cesarz i pożegnał zimno prałatów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być to może najniebezpieczniejszy zamach na katolicką wierność naszego Kościoła; gdyby albowiem rządowi nominaci nie oparli się pokusie, odszczepieństwo jansenistów powtórzyłoby się u nas. O godnym zachowaniu się Pawłowskiego nie zaniechano zawiadomić Stolicę Apostolską, która przyzwoliła na udzielenie mu paliusza, innych zaś kandydatów stanowczo odrzuciła. Jakkolwiek jednak Pawłowski nie działał ze świadomością na zgubę Kościoła, rządy jego wszakże niepowetowane wyrządziły szkody; słabość bowiem jego charakteru przed każdym ustępowała naciskiem, przeciwnikiem zaś, z którym na każdym kroku walkę staczać musiał, był równie przebiegły jak energiczny dyrektor obcych wyznań, Skrypicyn. Pod jego natarczywym naciskiem Kolegium wydawało coraz bezecniejsze ukazy, rujnujące z gruntu wszystkie katolickie instytucje, zwłaszcza zaś życie zakonne. Postępując z istnie bizantyjską chytrością, rząd rosyjski tak umiał zawsze ukryć własne szpony, iż zdawało się na pozór, że nieszczęsna ofiara sama się rozszarpywała. Ilekroć papież, ostrzeżony o popełnianych na Kościele gwałtach, upominał się o pokrzywdzone owieczki, wnet posel carski przedstawiał mu rozporządzenie Kolegium podpisane przez arcybiskupa, nakazujące spełnienie owego bezprawia. Nie brakło też i złośliwego urągania w tej podstępnej przeciw Kościołowi walce. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy w najwyższych sferach postanowiono zabrać na skarb majątki duchowne, sługom zaś ołtarza skromną natomiast naznaczyć pensję, minister spraw wewnętrznych, nie zdradzając prawdziwego zamiaru rządu, kazał rozpuścić wiadomość, że dobra duchowne wysoko opodatkowane będą. Skoro wieść taka obiegła wszystkie katolickie diecezje, konsystorze otrzymały urzędowe wezwanie, by przedstawiły ministrowi dokładny wykaz nieruchomych dóbr kościelnych z wyszczególnieniem otrzymywanego z nich dochodu. Biskupem łucko-żytomierskim, do którego jurysdykcji i Kijów też należał, był wspomniany już nieraz Piwnicki, jeden z najusłużniejszych rządowych pasterzy, obsypany orderami za wyświadczone wrogom Kościoła usługi. Otrzymawszy od ministra zapytanie co do majątków duchownych i nie wątpiąc, że chodzi o ich opodatkowanie, Piwnicki podał cały dochód z dóbr biskupich na dwadzieścia tysięcy złotych, podczas gdy rzeczywiście przechodził on dwakroć sto tysięcy. Ale jakże bolesnego doznał rozczarowania, gdy w odpowiedzi na swe podanie otrzymał reskrypt monarszy, w którym Najjaśniejszy Pan, wynurzywszy swe zadowolenie z rządów godnego naśladowania pasterza, dziwi się, iż tak mało za trudy swe jest wynagrodzony. Postanawia przeto w drodze łaski, aby na przyszłość podwoić pensję biskupa, podnosząc ją do czterdziestu tysięcy złotych, uwalniając go przy tym od ambarasu mozolnej administracji dóbr biskupich. Uwikłany we własne sieci niesumienny pasterz musiał jeszcze dziękować jak za dobrodziejstwo za ową apoliację, która mu wydzierała przynajmnniej cztery piąte pobieranego dochodu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z ruin, jakie owa burza prześladowania nrodowo-religijnego pozostawiła na Wołyniu, wspomnę tylko o tych, na ktore własnymi patrzyłem oczyma jako najbliższe Wojutyna. We wsi Białymstoku zabrano piękny klasztor bazylianów – i kościół, gdzie tyle razy chodziliśmy piechotą na Mszę świętą, na schizmatycką cerkiew obrócono; zakonników zaś wszystkich z których żaden wiary katolickiej nie odstąpił, na wygnanie skazano. Po skonfiskowaniu Boremla, własności Michała Czackiego, szcząc się za straty w bitwie z Dwernickim poniesione, Moskale skazali na ruinę wspaniały pałac, gdzie polski jenerał ze sztabem swoim dni kilka przepędził; kościół zaś ocalony niegdyś przez dzielny hufiec kozaczek na cerkiew obrócony został. Proboszczem horemelskim był wówczas świątobliwy ks. Zawadzki, którego przenieśli do Łysina, gdzie długie jeszcze lata pobożnością i gorliwością swoją wiernych budował, otrzymawszy przy tym w nagrodę cnót swoich od Łaskawego Pana, któremu tak wiernie służył, łaskę uzdrawiania najcięższych nieraz chorób, skoro udający się doń z wiarą i serdeczną skruchą przystępowali. Ponieważ nie zważając na urzędowe zabronienie, udzielał on pomocy duchownej garnącym się doń unitom, uważanym oficjalnie za prawosławnych, wywieziono go przeto do Żytomierza i stawiono przed komisją śledczą, która by niechybnie wysłała go na Sybir, gdyby go nie był ocalił przeważny jeszcze wówczas wpływ senatora Ilińskiego, niegdyś przyjaciela cesarza Pawła, który zaręczył, iż na postępowanie ks. Zawadzkiego żadne polityczne względy wpływu nie miały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Łucku, zwanym niegdyś małym Rzymem z powodu licznych świątyń i klasztorów, za mojej jeszcze pamięci było dziewięć w kwitnącym stanie zakonnych i świeckich zgromadzeń, z których każde miało swój własny kościół, a mianowicie: trynitarze, karmelici, bonifratrzy, dominikanie, bernardyni, bazylianie, brygidki, siostry miłosierdzia, wreszcie katedra z biskupem diecezjalnym i sufraganem, kapitułą, konsystorzem i seminarium. Powoli wskutek rozmaitego rodzaju prześladowań w pustkę zamieniały się te przybytki chwały Bożej, tak że pozostał tylko kościół katedralny i to bez biskupa, kapituły i seminarium, gdyż wszystko to przeniesione zostało do Żytomierza. Żeby zaś ze zmianą okoliczności nie wznowiła się kiedy dawna świetność katolickiego Łucka, sprzedano Żydom ruiny, pod warunkiem rozebrania ich w ciągu roku, tak że dziś nic już nie świadczy, że ów gród starożytny był przez długie wieki stolicą województwa i jednej z najobszerniejszych diecezji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakkolwiek wszakże najcięższe ciosy wymierzone zostały przez rząd zaborczy na Kościół katolicki, nie poprzestano atoli na spoliacji dóbr duchownych; skonfiskowano owszem majątki tych wszystkich ziemskich właścicieli, którzy w jakikolwiek sposób przyjęli udział w postaniu. Oprócz olbrzymich fortun książąt Czartoryskich i Sapiehów, równających się obszarem niejednemu państwu niepodległemu, ileż to prawdziwie jeszcze magnackich majątków w ręce rządu przeszło! Przy konfiskowaniu dóbr duchownych na zapytanie ministra, co począć z legatami, do których nabożeństwa lub inne zobowiązanie dołączone były – cesarz Mikołaj odpowiedział krótko: „Nie krępować się warunkami”; tj. zabrać fundusze, nie troszcząc się o to, czy warunki będą wypełnione.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tę samą zasadę zastosowano i do majątków prywatnych. Karol Brzozowski, zapisując na Liceum Krzemienieckie czterdzieści tysięcy złotych, zastrzegeł wyraźnie, że w razie skasowania liceum lub przeniesienia go w inne miejsce fundusz ten winien wrócić do ofiarodawcy lub jego spadkobierców. Gdy jednak przewidziana katastrofa nastąpiła, a sam żyjący jeszcze legator upomniał się o zwrot kapitału, rząd odpowiedział, że fundusze te obrócone zostały na cele edukacyjne, nie ma więc powodu zwracać ich w ręce prywatne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeden z dzierżawców ks. Adama Czartoryskiego składał przez długie lata wszystkie oszczędności swoje w jego kasie. Wygnany z dzierżawy po konfiskacie majątku księcia dopomniał się o zwrot swej należności. Nowy zarząd zwłoczył lat kilka z odpowiedzią, utrzymując, że nie przyszła jeszcze kolej na rozpatrzenie jego pretensji. Kiedy nareszcie wezwano go do komisji likwidacyjnej, były dzierżawca przyszedł już był do takiej nędzy, że przybył pieszo w chodakach i chłopskiej sukmanie. Spojrzawszy nań prezydujący jenerał nie raczył nawet rozpatrzyć jego sprawy, lecz wygnał go jako oszusta na tej podstawie, że niepodobna, aby tak nędznie odziany człowiek mógł złożyć w kasie książęcej z górą sto tysięcy złotych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Panna Hortensja Jelowicka wyszła za Piotra Sobańskiego. Po skonfiskowaniu majątku ojca, kiedy dopominała się o posag, otrzymała odpowiedź, że mając bogatego męża, nie potrzebuje posagu. Lecz najbardziej krzyczącą niesprawiedliwość popełniono w stosunku do Grocholskiego, właściciela Sudyłkowa na Wołyniu, do którego kijowski jenerał-gubernator miał osobistą nienawiść; syn tego Grocholskiego, ożeniony już i osiedlony w Galicji, przybył do ojca na krótko przed wybuchem listopadowego powstania i wedle ówczesnych przepisów policyjnych odesłał swój paszport do Żytomierza. Na wiosnę, kiedy grom dział pod Grochowem rozbudził serca wszystkich patriotów, tak iż na ostatnich nawet kresach zabranego kraju poczęto się gotować do walki o niepodległość, młody Grocholski uznał za właściwe wrócić do Galicji, a nie mogąc się doczekać zwrotu paszportu z Żytomierza, puścił się niezwłocznie własnymi końmi do Husiatyna, gdzie miał znajomych na celnej komorze. W drodze ku granicy spotkał formujący się oddział powstańców, którzy zabrali mu konie, tak iż dalszą podróż najętymi odbyć był zmuszony. Po uśmierzeniu powstania, kiedy ustanowiona w Kijowie komisja śledcza wyszukiwała winnych na Wołyniu, Podolu i Ukrainie, przyjmując za dowod uczestnictwa bezimienne nawet oskrażenia, pop sudyłkowski przez osobistą niechęć do Grocholskich zaskarżył młodego dziedzica, że oddał powstańcom swe konie. Dokonane na miejscu śledztwo nie wykryło nic stanowczego, z dwóch bowiem naocznych świadków jeden utrzymywał, że Grocholski zaofiarował swe konie dobrowolnie, drugi zaś twierdził, że mu je gwałtem zabrano. Dla wyjaśnienia tej wątpliwości komisja śledcza zawezwała oskarżonego do Kojowa, gdy zaś ten przedstawił legalizowany w konsulacie rosyjskim wyrok władz miejscjowych, wzbraniający Grocholskiemu wydalenia się za granicę z powodu roztrząsanej w trybunale jego sprawy, komisja zaliczyła go do trzeciej kategorii uczestników, na których ciąży tylko podejrzenie sympatyzowania z buntem. Skoro komisja śledcza, ukończywszy swe działanie, wręczyła akta zebrane sądowi wojennemu, ten zaś na pierwszą kategorię winowajców wydał dekret śmiwerci, na drugą wywiezienie na Sybir z konfiskatą majątków, na trzecią zaś pozostawienie tylko pod nadzorem policji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;www.katolik.pl&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-2821940224442839571?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/2821940224442839571'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/2821940224442839571'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/05/pamietniki-2.html' title='Pamiętniki św. Zygmunta Szczęsnego (2)'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-6337681031894355530</id><published>2011-05-28T07:34:00.001-07:00</published><updated>2011-09-02T14:06:00.595-07:00</updated><title type='text'>Pamiętniki św. Zygmuta Szczęsnego (1)</title><content type='html'>BOLESNY PRZEWRÓT W ŻYCIU RODZINNYM I NARODOWYM (cz.1)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przejścia mojej rodziny, spowodowane powstaniem listopadowym, opisałem już w życiu siostry mej Pauliny, nie będę ich przeto powtarzać, ograniczając się do przytoczenia kilku najważniejszych wypadków, niezbędnych do całości opowiadania. Na wieść o ustąpieniu wielkiego księcia Konstantego z Warszawy i o rozpoczęciu wojny narodowej wszystkie szkoły polskie na Litwie i Rusi zostały zamknięte, a uczniowie do rodziców wyprawieni; i ja przeto z bratem wróciłem do Wojutyna. Ojciec, z podkopanym już zdrowiem, bawił wówczas w Żytomierzu, zajęty swym urzędowaniem, na próżno kołacząc o urlop, matka więc z sześciorgiem dzieci sama radzić sobie musiała. Do nas dwóch starszych, nie chcąc, abyśmy się rozpróżnowali, przyjęła guwernera z Liceum Krzemienieckiego, niejakiego Budziłowicza; po wkroczeniu jednak Dwernickiego na Wołyń, gdy młody nasz mentor pospieszył pod sztandary narodowe, pozostaliśmy znowu bez męskiej opieki. Po świetnej bitwie pod Boremlem, kiedy zagrożony otoczeniem zewsząd przez przeważne siły nieprzyjacielskie Dwernicki zmuszony się widział ustąpić do Galicji, uwolnione od groźnego przeciwnika żołdactwo moskiewskie rozsypało się po całej okolicy, rabując i niszcząc napotkane po drodze szlacheckie dwory. Kiedy i Wojutyn nawiedziła plaga, matka moja, ostrzeżona w porę, zdołała schronić się z dziećmi w gęstych zaroślach ogrodu; nie chcąc jednak narażać się na ponowne napady, wyjechała z nami do Zboroszowa, a gdy i tam bezpieczeństwa nie znalazła, schroniła się do Galicji, gdzie aż do później jesieni pozostała. Nadjechał też i ojciec, uwolniwszy się wreszcie od urzędowania, ale zdrowie jego już tak było zagrożone, że obległ niebawem i po ciężkich cierpieniach w początku 1833 roku życie zakończył. Po tak ciężkiej stracie matka, zbolała i przygnębiona coraz to nowymi klęskami na kraj spadającymi, w przywiązaniu tylko do osieroconych dzieci i uczuciu obowiązku czerpała siłę do stawienia czoła tak trudnym okolicznościom. Najcięższą jej troskę stanowiło wychowanie dzieci, zwłaszcza synów, w całkiem odmiennych, niżby serce pragnęło, warunkach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wnet po uśmierzeniu powstania rząd rosyjski rozpoczął bezwzględną zagładę wszystkich żywiołów narodowych, zaliczając do ich rzędu nawet i katolicyzm. Odjęto prowincjom zabranym Statut Litewski, zamieniając go Swodem Zakonow; wygnano ze szkół i ze wszystkich jurysdykcji język polski, wprowadzając natomiast rosyjski. Całkiem zamknięto Uniwersytet Warszawski i Liceum Krzemienieckie, przenosząc fundusze tego ostatniego i z takim trudem zgromadzone przez Tadeusza Czackiego księgozbiory i muzea. W Uniwersytecie Wileńskim pozostawiono tylko fakultet medyczny pod nazwą Akademii Medycznej, w której wykłady pozostawiono w języku łacińskim. Fakultet teologiczny przekształcono na Akademię Duchowną, którą w kilka lat później przeniesiono do Petersburga. We wszystkich gimnazjach i szkołach powiatowych wprowadzono język wykładowy rosyjski; że zaś nie znalazło się dość nauczycieli tej narodowości do obsadzenia nimi wszystkich katedr, pozostawiono więc do czasu tych Polaków, którzy się zobowiązali wykładać w języku urzędowym, poprzestając na przysłaniu do każdej szkoły dyrektora, inspektora i nauczycieli języka rosyjskiego, geografiii historii z głębi caratu. Żadne podobno miast nie zostało z taką zawziętością zgnębione jak Krzemieniec. Nie zostawiono tam nawet szkoły powiatowej; gmach licealny oddano na schizmatyckie seminarium, z trzech zaś kościołów: licealnego, bernardyńskiego i bazyliańskiego, nie pozostawiono ani jednego: wszystkie na cerkwie obrócono! Z grona profesorów licealnych wielu usunęło się zupełnie od publicznej służby, kilku – między którymi Jakubowiecz i Daniłowicz, zaszczytnie znani w świecie naukowym – rozrzucono po uniwersytetach rosyjskich, z pozostałych zaś, których konieczność materialna zmuszała do przyjęcia wymaganych przez rząd warunków, złożono koszlawe grono nauczycieli gimnazjalnych pod wodzą kilku rodowitych Moskali i powierzono im nowo założone gimnazjum w Łucku, które pomieszczono w klasztorze wygnanych z Łucka sióstr miłosierdzia. Przy obsadzaniu katedr tak mało zważano na specjalne wykształcenie, że wykład łaciny powierzono Dionizowi Jakutowiczowi, znanemu przyrodnikowi, który nigdy może przedtem ani Cycerona, ani Wergiliusza w ręku nie trzymał. Nasłani znowu z głębi Rosji nauczyciele, po większej części popowicze, z powodu nieokrzesanego grubiaństwa swego i niedostatecznego wykształcenia naukowego nie mieli żadnego moralnego wpływu, a raczej wpływ ich był całkiem ujemny, pobudzający z jednej strony do nienawiści przeciwko obcym żywiołom, z drugiej zaś zachęcający młodzież do płatania coraz to nowych a najczęściej złośliwych figlów nielubionym przybyszom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy na żądanie umierającego ojca matka moja umieściła mię w Łucku, miałem wówczas zaledwie lat dziesieć, przylgnąłem jednak całym sercem do grona starszych kolegów, prowadzących zaciętą wojnę z moskiewskim żywiołem. Nikt nie podpatruje tak trafnie najskrytszych wad przełożonych jak młodzież, co obcując z nimi ustawicznie, z najdrobniejszego objawu wnęt odgadnie grunt charakgeru. Inspektor Naumenko, który objął karedrę rosyjskiej literatury, wyobraził sobie, że na życie jego czyhają i lękał się własnego cienia. Spostrzegłszy to uczniowie podłożyli cztery pukawki strzelające pod nogi krzesła, na którym w klasie siadywał; gdy zaś te z trzaskiem pod ciężarem jego pękły, tak się przestraszył, że upadł na ziemię prawie bezprzytomny i długo słowa przemówić nie był w stanie. Nauczyciel znowu historii i geografii Popow czuł nieprzepartą skłonność do kieliszka, tak że zaledwie z lekcji wracał do swego mieszkania, wnet wołał na służącego, z Rosji też przywiezionego: „Wańka! Zakuska i wodka!”, po czym zjawiał się Wańka z butelką w jednym ręku, a z kwaśnymi ogórkami w drugim. Podsłuchawszy to po kilkakroć na dzień powtarzające się wołanie Popowa, jeden z najsprytniejszych malców, doskonale naśladujący głos nauczyciela, wyłaził na dach wnet po lekcji i w chwili, gdy Popow wchodził na próg swego mieszkania, krzyczał przez komin: „Wańka! Zakuska i wodka!” Wściekał się nauczyciel i wysyłał pogoń za szubrawcem, nim jednak ciężki Wańska na dach się wgramolił, zwinny malec już dawno w bezpiecznej był kryjówce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łatwo odgadnąć, że wpływ takich apostołów rusyfikacji był całkiem chybiony, tak że młodzież coraz to większego wstrętu do moskiewszczyzny nabierała. Patriotyzm był gorący i ogólny, zasadzał się jednak wyłącznie na nienawiści zaborców i na gotowości stoczenia z nimi ponownej orężnej walki, o pracy zaś nad odrodzeniem narodowym nikomu się jeszcze nie śniło. Ulubioną zabawą uczniów było rozdzielenie się na dwa obozy, przedstawiające Polaków i Moskali, i stoczenie bitwy, w której Polacy zawsze byli górą, gdyż obie strony zarówno się o to starały. Najtrudniej było wyszukać wodza dla Moskali, kończyło się też zawsze na jednym, co się tego chętnie podejmował, niejakim Brzeźniakiewiczu, synu księdza unickiego, który brak zdolności zastąpić usiłował podlizywaniem się szkolnej władzy. Na jednej z przechadzek, odbytych za miastem, młodzież bawiła się w ulubioną wojnę, polskie hufce pod wodzą szóstoklasisty Mrozowskiego, moskiewskie zaś owego Brzeźniakiewicza; gdy więc jak zwykle walka skończyła się całkowitym pogromem Moskali, którzy wszyscy utracili czapki, co było znakiem wzięcia do niewoli, rozochocona zwycięstwem wiara zapragnęła zamanifestować tryumf swój powieszeniem nieprzyjacielskiego woda. Opasano przeto Brzeźniakiewicza sznurami pod pachami i przy hucznych okrzykach: „Zdrajcy na szubienicę!” wywindowało go na gałąź. Niedaleko od placu boju przechodził gościniec a los fatalny tak zrządził, że w chwili wykonania haniebnego wyroku przejeżdżał tamtędy jakiś rosyjski pułkownik, który usłyszawszy niezwykłe wrzaski, wysiadł z powozu i zbiżył się do rozswawolonej młodzieży. Na próżno nauczyciel Polka, obecny zabawie, tłumaczył mu, że to żart niewinny, nie mający żadnego politycznego znaczenia, na skargę pułkownika gubernator zarządził surowe śledztwo, skutkiem którego nauczyciel stracił miejsce, Mrozowski skazany został na sołdaty, uczniowie zaś, co wzięli udział w wieszaniu, poszli na dwa tygodnie do aresztu. Jeden Brzeźniakiewicz wyrósł w oczach naszych cywilizatorów na bohatera i był w szczególny sposób przez nich protegowany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O ile jednak praca nad zjednaniem młodzieży dla idei rządowych okazała się bezowocną, o tyle mniej świadomie działający pierwiastek rozkładowy moskiewski odziaływał skutecznie na skażenie moralności uczniów. W pierwszym już roku szkolnej reformy zagnieździły się między uczniami takie nadużycia, o jakich w dawnych szkołach pojęcia nawet nie miano. Polski system edukacyjny, czy to w świeckich, czy w duchownych szkołach, pod względem moralności zależał na zbliżeniu, o ile możności, wychowania publicznego do normy życia rodzinnego. Między nauczycielem i uczniem zawiązywał się stosunek tak serdeczny, jak między ojcem i synem: wszyscy przełożeni tak szczerze interesowali się swymi wychowańcami, jak gdyby istotnie najbliższe węzły krwi ich łączyły. Nauczyciele nawiedzali codziennie mieszkania uczniów, śledzili za ich zajęciami, dopomagali im w naukowych pracach, kontrolowali towarzyskie ich stosunki, starając się w porę zapobiec każdemu niebezpieczeństwu, uratować od grożącego zgorszenia, niezwłocznie przy tym wydalając niepoprawnych. Suzdalska przeciwnie metoda zależała na zupełnym nietroszczeniu się o stan sumienia dzieci, o ich stosunek do Boga i bliźniego, byle zachowanie się ich względem rządu było nienaganne. Pijaństwo, rozpusta, hulatyka były więcej niż tolerowane między młodzieżą; zachęcano niemal do tego rodzaju wybryków w przekonaniu, iż najskuteczniej odwracają one od patriotycznych knowan. Zwichnięty też kierunek naukowych wykładów i całkowite wyłączenie języka polskiego z liczby obowiązujących przedmiotów cofnęły niezmiernie i pod względem wykształcenia umysłowego młode pokolenie w porównaniu ze starszym, kształconym w Wilnie i Krzemieńcu. Jeśli więc nie udał się rządowi moskiewski prozelityzm, to ruina uczciwych między młodzieżą obyczajów w znacznej części się powiodła. Pod względem narodowości uczniów w prowincjach zabranych, ta była ryczałtowo polska. W łuckim np. gimnazjum na trzystu uczniów było dwóch tylko prawosławnych i obaj byli Małorosy, synowie osiadłych dawno nad Styrem właścicieli ziemskich, nie tylko umiejących dobrze po polsku, ale używających tego języka nawet w kółku domowym. Kiedy pod dwóch latach gimnazjum dla szczupłości pomieszczenia przeniesione zostało do Klewania, liczba Polaków wzrosła wnet do pięciuset, prawosławni zaś ciż sami dwaj pozostali, bratając się szczerze z żywiołem miejscowym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lecz nie na tym koniec owego niszczącego wszystko, co polskie, wandalizmu. Wiedział rząd dobrze, iż póki wiarą swoją Polacy stoją na Piotrowej opice, asymilacja ich i całkowite pochłonienie jest niemożebne; toteż jednocześnie z narodowym poczęło się i prześladowanie religijne; pierwszą zaś na tym polu ofiarą pali w połowie już zniszczeni przez Katarzynę II unici. Nie będę tu powtarzał okropnych, a tak powszechnie znanych już dzisiaj dziejów owego machiawelstwa, gdzie zdrada nielicznych apostołów podała rękę bezczelnej tyranii; przytoczę tylko kilka drugorzędnych z walki tej epizodów, które dziecinną wyobraźnię moją uderzyły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy bazylianie poczajowscy bez względu na groźby i obietnice prześladowców odmówili stganoowczo przejścia na prawosławie, z rozkazu rządu rozesłano wiernych zakonników po różnych klasztorach schizmatyckich w głębi Rosji, na ich zaś miejsce sprowadzono do Poczajowa liczny zastęp mnichów moskiewskich pod wodzą znanego z fanatycznej nienawiści do Rzymu archimandryty. Zaldwie to mrowie czerńcow rozgościło się w klasztorze, wnec nocne widma poczęły straszyć uzurpatorów, wyprawiając wrzaski po korytarzach i zjawiając się w celach. Przerażenie było wielkie wśród zabobonnej gawiedzi, ale archimandryta gromił zlęknionych, przypisując owe zjawiska bujnej ich wyobraźni. Niedługo jednak czekał na przekonanie się o rzeczywistości strachów. Pewnej nocy, gdy snem głębokim usnął w zamkniętej z wewnątrz celi, zbudził się nagle, usłyszawszy niezwykły jakiś łoskot około swego łóżka. Otworzywszy oczy, spostrzegł przy świetle księżyca, tuż przy sobie, wyniosłą jakąś postać w polskim stroju, z karabelą u boku, trupio bladą, która doń w te słowa grobowym przemówiła głosem:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jestem Potocki, starosta kaniowski, fundator tej świątyni, w której i prochy moje spoczywają. Ostrzegam was, abyście się co rychlej stąd wynosili, bo ja nie zniosę nieproszonych przybyszów i jeśli do trzech dni nie opuścicie tych murów, to klnę się, że noga żywa z was tu nie pozostanie. Na dowód zaś, że ja tu byłem we własnej osobie, zostawiam ci but mój, w którym mię pochowano”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To rzekłszy, zdjął z nogi but safianowy i cisnął nim w twarz mnicha tak silnie, że go aż krew oblała; po czym wyszedł spokojnie z celi. Ochłonąwszy z przestrachu, archimandryta zwołał wszystkich mnichów i całą służbę i kazał przetrząść klasztor, cerkiew i podziemia, by odszukać sprawcę tego dziwnego napadu. Przy najściślejszym jednak poszukiwaniu żadnej obcej osoby nie znaleziono, w sklepach tylko grobowych spostrzeżono, iż wieko trumny starosty kaniowskiego było podniesione, on zaś leżał ubrany tak, jak się zjawił archimandrycie, z jedną nogą bez buta. Przerażenie było nie do opisania i gdyby to zależało od mnichów, wnet by się wynieśli z Poczajowa, lecz zawiadomione o zajściu władze rządowe przysłały wnet oddział żołnierzy i pod straż ich oddały klasztor cały. Strachy wprawdzie więcej się nie ponowiły, nigdy wszakże nie odkryto, kto był ich sprawcą. Domyślano się tylko, że dawni słudzy klasztorni, znający wszystkie przejścia i posiadający klucze od najtajemniejszych kryjówek, urządzili całą tę mistyfikację w nadziei wypłoszenia wstrętnych dla ludności czerńców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W kilka lat później, kiedy niecny Siemaszko w nagrodę za swą apostazję otrzymał nie istniejącą przedtem godność metropolity litewskiego ze stolicą w Wilniem, wnet zmienił dotychczasowe szaty katolickiego pasterza, a przyoblekł biały kołbu (krągła wysoka czapka) z brylantowym krzyżem na czole. Obdarzony przy tym przez cesarza wysokim orderem z brylantową gwiazdą, nie rozstawał się nigdy z tą oznaką zaszczytów, dla których poświęcił swe sumienie. Latem lubił on przechdzać się samotnie po swym ogrodzie, wysokim opasanym murem, na odpoczynek zaś chronił się do ustronnej altany, gdzie rozpamiętywał zapewne swe bohaterskie czyny. Razu pewnego rozmyślania te przerwane zostały niespodzianym wejściem jakiegoś nieznajomego, który trzymając w ręku wymierzony na Siemaszkę pistolet, zawezwał go groźnym głosem, by złożył natychmiast na stole wszystkie cenne przedmioty, jakie ma przy sobie, jeśli nie chce mieć czaszki roztrzaskanej. Struchlały metropolita wyjął bez wahania zegarek z jednej, a sakiewkę z drugiej kieszeni; nie zaspokojony tym wszakże napastnik krzygnął gromowym głosem: „A krzyż brylantowy! A gwiazda!” Trudno się było opierać – i te więc drogocenne insygnia złożył przed napastnikiem. Nieznajomy schował spokojnie wszystkie zrabowane skarby do kieszeni, zaś odchodząc rzekł drwiąco do obżałowanego Siemaszki: „Żebyś prędzej ochłonął z przestrachu, zostawiam ci na pamiątkę mój pistolet”. Przy tych słowach złożył na stoliku broń, którą trzymał, a która, ku wielkiemu wstydowi ograbionego, okazała się kawałkiem kiełbasy w kształt pistoleta wykrojonej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uporawszy się z unitami, rząd rosyjski zabrał się do podkopania mocniej nierównie wkorzenionego obrządku łacińskiego. Posiadając nieocenione narzędzie wywrotu w petersburskim Kolegium Katolickim, potrzebował przede wszystkim zapewnić tej instytucji odpowiedniego swym celom prezydującego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;www.katolik.pl&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-6337681031894355530?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/6337681031894355530'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/6337681031894355530'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/05/pamietniki-1.html' title='Pamiętniki św. Zygmuta Szczęsnego (1)'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-939505181245707145</id><published>2011-03-16T03:38:00.001-07:00</published><updated>2011-09-02T14:15:58.298-07:00</updated><title type='text'>Myśli św. Zygmunta Szczęsnego - styczeń</title><content type='html'>Styczeń&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ŻYCIE DUCHOWE ARCYBISKUPA ZYGMUNTA SZCZĘSNEGO FELIŃSKIEGO W ŚWIETLE JEGO WŁASNYCH WYPOWIEDZI&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. W wielu wypadkach sam dotąd nie wiem, czym źle czy dobrze postąpił i to jedno uspokaja mnie w sumieniu, iż nigdy zasady nie poświęciłem dla korzyści, lecz szedłem zawsze za przekonaniem, sumiennie starając się spełniać swój obowiązek. Pisma – 7 s. XVI.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dom rodzinny&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Obrawszy prawo Boże za jedyną normę praktycznego życia, Matka nasza oceniała postępowanie swych dzieci nie wedle zmiennych prawideł przyzwoitości światowej lub doczesnej korzyści, lecz wedle zasługi lub winy każdego uczynku przed Bogiem. Pisma – 8 s. 20.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Zwykle Matka, po ukończeniu całodziennych zatrudnień, zbierała nas wkoło siebie wieczorem, a napieściwszy się i nakaresowawszy z nami dowoli, przystępowała do rachunku sumienia, tj. każde z kolei opowiadało najdokładniej wszystkie sprawy swoje, nie pomijając żadnego, chociażby najbardziej upokarzającego uchybienia. Pisma – 8 s. 23.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okres szkolny&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Będąc jeszcze w trzeciej klasie w Klewaniu, wśród największego zepsucia, jakie panowało między uczniami, złożyłem warunkowy ślub czystości, przed obrazem Zwiastowania Matki Bożej w tamtejszym kościele. Listy – 20 z 11 III 1884.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Studia matematyczne w Moskwie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Mój punkt widzenia jest wiara – chciałbym żeby wszystko co mi się podoba, co mię czaruje i zachwyca, miało w niej swój początek. List – 4 z 2 XII 1843.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Najdroższa Mamo... twoje słowa: „spodziewam się, że Szczęsny odpowie moim oczekiwaniom” ... wdzierały się do duszy, aby tam utkwić na wieki ... słowa te będą dla mnie dewizą w przyszłym życiu i do niej będę stosować wszystkie moje czynności. Listy – 4 z 11 III 1840.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. Z nauk twoich dawanych mi jako dziecku, będę zawsze korzystał i upewniony jestem, że zachowując serce nieskażone, religię i miłość braterską dla bliźnich, nie zboczę nigdy z drogi prawej: są to moje jedyne bogactwa, ale nieocenione. Listy – 4 z 23 IV 1841.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Będę się starał żyć oszczędnie, a jeśli by mi nawet nie wystarczyło na utrzymanie, to będę mógł dawać prywatne lekcje. Listy – 4 z 20 I 1840.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. Droga Mamo! dla miłości dla nas oddal się zupełnie od interesów ... pamiętaj, że to jest najmniejsza z naszych własności, bo materialna – jeżeli Bóg nie chce, żeby ta podpora nam została, to czyż mogą co siły ludzkie przeciw woli Jego. Listy – 4 z 3 X 1844.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. Ludzie, z którymi żyję, mają mnie za durnia, bo duszą moja zamyka się przed nimi, a myśl błądząc gdzieś daleko nie zważa na drobnostki życia, do których oni tyle wartości przywiązują. Listy – 4 z 22 I 1845.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11. Mamo, po odebraniu jednego z listów, wiedziałem z niego, że mnie oceniasz daleko wyżej nad mą rzeczywistą wartość i spodziewasz się, że w przyszłości postąpię jeszcze wyżej. – Smutno mi się zrobiło, bo sumienie mówiło, że nie tylko nie mogę już wznieść się wyżej, ale że w samej rzeczy stoję daleko niżej niż w twoim mniemaniu. Listy – 4 z 22 I 1845.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Sokołówce u Brzozowskich i pobyt za granicą&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12. Ja ciągle siedzę w domu i wcale mi się to nie przykrzy – gdyż lubię tylko towarzystwo szczere ... gdzie wszyscy sympatyzują ze sobą,  - że tu takiego znaleźć nie można, więc wolę nie mieć żadnego. Trzeba się hartować, bo zaledwie jestem na początku drogi. List – 4 z 15 XI 1946.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13. Nie próżnuję i nie tylko nie biedzę się nad tym, jak swój czas użyć, ale gdybym miał sobie ofiarowany czas wszystkich próżniaków całego świata, to jeszcze bez namysłu wielkiego, potrafiłbym go użyć. Listy – 4 z 31 I 1948.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;14. Nie troszczcie się o mnie, choćbyście jakiś czas wiadomości nie odbierali – ofiarujmy Bogu cierpienia nasze, a On nie wypuści nas ze swej opieki – gdybym tej ufności nie miał, już byłbym dawno przywiedziony do zwątpienia, a może i do rozpaczy. Listy – 4 z 4 VII 1848.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15. Nie potępiajmy nikogo, za to, że tę lub ową karierę obrał, ale słusznie ganimy tych, co źle w swoim zawodzie służą. Listy – 4 z 27 II 1849.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;16. Kto siebie i innych z Chrystusem porównywa, przed tym nikną małe różnice zachodzące między ludźmi, i ten tylko wszystkich bliźnich za braci uznać może. Listy – 13 z 7 V 1847.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;17. W dzisiejszych czasach nieraz dziękowałem Bogu, że tak mało mam rzeczy, które by mnie do ziemi wiązały – nie mam ani majątku, ani pozycji w świecie do poświęcenia, a wierząc w nieśmiertelność i w opiekę Bożą mniej troszczę się o drogie osoby, gdyż wierzę, że Bóg je zachowa póki będą miały coś do spełnienia na ziemi. Listy – 4 z 15 X 1848.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;18. Nie mam się co na ludzi skarżyć, ale owszem, co dzień bogu dziękuję, że takim pobłażaniem natchnął serca tych, z którymi los mnie połączył. Listy – 4 z 5 VII 1849.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;19. Kiedy położenie nasze oceniamy, zapytajmy naprzód, czy to co się wydarzyło, zbawieniu duszy dopomaga lub szkodzi – a skoro dopomaga, nie oddawajmy się smutkowi fałszywemu i nie zważajmy na sądy świata. Listy – 4 z 10 XII 1849.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;20. O! życie zawsze jest życiem – jakkolwiek wylatywalibyśmy ponad sferę zwyczajną, Bóg nas zawsze do ziemi przywoła i przypomni, że tu nie ma szczęścia nie tylko trwałego, ale nawet chwilowo niezamąconego niczym. Listy – 4 z 15 VII 1850.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;21. Boję się tylko, że nie wszystko złoto co się świeci z daleka – kilka słów życzliwych, ale bardzo przesadzonych o mnie, trafiwszy na serca gotowe uwierzyć sprawiły, że wyobrażacie sobie, żem się bardzo ugruntował i na dobrej drodze postąpił. Jak się z bliska przypatrzycie, znajdziecie wiele nędzy i słabości. Listy – 4 z 27 IX 1850.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;22. Wczoraj doczekaliśmy się nareszcie Pana Zenona, Bogu za to dziękuję... nie mówiłem nic jeszcze o moich zamiarach i nadziejach, zdaje mi się jednak, że jeszcze na jakiś czas przynajmniej, a może aż do wiosny, zmuszony będę poświęcić najgorętsze życzenia mego serca wymaganiom obowiązku. Listy – 20 z 5 X 1850.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;23. Oby cnoty dzieci twoich, najdroższa Mamo, choć słabą jutrzenką oświeciły starość Twoją i choć w części oddały ci tę jasność, która od ciebie ciągle spływa na nas. Listy – 4 z 10 XII 1849.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;24. Dajmy więc spokój marzeniom i Panu Bogu lepiej się oddajmy, a On nas najlepiej doprowadzi tam, gdzie trzeba. Listy – 4 z 20 III 1850.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okres seminarium i praca duszpasterska w Petersburgu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;25. Tak mocno wierzę w potęgę błogosławieństwa, ... że przypisuję jedynie licznym błogosławieństwom, które na głowie mojej spoczęły to, że Bóg nie pozwolił mi ostatecznie zaginąć w grzechach i dał jeszcze czas na poprawę i pokutę. Listy – 4 z 24 XII 1851.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;26. Twoim to modlitwom i przykładowi, najdroższa Mamo, winniśmy to, że żadne z nas nie pokłada szczęścia w przemijających dobrach tego świata. Listy – 4 z 24 XII 1851.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;27. O Boże! nie od umęczeń i trosk tego świata nas ochraniaj – bo te chętnie, o ile to jest z człowieka, znosić dla Ciebie pragniemy, pomnażaj tylko miłość Twoją w sercach naszych i daj, abyśmy przy najgłębszej pokorze zachowali nieograniczoną ufność w pomoc i miłosierdzie Twoje. List – 4 z 24 XII 1851.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;28. Starajmy się tylko ukochać wolę Bożą, a wszystko stanie się znośne, albowiem „utrapienia” tego czasu nie są godne onej przyszłej chwały, która się w nas ma objawić. Listy – 4 z 10 III 1852.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;29. Jedyną pociechą w każdym cierpieniu jest zdanie się na wolę Bożą, z tym przekonaniem, że skoro w Nim pokładamy ufność naszą i wedle sił staramy się Mu służyć, to też i ten Ojciec najlepszy nie poda kamienia, gdy Go o chleb prosimy. Listy – 4 z 14 XI 1854.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;30. W poprzednim liście opisałem moje życie materialne, co do moralnego tego cechą główną jest wielki spokój ducha, mocna ufność w pomoc Bożą i chęć do pracy. Listy – 4 z 9 III 1853.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;31. Może wskutek, że sam najwięcej się uczuciem powoduję, cenię nadzwyczaj wysoko możność kochania – bo tylko miłość rodzi ofiarę, a bez ofiary niepodobna ani pojąć, ani sprostać obowiązku. Listy – 4 z 10 VIII 1853.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-939505181245707145?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/939505181245707145'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/939505181245707145'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/03/mysli-na-kazdy-dzien-styczen.html' title='Myśli św. Zygmunta Szczęsnego - styczeń'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-5928615722824506595</id><published>2011-03-16T03:37:00.000-07:00</published><updated>2011-09-02T14:15:27.816-07:00</updated><title type='text'>Myśli św. Zygmunta Szczęsnego - luty</title><content type='html'>Luty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Moją zasadą jest poświęcać zawsze doczesność dla wieczności, materię dla ducha, dobry byt dla spokoju sumienia i w zasadzie przynajmniej wolę zawsze usłuchać głosu miłości niż głosu słuszności. Listy – 4 z 11 II 1853.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Stan duchowny ani jednej troski dotąd mi nie przyniósł. Pan Jezus jakby dla zawstydzenia mię, że tak późno i z tak mizernych pobudek służbę Jego obrałem, co chwila mię przekonuje, iż jarzmo Jego jest wdzięczne i brzemię lekkie. Listy – 4 z 12 II 1858.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Przeszłość nauczyła mię ile mogę sam z siebie i dokąd bym zaszedł, gdybym słuchał własnego zachcenia. Niechże teraz Bóg raczy rządzić i prowadzić, skoro bez naszego starania i zabiegów postawi nas na jakim stanowisku, da niezawodnie siłę do spełnienia włożonego obowiązku. Listy – 4 z 2 IX 1855.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Nie proszę przeto Pana Boga, aby to lub owo zrządził, ale żeby wszystko to, co zrządzić raczy, miało dla mnie taki urok i powab dlatego tylko, że to jest Wola Jego. Listy – 4 z 2 IX 1855.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ojciec duchowny alumnów Akademii Duchownej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Przenieśli mnie, bez mego udziału, widać, że taka była wola Boga – widzę, że tu mogę coś zrobić dla chwały Bożej, nie żądam przeto zmiany, ale jeśli ją Pan Bóg zrządzi, przyjmę tą nową wolę z równą gotowością jak pierwszą. Listy – 4 z 24 I 1856.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Wyobrażasz sobie Mamo droga, że ja istotnie tak szczerze Panu Bogu oddałem się, że nie tylko nie mam czasu na rozrywki, ale nawet na to, żeby powiedzieć rodzonej Matce, że ją po dawnemu kocham – wątpisz nawet czy mi wolno... Religia tylko uświęca i oczyszcza wszystkie zacne i godziwe uczucia, ale bynajmniej ich nie wzbrania. Listy – 4 z 18 IV 1856.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. Z doświadczenia już nauczyłem się, iż jedna jest tylko prawdziwa niezależność, to oderwanie serca od wszystkiego co doczesne; ilekroć zaś o coś dbać zaczniemy, wnet obawa utraty trwoży nas. Listy – 4 z 23 I 1859.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Dążenie moje jest nie ku nabywaniu, lecz ku wyzuciu się ze wszystkiego, tak iż prędzej zobowiążę się ślubami do tego, żeby nigdy nic nie posiadać, niż krok jeden zrobię o nabycie jakiego bądź dobra ziemskiego. Listy – 4 z 23 I 1859.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. Istotnie, wydalenie się moje w tym roku z Petersburga uważałbym za nieszczęście... Najwięcej powstrzymuje mię dom przytułku, który dotąd żadnej jeszcze stałej podstawy istnienia nie ma, a do tego przełożona wyjechała za granicę... ja tu w tej nieobecności podtrzymuję jak mogę wątłego jeszcze ducha tych kilku osób, co także słowom moim zaufawszy opuściły wszystko, by tu Panu Bogu służyć. Listy – 4 z 16 VI 1859.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. Mówisz, Mamo droga, że już nie będziemy razem, bo mnie Bóg zabrał dla siebie – ale wkrótce jeśli zasłużymy, zabierze nas oboje i już na zawsze razem będziemy – a ta chwilka przedziału kropelką się drobną wyda w oceanie wieczności. Listy – 4 z 1 XI 1855.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11. (Po śmierci Matki) Cóż mam powiedzieć, jedno: bądź wola Twoja, o Panie! Przyjmowaliśmy z ręki Jego pociechy, czemuż i nawiedzenia przyjąć nie mamy... Z pamiątek zachowajcie mi krucyfiks, który na jej piersiach spoczywał, będzie to broń i na moją ostatnią godzinę. Listy – 13 z 8 I 1860.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12. Miłujmy przede wszystkim Boga i we wszystkich czynnościach naszych o to jedynie się starajmy, by się Jemu podobać, a wówczas po krótkim rozdziale znowu się z Najukochańszą Matką naszą w lepszym życiu połączymy, by się już nigdy nie rozłączyć. Listy – 13 z 8 I 1860.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13. Nie możemy tu na zawsze pozostać, nie możemy też wszyscy razem świat opuścić, musimy opłakać jedni drugich, nim połączymy się znowu tam, gdzie już nie będzie ani obawy, ani smutku, ani żadnego strapienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okres pasterzowania w Warszawie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;14. Ufny w to, że Bóg co mię tak dziwnie na tym stanowisku postawił, nie odmówi mi też natchnienia, jak się mam z włożonych na mnie obowiązków wywiązać, postanowiłem błagać przede wszystkim Ducha Świętego o światło i siłę. Pisma – 7 s. 128.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15. W ciągu modłów i rozmyślań najsilniej przemawiały do serca i umysłu mego te słowa Zbawiciela: „Jam jest Prawda”. Zdało mi się, że przede wszystkim Pan domaga się ode mnie, abym zrzuciwszy wszelką obłudę, stanął wobec Boga i ludzi takim, jakim rzeczywiście byłem, śmiało oddając świadectwo prawdzie i nie troszcząc się o zewnętrzne następstwa mego postępowania. Pisma – 7 s. 128.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;16. Rzucałem się jednak w ten odmęt z ufnością, gdyż sumienie dawało mi świadectwo, że nic nie uczyniłem, by się tam dostać i że nic nie pragnąłem, krom spełnienia woli Bożej. Pisma – 7 s. 136.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;17. Wewnętrzne przeczucie ostrzegało mnie w prawdzie, że nie jadę na rządy, tylko na cierpienie i nie przerażało mię to jednak, bo czułem, że z tego zadania łatwiej wywiązać się potrafię, niż z pasterskiego obowiązku. Pisma – 7 s. 136-137.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;18. Przyjąłem tę godność, ponieważ wierzę, że jeśli Bóg nas wzywa, to musi On nadal porządkować wszystkie sprawy i kierować nimi. Przyjąłem ją, ponieważ wiem, że cnota Boska nie żąda od nas ani mądrości, ani siły czy uzdolnień, lecz żąda prawości i uległości i że zdolna jest za pomocą najprostszych środków urzeczywistnić najwznioślejsze dzieła. Listy – 9 z 1862.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;19. W oczach ludzkich mogłem się łatwo mylić jako człowiek i często też pewno myliłem się, ale nigdy nie poszedłem przeciw przekonaniu, ani powiedziałem tego, co za fałsz poczytywałem. Pisma – 7 s. 128-129.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;20. Jedyną moją ambicją było pozostać zawsze w prawdzie, być moralnie jak brylant przeźroczystym i jeśli być może – i czystym jak brylant. Pisma – 7 s. 129.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;21. (Pożegnanie z kapłanami) Bóg Wam zapłać... wielebni Braci, że przyszliście tu do mnie przepędzić tę ostatnią chwilę z Pasterzem Waszym, który Was opuścić musi, Bogu tylko wiadomo, na jak długi przeciąg czasu. Może na długo, może na zawsze. Wspomn. – 1 s. 224.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;22.  Obelgi, potwarze, sądy ludzkie fałszywe, którymi nie tylko osobę moją, ale więcej, godność Pasterską zewsząd obrzucano, spotwarzano, przebaczyłem od dawna i przebaczam... Jeżelim kogokolwiek i w czymkolwiek obraził... przepraszam i o przebaczenie proszę. Wspomn. – 1 s. 224.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;23. Strzeżcie praw Kościoła św., pilnujcie gorliwie tej świętej wiary, przeciwnościami nie zrażajcie się, miejcie Boga w pamięci i w sercu. Wspomn. – 1 s. 224.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;24. Kochajcie się wzajem, żyjcie w jedności i miłości, wspomagajcie się w modlitwie i pracy. Wspomn. – 1 s. 225.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;25. Dziękuję Ci o Boże, za te wszystkie łzy, coś wycisnął oczom moim, bom wśród tych łez siebie zgubił, a Ciebie znalazł. Wspomn. – 1 s. 226.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;26. Dziękuję Ci za wszystkie krzyże i utrapienia, które na mnie zesłałeś, bo wśród tych krzyżów i utrapień zapomniałem o sobie, a Ciebie szukałem. Wspomn. – 1 s. 226.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na wygnaniu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;27. Zrazu z wielkim zapałem wziąłem się do pióra... w głębi serca odzywał się głos jakiś, co mi szeptał, że nie na próżno pracuję, że znajdą się kiedyś dusze, dla których głos mój będzie sympatyczny, a może nawet zdoła objaśnić im niejedną prawdę, nie do jednej zagrzać cnoty. Pisma – 7 s. 289, 291.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;28. Nie troszcząc się o ogólne zamiary Opatrzności, starajmy się przede wszystkim spełnić wiernie to, czego od nas osobiście w obecnej chwili Pan wymaga, bo to jedno od nas zależy i z tego tylko zdamy kiedyś rachunek. Listy – 5 z 26 X/ 8 XI 1874.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;29. I ja też przyzywam i wyczekuję czasu wyzwolenia, ale nie od więzów krępujących wolność mego ciała, tylko od więzów grzechu, od starego człowieka. Listy – 5 z 19/31 I 1875.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-5928615722824506595?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/5928615722824506595'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/5928615722824506595'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/03/mysli-na-kazdy-dzien-luty.html' title='Myśli św. Zygmunta Szczęsnego - luty'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-4289750583493635753</id><published>2011-03-16T03:36:00.002-07:00</published><updated>2011-09-02T14:14:59.811-07:00</updated><title type='text'>Myśli św. Zygmunta Szczęsnego - marzec</title><content type='html'>Marzec&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Już słońce życia mego ma się ku schyłkowi, ostateczna godzina dnia się zbliża, a szczerej roboty w winnicy własnego serca dotąd nie rozpocząłem, jak gdyby porachunek nigdy nie miał nastąpić. Listy – 5 z 19/31 I 1875.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Wiem, że mnie tu Pan Bóg nie przysłał dla trudów apostolskich, ale dla pracy wewnętrznej i z tego też przede wszystkim wyliczyć mi się przyjdzie w dzień porachunku. Listy 5 z 7/19 II 1876.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Czuję wyraźnie, że zbawienie moje łatwiejsze jest tutaj, niżby gdziekolwiek indziej być mogło. W duszy zupełny spokój, okazje do pokus oddalone, wszystek czas może być służbie Bożej oddany, a w duszy to niezachwiane przekonanie gości, że wszystkie te ciężkie przeżycia Pan Bóg na chwałę Bożą i zbawienny nasz pożytek obróci. Listy – 11 z 16/28 IX 1877.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Jeżeli lękam się czego, to własnej niewierności mojej, która udaremnić może względem własnej duszy mojej miłosierne zamiary Zbawcy, który i mnie do wspólności krzyża z całym Kościołem powołać raczył. Listy – 11 z 17/29 XI 1870.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Dzięki Bogu, strona materialna życia nigdy mię bardzo nie obchodziła. Zawsze byłem tego zdania, że prawdziwa niezależność majątkowa opiera się na ograniczeniu potrzeb, a nie mnożeniu dochodów. Listy – 11 z 24 IV/6 V 1872.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Kłamałbym, gdybym utrzymywał, że krzyżów nie mam, albo że je umiem prawdziwie po chrześcijańsku znosić, ale że te, co mi najwięcej dolegają, nie są te, o których w listach można mówić, wolę przeto nie szukać pociechy na łonie przyjaźni, kiedy w to łono najdotkliwszych bólów przelać niepodobna. Listy – 11 z 18/30 III 1873.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. Od chwili kiedy Pan Jezus zawitał na stałe mieszkanie do kaplicy mojej, tak zupełny spokój wrócił do duszy mojej, że prawie mi się wierzyć nie chce, żeby to było na jawie. Listy – 11 z 10 VIII 1864.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Śmierć zabiera po kolei jednego po drugim z rówieśników i współtowarzyszy, kolej na mnie coraz to wyraźniej nadchodzi... proszę się pomodlić za mnie, abym choć z Dyzmazem z ostatnich chwil skorzystał i na krzyżu zasłużonym, niezasłużone zbawienie znalazł. Listy – 11 z 18/30 III 1873.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dźwiniaczka – Rodzina Maryi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. Co do moich najbliższych zamiarów, to skupione są obecnie głównie około Rodziny Maryi, którą radbym pozostawić przy śmierci jako tako uorganizowaną. Listy – 3 z 28 IV 1892.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. Wiek mój podeszły nie pozwala mi odkładać na czas nieograniczony rozpoczęcia nowicjatu, w jesieni przeto w każdym razie postaram się go urządzić, jeśli mi Bóg żyć pozwoli, chociażby z jedną tylko aspirantką. Listy – 12 z 9 II 1891.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11. Dom Główny i nowicjat ma tyć w Dźwiniaczce pod moim osobistym kierunkiem, urządzona też będzie szkoła kształcąca nauczycielki ludowe tak w polskim jak i w ruskim języku. Listy – 12 z 9 II 1891.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12. Proszę bardzo westchnąć do Boga na intencję tego Zgromadzenia, gdyż wstępuje ono w najważniejszą epokę swego rozwoju i potrzebuje szczególnej łaski z nieba. Listy – 3 z 16 IX 1891.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13. (O Zgromadzeniu) Jeżeli to jest dzieło Boże, to przetrwa wszystkie trudności i rozwinie się, a jeżeli w tym dziele nie ma ani woli Bożej, ani upodobania Bożego, to i ja też nie chcę, by ono istniało. Wspomn. – 2 s. 19-20.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;14. Pan Jezus mnie Was polecił, jako Oblubienice swoje, sprzeniewierzyłbym się przeto Jemu, gdybym ojcowskie serce dla Was stracił lub ojcowskiej pieczy względem Was zaniechał. Listy – 12 z IX 1889.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15. I ja zwijam żagle i do porządku przyprowadzam nawę wobec bliskiego portu. Co można trzeba robić, bo czas pracy już niedługi, aby tylko dobrze skończyć. Listy – 14 z 3 I 1891, 21 VI 1895.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;16. Obyż nam Bóg pozwolił przebyć szczęśliwie czekające tu nas jeszcze próby, a za progiem wieczności odnaleźć tych wszystkich, za którymi serce tęsknić nigdy nie przestaje. Listy – 14 z 28 XII 1893.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O ŻYCIU WEWNĘTRZNYM I POSTĘPIE NA DRODZE DOSKONAŁOŚCI&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;17. Gdybym stanął pośród Was, starałbym się bez wątpienia dowiedzieć się o tym, czy wiernie usiłujecie zdążać do ostatecznego celu. Listy – 1 nr 1.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Współpracuj z Chrystusem w szerzeniu Chwały Bożej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;18. Pan Bóg jest jedynym Sprawcą wszystkiego dobra, jakie w ciągu wieków za pośrednictwem ludzi ma być dokonane na ziemi. Pisma – 1 s. 14.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;19. Jedno jest tylko światło prawdziwe i nieomylne – Objawienie Boskie. Wczytujmy się więc w to Objawienie, aby go wcielić w siebie i przejąć się jego duchem. Listy – 4 z 16 III 1847.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;20. Szukajmy przede wszystkim Królestwa Bożego i sprawiedliwości Jego, idźmy bez wahania za głosem obowiązku, a Pan będzie mocą i obroną naszą. Listy – 16 b.d.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;21. Czym jest Opatrzność względem stworzenia, tym jest Kościół względem Odkupienia. Listy – 1 nr 4.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;22. Kościół – to narzędzie, za pomocą którego dzieło Odkupienia, raz dokonane na Kalwarii, przechodzi z pokolenia w pokolenie, stosując zbawienne owoce do wszystkich ludów i wszystkich wieków. Listy – 1 nr 4.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;23. Bóg poświęcający się dla człowieka i człowiek poświęcający się dla Boga – oto jest tajemnica Kościoła, tajemnica miłości zarazem. Pisma – 4 s. 286.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;24. Kościół zatem to ognisko, w którym spotykają się wszystkie promienie miłości płynące z nieba ku ziemi i z ziemi ku niebu. To widzialne świadectwo rozmiłowania Stwórcy i stworzenia. Pisma – 4 s. 286.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;25. Chwała Boża i pomyślność ludzkiego rodzaju, nie tylko wieczna lecz nawet doczesna, tak ściśle wiążą się z losami Kościoła, iż z Nim tylko i przezeń pomnażać się mogą na świecie. Listy – 1 nr 4.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;26. Wskutek przedłużającego się życia Chrystusa Pana w Kościele, treść jego posłannictwa stanowią te same trzy żywioły, co stanowiły treść misji Zbawiciela, tj. ofiara, modlitwa i miłosierdzie. Listy – 1 nr 35.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;27. Obowiązek szerzenia chwały Bożej zbiega się z obowiązkiem pracowania nad własnym udoskonaleniem. Listy – 1 nr 34.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;28. Nic tak chwały Bożej nie pomnaża, jak korna i miłosna w utrapieniu modlitwa. W niej bowiem jest najwyższe uwielbienie i najwyższa ofiara. Listy – 1 nr 34.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;29. Jeśli po spełnieniu wszystkich obowiązkowych zajęć pozostanie chwila swobodnego czasu, to czyż można lepiej ją zużytecznić jak u stóp ołtarza na rozmowie ze Zbawicielem utajonym w Przenajświętszym Sakramencie lub z Matką Bożą. Pisma – 1 t. II s. 94.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;30. Mało jest takich, co mają dość czasu, odwagi i gorącości ducha, by dużo modlić się, umartwiać i rozmyślać nad zakonem Pańskim, a jednak bez tego życie nadprzyrodzone nie może trwać w Kościele. Pisma – 1 t. I s. 25.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;31. Przymnażać chwały Panu Jezusowi na ziemi i pozyskiwać Mu dusze bliźnich – niech będzie odtąd głównym celem naszych prac. Pisma – 3 s. 359.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-4289750583493635753?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/4289750583493635753'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/4289750583493635753'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/03/mysli-na-kazdy-dzien-marzec.html' title='Myśli św. Zygmunta Szczęsnego - marzec'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-1475580217037628351</id><published>2011-03-16T03:36:00.001-07:00</published><updated>2011-09-02T14:14:32.811-07:00</updated><title type='text'>Myśli św. Zygmunta Szczęsnego - kwiecień</title><content type='html'>Kwiecień&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Co to za szczęście, że poza tym rozhukanym morzem, gdzie każda pojedyncza łódka tak łatwo może się rozbić o szkopuł, widnieje dla nas wierzących port bezpieczny i że pielgrzymkę do Niego odbywamy na wspaniałej łodzi, u steru której stoi pański Namiestnik, a w jej głębi odpoczywa sam Chrystus. Listy – 11 z 29 IX 1870.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Katolicyzm mieści w sobie wielką siłę rezygnacji, ale jest też najsilniejszą i niezdobytą warownią dla zewnętrznego gwałtu. Listy – 11 z 26 III 1864.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. W życiu codziennym bądźmy gotowi narazić się raczej na niedostatek i cierpienie, niż odstąpić choć na jotę od obowiązków wskazanych nam przez Kościół. Pisma – 3 s. 373.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. A więc aż do barłogu Hioba, aż do rozpalonej kraty Wawrzyńca winniśmy się posunąć w naszej gotowości świadczenia prawdzie. Pisma – 3 s. 367.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Słuszne jest bowiem byśmy nie oszczędzali krwi naszej i znoju dla chwały Tego, co krwawym potem oblewał się dla nas w Ogrójcu i Krew Swą Przenajświętszą wysączył do ostatniej kropli na Golgocie. Pisma – 3 s. 367-368.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Współcierpieć i współofiarować się z Kościołem za zbawienie świata, wierzyć niezachwianie w Jego naukę i głosić ją odważnie, ufać całą siłą duszy, iż w Kościele jedynie, jak w arce Noego ocalenie znaleźć można, umiłować gorąco Kościół jako duchową matkę – oto jak mamy naśladować współcierpienie i wierność Maryi. Pisma – 3 s. 322-323.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wierz i ufaj&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. Moc Boża nie odmienia się nigdy, bo Chrystus jeden wczoraj i dziś, tenże na wieki. Miejmy tylko wiarę Apostołów, a i przez nas nie omieszka Pan dokonać podobnych cudów, mimo całą naszą nieudolność. Listy – 9 z I 1862.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Wszystko, co pochodzi od Niebieskiego Ojca (jest) ku chwale Jego i ku pożytkowi naszych dusz zrządzone. Listy – 11 z 30 III 1872.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. Prawda to nieomylna, bo objawiona, iż miłującemu Pana wszystko ku zbawieniu dopomaga. Listy – 4 z 14 IX 1857.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. Prawdziwym pasterzem i przewodnikiem duszy jest sam Zbawiciel, ludzie zaś są narzędziami tylko w jego ręku. Pisma – 3 s. 300-301.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11. Minister Kościoła, to jak słup przydrożny, co zbłąkanych wędrowców naprowadza na drogę. Listy – 7 z 3 II 1875.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12. Ten tylko kto prawdę Bożą umiłuje i mężnym sercem świadectwo jej daje, wypłaca się Duchowi Świętemu za Jego łaski dary. Pisma – 3 s. 365.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13. Ani wzgląd na ludzkie przywiązanie, ani na bezpieczeństwo osobiste, ani tym bardziej na wygodę i przyjemność nie uwalnia nas od obowiązku jasnego świadczenia prawdzie, chociażby z utratą najcenniejszych dóbr doczesnych. Pisma 3 s. 366.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;14. Słowo Boże jest jak miecz obosieczny, który wszędzie i zawsze oddziela prawdę od kłamstwa. Listy – 9 z I 1862.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15. Ilekroć będziecie słuchały kazań wiedzcie, że wzrost ziarna Bożego zależy nie od ręki, która sieje, ale od gatunku roli, na jaką pada. Listy – 1 nr 1.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;16. Przez słuchanie Słowa Bożego zapala się dusza miłością Stwórcy i Odkupiciela swego i przepełnia uczuciem uwielbienia. Listy – 1 nr 34.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;17. Pociecha czy utrapienia, światło czy ciemności, powodzenie czy zawód – wszystko to są środki jedynie wiodące do celu, którym jest zjednoczenie z Bogiem. Listy – 5 z 11 VIII 1874.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;18. Wierzymy, że wszystko, co nas spotyka bez udziału naszej własnej woli, jest względem nas niewątpliwym objawem woli Bożej, i że miłującemu Pana wszystko ku zbawieniu służy. Pisma – 3 s. 301.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;19. Zdajmy się na opatrzność i upatrujmy jej zrządzenia tak samo w wydarzeniach miłych, jak i w przykrych. Listy – 1 nr 3.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;20. Chociażby przyszło chodzić jak Piotrowi po bałwanach wzburzonego morza, nic się nam nie stanie, byle to było na rozkaz Zbawiciela i byle ufność nasza nie zachwiała się ani na chwilę. Listy – 16 b.d.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;21. Opatrzność Boska nie opuści tych, co Jej się opiece oddając, gotowi są na wszelkie ofiary ilekroć te potrzebne są dla świętej sprawy. Listy – 4 z 12 II 1858.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;22. Co chwila trzeba przypominać sobie – dla uspokojenia się i nabrania otuchy – te słowa Zbawiciela: małowierny, czemuś zwątpił!” i znowu: „nie lękajcie się, Jam zwyciężył świat”. Listy – 11 z 29 IX 1870.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;23. Pokój wewnętrzny jest najdroższym na ziemi skarbem i jedynym upominkiem jaki Zbawiciel uczniom swym przyrzeka na ziemi. Listy – 11 z 26 XII 1879.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;24. Chociażby nasz stan był tak zrozpaczony, jak był stan łotra konającego na krzyżu, to naśladujmy jego ufność i pokorę, a doznamy równego jemu miłosierdzia. Pisma – 3 s. 383.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;25. Sam (Chrystus) oświadcza, iż prędzej matka zapomni niemowlęcia swego niż On opuści duszę, która w Nim położyła całą ufność. Listy – 5 z 31 I 1875.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;26. W miłosierdziu i łaskawości Pańskiej osobista nadzieja nasza. Listy – 14 z 8 I 1890.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;27. Postanówmy już odtąd niezachwianie stać przy chorągwi Chrystusowej wśród największych nawet ciemności i utrapień wewnętrznych. Pisma – 3 s. 235.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;28. Głównym motorem pobudzającym wolę do walczenia z namiętnościami jest nadzieja doskonałego z Bogiem zjednoczenia i osiągnięcia przez to w życiu przyszłym wiekuistej nagrody. Pisma – 1 t. II s. 27.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;29. Polegać z całą ufnością na wszechmocnym i pełnym miłosierdzia ramieniu Pańskim – oto cała, ale bardzo trudna mądrość chrześcijańska. Listy – 10 z 28 VI 1855.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;30. Obyż nam Bóg pozwolił przebyć szczęśliwie czekające tu nas jeszcze próby, a za progiem wieczności odnaleźć tych wszystkich, za którymi serce nigdy nie przestaje tęsknić. Listy – 14 z 28 XII 1893.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-1475580217037628351?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/1475580217037628351'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/1475580217037628351'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/03/mysli-na-kazdy-dzien-kwiecien.html' title='Myśli św. Zygmunta Szczęsnego - kwiecień'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-82951704726490808</id><published>2011-03-16T03:35:00.002-07:00</published><updated>2011-09-02T14:14:06.668-07:00</updated><title type='text'>Myśli św. Zygmunta Szczęsnego - maj</title><content type='html'>Maj&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Wyzujmy się wcześnie i dobrowolnie ze wszystkiego, co z tej strony mogiły pozostawić będziemy musieli, a wówczas gdy nadejdzie śmierć nie przedstawi się nam ona jako wróg nieubłagany, lecz jako wierny sprzymierzeniec i przyjaciel, co po znojnej pielgrzymce zwiastuje nam spokój, odpoczynek i wiekuiste wesele. Pisma – 1 t. II s. 37.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pracuj póki czas&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Naśladować Jezusa, by się przemienić w Jezusa – oto alfa i omega doskonałości chrześcijańskiej i jedyny cel pracy wewnętrznej. Pisma – 1 t. II s. 114-115.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Każdy wiek, każdy stan, każde powołanie znajdzie dla siebie doskonały wzór postępowania, skoro z pokorą i miłością wpatrzy się w odpowiednią epokę Zbawiciela. Pisma 2 s. 153.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Praca odrodzenia wewnętrznego może się wprawdzie odbywać łatwiej lub trudniej przy pewnych okolicznościach, ale nigdy i nigdzie nie może się stać niemożebną. Listy – 5 z 8 XI 1874.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Niech więc każda pojedyncza dusza wyniszczy w sobie wady i niedoskonałości, a zaszczepi natomiast wszystkie cnoty odpowiednie swemu stanowi, a jednocześnie i postać całego świata się odmieni. Listy – 5 z 11 VIII 1874.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. Od szczęśliwego dokonania pracy wewnętrznej nie tylko zależy nasze własne zbawienie, lecz i pomyślny owoc naszego apostolstwa, a więc chwała Boża i zbawienie dusz. Pisma – 1 t. s. 43.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Stać się podobnym Chrystusowi, przeistoczyć się, że tak powiem w Niego – oto szczyt ludzkiej godności, do którego powinniśmy zmierzać. Pisma – 1 t. I s. 273.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. Czyńmy w każdym wypadku to, co sądzimy, że i Chrystus uczyniłby na naszym miejscu, a możemy być pewni, że nigdy nie odejdziemy daleko od naszego Wzoru. Pisma – 1 t. I s. 53.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. Słowa wprawdzie wzruszają, lecz tylko przykład pociąga. Pisma – 1 t. I s. 147.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11. Każda cnota chrześcijańska zawiera w sobie tajemną siłę, co duszę umacnia i zagrzewa do nowych czynów miłych Bogu. Pisma – 2 s. 29-30.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12. Doskonałości nie zdobywa się jednorazową ofiarą, lecz tylko wytrwałą i ustawiczną pracą. Pisma – 1 t. I s. 46.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13. Stokroć łatwiej jest utrzymać się w pierwotnej gorliwości przez ciągłą pracę wewnętrzną, niż raz ją utraciwszy na nowo ją odzyskiwać. Pisma – 1 t. I s. 53.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;14. Im bardziej ktoś wzniesie się w doskonałości chrześcijańskiej, tym bardziej jego praca stanie się skuteczna. Listy – 9 ze I 1862.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15. Naszym hasłem będzie odtąd: budować a nie burzyć, pracować a nie buntować się, i bylebyśmy tylko każdą rzecz poczynali z Bogiem i w Bogu, Bóg także będzie z nami. Listy – 9 ze I 1862.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;16. Gdyby nawet istotnie praca wasza nie na wiele się przydała, to wy odpowiecie nie za jej wartość, lecz za sumienność w jej wykonaniu. Listy – 1 nr 41.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;17. Doskonałość chrześcijańska – to strome i wyniosłe wzgórze i na samym tylko jego szczycie można znaleźć miejsce odpoczynku; że zaś szczyt do Niebios sięga, po przebyciu więc tylko doczesności godzi się szukać wytchnienia. Pisma – 1 t. I s. 44.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;18. Śmiało więc przyłóżcie rękę do pługa, wstecz się nie oglądając, lecz wzrok i serca wciąż wznosząc ku niebu, skąd przychodzi światło i moc. Listy – 5 z 31 I 1875.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;19. Nie pragnijcie, by to lub owo koniecznie się udało, ani też martwcie się zbytecznie jakim bądź niepowodzenie. Pamiętajcie, że Opatrzność rządzi, a nas używa tylko za narzędzie. Listy – 1 nr 3.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;20. Nie z tego przeto zdamy rachunek jak się nam powiodło, ale z tego o ile szczerze i sumiennie pracowaliśmy, bo to tylko jest w mocy naszej. Listy – 1 nr 3.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;21. Doskonałość chrześcijańską porównują zwykle do gmachu, którego fundamentem jest pokora, a szczytem doskonała miłość, rozmaite cnoty kamieniami, z których gmach się buduje. Pisma – 4 s. 63.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;22. Weźcie się szczerze do wprowadzenia w życie przepisów Reguły, a sprawicie mi największą pociechę, o jaką nie przestaję się modlić. Listy – 7 z 30 I 1895.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;23. Każdy, kto choć trochę pracował nad sobą wie, że najlepszą miarą postępu w doskonałości jest rozwinięcie ducha modlitwy. Listy – 1 nr 27.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;24. Skupienie ducha, modlitwa i rozmyślanie są koniecznym warunkiem do naśladowania świętych. Listy – 1 nr 27.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;25. Świętość osobista i doskonałość stanu są to dwie rzeczy całkiem różne; uświęcić się bowiem można w każdym stanie przez wierne pełnienie przywiązanych doń obowiązków i w każdym też stanie można się stać winnym potępienia, skoro się obowiązkom tym sprzeniewierzy. Pisma – 1 t. I s. 23.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;26. Uświęcać wszystkie sprawy ofiarując je Panu, głos Boży w głosie najmniejszego obowiązku słyszeć, wolę Bożą w każdym dopuszczeniu uznawać i jako taką całym sercem ją miłować – oto bezpieczna droga do zbawienia, którą w każdym stanie postępować należy. Listy – 4 z 23 I 1859.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;27. Co można trzeba robić, bo czas pracy już niedługi, oby tylko dobrze skończyć. Listy – 14 z 21 VI 1895.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;28. Pracujmy póki czas, aby na sądzie ostatecznym, gdy zatrąbi Anioł Zmartwychwstania, znaleźć się po prawicy Baranka. Najpewniejszą zaś do tego drogą jest naśladowanie Najświętszej Panny za życia, gdyż ten tylko podobny Jej będzie w chwale, kto i w cnotach stał się jej podobny. Pisma – 3 s. 333.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;USIŁUJ ZREZYGNOWAĆ Z WŁASNEGO „JA”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;29. Praca nasza osobista sprowadza się do wyzucia z siebie, gdyż reszty dokonuje sam Pan. Listy – 17 z 7 II 1876.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;30. Im całkowiciej człowiek wyzuje się z własnej miłości, z własnego osądu i z własnej woli, im jaśniej pozna, im goręcej umiłuje, im wierniej spełni wolę Bożą, tym doskonalej odpowie swemu powołaniu. Pisma – 1 t. I s. 18.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;31. Pierwszym warunkiem szczerego nawrócenia jest zaparcie się własnej woli, własnego sądu i miłości własnej, by chcieć sądzić i miłować tylko sercem – niejako Chrystusowym. Listy – 8 z 3 II 1875.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-82951704726490808?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/82951704726490808'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/82951704726490808'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/03/mysli-na-kazdy-dzien-maj.html' title='Myśli św. Zygmunta Szczęsnego - maj'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-3190409844419890287</id><published>2011-03-16T03:35:00.001-07:00</published><updated>2011-09-02T14:13:38.737-07:00</updated><title type='text'>Myśli św. Zygmunta Szczęsnego - czerwiec</title><content type='html'>Czerwiec&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Więcej jest bowiem zaparcia się w wiernym zastosowaniu się do woli cudzej, niż w zniesieniu cierpienia nałożonego sobie dobrowolnie. Pisma 1 t. I s. 77.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Tak jak ja pojmuję wymagania Boże względem Zgromadzenia, którego kierownictwo podobało się Panu Jezusowi mnie polecić, potrzebuje On od wstępujących doń osób zaparcia się siebie, tj. nie szukania w niczym siebie, prostoty i prawdy. Inne zaś wady więcej szkodzą samej osobie niż sprawie Bożej. Listy – 6 z 19 VII 1889.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Przechowajcie tylko ducha zupełnego zaparcia się i gorącej miłości Boga i bliźniego, a będziecie wierne waszemu powołaniu. Listy – 1 nr 39.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Wszędzie i zawsze zaparcie się i miłość woli Bożej winny górować w naszych sercach nad wszelkimi innymi względami. Listy – 1 nr 41.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Nie wahamy się przeto gwałt sobie zadać, aby ujarzmić buntującą się naturę i pod panowanie łaski ją poddać, gdyż bez boju nie ma zwycięstwa, a tylko zwycięzcę czeka nagroda. Pisma – 3 s. 397.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Tam jest największa zasługa, gdzie wykonanie czegokolwiek wydaje się trudne, gdzie nie doznaje się duchowego zadowolenia, ponieważ w tym wypadku człowiek niczego nie ma swojego, ale dokonuje dzieła z dokładnością i cierpliwością, bo taka jest wola Boża. Pisma – 6 Wieczór 3 s. 193.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7.Nie cuda zewnętrzne, co zdumiewają tłumy, lecz ukryte i Bogu jednemu wiadome cuda zaparcia się, miłości i pokory stanowią konieczny warunek apostolskiego powodzenia. Pisma – 1 t. I s. 5.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;SZUKAJ OPARCIA W BOGU&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Sprawy Boże mają to do siebie, że rozwijają się w cichości i niepostrzeżenie, częstokroć na przekór wszelkim ludzkim oczekiwaniom. Listy – 5 z 13 II 1877.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. Doskonałość i pokora tak ścisłymi więzami kojarzą się z sobą, że pracując nad zdobyciem pokory, rzucamy w duszę nasiona wszystkich cnót chrześcijańskich. Listy – 1 nr 13.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. Wszyscy bowiem potrzebujemy siły z wysoka do spełnienia naszych powinności. Kto zaś jej potrzebuje najwięcej – Bogu jednemu wiadomo. Listy – 4 z 23 I 1859.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11. Człowiek nic nie może sam przez się, ale Bóg wszystko z nim może siłą swej łaski. Listy – 1 nr 21.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12. Miłość Boża jest to zupełne zaparcie się samego siebie. Zapomnieć zaś o sobie umie tylko prawdziwa pokora. Listy – 1 nr 13.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13. Nędza nasza to tron miłosierdzia Bożego. Człowiek jest narzędziem Wszechmocnego. Im nieudolniejsze narzędzie, tym jawniej uwydatnia się Wszechmocność Mistrza. Listy – 17 z 7 II 1876.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;14. Współpracowanie człowieka wyłącza wszelką żądzę szczególnych zalet i przymiotów, boć im więcej naszego, tym mniej Bożego. Listy – 17 z 7 II 1876.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15. Nie wzdrygaj się na widok swej nędzy. Kochaj się raczej w swym ubóstwie, bo to jest jedyny nasz tytuł do wsparcia. Listy – 17 z 7 II 1876.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;16. Uniżajmy się nie tylko pod mocną ręką Stworzyciela, co pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje, lecz i przed wszelkim najułomniejszym człowiekiem, na wzór i dla miłości Chrystusa, gdyż tylko naśladując Jego pokorę na ziemi, chwały też Jego uczestnikami stać się zdołamy w niebie. Pisma – 1 t. I s. 190-191.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;17. Pokora jest najlepszym sposobem zdobywania serca. Pisma – 6 Wieczór 2 s. 190.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;18. Dla nabycia pokory postanówmy nigdy nie głosić własnych zalet lub dobrych uczynków, nie uskarżać się na ludzką względem nas niesprawiedliwość. Pisma 3 s. 161.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;19. Naśladujmy Zbawiciela nie tylko w jego pokorze i cichości, ale też w szlachetnej i mężnej prostocie, z jaką wszędzie i zawsze daje świadectwo prawdzie. Pisma – 1 t. II s. 129.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;20. Najdoskonalsze nawet formy, nie wypływające z treści ducha, sprzeciwiają się wymaganiom Bożym względem was, gdyż nie zgadzają się z prawdą. Listy – 1 nr 14.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;21. Prostota, co obok pokory i zaparcia się stanowi jedną z najprzedniejszych cech ducha Rodziny Maryi, jest nie czym innym, jak postępowaniem zawsze w prawdzie, tak iżby wewnętrzne usposobienie odpowiadało wiernie uczynkom zewnętrznym. Listy – 1 nr 14.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;22. Nic tak kwestii nie zaciemnia i miłości braterskiej nie psuje, jak owe zarozumiałe i uparte obstawanie przy swoim zdaniu. Pisma – 1 t. II s. 131.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;23. Obstawanie przy swoim zdaniu, a potępienie wszelkiego przeciwnego mniemania w kwestiach, gdzie każdy mylić się może, byłoby dowodem zarozumiałości i samowoli. Pisma – 1 t. II s. 131.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;24. Prawdziwie chrześcijańska, tj. pokorna i pełna skromności mądrość, nie dowierza sobie, gdyż wie, że łatwo omylić się może. Pisma 1 t. II s. 131.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;25. Tam, gdzie obu stronom chodzi o prawdę, nie o tryumf, błądzący chętnie odstąpi od swego zdania, skoro podobną gotowość i w przeciwniku spostrzeże. Tym więc sposobem i prawda się wyświeca i miłość chrześcijańska nie nadwyręża. Pisma – 1 t. II s. 131.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;26. Tam, gdzie wyznanie prawdy mogłoby z powodu ludzkiej złości wielkie sprawić szkody, godzi się, a nawet należy na wzór Chrystusa milczeć, ale nie godzi się nigdy mówić rzeczy przeciwnych, celem wprowadzenia w błąd pytającego. Listy – 1 nr 14.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;CZYŃ WSZYSTKO Z MIŁOŚCI KU BOGU&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;27. Pomiędzy miłością a zaparciem się zachodzi tak ścisły związek, jak między skutkiem a przyczyną, tak iż kto ukocha doskonale Boga, ten i zaprze się też doskonale samego siebie. Listy – 1 nr 32.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;28. Ze stopnia zaparcia się najpewniej sądzić można o stopniu miłości i tego właśnie probierza używać winniśmy przy ocenianiu naszego postępu w miłości Bożej. Listy – 1 nr 32.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;29. Miłość żyje ofiarą. Nie kocha, kto nie poświęca się dla umiłowanego. Niebieski Oblubieniec chce od was ofiary zupełnej, ofiary ustawicznej, ofiary bez granic... Chce byście w niczym nie szły za własnym upodobaniem nawet w wyborze krzyża, chociażby ten, który obierzecie był stokroć cięższy od tego, jaki On sam na ramiona włożyć wam pragnie. Listy – 1 nr 32.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;30. Miłość rodzi ofiarę, a bez ofiary niepodobna ani pojąć, ani spełnić obowiązku. Listy – 4 z 10 VIII 1853.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-3190409844419890287?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/3190409844419890287'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/3190409844419890287'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/03/mysli-na-kazdy-dzien-czerwiec.html' title='Myśli św. Zygmunta Szczęsnego - czerwiec'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-6148146850145960968</id><published>2011-03-16T03:34:00.000-07:00</published><updated>2011-09-02T14:13:10.883-07:00</updated><title type='text'>Myśli św. Zygmunta Szczęsnego - lipiec</title><content type='html'>Lipiec&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Wartość ofiary ceni się nie według tego, co się poświęca Bogu, lecz co się sobie zostawia. Potwierdza to przykład ubogiej, ewangelicznej niewiasty, wrzucającej do skarbonki drobny pieniążek. Pisma – 1 t. II s. 57.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Umiłujmy tylko Boga, tak iżby się stał jedynym celem pragnień naszych, a modlitwa, tj. poufna z Nim rozmowa, stanie się konieczną potrzebą dusz naszych, najmilszą rozkoszą serca. Pisma – 2 s. 152.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Miłość działa jakby siła odśrodkowa, poświęcając siebie dla umiłowanej istoty, samolubna zaś pożądliwość nosi raczej charakter siły dośrodkowej, co wszystko usiłuje ku sobie pociągnąć i na własną obrócić korzyść. Pisma – 4 s. 158.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Nam potrzeba ducha poświęcenia, bez którego nic wielkiego nie może się dokonać na ziemi, gdyż tylko ofiara ma siłę zbawiającą, byle celem tej ofiary była prawda i cnota, pobudką zaś miłość. Listy – 19 z 25 III 1882.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Tylko siła pracy i ofiary może zbawić tak człowieka jak i naród, byle praca płynęła z miłości obowiązku, ofiara zaś z miłości Boga i bliźniego. Listy – 19 z 25 III 1882.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Boleśnie żegnać te wzniosłe i silne dusze, co wszędzie wkoło siebie umiały budzić miłość cnoty i poświęcenia dla dobra. Listy – 19 z 17 III 1868.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. Miłość prawdziwa zawsze z pokorą chodzi w parze. Pisma – 2 s. 148.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Tylko u stóp krzyża, albo u pokornego żłóbka naszego Zbawiciela zaczerpnąć możemy siły do wiernego wypełnienia woli Bożej na stanowisku, na jakim podobało się Opatrzności nas umieścić. Listy – 11 b.d.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. Wartość cnoty nie mierzy się ważnością dokonanej sprawy, lecz stopniem umiłowania woli Bożej przy jej spełnieniu. Pisma – 1 t. I s. 255.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. Cnota oparta na bezwarunkowym umiłowaniu woli Bożej nic nie żąda ani od ludzi, ani od okoliczności, wolna jest od zawodu i rozczarowania, ponieważ opiera się tylko na Bogu i Jego wszędzie i we wszystkim szuka. Pisma – 1 t. s. 47-48.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11. Wszędzie przeto i zawsze żyjcie wolą Bożą, a coraz ściślej z Oblubieńcem waszym będziecie się łączyć, chociażby serce wasze było pozbawione wszelkich czułych pociech. Pisma – 2 s. 256.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12. Tylko bezwarunkowe umiłowanie woli Bożej daje to niezachwiane zaufanie, że to, co Opatrzność zrządzi, będzie najlepsze. Listy – 3 z 8 XII 1884.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13. Sądzę, że ten dobrze umiera, kto z miłości Bożej złożył zawczasu ofiarę z tego wszystkiego, z czego śmierć ogołocić go może. Listy – 18 z 10 VII 1889.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;MIŁUJ W BLIŻNICH CHRYSTUSA&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;14. Kochać w bliźnich wizerunek Boży i starać się o to, by serce jego pozyskać Bogu – oto jest prawdziwa miłość, która w niczym miłości Bożej się nie sprzeciwia. Listy – 1 nr 6.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15. Nie przyrodzone dary winny pociągać nas ku bliźnich, ale dar łaski, tj. wszystko, co przypomina nam Boga w człowieku. Listy – 1 nr 6.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;16. Czy źle czy dobrze ludzie obchodzą się z nami, my zawsze wypełniajmy obowiązek miłości względem wszystkich bez różnicy, naśladując w tym – jak chce Zbawiciel – Ojca Niebieskiego. Pisma 1 t. II s. 127.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;17. Wolę zawsze usłuchać głosu miłości niż słuszności. Można bowiem nieraz mieć do czegoś słuszne prawo i bez grzechu tego użyć, a jednak boleśnie zakrwawić serce bliźniego. Listy – 4 z 11 II 1853.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;18. Głównym zaś niebezpieczeństwem miłości jest odwoływanie się w utrapieniach do sprawiedliwości. Pisma – 1 t. II s. 47.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;19. Nie czystą tylko sprawiedliwością, ale miłością trzeba rządzić się zawsze. Listy – 19 (1852).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;20. Nienawiść grzechu, a miłość dla grzesznika – oto jest hasło prawdziwego chrześcijanina. Pisma – 1 t. II s. 127.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;21. Miejmy czułe serce na każdą nędzę i drzwi otwarte dla każdego cierpiącego. Pisma – 1 t. II s. 124.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;22. Im obfitszą łaską gorliwości Pan nas dziś obdarza, tym cierpliwiej znośmy opieszałość innych, by nie sprawdziła się na nas ta straszna pogróżka Zbawiciela, iż pierwsi staną się ostatnimi, a ostatni pierwszymi. Listy – 1 nr 37.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;23. Służenie bliźniemu bez cierpliwości jest raczej dręczeniem go niż służbą. Listy – 1 nr 38.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;24. Prawdziwym źródłem cierpliwości jest miłość, tak iż pragnąć zdobyć tę cnotę powinniśmy przede wszystkim w miłości się ćwiczyć. Listy – 1 nr 38.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;25. W dopomaganiu bliźnim, nie na względną ich świątobliwość, lecz na stopień jedynie potrzeby przede wszystkim uważać należy, dając zawsze pierwszeństwo najbardziej zagrożonemu. Pisma – 2 s. 136.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;26. Pracę nad udoskonaleniem duszy bliźniego rozpocząć powinniśmy od apostolstwa, tj. od oświecenia go w prawdach wiary i obyczajów i ukazania mu drogi do zupełnego z Bogiem zjednoczenia. Pisma 1 t. II s. 133.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;27. Bądźmy surowi dla siebie, jeśli nas łaska Boża na drogę ostrej pokuty wzywa, ale miejmy wyrozumiałość dla bliźnich. Pisma – 3 s. 248.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;28. Nic tak nie utrudnia zbłąkanej duszy powrotu na drogę cnoty, jak niedowierzanie tych, którzy zamiast współczucia i zachęty, mają dla niej tylko niedowierzanie i twarde wyrzuty za przeszłość. Listy – 1 nr 38.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;29. Pracujmy nad pogodzeniem powaśnionych i wzajemnie na siebie zagniewanych, zwłaszcza w gronie najbliższych nam osób, a spocznie też i na nas błogosławieństwo Boże. Pisma – 3 s. 277.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;30. Zgodą i posłuszeństwem można wszystko osiągnąć, bardziej niż hardością. Pisma – 6 Wieczór 5 s. 207.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;31. Prawdziwe, całe szczęście polega na miłości i poświęceniu. Póki wszystkiego nie przebaczymy, póty nie będziemy mieć pokoju Chrystusowego. Listy – 4 z 10 III 1852.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-6148146850145960968?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/6148146850145960968'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/6148146850145960968'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/03/mysli-na-kazdy-dzien-lipiec.html' title='Myśli św. Zygmunta Szczęsnego - lipiec'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-4443364192156373750</id><published>2011-03-16T03:33:00.002-07:00</published><updated>2011-09-02T14:12:43.771-07:00</updated><title type='text'>Myśli św. Zygmunta Szczęsnego - sierpień</title><content type='html'>Sierpień&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Miłość jest głównym warunkiem zgody, siły i pomyślności. Pisma – 5 s. 58.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Kto siebie i innych z Chrystusem porównywa, przed tym nikną małe różnice zachodzące między ludźmi i ten tylko wszystkich bliźnich za braci uznać może. Listy – 4 z 7 V 1847.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Tylko duch poświęcenia zabliźnia rany, jedna powaśnionych i kojarzy na nowo potargane związki. Listy – 2 z 31 I 1857.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Przyjaźń jest jednym z najcenniejszych darów Nieba, jeśli to będzie prawdziwie chrześcijańska przyjaźń. Na to zaś, aby taką była, trzeba koniecznie, by celem jej było wzajemne udoskonalenie przez gorliwe dopomaganie sobie w naśladowaniu Chrystusa. Pisma – 1 t. II s. 169.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Nam zwłaszcza, cośmy się całkowicie na służbę Chrystusowi oddali, nie godzi się innego celu w przyjaźni zakładać nad ten, by sobie nawzajem do postępu w cnotach dopomagać. Pisma – 1 t. II s. 170.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Uciekajmy od pochlebców, a szukajmy szczerych i bezinteresownych przyjaciół. Pisma – 1 t. II s. 170.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. Jako niepodobna jest kochać Boga nie kochając bliźniego, tak równą jest niemożebnością miłować duszę bliźniego nie troszcząc się wcale o jego ciało. Pisma – 1 t. II s. 117.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Gościnność jest ofiarą, gdyż poświęca własną korzyść i dogodność dla potrzeby bliźniego. Pisma – 1 t. II s. 125.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ODPOWIEDŹ NA WEZWANIE BOŻE&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. Dziś, więcej niż kiedyś, pamiętać wam o tym potrzeba, że Królestwo Boże w was jest; żadne zewnętrzne okoliczności nie zdołają go wam ani dać, ani odjąć. Listy – 12 (1889).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. Królestwo Boże w nas jest. Nosząc je zaś w sercu, czegóż jeszcze pragnąć, albo czego możemy się obawiać. Listy – 17 z 28 b.m. 1878.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11. Niech tylko Pan Jezus króluje bez podziału w sercach waszych, a nic na świecie pokoju wewnętrznego i wesela miłującej, i umiłowanej oblubienicy, zakłócić w duszach waszych nie zdoła. Listy – 12 (1889).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12. (Jezus) królować będzie w sercach waszych, kiedy wszystkie władze duszy i ciała w uciszeniu i kornym poddaniu się oczekiwać będą na skinienie Oblubieńca i Króla waszego. Listy – 1 nr 41.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13. Kto chce być prawdziwym naśladowcą Chrystusa, winien bez wahania poświęcić wszystko, co mu staje na przeszkodzie do zjednoczenia z Nim. Pisma – 1 t. II s. 130.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;14. Dusza, pragnąca poświęcić się na wyłączną służbę Bogu, powinna koniecznie miłować modlitwę, umartwienie i miłosierdzie, jeśli chce wywiązać się wiernie z obowiązków swego powołania. Listy – 1 nr 35.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15. Światowego zaś ducha nie pozbędziecie się inaczej jak wprowadzając do serca ducha Ewangelii. Pisma – 1 t. II s. 66.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;16. Wszystkim zakonom wspólne są trzy śluby: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa, w których zawiera się to wszystko, co najdotkliwej krzyżuje naszą skażoną naturę. Pisma – 1 t. II s. 50.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;17. Wszyscy mamy obowiązek uczcić powołanie zakonne w każdej duszy wezwanej przez Pana, dopomagając jej do udania się za głosem Oblubieńca. Pisma – 1 t. II s. 50.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;18. Na śluby zakonne zapatrywać się będziemy jako na potężną raczej dźwignię, co w niewolę podbijając ciało ducha wyzwala i ku niebu wznosi. Pisma – 2 s. 204.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;19. Zasadniczą cnotą tego stopnia miłości jest wspaniałomyślność, nie znająca żadnych granic ofiary. Pisma – 1 t. II s. 50.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;20. Nie ma ważniejszego w pracy wewnętrznej zadania nad wykształcenie serca, tj. nad nauczenie go – co, jak i dlaczego ma miłować. Pisma – 1 t. II s. 28.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;21. Posiąść zatem miłość, jest to posiąść wszystko, bo posiąść samego Boga. Zagasić ją zaś w sercu – jest to postradać więcej niż cały świat, bo postradać źródło żywota, a pogrążyć się w przepaść śmierci i zguby. Pisma – 1 t. II s. 28.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;22. Chcąc przeto prawdziwie po chrześcijańsku wykształcić serce, trzeba nauczyć je kochać Boga nade wszystko, a w Nim tylko i dla Niego miłować naszych bliźnich. Pisma 1 t. II s. 30.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;23. Gdzie bowiem myśl nasza najchętniej przebywa, tam też jest i serce nasze. Myślimy mimo woli o tym skarbie naszym, do którego serce nasze przylgnęło. Listy – 1 nr 20.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;24. Nie pozwólcie sercu waszemu zająć się czymkolwiek, co do powołania waszego nie należy, bo choćby to były skądinąd najlepsze rzeczy, to dla was są one niewątpliwie szkodliwe, jako leżące poza zakresem woli Bożej względem was. Listy – 1 nr 3.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;25. Czyje serce skażone, ten wszędzie czuje skażenie, a czyje oko nieczyste, ten widzi brud dookoła. Czysty zaś wzrok i zacne serce nigdzie niegodziwości nie podejrzewają. Pisma – 1 t. I s. 281.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;26. Jedna jest tylko prawdziwa niezależność – to oderwanie serca od wszystkiego co doczesne. Listy – 4 z 23 I 1859.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;27. Błogosławieństwa Pańskie inaczej się objawiają niż pomyślności światowej. Listy – 16 ze I 1874.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;28. Dość poślubić Bogu ubóstwo, czystość i posłuszeństwo, by przez to samo wydać się na dobrowolne i ustawiczne zewnętrzne i wewnętrzne krzyże. Pisma – 1 t. II s. 49.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;29. Ślubując ubóstwo, pracę i poniżenie, wcielacie się niejako duchem w Przenajświętszą Rodzinę. Pisma – 2 s. 260.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;30.O, zaiste wielki to musi być skarb – to ubóstwo, kiedy posiada takich miłośników jak Jezus i Maryja. Pisma – 3 s. 147.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;31. Prawdziwa niezależność majątkowa opiera się na ograniczeniu potrzeb, a nie na mnożeniu dochodów. Listy – 11 z 6 V 1872.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-4443364192156373750?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/4443364192156373750'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/4443364192156373750'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/03/mysli-na-kazdy-dzien-sierpien.html' title='Myśli św. Zygmunta Szczęsnego - sierpień'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-4994883698452668212</id><published>2011-03-16T03:33:00.001-07:00</published><updated>2011-09-02T14:12:14.528-07:00</updated><title type='text'>Myśli św. Zygmunta Szczęsnego - wrzesień</title><content type='html'>Wrzesień&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Pan Jezus dobrowolnie szukał ubóstwa i obrał je za najmilszego i nierozdzielnego towarzysza od kolebki aż do grobu. Pisma – 2 s. 199.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Jeśli przeto na Jego wzór Królestwo Ojca Niebieskiego chcemy budować na ziemi, powinniśmy jak On umiłować ubóstwo i nigdy się z nim nie rozstawać. Pisma – 2 s. 199.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Nie przywiązujcie się do niczego, krom woli Bożej. Listy – 1 nr 33.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Wszędzie i zawsze żyjcie tylko wolą Bożą, a najściślej zjednoczycie się z waszym Oblubieńcem. Listy – 1 nr 41.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Nie tylko nie pragnijcie żadnej przyjemności lub pociechy od stworzeń idącej, lecz łask nawet i nadprzyrodzonych darów nie żądajcie innych nad te, jakie sam Pan Jezus do serca podać wam raczy. Listy – 1 nr 41.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Tylko przy głębszym wniknięciu w ducha Ewangelii możemy należycie zrozumieć tak potrzebę władzy, jak i ważność obowiązku chętnego jej ulegania. Pisma – 1 t. I s. 270.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. Bez posłuszeństwa nie byłoby ani w rodzinie, ani w społeczeństwie wewnętrznego ładu i pomyślności. Listy – 1 nr 39.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Charakter stosunku między przełożoną a siostrami winien być taki sam, jaki istnieje w pobożnej chrześcijańskiej rodzinie między matką a dziećmi. Listy – 1 nr 39.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. Wierność w drobnych obowiązkach nierównie pewniejsza jest dowodem umiłowania woli Bożej, niż posłuszeństwo w rzeczach kapitalnych. Pisma – 1 t. I s. 255.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. Wy zaś, co szczerze pragniecie wyzuć się całkiem z siebie samych, a żyć tylko Bogiem, ukochajcie posłuszeństwo jako najpewniejszą do zaparcia się drogę. Listy – 1 nr 39.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11. Przełożeństwo jest niezmiernie ważnym urzędem w Zgromadzeniu, od którego sprawowania życie wewnętrzne przede wszystkim zależy. Listy – 5 z 31 I 1875.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12. Stać się tłumaczem woli Bożej i jej powolnym w stosunku do podwładnych narzędziem – oto jedyna godziwa dla zakonnych przełożonych ambicja. Pisma – 2 s. 217.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13. Szczere umiłowanie czystości, ubóstwa i posłuszeństwa jest niezbędne nie tylko w sercu naszym dla chwały Bożej i zbawienia własnej duszy, ale stanowi konieczny warunek użyteczności naszych prac na zewnątrz. Pisma - 2 s. 202.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;POMÓŻ CHRYSTUSOWI W ZBAWIANIU ŚWIATA&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;14. Zbawienie zawsze wymaga naszej współpracy. Pisma – 1 t. I s. 57.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15. Królestwo Boże rośnie i umacnia się w ogniu cierpienia. Listy – 16 z 6 VIII 1869.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;16. Jak świat materialny podtrzymuje się Wszechmocną siłą, co go z nicestwa wywołała, tak świat ducha – świat stojący na wzajemnej miłości Boga i człowieka – podtrzymywać może swe życie tylko siłą ofiary, siłą krzyża, co go do życia powołała na Kalwarii. Listy – 16 b.d.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;17. Wszystko, co nas spotyka bez udziału naszej woli jest niezaprzeczenie w stosunku do nas wolą Bożą. Listy – 12 z 1889.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;18. Wszystko więc z weselem przyjmować i za wszystko wdzięcznie dziękować – niech będzie odtąd hasłem waszym, a łaska i błogosławieństwo Boga spocznie na was. Listy – 12 z 1889.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;19. Miłującym Pana wszystko ku zbawieniu służy, a tym bardziej krzyże ręką samego Zbawcy wybrane i na barki nasze złożone. Umiejmy tylko przyjmować je w duchu  pokuty i zadość uczynienia, a staną się one dla nas nie tylko źródłem zasługi, ale i wielkiego duchowego postępu. Listy – 15 b.d.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;20. Nie o to więc troszczyć się trzeba, czy to lub owo cierpienie będzie dla nas przykre i trudne, ani też które pożyteczniejsze dla bliźnich, lecz o to jedynie, które jest zgodne z wolą Bożą. Listy – 7 z 15 XI 1875.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;21. Bez nieograniczonej ufności w Opatrzność niepodobna umiłować krzyża, gdyż tylko niezachwiana wiara, iż Bóg czuwa nad nami i wszystkie wypadki ku zbawieniu naszemu kieruje, może obdarzyć nas wewnętrznym pokojem. Pisma 1 t. I s. 187-188.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;22. Każdy, kto ośmiela się szemrać i narzekać na te widome narzędzia swych cierpień, powstaje przez to samo przeciw niewidomej ręce, która je według upodobania porusza. Listy – 1 nr 8.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;23. Kto ofiarując się na służbę Chrystusową o pociechach tylko marzy, a wzdryga się na cierpienie, ten nie samego Dawcę miłuje, lecz dary Jego. Listy – 1 nr 31.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;24. Syn Boży nie swą działalnością, lecz cierpieniem swoim nas odkupił. Póki przeto możemy cierpieć – i zasługiwać też możemy, bylebyśmy umieli zachować się na wzór Zbawiciela na krzyżu i na wzór Maryi pod krzyżem. Pisma – 3 s. 211.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;25. Skoro Syn Boży umarł na krzyżu dla naszego zbawienia, to niepodobna, by istniała inna droga do wiekuistej chwały jak ta, którą On sam nam ukazał. Pisma – 1 t. II s. 134-135.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;26. Jeśli (Chrystus) krzyżową prowadzi nas drogą, to czyż nie On sam torował ją własnymi stopami i czyż nie wiódł po niej wszystkich najmilszych i najbliższych sobie? Pisma – 1 t. II s. 9.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;27. Nie ma też utrapienia, w którym nie przyniosłaby ulgi pamięć na to, ile i z jakim poddaniem cierpiał nasz Odkupiciel. Nie ma ucisku, w którym by nie można zaczerpnąć siły i otuchy na wspomnienie krwawego potu w Ogrójcu. Nie ma pokusy, której przezwyciężyć by nie można bronią użytą przez Syna  Bożego na pustyni. Pisma – 2 s. 145.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;28. Wiara nas uczy, iż ten tylko współuwielbionym z Chrystusem będzie w niebie, kto zezwoli być z Nim współukrzyżowanym na ziemi. Listy – 1 nr 33.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;29. Kto nie będzie wpółukrzyżowany z Chrystusem, nie będzie z Nim współuwielbiony. Listy – 5 z 31 I 1877.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;30. Poszliśmy za Chrystusem w nadziei dzielenia kiedyś chwały Jego w niebie; naśladujmy Go na ziemi w niesieniu krzyża. Pisma – 1 t. I s. 279.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-4994883698452668212?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/4994883698452668212'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/4994883698452668212'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/03/mysli-na-kazdy-dzien-wrzesien.html' title='Myśli św. Zygmunta Szczęsnego - wrzesień'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-2646626164965977845</id><published>2011-03-16T03:32:00.000-07:00</published><updated>2011-09-02T14:11:45.458-07:00</updated><title type='text'>Myśli św. Zygmunta Szczęsnego - październik</title><content type='html'>Październik&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Współukrzyżowanie stosuje się więcej jeszcze do utrapień wewnętrznych niż do zewnętrznych, gdyż najdotkliwsze cielesne cierpienia nie krzyżują tak ducha, jak ciemności i opuszczenia wewnętrzne. Listy – 1 nr 33.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Nie ma utrapienia, w którym nie można by naleźć pociechy, przypominając sobie ile i z jakim poddaniem cierpiał nasz Zbawca. Listy – 1 nr 2.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Chętne przyjęcie wszelkiego rodzaju doświadczeń, jakimi podobać się może Bogu nas próbować, jest najmilszym hołdem, jaki stworzenie oddać może swemu Stwórcy. Listy – 1 nr 34.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Nic łatwiejszego jak miłować krzyże i krzyżujących podczas półgodzinnego rozmyślania, ale nic trudniejszego jak spełniać to czynem... zwłaszcza jeśli krzyże nie pochodzą z własnego wyboru, ci zaś, co je wkładają nie pytają się nawet czy mamy ochotę je dźwigać. Pisma – 1 t. II s. 51.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Jak łatwo najcięższy nawet krzyż dźwigać, kiedy się czuje, że Jezus podtrzymuje go własnym ramieniem i sam ukazuje niedaleką metę, gdzie cierniową koronę na promienny zamienimy wieniec. Pisma – 3 s. 231.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Jak ciężko, jak trudno wstępować na Kalwarię, kiedy Pan obecność swą zatai i żadnym drgnieniem serca nie da nam poznać, że Go obchodzi los naszej duszy, że Mu są miłe nasze prace i wysiłki. Pisma – 3 s. 231.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. Pan Bóg wymaga od nas tylko gotowości, ale sam zajmie się wyborem i żaden krzyż nie jest Mu tak miły, jak ten, który sam na barki nam kładzie. Listy – 7 z 15 XI 1875.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Pamiętajcie, że męka i śmierć trwają tylko trzy dni, a zmartwychwstanie trwa na wieki. Listy – 5 z 8 XI 1874.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. Wszystko cierpieć dla miłości Chrystusa, który dla nas więcej wycierpiał, a który także nie zostawi bez nagrody cierpienia zniesionego dla Niego. Listy – 19 z 1852.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. Celem wszystkiego, co Bóg zrządza i dopuszcza na nas, jest uświęcenie i zbawienie nasze. Listy – 5 z 8 XI 1874 r.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11. Przemagającą wszakże cnotą, której przede wszystkim Pan Jezus wymaga od waszego Zgromadzenia jest gorliwość o zbawienie dusz. Listy – 1 nr 36.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z MARYJĄ DO JEZUSA&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12. Bóg chce, aby Maryja była początkiem wszystkiego dobra. Listy – 9 z 27 IV 1863.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13. Starajmy się tak umiłować wolę Bożą, jak ją umiłowała Maryja. Pisma – 3 s. 301.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;14. Naśladujmy tylko wierniej Maryję w adoracji i modlitwie wewnętrznej, a z każdym dniem będziemy bliżsi celu. Pisma – 3 s. 383.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15. Przenajświętsze Jej Serce otwarte jest dla każdego. Pisma – 3 s. 26.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;16. Co tylko dobrego, co tylko zbawiennego i pożytecznego otrzymujemy, wszystko odbieramy za pośrednictwem tej Matki Kościoła. Listy – 9 z 27 IV 1863.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;17. Maryja jest naszym wspomożeniem, Maryja naszą pocieszycielką, Maryja naszą ucieczką, Maryja naszą gwiazdą wśród tego morza pełnego nawałnic, jakim jest to życie doczesne. Listy – 9 z 27 IV 1863.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;18. Przez Maryję, przez tę drugą, ale niewinną i przeczystą Ewę, przyszło zbawienie dla świata, wcielony Syn Boży. Listy – 9 z 27 IV 1863.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;19. O, dałby Bóg Wszechmogący, aby wam wszystkim bez wyjątku, Królowa nasza była gwiazdą i przewodniczką do cnotliwego życia, wzajemnej miłości, zgody i pokoju. Listy – 9 z 27 IV 1863.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;20. Wszystko dla miłości Jezusa i według woli Jezusa – oto ogólna cecha tego istnienia, co chlubą i skarbem jest na ziemi, rozkoszą zaś i uweseleniem dla nieba. Pisma – 3 s. 396.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;21. Całe Jej życie – to życie z wiary, to dobrowolne i wytrwałe ukrzyżowanie natury, to ustawiczna z siebie dla Boga ofiara. Pisma – 3 s. 396.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;22. Jeśli chcemy przeto zbliżyć się do uczuć i poglądów Maryi zacznijmy naprzód żyć jak Ona życiem nadprzyrodzonym, płynącym z wiary, nadziei i miłości, a przestańmy hołdować zmiennym sądom ludzkim, co nas nie obronią przed trybunałem Bożym. Pisma – 3 s. 288-289.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;23. Ilekroć przeto obowiązek jaki wyda się wam zbyt ciężkim lub wstrętnym, ilekroć miłość własna szeptać wam będzie, że to lub owo zatrudnienie jest dla was poniżające – spojrzyjcie wówczas w duchu na Królową nieba i ziemi, i Bożą Rodzicielkę. Pisma – 2 s. 264.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;24. Nic tyle nie pomaga do nabycia tej świętej obojętności na rodzaj zatrudnienia, jak rozważanie przykładu Najśw. Maryi Panny. Listy – 1 nr 41.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;25. Naśladujmy tylko Matkę Bożą w jej usposobieniu, a poznamy wówczas, że i dla nas Pan nie szczędzi cudów swej łaski i swego miłosierdzia. Pisma – 2 s. 157.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;26. Natchnijże serca nasze, o Maryjo, tą świętą siłą i tą dziwną mądrością, co pozwalały Ci zawsze poddawać uczucia przyrodzone natchnieniom łaski. Pisma – 3 s. 138.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;27. Błogosławieni, których godzina próby zastanie pod krzyżem z Maryją. Listy – 5 z 8 XI 1874.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;28. O Maryjo, coś cięższą niż z własnego życia złożyła pod krzyżem ofiarę, uproś nam ducha zaparcia się i szczerą gorliwość o chwałę Bożą i dusz zbawienie. Pisma – 3 s. 359-360.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;29. Oto, jako dzieciom Maryi, zalecę wam najczulszą miłość dla Niebieskiej Matki naszej i Orędowniczki, pod której opieką wasze Zgromadzenie poczęło się i rozkrzewiło. Pisma – 2 s. 267.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;30. O, czcijcie Maryję, strójcie Jej ołtarze w sercach waszych kwiatami niewinności, cnoty lub przynajmniej łzami pokuty, nawrócenia i szczerej poprawy. Listy – 1 nr 41.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;31. Usiłujmy prowadzić żywot Najświętszej Panny, której nie tylko każdy czyn, ale każde pragnienie, każdy oddech, każde uderzenie serca poświęcone było całkowicie Bogu. Pisma – 3 s. 336.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-2646626164965977845?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/2646626164965977845'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/2646626164965977845'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/03/mysli-na-kazdy-dzien-pazdziernik.html' title='Myśli św. Zygmunta Szczęsnego - październik'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-819584041269407414</id><published>2011-03-16T03:31:00.002-07:00</published><updated>2011-09-02T14:11:14.806-07:00</updated><title type='text'>Myśli św. Zygmunta Szczęsnego - listopad</title><content type='html'>Listopad&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. O Maryjo! Orędowniczko nasza i Pośredniczko! Dopomóż nam do wykonania tych świętych postanowień i bądź tarczą naszą wśród niebezpieczeństw i pokus. Pisma – 1 t. I s. 53.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. O Maryjo! Bądź mistrzynią naszą na drodze doskonałości jak jesteś niezrównanym jej wzorem. Pisma – 1 t. I s. 53.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Szczęśliwy będę, jeśli słowa moja staną się dla was zachętą, światłem lub pomocą w tej zbawiennej pracy wewnętrznego odrodzenia. Pisma – 1 s. VI.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;LIST ARCYBISKUPA DO BRATA ALOJZEGO (21.11.1844 r.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Wstępując w życie praktyczne, doznajemy co dzień nowych wrażeń od ludzi, z którymi mamy stosunki, wskutek tych wrażeń mniemania i sądy nasze, które dotąd były tylko młodzieńczymi ideałami, przehartowują się w ogniu doświadczenia, i przechodzą w zasady życia, które mają już zostać niezmiennymi i stanowić nasz przyszły charakter. ZF – s. 63.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. W naszym wieku potrzeba koniecznie uczyć się zapatrywać się na rzeczy z właściwego stanowiska, a raczej opatrywać je wszechstronnie, gdyż z jednego punktu obaczymy zawsze jedną tylko stronę przedmiotu – dobrą lub złą – nie będziemy więc mieli należytego o niej pojęcia. ZF – s. 63-64.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Jeżeli zaś na wszystko będziemy spozierać przez pryzmę obojętności lub lekkomyślności, to zawsze zostaniemy dziećmi i nie nabędziemy nigdy prawa do szacunku bliźnich, bo nie będziemy wiedzieli, za co należy się ten szacunek. ZF – s. 63-64.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. Pamiętaj, że nie mamy już sterników, co by ostrzegali nas o niebezpieczeństwie, jesteśmy sami stróżami naszego postępowania i sami odpowiadamy za nie przed sądem ludzi, jak kiedyś odpowiemy przed Bogiem. Potrzeba więc wyrobić w sobie wewnętrzną siłę, zdolną dać opór pokusom tak zewnętrznym jak gnieżdżącym się w nas samych. ZF – s. 64.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Jednakże mędrzec z mikroskopem w ręku przepędza całe życie nad kroplą wody, w której odkrywa świat istot dla nas niewidzialny, i umiera, nie skończywszy swej pracy, wyrzekając na życie nasze, że zanadto krótkie, żeby poznać jedną kroplę: życie zoologa nie wystarcza, żeby się zająć jednym porządkiem owadów. ZF – s. 64.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. Każdy wiek wydaje tysiące ludzi trudniących się rozwikłaniem jednaj z nielicznych nauk, a jednak każdy wyznaje przy końcu swej kariery, że zaledwie stanął u progu świątyni poznania, a żaden nie zajrzał nawet jej końca. ZF – s. 64.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. Nie wierzmy nigdy na oślep sumieniu – prawda nie lęka się światła ludzkiego, bo jest światłem Bożym, a sumienie jest właśnie tym światłem. Ono się nie myli, ale często bywa oślepione namiętnością i odzywa się poniewczasie. Iluż to zbrodniarzy uczuło okropność swego postępowania dopiero po dopełnionym zabójstwie. ZF – s. 65.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11. W chwilach więc wolnych zadawajmy pytania swemu sumieniu i bierzmy je pod krytykę rozsądku; wraz odkryjemy pobudki, dla których nam wypada tak postępować i wnet empiryczne zdanie robi się naszym przeświadczeniem i przechodzi w zasadę życia. ZF – s. 65.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12. Zasady te można porównać do drzew, którymi trakt obsadzony, a droga bita jest to sumienie. Często obchodzimy się bez drzew i uznajemy je za niepotrzebne, ale w nocną burzę lub zamieć kierujemy według nich naszą drogę i błogosławimy rękę, która je posadziła. ZF – s. 65.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13. Zaćmienie, a nawet noc, bywa często i z naszym sumieniem. Nie traci ono nigdy ani blasku, ani swej Boskiej natury, ale bywa czasem przysypane popiołem namiętności lub zwierzęcych chuci. ZF – s. 65.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;14. Pojedynczy rozum przy najlepszych chęciach i największej pracy nie zdoła w sobie wyrobić zupełnie czystych pojęć, oczyszczonych od przesądów i tak zwanego ducha czasu. ZF – s. 65.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15. Ani pożytek, ani szlachetność odrębnie nie mają być celem naszym, ale powinny się kojarzyć razem; w celu ma przemagać szlachetność, w środku – pożytek. Filozofia ta, oparta na tak prostej zasadzie, nie dała się dotąd schwycić nikomu i robi zaszczyt Polakom, bo jest wynalazkiem naszego ziomka Trentowskiego, profesora Uniwersytetu Fryburskiego. ZF – s. 65.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;16. Pierwszym środkiem kształcenia zdań naszych są książki, ostateczny zaś polor nadają im dysputy, gdzie dwa zdania przeciwne walczą ze sobą. ZF – s. 65.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;17. W rozmowie jest korzyść podwójna, bo chcąc wypowiedzieć nasze zdanie, musimy go głębiej obmyśleć i przy tym oglądamy przedmiot daleko wszechstronniej, gdyż zarzuty strony przeciwnej zmuszają nas zwrócić uwagę na niektóre niekonsekwencje albo niedostateczne rozwikłanie naszych wniosków, czego my sami nie spostrzegliśmy. ZF – s. 66.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;18. Pod względem dokładności myślenia najlepszy jest sposób przelewać swe myśli na papier. Długo tu zatrudniając się jedną rzeczą, możemy dokładnie ją zbadać, a mając sposób odczytania naszych wyników, możemy je raz jeszcze przewertować i głębiej wrazić w pamięć. ZF – s. 66.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;19. Jeśli mniemasz, że charaktery nasze są różne i dlatego nie robisz mię powiernikiem swego serca – to niesłusznie, gdyż jedność charakteru nie jest warunkiem przyjaźni. ZF – s. 66.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;20. Potępiamy maksymę, nigdy człowieka. ZF – s. 67.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;21. Tracimy szacunek dla człowieka, który popełnił jaki występek, a zmniejszamy go dla tego, kto ukrywa przed nami swe postępowanie, bo zaczynamy go podejrzewać. ZF – s. 66.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;LIST DO CARA ALEKSANDRA II (15.03.1863 r.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;22. Było to zawsze posłannictwem i przywilejem Kościoła przemawiać do władców tego świat w chwilach wielkich nieszczęść i klęsk publicznych. W imię tego przywileju i mojego obowiązku, jako pierwszy Pasterz w Królestwie Polskim, ośmielam się zwrócić do Waszej Cesarskiej Mości, by Mu przedstawić palące potrzeby mojej owczarni. ZF – s. 71.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;23. Krew płynie szerokimi strumieniami, a represje, zamiast uspokoić umysły, coraz więcej je drażnią. Błagam Waszą Cesarską Mość w imię miłosierdzia chrześcijańskiego i w imię interesów obu narodów, aby położył kres tej walce prowadzącej do zagłady. instytucje nadane przez Waszą Cesarską Mość są niewystarczające, aby zapewnić szczęście kraju. Polska nie zadowoli się autonomią administracyjną, ona potrzebuje życia politycznego. ZF – s. 71.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;24. Najjaśniejszy Panie, ujmij potężną dłonią, kierownictwo polskiej sprawy. Uczyń z Polski naród niepodległy, połączony z Rosją tylko węzłem twej dostojnej dynastii. Jest to jedyne rozwiązanie, zdolne wstrzymać rozlew krwi i utworzyć silną podstawę trwałego uspokojenia. ZF – s. 71.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;25. Czas nagli. Każdy dzień zwłoki pogłębia przepaść, dzielącą tron od narodu. Nie czekaj, Najjaśniejszy Panie, ostatecznego wyniku walki. Więcej prawdziwej wielkości ducha jest w okazaniu łaskawości, cofającej się przed rzezią, niż w krwawym zwycięstwie, polegającym na wyludnieniu Królestwa. Jedno wielkie słowo, godne wspaniałomyślności wielkiego Monarchy wystarczy dla naszego ocalenia. oczekujemy go z ust Waszej Cesarskiej Mości. ZF – s. 71.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;26. Śmiem ufać, że Monarcha, który mimo tyle przeszkód wyzwolił z poddaństwa dwadzieścia milionów włościan i uczynił z nich wolnych obywateli, nie cofnie się przed równie chwalebnym zadaniem zapewnienia szczęścia narodowi, tak boleśnie doświadczonemu. ZF – s. 72.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;27. Najjaśniejszy Panie, Opatrzność powierzyła ci te narody, Ona cię wesprze, ona gotuje ci koronę wiekuistej chwały, jeżeli powstrzymasz na zawsze strumienie krwi i łez, które płyną w Polsce. Przebacz, Najjaśniejszy Panie, śmiałość moich słów, lecz chwila jest zbyt uroczysta. Przebacz Pasterzowi, który będąc świadkiem straszliwych nieszczęść, śmie wstawiać się za swoją owczarnią. ZF – s. 72.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;MYŚLI O KAPŁAŃSTWIE&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;28. ... Chęć usunięcia się od świata z powodu doznanych zawodów z jednej strony, z drugiej zaś przekonanie, iż na tej drodze najskuteczniej będę mógł służyć krajowi, były prawdziwym postanowienia mego powodem. Pamiętniki – cz. I, s. 393.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;29. Tu dopiero pojąłem i uwierzyłem całą potęgą upokorzonej duszy, że powołanie jest łaską Bożą, większą niż jaka bądź inna łaska; czyni nas bowiem współpracownikami Chrystusa w dziele odkupienia, co jest najważniejszą sprawą na świecie. Pamiętniki, cz. II, s. 421.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;30. ... Szedłem do Akademii dla oddania ostatniej posługi temu ukochanemu zwierzchnikowi, co był jakby ojcem mego kapłaństwa, nie tylko z powodu, iż namaścił ręce moje chryzmem, lecz że ducha mego namaścił ową miłością i ufnością w czuwającą nad nim Opatrznością, co przyświecały mi odtąd jak gwiazdy przewodnicze w ciągu całego kapłańskiego zawodu mojego. Pamiętniki, cz. II, s. 437-438.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-819584041269407414?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/819584041269407414'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/819584041269407414'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/03/mysli-na-kazdy-dzien-listopad.html' title='Myśli św. Zygmunta Szczęsnego - listopad'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-2549719452153549804</id><published>2011-03-16T03:31:00.001-07:00</published><updated>2011-09-02T14:10:45.955-07:00</updated><title type='text'>Myśli św. Zygmunta Szczęsnego - grudzień</title><content type='html'>Grudzień&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Z postawieniem nogi na ziemi warszawskiej rozpoczęło się moje trudne, po ludzku mówiąc, niemożebne posłannictwo. Znalazłem się sam jeden, bez przyjaciół osobistych, bez politycznych stronników, bez tej nawet pomocy, jaką daje doświadczenie i rutyna. Pamiętniki, cz. II, s. 511.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Na tej to zasadzie Kościół św. dzieli powołania na trzy główne stany, ściśle określając niezbędny dla każdego stopień doskonałości, a mianowicie: stan świecki, w którym godziwe jest małżeństwo; stan duchowny, dozwalający zachowania własności osobistej i swobodnego użycia woli w zakresie nie objętym służbą kościelną, tj. w sprawach nie mających związku z obowiązkami kapłańskimi i stan zakonny, wymagający ścisłego spełnienia wszystkich rad Ewangelicznych.  Konferencje duchowne, t. I, s. 21.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. ... I nas kapłanów, co w obecnej chwili służbę w świątyni Pańskiej sprawujemy, tak samo powołuje sam Zbawiciel, jak Piotra i towarzyszów jego powołał; i nam toż samo do wszystkich narodów daje posłannictwo, i z nami wreszcie przyrzeka toż samo być niedostępną łaską swą i wszechmocą, jeśli zgodnie z Jego wolą sprawować będziemy święte urzędowanie. Konferencje, s. 1.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Jako Chrystus Pan, ubogi, słaby i wzgardzony, siłą ofiary zwyciężył i przeistoczył świat cały, tak też i ci, co dokonane przezeń na Kalwaryi dzieło w szeregu wieków sprawują, nie w orężu, skarbach lub świeckiej mądrości, nie w cudownych nawet mocy Bożej objawach, lecz w doskonałym zaprzaniu się i ścisłym z Bogiem zjednoczeniu potrzebną ku temu siłę znajdują. Konferencje, s. 7.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Odchodzący do Ojca Syn Boży, nadaje władzę i posłannictwo nie tylko wybranym przez się Apostołom, z którymi do skończenia świata pozostawać nie mógł, lecz i tym wszystkim, co rozpoczęte przez nich dzieło w długim szeregu wieków sprawować mieli. W tych też słowach każdy minister Kościoła znajduje zarazem i wskazówkę swych obowiązków, i niezbędną dla nieudolności ludzkiej otuchę, że im podołać zdoła. Konferencje, s. 1.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Kapłan powinien być wszystkim dla wszystkich: ojcem dla sierot, nauczycielem dla nieumiejętnych, lekarzem dla grzeszników, pocieszycielem dla strapionych; on śpieszyć winien z uprzejmą skwapliwością i do łoża chorego, i do trybunału pokuty, i do szkoły, i na kazalnicę, jednym słowem wszędzie, kędy pomocy jego potrzebują, bo to główny obowiązek pasterza. Konferencje, s. 167.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. Powinien (kapłan) nadto wstawiać się za lud, pieczy swej powierzony, do Pana Zastępów, już to zanosząc przed tron Jego Przenajświętszą Ofiarę, już błagając Go w psalmach i hymnach o miłosierdzie i pomoc dla swej owczarni, która ma prawo oczekiwać od niego tej posługi jako od postawionego przez samego Zbawcę pośrednika między niebem a ziemią. Konferencje, s. 167.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Stan duchowny ma za cel urzędowanie pasterskie, i obejmuje całą hierarchią Kościoła nauczającego. Tu nie dosyć być dobrym chrześcijaninem na to, by się wiernie z obowiązków powołania swego wywiązać; ten bowiem, kto obrawszy sobie Pana za cząstkę dziedzictwa swego cały się na służbę Kościołowi zaofiarował i pasterzem dusz zostać pragnie, winien zupełnie oderwać serce od świata i wyrzec się godziwych nawet dla zwyczajnych chrześcijan pociech życia rodzinnego, by całe swe serce bez podziału oddać Chrystusowi i pieczy swej powierzonym duszom. Konferencje, s. 22.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. Na szczycie hierarchicznej, pod względem powołania, drabiny, powagą Kościoła umieszczony została stan zakonny, przeto, że do jego istoty należą śluby ubóstwa, czystości i posłuszeństwa, tj. trzy rady ewangeliczne, co obejmują zupełne zaparcie się samego siebie, nie tylko pod zewnętrznym, ale i pod wewnętrznym też względem. Konferencje, s. 23.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. Kapłan wedle Serca Bożego, to nieoszacowany skarb dla społeczeństwa, bo on nie tylko uczy przepowiadaniem, buduje przykładem i umacnia Sakramentami, ale też wstawia się i pośredniczy między ludem i Bogiem. Konferencje, s. 25.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11. Jeśli przeto chcemy, aby i nasze też posługiwanie płodnym w owoce było, spieszmy bez wahania do każdej posługi, chociażby najniebezpieczniejszej, ilekroć nam to chwała Boża i dusz zbawienie głosem obowiązku nakazuje, gdyż do ofiary tylko podobało się Panu przywiązać błogosławieństwo tak dla samego pracownika, jak i dla jego apostolskiej pracy. Konferencje, s. 113.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12. Dla nas kapłanów potrzebną jest przede wszystkim cierpliwość i wyrozumiałość w trybunale pokuty; nie dajmy się przeto podejść szatanowi fałszywym pozorem gorliwości. Prawda, że tu nie chodzi o naszą, lecz o Bożą obrazę, aleć to przecie jeden z najgłówniejszych powołania naszego obowiązków, byśmy korzącym się grzesznikom winy odpuszczali. Naśladujmy przeto Zbawiciela i owych Świętych pasterzy, co nie znali wyższej rozkoszy nad jednanie z Bogiem grzeszników. Konferencje, s. 140.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;13. ... Zamiłujcie też rubryki i ceremonialne przepisy w odprawianiu kapłańskich pacierzy i publicznego nabożeństwa, bo kto w Seminarium nie nałamie się do ścisłego ulegania prawu, ten tym bardziej nie potrafi okiełznać swej samowoli na parafii. Konferencje, s. 180.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;14. Toteż każdy kapłan, pojmujący należycie stosunek swój do Zbawiciela, najgruntowniej jest o tym przekonany, iż sam przez się nic nie zdoła sprawić w Winnicy Pańskiej; iż cała moc jego z wysoka jest, od Ojca Światłości, iż nauka jego nie jest jego, ale Tego, który go posłał... Konferencje, s. 194.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15. Mylne jest mniemanie, że minister Kościoła, którego zdaniem jest prowadzenie dusz ku niebieskiej ojczyźnie, nie powinien troszczyć się o los ojczyzny ziemskiej, a tym bardziej nie powinien przyjmować czynnego udziału w społecznych i politycznych sprawach swego kraju. Konferencje, t. II, s. 173.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;16. Nie wierzcie przeto, Najmilsi Bracia, jeśli kto wmawiać Wam będzie, że kapłan do spraw publicznych mieszać się nie powinien (...) Bezbożni radzi by wprawdzie zamknąć działalność naszą w ciasnych szrankach świątyni, a i tam nie dopuściliby nam ust otworzyć dla wyłuszczenia obowiązków obywatelskich, jako w zakres władzy duchownej nie wchodzących; lecz usunięcie się kapłana z życia publicznego będzie nie już sekularyzacją społeczeństwa, jak oni utrzymują, ale usunięciem zeń pierwiastka nadprzyrodzonego, rozwiązaniem boskich przykazań i zaprzeczeniem Stwórcy prawa rządzenia światem... Konferencje, t. II, s. 178.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;17. Kapłana to przede wszystkim jest obowiązkiem rozszerzać w pośród wiernych zdrowe o małżeństwie pojęcia i dobrą radą zapobiegać związkom, o których nic dobrego wróżyć niepodobna, dla braku niezbędnych do przykładnego pożycia warunków. Konferencje, t. II, s. 186.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;18. Nie tajno mi, Bracia, jak pospolitym jest dzisiaj to błędne mniemanie, że wstępujący do zakonnego lub duchownego stanu aspirant, do tego tylko stopnia cnoty może być obowiązanym, jaki praktykuje się w społeczności, której ma członkiem zostać; jak gdyby rozprzężenie obyczajów i upadek karności mogły kiedykolwiek prawem dla sumienia zostać. Konferencje duchowne, t. I, s. 2.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;19. Sam Zbawiciel rzezał te cudnej piękności formy obrzędowe, w które kapłańska działalność jest ujęta; lecz by odlewane ręką naszą pomniki nieśmiertelnej trwałości nabrały, trzeba, żebyśmy te formy złotem cnót naszych wypełnili... Konferencje, t. I, s. 42.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;20. Najpierw przeto jak widzimy, pracą gospodarza, która uprzedza wszelką uprawę, jest staranne ogrodzenie swej roli, aby ją zastrzec od wtargnięcia bądź swawolnych psotników, co ją z niedojrzałych nawet owoców ogołocą, bądź natrętnej trzody, co nie tylko połamie i zdepcze winne latorośle, lecz i korzenie ich nawet zryje i pogryzie. Z nie mniejszą też zapobiegliwością oszańcować winien rolę swej duszy każdy, co nad jej wyrobieniem sumiennie pracować przedsiębierze. Konferencje, t. I, s. 57.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;21. Pożądliwość ciała jest to owa wrodzona upadłej naturze ludzkiej żądza, która domaga się zaspokojenia wszelkiego rodzaju zmysłowych podniet, już to szukając rozkoszy, już unikając cierpienia. Najpierw ogniwami tego łańcucha, którym nas ciało do szatańskiego wozu przykuć usiłuje, są bez wątpienia owe konieczne potrzeby, jak: pokarm, napój, sen i odpoczynek, niemniej jak mieszkanie, odzież i inne niezbędne do życia warunki, bez których walka z żywiołami stałaby się dla człowieka niemożebną. Konferencje, t. I, s. 70.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;22. Wola, by mogła skutecznie dopomagać nam w dążeniu do chrześcijańskiej doskonałości, powinna umieć spełnić to, co Bóg rozkazuje, powstrzymać się od tego, co zabrania i znieść z poddaniem się to, co dopuszcza; w tym przeto troistym kierunku wykształcić się trzeba. Konferencje, t. I, s. 253.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;23. Zachowajmy jak największą skromność i prostotę w ubiorze, mieszkaniu i otoczeniu naszym. Jeśli będąc na parafii, zmuszeni będziemy utrzymać służbę, powóz i konie, niechże widocznym będzie, iż czynimy pod tym względem to tylko, co konieczna nakazuje potrzeba, w niczym próżności nie folgując. Sprzęt też domowy i stołowe naczynia w najuboższych nawet zazdrości budzić nie powinny, ochędóstwem raczej niż bogactwem połyskując. Konferencje, t. I, s. 144.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;24. Kapłan, co ma dłoń otwartą do dawania, a zamkniętą do brania, buduje wiernych i przez to jeszcze, że wiarę w pomoc Opatrzności w nich budzi; wdzięczność zaś za doznaną od pasterza opiekę poczciwi ci ludzie przenoszą do całego stanu duchownego, błogosławiąc w duszy każdemu słudze Chrystusowemu. Konferencje, t. I, s. 148.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;25. Kapłan całkiem Bogu oddany o tym jednym wciąż pamięta, iż wiernie spełnienie włożonych na niego obowiązków o zasłudze jego stanowi; lecz wybór tych obowiązków nie do niego należy, a im mniej własna jego wola przyjmie udziału w wyborze stanowiska, tym pewniejszym być może, iż sam Pan mu je przeznaczył (...). Konferencje, t. II, s. 13.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;26. Każde przeto rozporządzenie zwierzchności względem siebie (kapłan) za wolę Boża poczytuje, i nie wchodząc bynajmniej w ludzkie przełożonych pobudki, o to się jedynie troszczy, by należycie włożone na siebie obowiązki wypełnić. Konferencje, t. II, s. 13.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;27. Wszak począwszy od Apostołów i Ojców Kościoła wszyscy wielcy w Winnicy Pańskiej pracownicy też same co i my kapłańskie posługi wiernym oddawali, czemuż przecie ich i nasze prace tak różnym cieszą się owocem? Konferencje, t. II, s. 42.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;28. Czemu, gdy św. Bernard całą Europę miłością Krzyża zapala, św. Franciszek Seraficki stutysięczne rzesze do poślubienia ubóstwa i najsurowszej pokuty doprowadza, św. Franciszek Ksawery całe narody pogańskie Chrystusowi pozyskuje, my jednego nawet nie umiemy nawrócić grzesznika, jednej duszy wiernej na wyższy stopień doskonałości wprowadzić nie mamy siły? Konferencje, t. II, s. 42.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;29. (...) Gdy oni wlewali w nie najcenniejsze klejnoty w ogniu miłości roztopione, my napełniamy je mułem lenistwa lub próżności pyłem, o to się troszcząc jedynie, by co najrychlej od przykrej uwolnić się powinności. Konferencje, t. II, s. 43.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;30. A ówże najcięższy może z narodowych grzechów naszych, bo grzech przeciwko Bogu i Kościołowi, ów mówić, indyferentyzm religijny, co tak często, między młodzieżą zwłaszcza, w lekceważenie, a nawet wyszydzanie rzeczy świętych przechodzi? Iluż to i dziś jeszcze naliczyć można między nami takich, co prawo do czci i obywatelskich zasług sobie roszczą, a żyją nie jak katolicy, nie jako chrześcijanie nawet, lecz jak najwyuzdańsi pogańskiego świata sybaryci, o których Apostoł mówi, iż „ich bogiem – brzuch, a chwała – w tym, czego powinni się wstydzić” (Flp 3, 19). Z. Feliński, Wiara i niewiara, s. 124.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;31. Błogosławię was na pracę wewnętrzną, na budowanie Królestwa Bożego w duszach własnych, na niesienie krzyża w duchu pokuty i w duchu dobrowolnej ofiary na wzór Mistrza, Pana i Oblubieńca waszego. Tato – Arcybp Z. Sz. Feliński.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Źródła:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1/ Siostry Rodziny Maryi, Myśli i Słowa Sługi Bożego Arcybiskupa Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, Warszawa 1991.&lt;br /&gt;2/ Żylińska Regina, Ks. Zygmunt Szczęsny Feliński, Arcybiskup Metropolita Warszawski, Rzym 1965.&lt;br /&gt;3/ Feliński Zygmunt Szczęsny, Wiara i niewiara w stosunku do szczęścia osobistego, &lt;br /&gt;Lwów 1886.&lt;br /&gt;4/ Duchowa spuścizna abpa Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, red. Jan Machniak, Materiały z Sympozjum, w dniu 25.04.2002 r. w Klasztorze OO. Franciszkanów Conv. w Krakowie, Kraków 2002.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8958318446517274421-2549719452153549804?l=zfelinski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/2549719452153549804'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8958318446517274421/posts/default/2549719452153549804'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://zfelinski.blogspot.com/2011/03/mysli-na-kazdy-dzien-grudzien.html' title='Myśli św. Zygmunta Szczęsnego - grudzień'/><author><name>...</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8958318446517274421.post-7631152622241227267</id><published>2010-10-27T07:34:00.000-07:00</published><updated>2010-10-27T07:35:36.747-07:00</updated><title type='text'>S. dr Antonietta Frącek - Charakterystyczne cechy duchowości Abp. Z. Felińskiego</title><content type='html'>Zanim zostaną ukazane charakterystyczne cechy duchowości abpa Felińskiego warto zwrócić uwagę na jego cechy somatyczne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;       1. Feliński jako człowiek &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;       Dysponujemy w zasadzie dużym zbiorem dokumentacji, na podstawie której można sobie wyrobić ogólny pogląd o Felińskim jako człowieku i chrześcijaninie. Ukazać go jednak w całym bogactwie jego walorów ludzkich, intelektualnych i duchowych, takim jakim był w rzeczywistości, w swoim środowisku i epoce należy do spraw trudnych i tylko poprzez zewnętrzne przejawy jego działalności, wypowiedzi oraz opinii innych osób choć w przybliżeniu zostanie zarysowana jego sylwetka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;       a) Wygląd zewnętrzny. Z okresu młodości nie zachowały się żadne wizerunki Szczęsnego, ani jego portret namalowany w 1843 r. w Saratowie przez Adama Szemesza, ani dagerotyp wykonany w 1848 r. w Monachium. Z wypowiedzi jego matki i siostry, a zwłaszcza z opinii paryskiej wiemy, że był wysoki, szczupły ale silny, miał miłą powierzchowność, łatwość słowa, jasną cerę, duże niebieskie oczy i falujące jasne włosy . &lt;br /&gt;       W średnim wieku zachował sylwetkę szczupłą. Długi okres wygnania w chłodnym klimacie wpłynął na lekkie pochylenie jego postaci. Po powrocie z wygnania podziwiano postawę Arcybiskupa, poważnego starca, którego głowę przypruszyła siwizna. Jego włosy opadały na szyję, unosząc się lekką falą ponad uszami. Według relacji współczesnych, postać jego skromna, o twarzy uduchowionej, poważnej ale pogodnej, wzbudzała ogólny szacunek. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;       b) Temperament i cechy charakteru. W młodości cechował Szczęsnego złożony temperament o dominancie sangwinistycznego. Z natury miał usposobienie żywe i radosne. Sposób bycia szczery, prosty i bezpośredni, serce - według opinii studenta Mikołaja Bykowskiego - "życia i miłości pełne". Matka pisała o nim "dobry i szlachetny". Ciężkie przeżycia rodzinne przygasiły nieco jego żywiołową radość, ale jej nie zniszczyły. &lt;br /&gt;       W ocenie generała Władysława Zamoyskiego był: "cichy" i "skromny", a Jadwiga Zamoyska, dodała: "łagodny". Według "opinii paryskiej" był "uczuciowy i marzycielski, "skłonny do mistycyzmu, tajemniczy, głęboko religijny" . Optymizm i zdrowe poczucie humoru chroniły go od zwątpienia. &lt;br /&gt;       Sam o sobie pisał, że był "obdarzony od natury charakterem wrażliwym, zdolnym do zachwytu", "miałem charakter taki - mówił - co w najtrudniejszych przejściach w głębi serca wołał "choć bieda to - hoc" i był "w złotym zawsze humorze" . &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;       c) Postawa wobec ludzi. Ujmująca była życzliwa postawa Szczęsnego wobec ludzi. &lt;br /&gt;       - Miał dar zjednywania sobie serc. Jego siostra Zofia zanotowała: "ten chłopak miał takie szczęście do ludzi, że nawet Bibikow polubił go"; "był upragniony przez wszystkich", "wszystkich oczarował [...] pełnią młodzieńczego życia..., giętkością swego umysłu, który się umiał dostosować do wszystkich". "Jego wesołość podobała się wszystkim" . Zachwycali się nim koledzy w Moskwie. Student Mikołaj Bykowski "błogosławił chwilę", w której spotkał się z Felińskim, lekarz z Sokołówki pisał do jego matki: "kocham Pani syna", Juliusz Słowacki w Paryżu wyznał: "wszyscy go tu ukochali szanując". Pozyskał życzliwość wybitnych ludzi: pisarza Józefa I. Kraszewskiego, księcia A. Czartoryskiego, ordynata Stanisława Zamoyskiego. Jadwiga Zamoyska o swej rodzinie wspominała: "Wszyscy go [...] nieskończenie kochali. Pan Brzozowski go cenił". Opinię tę potwierdza Michalina Stanzani . Ludzi przyciągała do niego wielka kultura bycia, a także wartości moralne. &lt;br /&gt;       W stosunkach z otoczeniem cenił Szczęsny "prawdziwe przywiązanie, szczerą i bezwarunkową ufność". W wyborze przyjaciół świadomie zwracał uwagę na ich walory moralne, zalety charakteru i wartości intelektualne. Był wierny w przyjaźni. Stosunki przyjacielskie zawiązane w młodości utrzymywał przez całe życie. Miał poczucie własnej godności, "pogardzał podłością". O życzliwości jakiej doznawał od ludzi zwierzał się matce: "nie przestaję ciągłych dowodów szczerej życzliwości odbierać od całej rodziny moich opiekunów"; "aż serce rośnie z radości, że się na takich ludzi w świecie natrafiło" (1850) . &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;       d) Wartości intelektualne. "Feliński był człowiekiem o wybitnej i otwartej inteligencji, na którą nieprzeciętny wpływ wywarło środowisko rodzinne" . Zdolności te rozwijał wytężoną pracą. Dostrzegli je koledzy; ich ocena "pierwszy uczeń ... w naszym uniwersytecie" . On sam o sobie mówił skromnie: "nie czuję w sobie żadnych wyższych zdolności" . Studia w Moskwie i Paryżu, lektura oraz kontakty z wybitnymi ludźmi ubogaciły jego umysł i to zarówno w kierunku nauk ścisłych jak i humanistycznych. Sąd o nich współczesnych był jednoznaczny: "bystry", "wykształcony i kształcący się pilnie", "wiele obiecujący" , według Juliusza Słowackiego: "człowiek zupełny i pełny wiedzy", "skarb na przyszłość" . &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;       e) Praca nad kształtowaniem charakteru. U Szczęsnego dostrzegamy świadomą pracę nad kształtowaniem charakteru, wyrobieniem silnej woli i postępem moralnym. Tę pracę sam wytrwale prowadził i innym zalecał. "Muszę się hartować - pisał - bo zaledwie jestem na początku drogi". Chętnie przyjmował rady innych. Matce dziękował za "napomnienia" . &lt;br /&gt;       Siostrze Wiktorii zwracał uwagę na to, że "Nauki kształcą tylko umysł, największą zaś baczność trzeba zwrócić na ukształtowanie charakteru". &lt;br /&gt;       Uważał, że "wyrobienie w sobie mocnej woli jest pierwszym warunkiem postępu. Najlepsze zasady na nic się nie przydadzą człowiekowi, co nie umie panować nad sobą" . &lt;br /&gt;       Dał też mocny dowód panowania nad sobą. Jako student palił fajkę, "ale skoro dostrzegł, że fajka staje się nałogiem, nie chciał być jej niewolnikiem i przestał palić" . &lt;br /&gt;       Innych zachęcał do wytrwałej pracy nad sobą i odpowiedzialności za swe czyny. "Pamiętaj - pisał do starszego brata Alojzego - że nie mamy już sterników (...), że jesteśmy sami stróżami naszego postępowania i sami odpowiemy za nie przed sądem ludzkim, jak kiedyś odpowiemy przed Bogiem" (1844) . &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;       f) Pracowitość i poprzestawanie na małym. Charakterystyczną cechą Felińskiego była pracowitość. Pracował zawsze solidnie i "ochoczo" . &lt;br /&gt;       O zapale do pracy świadczą jego słowa zawarte w liście pisanym z Paryża do rodziny: "Powiem wam tylko, że nie próżnuję i nie tylko nie biedzę się nad tym, jak swój czas użyć, ale gdybym miał sobie ofiarowany czas wszystkich próżniaków całego świata, to jeszcze bez namysłu wielkiego potrafiłbym go użyć" (1848) . Jest w tej wypowiedzi dużo przesady, ale dobrze ilustruje ona jego entuzjazm, wytrwałość i chęć do pracy. &lt;br /&gt;       Miał wielkie poczucie obowiązku i odpowiedzialności za spełnienie przyjętych zobowiązań. Także swego brata Alojzego zachęcał do uczciwej pracy, do odpowiedzialnej gospodarności i oszczędności, udzielał mu roztropnych rad i zachęcał do wytrwałości . &lt;br /&gt;       Chętnie spieszył z pomocą potrzebującym. Pisał: "rad jestem każdemu zrobić przysługę" (1846). W Sokołówce z poświęceniem i zapałem oddał się pracy na rzecz wygnańców na Syberii. Jako wychowawca synów Brzozowskich w Paryżu cieszył się, że jego "praca może być pożyteczna dla innych" . &lt;br /&gt;       Z pracowitością łączył praktyczne podejście do problemów życia. W jego listach znajdujemy takie słowa: "moje wrodzone usposobienie i przykład osób, które najbardziej cenię, zawsze mnie do praktyczności kierowały" (1849) . &lt;br /&gt;       - Z pracowitością łączyła się druga cecha: "oszczędność" , poprzestawanie na małym. Z własnego doświadczenia wiedział, co to znaczy niedostatek, "dziurawe buty", "pusty żołądek", brak środków materialnych na niezbędne potrzeby, nawet "na znaczek do listu" (1841) . "Szczęsny skromny, nie żąda wiele" (1845) - mówiła o nim matka . W jego życiu były okresy, zarówno w Moskwie jak i w Paryżu, że rysowało się przed nim "widmo głodu" . &lt;br /&gt;       - Matce zawdzięczał wychowanie do pracy i poprzestawanie na małym. Pisał do niej: "nauczyłaś nas polegać jedynie na własnej pracy i obchodzić się małym, jeżeli ręce nasze lub głowy nie dostarczą nam wiele środków". A dalej: "jeżeli się umniejszą nasze dochody, to potrafimy ograniczyć i potrzeby" (1844) . &lt;br /&gt;       Jako kapłan w Petersburgu, arcybiskup w Warszawie odznaczał się niezwykłą pracowitością. Na zesłaniu, pomimo skrępowania przepisami policyjnymi i "przymusowej bezczynności", oddawał się pracy duszpasterskiej, a nawet fizycznej, apostołował poprzez swoje listy i działalność literacką. &lt;br /&gt;       Tak samo w Dźwiniaczce, zajęty był pracą, nie tylko duszpasterską, ale też oświatową, społeczną i gospodarczą, aby przyczynić się do podniesienia oświaty, kultury i bytu materialnego ubogich rolników, zarówno Polaków jak i Ukraińców. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;       2. Feliński jako chrześcijanin &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;       Dokumentacja pozwala na ukazanie niektórych cech duchowości abpa Felińskiego, opartej na Objawieniu Bożym, opromienionej duchem maryjnym, franciszkańską pokorą i ufnym spojrzeniem na teraźniejszość i przyszłość. &lt;br /&gt;       Poniżej zostanie położony główny nacisk na formowanie duchowości Felińskiego we wczesnej młodości, z pomocą łaski Bożej, ale też dzięki własnemu zaangażowaniu. To, że Feliński jako ksiądz, pasterz - wierzył w Boga, pokładał nadzieję w Opatrzności Bożej, dążył do umiłowania Boga i Jego świętej woli ponad wszystko, to jest w pewnym stopniu zrozumiałe. Natomiast spojrzenie na młodość Felińskiego, na kształtowanie jego postaw życiowych w świetle wiary, na ufność jaką pokładał w Bogu, na jego czuwanie i wysiłki, by postępować zgodnie z prawem Bożym, by patrzeć na życie poprzez pryzmat Objawienia Bożego i jego starania, by w konkretnej rzeczywistości ukochać Boga, Jemu wiernie służyć i całą ufność w Nim położyć - to sprawa wyjątkowa, godna przybliżenia współczesnemu człowiekowi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;       a) Duchowość Teocentryczna. - W religijności Felińskiego punktem kluczowym była wiara w Boga, która stała się dla niego solidnym fundamentem, na którym oparł on swoją egzystencję. To człowiek granitowej wiary i bezgranicznego zawierzenia Opatrzności. Zachowane listy Felińskiego do matki i rodzeństwa, z okresu młodości, odsłaniają jego żywą młodzieńczą wiarę, z której tryskała nadzieją, zaufanie bez granic pokładane w Opatrzności Bożej i gorąca miłość Boga, przejawiająca się we wszystkich momentach i różnych wydarzeniach jego życia. &lt;br /&gt;       Świadoma wiara w Opatrzność Bożą obudziła się w nim i kształtowała w bolesnych okolicznościach życia. Pozbawiony opieki rodzicielskiej przez śmierć ojca, zesłanie matki na Syberię, a nadto znalazłszy się w trudnej sytuacji i środków do życia, a do tego sam jeden w obcym środowisku w Moskwie - szukał oparcia w Bogu i coraz bardziej odrywał się od spraw ziemskich i sądów ludzkich . Bóg stał się dla niego Ojcem Umiłowanym, Opiekunem Najlepszym, Najwyższą Miłością, a zarazem Dawcą Hojnym i Miłosiernym, który nigdy nie opuszcza, który czuwa, osłania, prowadzi w sposób najlepszy i który daje wszystko, co potrzebne jest do życia i zbawienia. &lt;br /&gt;      Jego bezgraniczną, a zarazem pełną uroku wiarę w Boga wyrażają młodzieńcze słowa: "Mój punkt widzenia - to wiara, chciałbym, żeby wszystko, co mnie czaruje i zachwyca, miało w niej swój początek" (1843) Niezachwianie ufał w czuwającą Opatrzność Bożą nad nim samym i nad jego rodziną, nad ojczyzną i nad całym światem: "Pan Bóg opiekuje się nami" - często powtarzał (1844); "Pan Bóg czuwa nad nami w sposób najlepszy" (1847). "Wola Boża niech się dzieje we wszystkim". Często swoje listy kończył wezwaniem: "Niech Opatrzność Boska czuwa i błogosławi". &lt;br /&gt;       "Od lat najmłodszych Arcybiskupa aż do późnej starości złotą nicią snuje się przez jego życie ufna wiara w Opatrzność Bożą". W jego życiu nie znajdujemy najmniejszego śladu powątpiewania "w opiekę nadprzyrodzoną", natomiast spotyka się "niezliczone dowody pokornego poddania się woli Bożej, oczekiwanie na to, co Wszechmoc Boża ześle" . &lt;br /&gt;       Kochał Boga szczerze i tę miłość wyrażał w modlitwie, w uważnym słuchaniu głosu Boga, w poddaniu się Jego woli, o czym świadczą słowa: "Niech się dzieje wola Boża. Jak On zechce, tak będzie najlepiej" . Jego miłość i ufność nie były bierne lecz podtrzymywane poprzez nieustanną pracę: "Kiedy czynimy wszystko, co możliwe, łatwiej rachować na pomoc Bożą" (1848). &lt;br /&gt;       Jego całkowite poddanie się Bogu, wyrażają słowa: "Nie proszę przeto Pana Boga, aby to lub owo zrządził, ale żeby wszystko to, co zrządzić raczy, miało dla mnie taki urok i powab dlatego tylko, że to jest Wola Jego, żebym pokusy nawet nie miał co innego pragnąć" . &lt;br /&gt;       Z całokształtu dokumentacji można wnosić, że Feliński otrzymał od Boga przeogromny dar wiary wlanej. Z późniejszych jego zwierzeń wiadomo, "że od dzieciństwa wychowany pobożnie, żył w poczciwych, w chrześcijańskich zasadach, z Bogiem w sercu, jakby o tym nie wiedząc ... Wierzył, bo nigdy na myśl mu nie przyszło, żeby można wątpić; kochał, bo niepodobna mu było nie kochać". Dopiero po wstąpieniu do seminarium w pełni uświadomił sobie dary Boże, rozpoczął pracę wewnętrzną, zmierzającą ku świętości, poczuł się pociągnięty do "wyższej doskonałości" . &lt;br /&gt;       Wiarę Felińskiego i jego oddanie się Bogu ukazują znamienne słowa jakie skierował po śmierci matki do swego rodzeństwa: "Najdrożsi moi! Cóż mam powiedzieć, jedno: Bądź wola Twoja, o Panie! Przyjmowaliśmy z ręki Jego pociechy, czemuż i nawiedzenia przyjąć nie mamy...; miłujmy przede wszystkim Boga i we wszystkich czynnościach naszych o to jedynie się starajmy, by się Jemu podobać, a wówczas, po krótkim rozdziale znowu się z Najukochańszą Matką naszą w lepszym życiu połączymy, by się już nigdy nie rozłączyć". &lt;br /&gt;       Ludzie, patrzący na Felińskiego jako młodego człowieka, a później kapłana, biskupa, dostrzegali w nim umiłowanie Boga i Jego świętej woli, podziwiali głęboką wiarę, nadzieję i miłość, które promieniowały z całej jego postawy, słów i czynów. Ks. Józef Teodorowicz, późniejszy arcybiskup, zanotował: "Z tej to pokornej miłości płynęło głębokie nabożeństwo do Opatrzności Bożej, na którą się zdawał bezwarunkowo ks. Feliński" . Można powiedzieć, że całe jego życie było czujnym szukaniem we wszystkim woli Bożej, umiłowanie tej woli i zgodne z nią postępowanie, pod opieką Opatrzności. &lt;br /&gt;      W opinii współczesnych arcybp Feliński "posiadał wielką wiarę w Boga", był "zawsze Bogiem zajęty", "żył on w wielkim zjednoczeniu z Bogiem". Podziwiano jego "długie modlitwy", trwanie w Bogu przed Najśw. Sakramentem. Msze św. które odprawiał, wywierały na obecnych niepowtarzalne wrażenie; odczuwano wyraźnie obecność Boga. Także na przechadzkach widziano go z brewiarzem i różańcem w ręku, modlącego się. Przy spotkaniu dostrzegali jego wyjątkowe skupienie i uduchowienie. Rozmowa z nim, nawet na tematy dotyczące zdarzeń codziennych, zawsze schodziła na sprawy Boże . &lt;br /&gt;       W decydujących momentach swego życia Arcybiskup błagał "przede wszystkim Ducha Świętego o światło i siłę". &lt;br /&gt;       Z miłości Boga wypływała miłość Felińskiego do bliźnich. W każdym człowieku pragnął widzieć brata. W 19 roku życia uważał "miłość braterską dla bliźnich" za wartość nieocenioną, zdolną sprawić, że nie zejdzie "z drogi prawej" (1841). W jednym z listów odsłaniając nieco swoje życie wewnętrzne ukazał normę postępowania: "Moją zasadą jest poświęcać zawsze doczesność dla wieczności, materię dla ducha, dobrobyt dla spokoju sumienia i w zasadzie przynajmniej wolę zawsze słuchać głosu miłości niż głosu słuszności, można bowiem nieraz mieć do czegoś słuszne prawo i bez grzechu tego użyć, a jednak boleśnie zakrwawić serce bliźniego". &lt;br /&gt;       W stosunkach z ludźmi był "dziwnie uprzejmy", "przystępny dla wszystkich", "zawsze pogodny, łaskawy". Tak jak uczył, jak mówił i pisał, tak też postępował. "Kapłan, według niego, powinien być wszystkim dla wszystkich". Toteż "Wszystkie biedy miały do niego przystęp łatwy, jak do ojca". Niósł posługę duchową w każdej sytuacji, ale też nikt od niego nie odszedł bez wsparcia materialnego. Potrzebującym oddawał ostatni grosz, a nawet ostatnie buty . Życzliwie odnosił się do ludzi wiejskich, troszczył się o podniesienie ich poziomu religijnego i moralnego, ale też kulturalnego i gospodarczego . &lt;br /&gt;       Z miłością Boga i bliźniego łączył miłość Kościoła Ojczyzny, a także szacunek dla każdego ludzi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;       b) Duchowość Chrystocentryczna. Wzrok abpa Felińskiego był zawsze skierowany na Chrystusa: Chrystusa Nauczyciela, Pasterza, Zbawiciela, który oddaje swe życie za swe owce, na Syna człowieczego, który "nie przyszedł, aby mu służono, lecz żeby służyć" (Mk 10,45). Na nauce Chrystusa opierał swoje stosunki z bliźnimi. Był przekonany, że tylko w Chrystusie "można uważać wszystkich ludzi za braci . &lt;br /&gt;       Chrystus był dla niego "Drogą, Prawdą, Życiem". Pragnął naśladować Go w każdej sytuacji życia, gotowy iść za nim aż na "Kalwarię" i osiągnąć stan, który św. Paweł określił słowami: "żyję ja, już nie ja, żyje we mnie Chrystus" (Gal 2, 20). &lt;br /&gt;       "Błogosławiony to krzyż, pisał w duchu pokory w okresie zesłania - co zamiast do ziemi przygniatać, od ziemi owszem odrywa i wzrok duszy wciąż ku niebu podniesiony trzymać rozkazuje. Łzy, co krzyż taki wyciska, nie są łzami zgryzoty i rozpaczy, ale wdzięczności tylko, skruchy i miłości. Obyśmy wszyscy łzami takimi płakali, obyśmy z Magdaleną i Dyzmasem publicznie grzechów naszych się spowiadali, w miłosierdziu jedynie Pańskim, całą naszą ufność pokładając, iść za Ukrzyżowanym aż na Kalwarię gotowi". &lt;br /&gt;       Krzyż Chrystusowy wyznaczył Arcybiskupowi drogę nadziei, opartej na głębokiej wierze, bezgranicznym poddaniu się woli Bożej i miłosiernym służeniu bliźnim. Krzyż był dla niego drogą do Zmartwychwstania, do spotkania z Panem w wieczności. Doceniał wartość cierpienia. Wyraził to w wierszu pt. "Tajemnica krzyża". Sam trwał wiernie przy krzyżu Chrystusowym i innych do tego zachęcał. Wierzył w zwycięstwo krzyża i w jego "podwyższenie". Znalazło to odbicie w nazwie kościoła jaki ufundował w Jarosławiu nad Wołgą, pw. "Podwyższenia Krzyża Chrystusowego". Ostatnim aktem jego działalności w Dźwiniaczce było umieszczenie krzyża na świątyni, którą sam budował. Wierzył, że nadejdzie tryumf prawdy i sprawiedliwości. W tym kontekście jaśniała jego nadzieja w "zmartwychwstanie" Polski. &lt;br /&gt;       "Tylko zasługi Chrystusa - pisał - i niewyczerpane Jego miłosierdzie stanowią owo jedyne źródło, z którego łaska spływa na upadły ludzki rodzaj". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;       c) Charakter Eklezjalny. Arcybp Feliński przez całe życie odznaczał się umiłowaniem Kościoła i synowskim przywiązaniem do Stolicy Piotrowej. Uczucia swe manifestował w listach prywatnych przysyłanych z Petersburga do Watykanu o sytuacji Kościoła w Rosji, jak też w pismach urzędowych, skierowanych do Papieża z Warszawy, a nawet z zesłania. &lt;br /&gt;      Kościół nazywał - po prostu - "Matką". Jego gorącą miłość dla Kościoła potwierdzają słowa: "Tak Panie, Kościół, to najdroższy skarb mój, to cel życia mojego, to jedyne kochanie moje na ziemi, boś Ty jest duszą jego, a On Mistycznym Ciałem Twoim". &lt;br /&gt;       Dobru Kościoła podporządkował własne życie i całą swoją działalność w Petersburgu, w Warszawie, na zesłaniu i w Dźwiniaczce. &lt;br /&gt;       "Co do mnie - wyznaję wobec Boga i ludzi - pisał w liście pasterskim, iż pomyślność Kościoła (...) jest najważniejszym dla mnie na tej ziemi zadaniem, nie tylko dlatego, że z powołania i urzędu o stan Kościoła dbać powinienem, lecz że w Kościele Chrystusowym najżywotniejsze kwestie jak promienie w ognisku się jednoczą życie i siłę zeń czerpiąc" (13 paźdz. 1862). &lt;br /&gt;       Podobnie wyrażał się w listach do ks. Jana Koźmiana: "mając główną odpowiedzialność za stan Kościoła (...) przede wszystkim pomyślność Kościoła mam na celu". &lt;br /&gt;       W rozmowach z rządem w Warszawie wyraźnie oświadczał, że będzie bronił niezależności Kościoła, o czym raporty namiestnika donosiły cesarzowi . &lt;br /&gt;       Na specjalną uwagę zasługuje jego osobista wierność wobec Stolicy Apostolskiej, synowska miłość i posłuszeństwo wobec decyzji Ojca Świętego, wysiłki dla utrzymania stałego kontaktu duchowieństwa i wiernych ze Stolicą Świętą, modlitwy za Papieża. &lt;br /&gt;       W okresie wygnania z synowskim poddaniem powierzył swój los w ręce Piusa IX. Swoje przywiązanie do Stolicy Świętej, wiarę w nieomylność Papieża zawarł w liście jaki napisał z okazji Soboru Watykańskiego I, i przesłał drogą tajną do Rzymu (1870). Pius IX z radością przyjął ten głos Pasterza-Wygnańca, i polecił włączyć go do Akt Soboru . &lt;br /&gt;       O kwestii nieomylności papieża, a także o swoim przywiązaniu do Stolicy Apostolskiej, pisał Arcybiskup wielokrotnie i do różnych osób: do biskupa Wincentego Popiela, przebywającego na zesłaniu w Nowogrodzie Wielkim, do ks. Władysława Gorzelańskiego, z okazji jego święceń kapłańskich , do o. Bernarda Łubieńskiego, redemptorysty, który swój list w tłumaczeniu włoskim przekazał Generałowi Zakonu, oraz do Róży Sobańskiej, mieszkającej wówczas w Otorowie w Wielkopolsce. &lt;br /&gt;       W listach tych odważnie świadczył o swej wierze, o wierze duchowieństwa i ludu wiernego w nieomylność Papieża i jawnie głosił swoją miłość i synowskie przywiązanie do Stolicy Apostolskiej i do tego zachęcał innych. Toteż często nazywano go wiernym synem Kościoła. &lt;br /&gt;       Decyzje Ojca Świętego były dla niego wyrazem woli Bożej, o czym zaświadczył: "głos Ojca Świętego zawsze uważałem i aż do śmierci uważać nie przestanę za nieomylną wskazówkę woli Bożej we wszystkich sprawach tyczących się Kościoła". &lt;br /&gt;       Uważał, że Namiestnik Chrystusowy "w zarządzie Kościoła, niemniej jak w określeniu dogmatów wiary i obyczajów, działa On z natchnienia Ducha Ś[więtego], tak że postanowienia Jego są zawsze dla Kościoła najzbawienniejsze, chociażby mój ludzki, osobisty rozum w danej chwili tego nie pojmował". &lt;br /&gt;       W tym samym duchu przyjmował swoje wyniesienie na arcybiskupstwo warszawskie, jak również przeniesienie na tytularną Stolicę Tarsu (1883). &lt;br /&gt;       Zarówno Pius IX jak i Leon XIII wielkim zaufaniem i życzliwością darzyli arcybpa Felińskiego. &lt;br /&gt;       Pius IX pisał do arcybpa Felińskiego: "Na stanowisko Arcybiskupa Warszawskiego Ciebie wybraliśmy, Wielebny Bracie, o którym wiedzieliśmy, jak wielkiej jesteś cnoty i pobożności i jak szczególną względem Nas i względem tej Katedry Piotra (...) wiarą, miłością i poszanowaniem jesteś ożywiony" (20 luty 1862). &lt;br /&gt;       Leon XIII, przyjmując uroczyście w Watykanie arcybpa Felińskiego, wracającego z 20-letniego wygnania, skierował do niego słowa: "witaj wyznawco Boga" i dwukrotnie długo z nim rozmawiał (1883). A gdy dowiedział się o ciężkiej chorobie Pasterza-Wygnańca "przysłał mu ... swoje Apostolskie Błogosławieństwo w bardzo serdecznych wyrazach" (1895). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;       d) Akcenty biblijne w duchowości arcybpa Felińskiego. Zachowana dokumentacja potwierdza, że Feliński od wczesnej młodości znał Pismo Święte i opierał swe życie na objawieniu Bożym. W swoich listach do rodziny często przytaczał przypowieści i różne epizody ze Starego i Nowego Testamentu, o "patriarsze Jakubie", o "groszu wdowim", o "pokoju, jakiego świat dać nie może", o tym, że "nie można dwom panom służyć" . &lt;br /&gt;       Jego życie duchowe opierało się na Prawie Bożym. Był przekonany, że: "Nie ma zdania, które by przetrwało na wieki tylko prawda ogłoszona przez Boga" (1844). Uważał Objawienie Boże za jedyne "światło prawdziwe i nieomylne" (1847). Sam czytał codziennie Pismo święte i apostołował, aby i jego rodzeństwo czytało Pismo Święte, przejęło się jego duchem i z niego czerpało "światło" nieodzowne do formowania prawego sumienia. Jego życie duchowe opierało się na Prawie Bożym. Uważał Objawienie Boże za jedyne "światło prawdziwe i nieomylne" (1847). &lt;br /&gt;       Kierował do rodziny, a jednocześnie do siebie zachętę: "Pamiętajmy zawsze na słowa Chrystusa: Gdzie skarb twój, tam i serce twoje" (1848). Objawienie Pańskie uważał za jedyne "światło prawdziwe i nieomylne". Sam zgłębiał Księgi Święte, czytał codziennie Pismo Święte, i rodzeństwo zachęcał do codziennego czytania Pisma Świętego, "aby je wcielić w siebie i przejąć się jego duchem", do szukania w nim "światła", potrzebnego do kształtowania silnej woli i "prawego sumienia" (1847) &lt;br /&gt;       Znamienne są jego słowa skierowane do rodziny, ale z perspektywą wyboru swojego powołania: "Pamiętajmy zawsze, że Chrystus powiedział, że dwom panom naraz służyć nie można - obierzmy więc sobie Pana i Jemu wierni zostańmy" (1849). I Feliński wybrał Pana. &lt;br /&gt;       Słowa Chrystusa: Ja jestem Prawdą, stały się dla niego solidną zasadą życia i działalności jako kapłana, pasterza. &lt;br /&gt;       Do dziś zachowały się księgi Pisma Świętego Starego i Nowego Testamentu, oprawne w skórę, którymi posługiwał się arcybp Feliński i to od wczesnej młodości, na co wskazuje autograf jego nazwiska. &lt;br /&gt;       Wszystkie pisma arcybpa Felińskiego są oparte na Objawieniu Bożym. W ascetycznej części Ustaw, napisanych przez Założyciela: "Duch Rodziny Maryi", w Konferencjach o powołaniu, a zwłaszcza w obszernych Konferencjach duchownych , znajdujemy liczne cytaty ze Starego i Nowego Nowego Testamentu, zwłaszcza z Ewangelii i listów św. Jana oraz z listów św. Pawła. W Konferencjach duchownych najczęściej odwoływał się do Ewangelii św. Mateusza, oraz do Listów św. Pawła (1 List do Koryntian i List do Rzymian). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;       e) Duchowość Maryjna. - W Chrystocentrycznej, eklezjalnej duchowości arcybpa Felińskiego ważne miejsce zajmuje Maryja, Bożarodzicielka, Matka Kościoła. Toteż Arcybiskup przeszedł do historii jako czciciel Matki Najświętszej i propagator Jej kultu, zwłaszcza nabożeństw majowych. Maryja, wierna Służebnica Pańska była dla niego wzorem służby Bogu, Kościołowi i ludziom. &lt;br /&gt;       Cześć i miłość ku Matce Boga wyniósł on z pobożnych tradycji domu rodzinnego. Pod Jej opiekę chronił się w młodzieńczych zmaganiach i Jej pomocy wzywał w okresie poszukiwania swej drogi życiowej. &lt;br /&gt;       W liście pasterskim o nabożeństwie majowym, skierowanym do wiernych Archidiecezji Warszawskiej, pisał: "Jakoż w istocie, co tylko dobrego prawdziwie, co tylko zbawiennego i pożytecznego otrzymujemy, wszystko za pośrednictwem tej Matki Kościoła odbieramy" (27 kwiecień 1863). Można powiedzieć, że jego pragnienie zostało wysłuchane po 100 latach, kiedy to podczas Soboru Watykańskiego II, na prośbę biskupów polskich Papież Paweł VI ogłosił Matkę Najśw. - Matką Kościoła. &lt;br /&gt;       Arcybp Feliński przywiązywał dużą rolę do kultu Matki Bożej w życiu duchowym i moralnym człowieka i całego społeczeństwa. Jego pragnieniem było, aby nabożeństwa majowe, ożywiające pobożność ludu, "przyczyniły się do wzrostu życia religijnego i moralnego" całego Narodu. Jednocześnie wysuwał "konkretny program pracy", zmierzającej do wykorzenienia wad w społeczeństwie polskim "za pomocą pobożności Maryjnej" . &lt;br /&gt;       Jego apel: "O czcijcie Maryję, strójcie Jej ołtarze w sercach waszych kwiatami niewinności, cnoty, lub przynajmniej łzami pokuty, nawrócenia i szczerej poprawy" - znalazł szeroki oddźwięk w społeczeństwie. Wzywał też Naród do trzeźwości, do zerwania z nałogiem pijaństwa, a wzywał do "cnotliwego życia, wzajemnej miłości, zgody i pokoju". Zachęcał do gorącej modlitwy w domach rodzinnych i w środowiskach wiejskich oraz do spełniania dobrych uczynków: "A jeśli zbyt dalekie oddalenie nie dozwala codziennie odwiedzać świątyń Pańskich, to we własnych domach, (...) ustroiwszy wizerunek Przeczystej Dziewicy zielenią, wzywajcie przed nim Jej pomocy i opieki, bo przez Nią Zbawienie na świat przyszło. Ale przede wszystkim (...) wiedzcie o tym, że sama modlitwa bez dobrych uczynków i cnót chrześcijańskich nie zbawia". &lt;br /&gt;       W jego zamyśle nabożeństwa majowe, połączone z głoszeniem Słowa Bożego, z adoracją Najśw. Sakramentu miały służyć odrodzeniu duchowemu społeczeństwa, by wychować niejako nowe pokolenie "ludu prawdziwie wiernego, trzeźwego i moralnego". &lt;br /&gt;       Słowa Pasterza znalazły żywy oddźwięk w społeczeństwie. Jak Archidiecezja długa i szeroka, w miastach i wsiach, w kościołach i przy ołtarzykach domowych i podwórkowych, przy krzyżach przydrożnych i kapliczkach polnych, rozbrzmiewała Litania Loretańska ku czci Matki Bożej. W Stolicy nabożeństwa majowe odprawiane były we wszystkich kościołach, w niektórych dwukrotnie, w różnych godzinach - od 6 rano do późnych godzin wieczornych, by wszystkim stanom dać możność uczestnictwa w nich . &lt;br /&gt;       Podczas wygnania Maryja była dla niego wzorem pokornego poddana się woli Bożej. W tym kontekście lepiej rozumiemy znaczenie jego słów: "Błogosławieni, których godzina próby zastanie pod Krzyżem z Maryją" (1874). Ku Jej czci układał poezje i medytacje, a różaniec był ulubioną jego modlitwą. &lt;br /&gt;       W sławnym kazaniu z 1890 r., wygłoszonym w Katedrze Lwowskiej, wzywał Naród do uczczenia Królowej Polski w życiu prywatnym i publicznym, w działalności politycznej i socjalnej; a wspominając śluby Króla Jana Kazimierza wzywał do ich wypełnienia. &lt;br /&gt;       W pobożności maryjnej Pasterza-Wygnańca szczególne miejsce zajmowała Matka Boża Częstochowska. Przed objęciem rządów w Archidiecezji Warszawskiej udał się na Jasną Górę i tam oddał siebie i swoje pasterzowanie w dobre Dłonie Matki i Królowej, "co na tym miejscu tyle cudownych łask wyjednała tym, co się do Niej z pokorą i ufnością uciekali" . &lt;br /&gt;       Z obrazem M. B. Częstochowskiej przybył do Stolicy na trudne rządy i wkrótce z Jej wizerunkiem podążył na wygnanie do Jarosławia nad Wołgą. Po uwolnieniu zaś w Dźwiniaczce często widziano go zatopionego w modlitwie przed obrazem Czarnej Madonny, a gdy zmarł, jego biskupi krzyż zawiesili wierni jako votum przy Jej obrazie. Witraż Pani Jasnogórskiej został umieszczony nad jego sarkofagiem w Katedrze Warszawskiej. Matka Boża Częstochowska, którą Arcybiskup czcił i kochał przez całe życie i która strzegła go w doczesnej pielgrzymce, czuwa teraz nad jego mogiłą. &lt;br /&gt;       Według kard. Stefana Wyszyńskiego: "Maryjny program arcybiskupa Felińskiego, to wytknięty szlak wspólnej drogi Narodu i Kościoła" . &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;       f) Życie według rad ewangelicznych. - Ks. Feliński był arcybiskupem, a zarazem zakonnikiem. W rzeczywistości nie należał do żadnego zakonu, ale przez całe swe życie praktykował rady ewangeliczne. Wrażliwy na dobro i piękno moralne już w 13 roku życia złożył ślub czystości. Jako student uważał, że "zachowując serce nieskażone, religię i miłość braterską dla bliźnich" nie zboczy "z drogi prawej". Wyświęcony na kapłana, wstąpił do zawiązanego wówczas w Petersburgu Stowarzyszenia Kapłanów Diecezjalnych (1855) i wraz z arcybpem Hołowińskim i ks. Łubieńskim, "złożył... śluby zakonne proste", którymi czuł się zobowiązany do końca życia,
